Dodaj do ulubionych

Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie

IP: *.chello.pl 15.12.02, 19:35
Czytając wypowiedzi na Forum mamy diagnozę dlaczego polska szkoła jest zła.
Może należałoby się zastanowić jak ją wyleczyć. Zakładamy, że przenoszenie
jakichkolwiek ( nawet sprawdzonych) wzorców amerykańskich jest pozbawione
sensu. Zyjemy tu i teraz. Mamy określone realia. Nie zmienimy - z dnia na
dzień - nastawienia rodziców i nauczycieli, nie mamy wpływu na system oświaty
( o większych zmianach decyduje Sejm). Co zatem robić, aby wyleczyć polską
szkołę?
Obawiam się, że do Unii wejdzie pokolenie totalnie niedouczone, pozbawione
jakichkolwiek zasad etycznych i moralnych, słąbo znające języki obce.
Szkoły państwowe z regóły są marne ( nauczyciele fatalnie opłacani biegający
z jednej pracy do drugiej), prywatne jeszcze gorsze ( właściciele są
nastawieni na zysk za wszelką cenę, wyciskają pieniądze kosztem i uczniów i
nauczycieli), społeczne - też takie sobie - niby Rady Rodziców pilnują, ale w
praktyce też bywa to różnie.
Dlaczego nie ma szkoły dla inteligentnych, zdolnych, chcących się uczyć?
Agata
Obserwuj wątek
    • caerme Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 15.12.02, 20:34
      witaj,
      jeslu jest tak zle jak jest - oznacza ze system siega dna i naprawic sie go nie
      da [vide rodzime reformy], wiec moze zastosowac najpierw recepte mojego klienta
      [kilku gestapowcow z "taaaka" pala by pogonic tych na gorze] i zaczac wszystko
      od poczatku, zgodnie z zasada ze jesli jest tak zle to gorzej juz byc nie moze.
      jesli system amerykanski [jak zwal tak zwal] daje:
      - ludzi wyksztalconych
    • caerme Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 15.12.02, 20:40
      witaj,
      jeslu jest tak zle jak jest - oznacza ze system siega dna i naprawic sie go nie
      da [vide rodzime reformy], wiec moze zastosowac najpierw recepte mojego klienta
      [kilku gestapowcow z "taaaka" pala by pogonic tych na gorze] i zaczac wszystko
      od poczatku, zgodnie z zasada ze jesli jest tak zle to gorzej juz byc nie moze.
      jesli system amerykanski [jak zwal tak zwal] daje:
      - ludzi wyksztalconych W SWOIM ZAWODZIE a nie we wszystkich ale po lebkach
      - jesli owiz ludzie potrafia czytac i rozumiec to co sie do nich mowi w sklai
      duzo wiekszej jak u nas [polska ok 1/4 doroslych]
      - jesli szkola jest przyjazna, lub inaczej, wspolpracuje z rodzicami uczniami i
      sprawia ze jest mnie patologii jak u nas
      - jesli uczen jest uczony lub wpajana mu jest wiedza nie encyklopoedyczna a
      problemowa
      - jesli nie zabija sie w nim niezaleznoci
      to czmuz by i niego nie wprowadzic, nasze warunki jakie sa kazdy widzi.
      z drugiej strony jezeli widzimy ze pewne rzeczy tam nie graja z tych czy innych
      wzgledow a ozdobvniki w rodzaju [np!] przysiegi kazdego dnia an wiernosc fladze
      itp sa zbedne to je wywalic i/lub zmienic
      tutaj nie moze byc reformy czastkowej z zachowaniem starych wzorcow o
      fragmentow po prostu wszystko od podstaw i od nowa, i pewnie od razu odczujemy
      zmiany, jesli na gorsze - to trzeba bedzie zminiac dalej - nic sie nie zmieni
      szkola jest permanentnie w jakiejs reformie dotyczacej czegos tam
      przeprowadzanej przez kolejnego ministra od oswiaty czy nauki. jesli sie uda to
      wychwycic bledy "dziecinstwa" tej reformy naprawic je i kontynuowac
      pozdr
      piotrek
    • Gość: Krzysztof Homan Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: 62.233.233.* 15.12.02, 21:54
      Gość portalu: Agata napisał(a):

      > Czytając wypowiedzi na Forum mamy diagnozę dlaczego polska szkoła jest zła.

      Wszyscy(?) wiedzą, że jest zła.
      Dlaczego jest zła - tu już występuje różnorodność opinii.

      > Może należałoby się zastanowić jak ją wyleczyć. Zakładamy, że przenoszenie
      > jakichkolwiek ( nawet sprawdzonych) wzorców amerykańskich jest pozbawione
      > sensu. Zyjemy tu i teraz. Mamy określone realia. Nie zmienimy - z dnia na
      > dzień - nastawienia rodziców i nauczycieli, nie mamy wpływu na system oświaty
      > ( o większych zmianach decyduje Sejm). Co zatem robić, aby wyleczyć polską
      > szkołę?

      Zacząć od zmiany Sejmu ;-)

      Od kilku tygodni podaję tutaj swój punkt widzenia, podaję też receptę.
      Znasz ją? Mam powtórzyć?

      Pozdrawiam
      Krzysztof Homan, nauczyciel
      khoman@poczta.onet.pl
    • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: *.ny325.east.verizon.net 16.12.02, 01:16
      Gość portalu: Agata napisał(a):

      > Czytając wypowiedzi na Forum mamy diagnozę dlaczego polska szkoła jest zła.
      > Może należałoby się zastanowić jak ją wyleczyć. Zakładamy, że przenoszenie
      > jakichkolwiek ( nawet sprawdzonych) wzorców amerykańskich jest pozbawione
      > sensu.

      Pisze tu na tyle dlugo,bys raczyla zauwazyc,ze zadne wzorce z amerykanskiego
      systemu nauczania nie zostaly wprowadzone w Polsce.
      Nie oglupiaj ludzi,OK?

