Gość: ~abc
IP: *.man.zgora.pl / *.uz.zgora.pl
10.10.02, 22:27
No właśnie, obawy... Ta najważniejsza, to chyba o to, czy nie
będzie to na pokaz albo raczej - na ile będzie to na pokaz. I
czy wystarczy wpisać się na listę, aby zmienić postawę
nauczycieli, od których zależy przecież najwięcej.
Na liście zgłoszonych szkół są dwie, do których uczęszczają moje
dzieci - gimnazjum (syn) i szkoła podstawowa (córka). Niestety
oboje jakoś nie mają szczęścia do nauczycieli i to chyba
właśnie - o dziwo!!! - z powodu swoich uzdolnień. Syn doszedł
już do takiego etapu, że nudząc się na lekcjach zaczął
przeszkadzać, rozmawiając i komentując poczynania innych, w tym
nauczycieli. I tylko dwoje nauczycieli, jeszcze w szkole
podstawowej, zamiast mówić, jaki to on jest wybitny i jak się
marnuje (no i przeszkadza), po prostu pokazało mu, że można. I
że warto, i że może się udać. I udało się. Pozostali wydają się
być albo nieprzygotowani na pracę z tego typu dziećmi, albo jej
niechętni (ci najbardziej niezadowoleni z poczynań mojej
starszej latorośli należą - tak to odczuwam - właśnie do tej
drugiej grupy). Zamiast rozwoju i (współ-)pracy jest pasmo
ciągłych konfliktów i narzekań.
Córka jeszcze nie osiągnęła tego etapu, ale już się do
niego "przymierza". Aż boję się pomyśleć, co będzie, gdy
dorośnie do obecnego wieku syna. Bo w gębie jest mocniejsza.