      > Zyjemy tu i teraz. Mamy określone realia. Nie zmienimy - z dnia na
      > dzień - nastawienia rodziców i nauczycieli, nie mamy wpływu na system oświaty
      > ( o większych zmianach decyduje Sejm). Co zatem robić, aby wyleczyć polską
      > szkołę?

      Zmiany te sa trywialnie proste i nie wymagajace zadnych nakladow finansowych.
      Pisalem o nich nie raz:

      1-STOPNIE OD 1 SEJ KLASY LUB SYSTEM PUNKTOWY OPISANY PRZEZ UNSATISFIED
      2-SELEKCJA OD 1 SZEGO ROKU NAUCZANIA,BY ZDOLNIEJSI BYLI W LEPSZYCH KLASACH

      > Obawiam się, że do Unii wejdzie pokolenie totalnie niedouczone, pozbawione
      > jakichkolwiek zasad etycznych i moralnych, słąbo znające języki obce.

      EU MA TEN SAM PROBLEM,PONIEWAZ POLSKI SYSTEM SZKOLNICTWA JEST OPARTY NA WZORACH
      WZIETYCH Z EU.
      1-BRAK WLASCIWEJ OCENY
      2-BRAK SELEKCJI

      > Szkoły państwowe z regóły są marne ( nauczyciele fatalnie opłacani biegający
      > z jednej pracy do drugiej), prywatne jeszcze gorsze ( właściciele są
      > nastawieni na zysk za wszelką cenę, wyciskają pieniądze kosztem i uczniów i
      > nauczycieli), społeczne - też takie sobie - niby Rady Rodziców pilnują, ale w
      > praktyce też bywa to różnie.
      > Dlaczego nie ma szkoły dla inteligentnych, zdolnych, chcących się uczyć?

      BO JAJOGLOWI WYMYSLILI ROZNEGO RODZAJU OCHRONKI DLA OCIEZALYCH UMYSLOWO BY
      MOGLI ONI UCZYC SIE JAK ROWNY Z ROWNYM Z WYBITNYMI I PRZYKLADAJACYMI SIE DO
      PRACY UCZNIAMI.

        • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 02:27
          Gość portalu: Agata napisał(a):

          > Co do selekcji już od pierwszej klasy - zgadzam się.
          > Tylko jak przekonać o tym decydentów.
          > Pozdrawiam- Agata

          Wnuczka Millera bedzie chodzila do specjalnej klasy,gdzie bedzie az troje
          dzieci.
          To jest dosc dobry sposob na eliminacje konkurencji w zarodku.

          Przeciez o poziomie szkoly(klasy) decyduje POZIOM UCZNIOW,bo w nauczaniu
          poczatkowym w kazdej szkole nauczyciel jest madrzejszy od ucznia.

          Jesli wnuczka premiera nie jest gotowa na poddanie sie selekcji,to chyba ryba
          smierdzi od glowy.
      • Gość: ola Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: 158.75.3.* 17.12.02, 12:33
        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

        > Gość portalu: Agata napisał(a):
        > > Dlaczego nie ma szkoły dla inteligentnych, zdolnych, chcących się uczyć?
        >
        > BO JAJOGLOWI WYMYSLILI ROZNEGO RODZAJU OCHRONKI DLA OCIEZALYCH UMYSLOWO BY
        > MOGLI ONI UCZYC SIE JAK ROWNY Z ROWNYM Z WYBITNYMI I PRZYKLADAJACYMI SIE DO
        > PRACY UCZNIAMI.
        >
        Oj tak, ideałem byłyby szkoły z internatem, nie, nie po to, żeby wszystkie
        wybitne dzieciaki były razem, ale po to, żeby je oddzielić od ich wybitnych
        rodziców i uchronić przed selekcją ich dziecięcych marzeń, przyjaźni i utratą
        kontaktu z rzeczywistością. Poza tym, gwoli ścisłości: "wybitne" to nie to samo
        co "przykładające się do pracy". O kształtach głów niektórych forumowiczów
        wolałabym się nie wypowiadać.
    • izzo Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 17.12.02, 10:32
      > Dlaczego nie ma szkoły dla inteligentnych, zdolnych, chcących się uczyć?
      > Agata

      Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że niektórzy forumowicze uważają selekcję
      od maleńkości za jakiś cudowny środek, mający uzdrowić szkołę (patrz ten wątek
      + oceny opisowe). A propos wypowiedzi MACIEJA: gdyby selekcja naturalna, jak to
      nazywasz, była decydująca, to bynajmniej nie twoja inteligentna córka by się
      ostała, bo nie na tym dokładnie ta selekcja polega. Stwórzcie sobie szkołę
      (oczywiści po egzaminie wstępnym, bo jakże dopuścić byle kogo do edukacji), w
      której co tydzień róbcie klasówki i mówcie 7-latkom: Dziś z klasówki dostałeś
      pałę, przykro mi (albo nie), ale musisz się pożegnać z tą klasą, bo tu mogą być
      tylko ci, którzy dostali szóstki. Won z klasy. Rodzice tych szóstkowych
      (oczywiście wy) mówicie: Co, ta Ania dostała pałę? Trudno, nie będziesz się już
      z nią spotykać, bo jest dla ciebie za głupia, idź lepiej porozmawiać z Krysią,
      to jest dopiero mądra dziewczyna, albo lepiej nie rozmawiaj z tymi matołami z
      klasy, tylko licealiści mogą ewentualnie się z tobą równać, ale też nie
      wszyscy, bo wiesz, ten Maciek to ostatnio też dostał tróję z czegoś tam, to
      kompletnie przegrany matoł, nie ma już żadnych szans na dobre studia.
      Powodzenia w nowej szkole.
      • Gość: MACIEJ izzo z MACZUGA W REKU IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 16:00
        izzo napisała:

        > > Dlaczego nie ma szkoły dla inteligentnych, zdolnych, chcących się uczyć?
        > > Agata
        >
        > Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że niektórzy forumowicze uważają selekcję
        > od maleńkości za jakiś cudowny środek, mający uzdrowić szkołę (patrz ten
        wątek
        > + oceny opisowe). A propos wypowiedzi MACIEJA: gdyby selekcja naturalna, jak
        to
        > nazywasz, była decydująca, to bynajmniej nie twoja inteligentna córka by się
        > ostała, bo nie na tym dokładnie ta selekcja polega.

        Nie zapominaj,ze to jest forum SZKOLA Z KLASA a nie z MACZUGA W REKU.

        > Stwórzcie sobie szkołę
        > (oczywiści po egzaminie wstępnym, bo jakże dopuścić byle kogo do edukacji),

        BZDURY PISZESZ I ZACZYNA Z CIEBIE ZOLC SIE ROZLEWAC.
        Nie ma egzaminow wstepnych do szkoly i nigdy o nich nie pisalem.
        Sam to wymysliles,bo widocznie chcesz tu jakas glupia ideologie rozlac na forum.


        > w
        > której co tydzień róbcie klasówki i mówcie 7-latkom

        Znowu glupoty piszesz.
        Klasowki co tydzien ma moj syn w 3-ciej klasie i jest to cos jak najbardziej
        normalnego w Stanach,ze wiadomosci trzeba sprawdzac.
        Nie slyszalem zadnych sprzeciwow rodzicow.

        >: Dziś z klasówki dostałeś
        > pałę, przykro mi (albo nie), ale musisz się pożegnać z tą klasą, bo tu mogą
        być
        > tylko ci, którzy dostali szóstki. Won z klasy.

        Znowu glupoty.
        Oceny sa procentowe.
        Maksymalna ocena to 100.
        Pisal o tym unsatisfied.

        > Rodzice tych szóstkowych
        > (oczywiście wy) mówicie: Co, ta Ania dostała pałę? Trudno, nie będziesz się
        już
        > z nią spotykać, bo jest dla ciebie za głupia, idź lepiej porozmawiać z
        Krysią,
        > to jest dopiero mądra dziewczyna, albo lepiej nie rozmawiaj z tymi matołami z
        > klasy, tylko licealiści mogą ewentualnie się z tobą równać, ale też nie
        > wszyscy, bo wiesz, ten Maciek to ostatnio też dostał tróję z czegoś tam, to
        > kompletnie przegrany matoł, nie ma już żadnych szans na dobre studia.

        Znowu glupoty.
        Oceny uczniow nie sa podawane do wiadomosci publicznej.
        Kazdy uczen zna wynik tylko swojego testu.

        > Powodzenia w nowej szkole.

        Dziekuje bardzo.
      • Gość: Krzysztof Homan Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: 62.233.233.* 17.12.02, 20:22
        izzo napisała:

        > Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że niektórzy forumowicze uważają selekcję
        > od maleńkości za jakiś cudowny środek, mający uzdrowić szkołę (patrz ten
        wątek
        > + oceny opisowe).

        Cudowny środek czy nie, występuje w świecie materii ożywionej. Próby jego
        ominięcia powodują degenerację gatunków, w konsekwencji ich odejście z tego
        świata. Selekcja jest bolesna dla niektórych. Ale bolesny jest również jej
        brak. W przypadku braku mamy do czynienia ze złamaniem praw wolności, z
        komunizmem, z pasożytnictwem.

        Stwórzcie sobie szkołę
        > (oczywiści po egzaminie wstępnym, bo jakże dopuścić byle kogo do edukacji)

        Wszyscy mają prawo do edukacji. Stwórz sobie swoją szkołę.

        > Won z klasy.

        Nie "won", tylko "do widzenia". I jak pisze Maciej, nie oznacza to - "już
        więcej się nie zobaczymy".

        Rodzice tych szóstkowych
        > (oczywiście wy) mówicie: Co, ta Ania dostała pałę? Trudno, nie będziesz się
        już
        > z nią spotykać, bo jest dla ciebie za głupia

        Nie zmyślaj. Mów o sobie.

        > kompletnie przegrany matoł, nie ma już żadnych szans na dobre studia.

        Nie zmyślaj. Tego Maciej nie napisał, ani nikt inny.

        > Powodzenia w nowej szkole.

        Współczuję Twojemu strachowi przed wzięciem własnego życia we własne ręce.

        Pozdrawiam
        Krzysztof Homan, nauczyciel
        khoman@poczta.onet.pl
        • caerme Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 17.12.02, 22:26
          izzo napisała:
          > Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że niektórzy forumowicze uważają selekcję
          > od maleńkości za jakiś cudowny środek, mający uzdrowić szkołę (patrz ten
          wątek
          > + oceny opisowe).

          od malenkosci? a bylas kiedys na podworku gdzie dzieciaki w grach i inych
          takich zabawach dokladnie robia selekcje ktos tam jeszt "szefem bandy
          podworkowej" ktos tam "jest blaznem grupowym" itd... pamiec jest krotka.
          po czym w szkole oficjalnie wszyscy sa rowni...

          A propos wypowiedzi MACIEJA: gdyby selekcja naturalna, jak to
          > nazywasz, była decydująca, to bynajmniej nie twoja inteligentna córka by się
          > ostała, bo nie na tym dokładnie ta selekcja polega.

          my mowimy o selekcji, by zdeolni chetni i osoby ktore maja checi i mozliwosci
          je wykorzystaly by od razu wykorzystac ich potencjal, a inni tez umieli dobrze
          robic to co robia, z tym ze moze niekoniecznie wymagania byly tak duze

          > Stwórzcie sobie szkołę
          > (oczywiści po egzaminie wstępnym, bo jakże dopuścić byle kogo do edukacji), w
          > której co tydzień róbcie klasówki i mówcie 7-latkom: Dziś z klasówki dostałeś
          > pałę, przykro mi (albo nie), ale musisz się pożegnać z tą klasą, bo tu mogą
          być
          > tylko ci, którzy dostali szóstki. Won z klasy.

          soory - m mowimy o "postepach w nauce za pewien okres - np semestr! kazdemu
          moga sie zdrazyc potkniecia, kazdy je ma, lecz jesli okaze sie to wypadkiem
          przy pracy - kazdy ma zle dni - to nic sie nie stanie, jesli zas taki skok byl
          pomylka to sorry winetu...


          Rodzice tych szóstkowych
          > (oczywiście wy) mówicie: Co, ta Ania dostała pałę? Trudno, nie będziesz się
          już
          > z nią spotykać, bo jest dla ciebie za głupia, idź lepiej porozmawiać z
          Krysią,
          > to jest dopiero mądra dziewczyna, albo lepiej nie rozmawiaj z tymi matołami z
          > klasy, tylko licealiści mogą ewentualnie się z tobą równać, ale też nie
          > wszyscy, bo wiesz, ten Maciek to ostatnio też dostał tróję z czegoś tam, to
          > kompletnie przegrany matoł, nie ma już żadnych szans na dobre studia.

          kiedy i kto zabrania sie bawic? moze ty? bo to do jakiej kto szkolyb chodzi nie
          oznacza wcale ze wiezi miedzyludzkie sa niszczone. mysmy nic takiego nie pisali
          a sznase ma z tym ze np nie prosta droga tylko dluzsza, albo np zawodowe.
          prosze czytaj dokladnie...

          > Powodzenia w nowej szkole.

          wiesz ze po takiej reformie bylaby niezla... zwl. z tym systemem amerykanskim?
          pozdr.
          piotrek
        • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 03:10
          Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

          > izzo napisała:
          >
          > > Odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że niektórzy forumowicze uważają selek
          > cję
          > > od maleńkości za jakiś cudowny środek, mający uzdrowić szkołę (patrz ten
          > wątek
          > > + oceny opisowe).
          >
          > Cudowny środek czy nie, występuje w świecie materii ożywionej. Próby jego
          > ominięcia powodują degenerację gatunków, w konsekwencji ich odejście z tego
          > świata. Selekcja jest bolesna dla niektórych. Ale bolesny jest również jej
          > brak. W przypadku braku mamy do czynienia ze złamaniem praw wolności, z
          > komunizmem, z pasożytnictwem.
          >
          > Stwórzcie sobie szkołę
          > > (oczywiści po egzaminie wstępnym, bo jakże dopuścić byle kogo do edukacji)
          >
          > Wszyscy mają prawo do edukacji. Stwórz sobie swoją szkołę.
          >
          > > Won z klasy.
          >
          > Nie "won", tylko "do widzenia". I jak pisze Maciej, nie oznacza to - "już
          > więcej się nie zobaczymy".
          >
          > Rodzice tych szóstkowych
          > > (oczywiście wy) mówicie: Co, ta Ania dostała pałę? Trudno, nie będziesz si
          > ę
          > już
          > > z nią spotykać, bo jest dla ciebie za głupia
          >
          > Nie zmyślaj. Mów o sobie.
          >
          > > kompletnie przegrany matoł, nie ma już żadnych szans na dobre studia.
          >
          > Nie zmyślaj. Tego Maciej nie napisał, ani nikt inny.
          >
          > > Powodzenia w nowej szkole.
          >
          > Współczuję Twojemu strachowi przed wzięciem własnego życia we własne ręce.


          Tak,tak,to jest nic innego jak strach przed nowymi rozwiazaniami.
          Pan sie we wsi boja ruchu.

          > Pozdrawiam
          > Krzysztof Homan, nauczyciel
          > khoman@poczta.onet.pl
          • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 03:25
            Odnosze nieodparte wrazenie,ze tej polskiej reformy szkolnictwa dokonal izzo z
            kolegami.
            Jest jedna rzecz z systemem selekcji na ktora bym raczyl zwrocic uwage.

            Wziecie udzialu w selekcji nie jest obowiazkowe.

            Dzieciak dostaje formularz na program DELTA.
            Jesli rodzice akceptuja ten system selekcji,to wypelniaja formularz i dziecko
            oddaje go nauczycielowi.
            Nastepnie przychodzi poczta zawiadomienie gdzie i kiedy odbedzie sie egzamin na
            DELTE.
            A po egzaminie rowniez poczta przychodza wyniki,oraz gdzie dziecko moze podjac
            nauke w nastepnym roku.
            Autobus dowozi do szkoly jesli od domu jest wiecej niz pol mili dla pre-K do 2
            klasy i powyzej 1 mili dla 3 klasy i wyzej.

            W kazdym momencie mozna z procesu selekcji zrezygnowac bez zadnych konsekwencji.
            • izzo Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 18.12.02, 10:13
              Przepraszam, faktycznie mnie nieco poniosło, ale z tego, co mówiliście,
              wynikało, że selekcja i przesuwanie z klasy do klasy ma być jakimś ogólnie
              obowiązującym sposobem na zaliczanie kolejnych klas.
              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
              > Odnosze nieodparte wrazenie,ze tej polskiej reformy szkolnictwa dokonal izzo
              > kolegami. Jest jedna rzecz z systemem selekcji na ktora bym raczyl zwrocic
              uwage.
              > Wziecie udzialu w selekcji nie jest obowiazkowe.
              >
              No własnie, o to mi chodziło. Delta to, z tego co widzę, bardzo rozbudowany
              system stypendialny, a przynajmniej finansowy, bo ktoś te dzieci wybiera i
              DOWOZI. Dla MACIEJA taka rzecz jak dowożenie dzieci jest trywialna, u nas to
              wygląda nieco inaczej (patrz gimbusy itp). Jest parę światłych haseł (selekcja,
              edukacja sześciolatków itp.), które pozbawione odpowiednich nakładów
              finansowych i poważnego przewietrzenia stołków w kuratoriach niczego dobrego
              nie uczynią, a wręcz przeciwnie. Można bardzo łatwo wyselekcjonować dzieci
              zdolne, nawet nauczyciel w klasie to potrafi bez specjalnych egzaminów, ale co
              potem? Tworzenie szkół specjalnych? W szkole zwykłej najczęściej nie ma
              większych możliwości pracy z tymi dziećmi: dzieci kończą po 17-tej lekcje, brak
              sal, nauczycielowi nie płaci się za zajęcia dodatkowe itp.
              Są dzieci o różnej konstrukcji psychicznej (fakt znany nawet w Ameryce),
              niektóre łatwiej, niektóre trudniej nawiązują kontakty. Mój syn należy do tej
              drugiej grupy i nie uważam, żeby był to powód do wyżywania się na nim i
              uważania go za gorszego od tych, dla których częsta zmiana środowiska w wieku 7
              lat nie stanowi problemu. Również jest inteligentny i pewnie jedyna różnica
              między nim a dziećmi Macieja polega na tym, że on jest tu, a oni tam. Zależy mi
              też, żeby miał w szkole czas na nawiązanie przyjaźni, a te, jak zauważyłam,
              zależą nie tylko od jednakowego wyniku testów. Czy to źle? W klasie mojego syna
              nie ma ociężałych umysłowo, są dzieciaki lepsze i gorsze, jak wszędzie. Nie są
              mi (na razie) niezbędne klasy z wyselekcjonowanymi dziećmi. Chciałabym tylko,
              żeby klasy w szkole były na tyle małe, żeby nauczyciel mógł pracować z każdym
              nie czekając na inne, mógł realizować dwa programy. Poniekąd tak jest, dzieci
              słabo czytające robią co innego niż te czytające i liczące bardzo dobrze, mają
              różne teksty, różne zadania, umożliwia to odpowiednia konstrukcja podręcznika.
              Dlatego powiedziałam, że dzieci nie nudzą się w szkole. I naprawdę dzieci w
              klasie mojego syna nie interesują oceny kolegów. Jeszcze nie, potem na pewno
              tak. Nie uczy się dla mnie, choć wiem, że są babcie, które płacą wnuczkom za
              szóstki. Mój syn jest też bardzo zdolny i inteligentny i zależy mi na jego
              rozwoju, ale dziwi mnie, że Panowie na forum nie dostrzegacie, że "sukces"
              systemu amerykańskiego (a raczej to, co wam sie tam tak podoba) bierze się z
              dużych nakładów na naukę i szkolnictwo, przede wszystkim. Naprawdę i w naszych
              szkołach, nawet bez programów typu Delta, możnaby wiele zrobić, gdyby nakłady
              na szkolnictwo (nie mówię tu tylko o płacach, ale i finansowaniu szkół) byłyby
              ustalane na równie poważnym poziomie co płace urzędników gmin i równie
              ważne "inwestycje". Jeszcze raz przepraszam, jeśli moje wypowiedzi kogoś
              uraziły, ale rzucanie haseł typu "selekcja" bez rozpatrywania konsekwencji
              rzucania takich haseł w naszych realiach (młyn na wodę dla pani "minister")
              bywa czasami denerwujące. PS. Ciekawi mnie, co uczniowie Pana nauczyciela
              Homana na propozycję selekcji? Dyskutował Pan z nimi na ten temat?
              • Gość: Krzysztof Homan Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: 62.233.233.* 18.12.02, 15:34
                izzo napisała:

                Jest parę światłych haseł (selekcja,
                > edukacja sześciolatków itp.)

                Nie uważam edukacji sześciolatków za światłe hasło. Przynajmniej na razie, w
                obecnych warunkach. Rok dłużej szkolnej męki.

                dziwi mnie, że Panowie na forum nie dostrzegacie, że "sukces"
                > systemu amerykańskiego (a raczej to, co wam sie tam tak podoba) bierze się z
                > dużych nakładów na naukę i szkolnictwo, przede wszystkim. Naprawdę i w
                naszych
                > szkołach, nawet bez programów typu Delta, możnaby wiele zrobić, gdyby nakłady
                > na szkolnictwo (nie mówię tu tylko o płacach, ale i finansowaniu szkół)
                byłyby
                > ustalane na równie poważnym poziomie co płace urzędników gmin i równie
                > ważne "inwestycje".

                Nie dostrzegacie? W co drugim poście, albo i częściej, piszę o pieniądzach.

                PS. Ciekawi mnie, co uczniowie Pana nauczyciela
                > Homana na propozycję selekcji? Dyskutował Pan z nimi na ten temat?

                Moi uczniowie to gimnazjaliści. Wychowawstwa nie mam, więc o dyskusję trudno.
                Czego oczekujesz, jakich opinii? Jak bardzo miarodajne będą dla Ciebie?
                Niejednokrotnie słyszałem podczas lekcji wyrazy dezaprobaty wobec tempa lekcji,
                z jednej i drugiej strony. Częściej od tych lepszych, bo zwykle lekcja wlecze
                się jak "flaki z olejem" z uwagi na słabszych. Uczniowie dobrzy są hamowani
                przez słabszych również słowem - docinkami, wyzwiskami.
                Z pewnością warto posłuchać dzieci i młodzieży, ale w kwestii organizacji
                systemu oświatowego ważniejsze dla mnie jest zdanie rodziców.

                Zgoda, że wyższe nakłady na oświatę są konieczne. Jak je osiągnąć? Masz jakiś
                pomysł?

                Pozdrawiam
                Krzysztof Homan, nauczyciel
                khoman@poczta.onet.pl
              • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie.Obawy izzo IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 17:01
                izzo napisała:


                > > Wziecie udzialu w selekcji nie jest obowiazkowe.
                > >
                > No własnie, o to mi chodziło. Delta to, z tego co widzę, bardzo rozbudowany
                > system stypendialny, a przynajmniej finansowy, bo ktoś te dzieci wybiera i
                > DOWOZI.

                DELTA to nie jest system stypendialny.
                Klasy DELTA sa w normalnych szkolach,obok normalnych klas.
                DELTA jest jedna w dystrykcie skladajacym sie z 15 szkol,dlatego ci z dalszych
                szkol sa dowozeni do tej jednej.
                W jednej normalnej szkole sa 4 klasy rownolegle,trzy z nich sa normalne a jedna
                jest DELTA dla dzieci z calego dystryktu.


                > Dla MACIEJA taka rzecz jak dowożenie dzieci jest trywialna, u nas to
                > wygląda nieco inaczej (patrz gimbusy itp). Jest parę światłych haseł
                (selekcja,
                > edukacja sześciolatków itp.), które pozbawione odpowiednich nakładów
                > finansowych i poważnego przewietrzenia stołków w kuratoriach niczego dobrego
                > nie uczynią, a wręcz przeciwnie.

                Z tego co wiem w EU ksztalcenie odbywa sie podobnie jak w Stanach w wieku 4 lat
                od pre-K.

                > Można bardzo łatwo wyselekcjonować dzieci
                > zdolne, nawet nauczyciel w klasie to potrafi bez specjalnych egzaminów, ale
                co
                > potem? Tworzenie szkół specjalnych?

                To nie jest specjalna szkola,to jest wydzielona klasa w normalnej szkole.

                > W szkole zwykłej najczęściej nie ma
                > większych możliwości pracy z tymi dziećmi: dzieci kończą po 17-tej lekcje,
                brak
                > sal, nauczycielowi nie płaci się za zajęcia dodatkowe itp.
                > Są dzieci o różnej konstrukcji psychicznej (fakt znany nawet w Ameryce),
                > niektóre łatwiej, niektóre trudniej nawiązują kontakty. Mój syn należy do tej
                > drugiej grupy i nie uważam, żeby był to powód do wyżywania się na nim i
                > uważania go za gorszego od tych, dla których częsta zmiana środowiska w wieku
                7
                > lat nie stanowi problemu.

                Czas na zasady selekcji do DELTY.
                W klasie mojego syna jest rowniez jego najlepszy kumel Louie(Wloch) rowniez rok
                temu chodzili razem.
                Pod koniec roku jest ankieta ,kto jest twoim najlepszym kumplem itd.
                Louie napisal ,ze moj syn,a moj syn napisal ze Louie.
                W tamtym roku byli razem i teraz sa razem.
                Louie jest niesmialy,cichy,pracowity i jako pierwszy z klasy w tym roku zostal
                studentem miesiaca,co jest potwierdzeniem najlepszych wynikow w klasie.
                Niestety Louie nie dostal skierowania na DELTE.
                Dzieje sie to z roznych powodow i nauczyciele wiedza o tym najlepiej.
                Jesli dziecko juz w tej chwili poswieca duzo czasu na odrabianie lekcji i nie
                ma czasu na nic innego,lub jak to napisal izzo lata z wywieszonym jezykiem,to w
                klasie DELTA nie dalby sobie rady.
                Znam natomiast inne przypadki,gdzie np Slowaczka byla najlepsza w
                klasie,dostala skierowanie na DELTA,ale jej matka nie wyslala jej nawet na
                egzamin,bo powiedziala,ze jej corka przyzwyczaila sie do tej szkoly i nie chce
                zmieniac srodowiska.
                Inny przypadek to Irlandczyk,ktory chodzil kiedys z moim synem przeszedl
                egzamin na DELTA ale rodzice nie wyslali go do tego programu ,bo byli bardziej
                zainteresowani edukacja ich mlodszego syna,ktory chodzil z moja corka do jednej
                klasy ,ktoremu szlo slabo ,a chcieli miec ich obu w tej samej szkole.

                > Również jest inteligentny i pewnie jedyna różnica
                > między nim a dziećmi Macieja polega na tym, że on jest tu, a oni tam. Zależy
                mi
                > też, żeby miał w szkole czas na nawiązanie przyjaźni, a te, jak zauważyłam,
                > zależą nie tylko od jednakowego wyniku testów. Czy to źle? W klasie mojego
                syna
                > nie ma ociężałych umysłowo, są dzieciaki lepsze i gorsze, jak wszędzie. Nie

                > mi (na razie) niezbędne klasy z wyselekcjonowanymi dziećmi. Chciałabym tylko,
                > żeby klasy w szkole były na tyle małe, żeby nauczyciel mógł pracować z każdym
                > nie czekając na inne, mógł realizować dwa programy.

                Wlasnie po to by mogly isci jednakowo z programem potrzebna jest selekcja.

                > Poniekąd tak jest, dzieci
                > słabo czytające robią co innego niż te czytające i liczące bardzo dobrze,
                mają
                > różne teksty, różne zadania, umożliwia to odpowiednia konstrukcja
                podręcznika.
                > Dlatego powiedziałam, że dzieci nie nudzą się w szkole. I naprawdę dzieci w
                > klasie mojego syna nie interesują oceny kolegów. Jeszcze nie, potem na pewno
                > tak. Nie uczy się dla mnie, choć wiem, że są babcie, które płacą wnuczkom za
                > szóstki. Mój syn jest też bardzo zdolny i inteligentny i zależy mi na jego
                > rozwoju, ale dziwi mnie, że Panowie na forum nie dostrzegacie, że "sukces"
                > systemu amerykańskiego (a raczej to, co wam sie tam tak podoba) bierze się z
                > dużych nakładów na naukę i szkolnictwo, przede wszystkim. Naprawdę i w
                naszych
                > szkołach, nawet bez programów typu Delta, możnaby wiele zrobić, gdyby nakłady
                > na szkolnictwo (nie mówię tu tylko o płacach, ale i finansowaniu szkół)
                byłyby
                > ustalane na równie poważnym poziomie co płace urzędników gmin i równie
                > ważne "inwestycje".

                Program DELTA nic nie kosztuje,poza dowozeniem do szkoly,ktorym mozna obciazyc
                rodzicow.


              • Gość: Agata Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: *.chello.pl 18.12.02, 17:05
                Selekcja, niestety selekcja jest szansą dla tych zdolnych i nieco słabszych.
                Wrzucając wszystkich do jednego worka osiągamy to, że dzieci zdolniejsze nudzą
                sie, nie korzystaja i przeszkadzają kolegom ( a nauczyciela doprowadzają
                do "szewskiej furii"). Mniej zdolni nie nadążają , gubią wattek, nudza się,
                przeszkadzają itd, a do tego łapią pały więc sie frustrują ( ci "silniejsi"
                swoje frustracje i lęki wyładowywują - często "ręcznie" na lepszych kolegach).
                Średnio zdolni, średnio pracowici, Srednio zainteresowani też średnio
                korzystają.
                Moim zdaniem nauczyciele w klasach 1-3 powinni bacznie obserwować dzieci pod
                kątem ich dojrzałości, uzdolnień, zainteresowań, chęci do nauki, zachowania,
                wrażliwości, umiejetności nawiązywania kontaktów, występowania dysfunkcji itp.
                Kolejnym etapem powinna być selekcja - ale nie na matołów i geniuszy, ale do
                klas odpowiadających uzdolnieniom i możliwościom dziecka. Ideałem byłyby małe
                oddziały z możliwościa indywidualnej pracy.
                W tej sytuacji dziecko mniej uzdolnione matematycznie nauczyłoby się tego
                samego ( lub prawie tego samego ) co zdolniejszy kolega tylko wolniej, innymi
                metodami.
                Od dysgrafika nie wymagałoby sie laurów w konkursach czytelniczo-
                ortograficznych tylko dało szansę eliminacji dysfunkcji wśród dzieci z
                podobnymi przypadłościami.
                Pozostałąby grupa zdecydowanie niechętna do robienia czegokolwiek lub bardzo
                niezdolna. Cóż, nie wszystkim po równo. Tych uczniów należałoby traktować w
                sposób specjalny wymagając od nich naprawde minimum wiadomości. Nie powinno sie
                męczyć ani ich samych, ani siebie. Trudno.
                Kolejnym etapem powinno być nauczanie na poziomie gimnazjum i ponadgimnazjalne.
                Nie obowiązkowe, bez przymusu. Nie każdy uczeń miałby do opanowania identyczny
                zakres materiału. Na tym poziomie kształecnia większość naprawdę myślącej
                młodzieży ma już konkretne zainteresowania i pomysł na dalsze życie.
                Po co więc kandydata na medycynę katować szczegółowa znajomościa historii -
                lepiej ten czas poświęcić na chemie, fizyke i biologię.
                Uczniowi zamierzającemu studiować prawo nie jest niezbna dokładna znajomość
                chemii organicznej itp.
                Piękne by to było tylko niestety nierealne. A szkoda. Tego typu kształcenie
                nikogo nie dyskryminuje, wielu daje szansę! Nie wymaga dużych nakładów
                finansowych. Wymaga natomiast dobrej woli i pracy.
                Pozdrawiam - Agata -
                • caerme Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 18.12.02, 21:36
                  Gość portalu: Agata napisał(a):

                  > Selekcja, niestety selekcja jest szansą dla tych zdolnych i nieco słabszych.
                  > Wrzucając wszystkich do jednego worka osiągamy to, że dzieci zdolniejsze
                  nudzą
                  > sie, nie korzystaja i przeszkadzają kolegom ( a nauczyciela doprowadzają
                  > do "szewskiej furii"). Mniej zdolni nie nadążają , gubią wattek, nudza się,
                  > przeszkadzają itd, a do tego łapią pały więc sie frustrują ( ci "silniejsi"
                  > swoje frustracje i lęki wyładowywują - często "ręcznie" na lepszych
                  kolegach).
                  > Średnio zdolni, średnio pracowici, Srednio zainteresowani też średnio
                  > korzystają.
                  > Moim zdaniem nauczyciele w klasach 1-3 powinni bacznie obserwować dzieci pod
                  > kątem ich dojrzałości, uzdolnień, zainteresowań, chęci do nauki, zachowania,
                  > wrażliwości, umiejetności nawiązywania kontaktów, występowania dysfunkcji
                  itp.
                  > Kolejnym etapem powinna być selekcja - ale nie na matołów i geniuszy, ale do
                  > klas odpowiadających uzdolnieniom i możliwościom dziecka. Ideałem byłyby małe
                  > oddziały z możliwościa indywidualnej pracy.
                  > W tej sytuacji dziecko mniej uzdolnione matematycznie nauczyłoby się tego
                  > samego ( lub prawie tego samego ) co zdolniejszy kolega tylko wolniej, innymi
                  > metodami.
                  > Od dysgrafika nie wymagałoby sie laurów w konkursach czytelniczo-
                  > ortograficznych tylko dało szansę eliminacji dysfunkcji wśród dzieci z
                  > podobnymi przypadłościami.

                  ewentualnie pozwolic mu na rozwoj i pokazanie swoich zdolnosci ktore na pewno
                  posiada [np matematyk, geograf, historyk itd]

                  > Pozostałąby grupa zdecydowanie niechętna do robienia czegokolwiek lub bardzo
                  > niezdolna. Cóż, nie wszystkim po równo. Tych uczniów należałoby traktować w
                  > sposób specjalny wymagając od nich naprawde minimum wiadomości. Nie powinno
                  sie
                  >
                  > męczyć ani ich samych, ani siebie. Trudno.
                  > Kolejnym etapem powinno być nauczanie na poziomie gimnazjum i
                  ponadgimnazjalne.
                  >
                  > Nie obowiązkowe, bez przymusu. Nie każdy uczeń miałby do opanowania
                  identyczny
                  > zakres materiału. Na tym poziomie kształecnia większość naprawdę myślącej
                  > młodzieży ma już konkretne zainteresowania i pomysł na dalsze życie.
                  > Po co więc kandydata na medycynę katować szczegółowa znajomościa historii -
                  > lepiej ten czas poświęcić na chemie, fizyke i biologię.
                  > Uczniowi zamierzającemu studiować prawo nie jest niezbna dokładna znajomość
                  > chemii organicznej itp.
                  > Piękne by to było tylko niestety nierealne. A szkoda. Tego typu kształcenie
                  > nikogo nie dyskryminuje, wielu daje szansę! Nie wymaga dużych nakładów
                  > finansowych. Wymaga natomiast dobrej woli i pracy.
                  > Pozdrawiam - Agata -

                  z czego wynika ze niestety - brak duezj grupie osob tego co najwazniejsze -
                  dobrej woli i checi pracy
                  pozdr
    • Gość: ola Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: 158.75.3.* 18.12.02, 13:31
      Są - jest np. Gimnazjum Akademickie, które rozpoczęło nabór jeszcze za czasów
      szkoły ośmioletniej. Po fali entuzjazmu zainteresowanie tą szkołą wśród uczniów
      i rodziców wyraźnie zmalało. Dla młodzieży w tym wieku nadal ważna jest
      atmosfera w szkole. Cóź, może jeszcze nie dorośli do systemu amerykańskiego? ;)
      Uważam, że na tym poziomie selekcja powinna być bardziej widoczna, nie powinno
      być żadnej rejonizacji. Szkoły rzeczywiście lepsze nie powinny brać nikogo z
      ulicy tylko dlatego, że mieszka blisko. (Swoją drogą, jaki nauczyciel-
      straceniec pójdzie uczyć do szkoły, gdzie uczy się margines, chyba po
      resocjalizacji). Natomiast sądzę (i tu się zgadzam z izzo), że w klasach I-III
      taka selekcja nie jest jeszcze konieczna, dzieci uczą się dużo i bez tej
      selekcji. Wystarczy jeśli klasy będą po prostu mniejsze (10-15 osób). To już
      umożliwia naprawdę dobrą pracę z każdym uczniem i nie ogranicza w żaden sposób
      ucznia zdolnego. No, chyba że ktoś mieszka w tzw. podłej dzielnicy i chce swoje
      dziecko uchronić przed typkami z osiedla. Ale niech potem spróbuje wyjść na
      podwórko, i tak swoje oberwie. Chyba że będzie wożone przez rodziców do i ze
      szkoły, do i od znajomych itd itd, rzecz może zwyczajna w Stanach, u nas
      jeszcze nie. Natomiast to, co się dzieje u nas, przechodząc do realiów, klasy
      minimum 25 osobowe, bo inaczej likwiduje się klasy, a nawet szkoły (!), bo
      nauczyciel mający za mało uczniów w klasie jest za drogi (!) to po prostu
      paranoja. Owszem, system jest tańszy, ale w efekcie jest dużo droższy, bo
      wielokrotnie więcej trzeba potem włożyć a) w dokształcanie uczniów słabych, bo
      nie nadążają za programem, b) w dokształcanie uczniów zdolnych, żeby rozwijać
      ich zdolności. I znów te pieniądze. Poza tym, dziecko naprawdę wybitne, czyli
      już nie mówimy o bardzo dobrym, tylko wybitnym, może i u nas - przy odpowiednim
      nastawieniu grona nauczycieli - iść indywidualnym tokiem nauki, uczestniczyć w
      zajęciach kół międzyszkolnych, zajęciach przy uczelniach. No problem. Tzn. jest
      problem nauczycieli, ale tego żaden system selekcji nie zmieni. Ważne, żeby
      miało nauczycieli kompetentnych i chcących uczyć, a nie udowadniać uczniom, ile
      im jeszcze do nich, mistrzów, brakuje. Może gdyby takie inteligentne jednostki
      jak Maciej nie wyjeżdżały za granicę, bo tam łatwiej, spróbowały zostać i coś
      zmienić tutaj. Nie każdy, kto tu zostaje, jest głupszy i nie dorósł do
      zmierzenia się z życiem. Życie tu po prostu jest nieco inne niż tam.
      Nauczyciele są bardzo rzadko kompetentni. Uczelnie opuszczają w większości
      osoby niedokształcone, bo taka jest obecnie moda: studiować, byle co i byle
      jak, byle zdobyć papier, nieważne, jakimi metodami. Kiedy ktoś próbuje zrobić
      selekcję na uczelni, od razu jest usadzany, bo przecież od ilości studentów
      jest uzależniona ilość pieniędzy, etaty itp itp. Nie dotyczy to oczywiście
      wszystkich, są osoby predystynowane i chętne do pracy z dziećmi i nie są przez
      to gorsze od tych, które wybierają "karierę" (u nas to aż śmiesznie brzmi)
      naukowca czy urzędnika administracji państwowej (tym to już chyba każdy może
      być). Tak jeszcze będzie, póki ludzie będą wybierali tych, których wybierają.
      Ale naprawdę nie wiem, jak przekonać 70% Polaków, że powinno im zależeć na
      edukacji ich dzieci, skoro człowiek z wyższym wykształceniem (doktorat już
      pomijam jako własne fanaberie, jak to mi oznajmiono) zarabia mniej niż... (tu
      długa lista, do wyboru i koloru).
      • Gość: Krzysztof Homan Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie IP: 62.233.233.* 18.12.02, 15:55
        Gość portalu: ola napisał(a):

        Dla młodzieży w tym wieku nadal ważna jest
        > atmosfera w szkole. Cóź, może jeszcze nie dorośli do systemu
        amerykańskiego? ;)

        Co ma do tego system amerykański, nie wiem.
        Kto u nas tworzy atmosferę w szkole? Dlaczego w wymienionym gimnazjum była, jak
        się domyślam, zła?

        > Uważam, że na tym poziomie selekcja powinna być bardziej widoczna, nie
        powinno
        > być żadnej rejonizacji. Szkoły rzeczywiście lepsze nie powinny brać nikogo z
        > ulicy tylko dlatego, że mieszka blisko.

        Zgoda.

        Natomiast sądzę (i tu się zgadzam z izzo), że w klasach I-III
        > taka selekcja nie jest jeszcze konieczna, dzieci uczą się dużo i bez tej
        > selekcji. Wystarczy jeśli klasy będą po prostu mniejsze (10-15 osób). To już
        > umożliwia naprawdę dobrą pracę z każdym uczniem i nie ogranicza w żaden sposób
        > ucznia zdolnego.

        Zgoda. Jak dojść do mniej licznych klas?

        Natomiast to, co się dzieje u nas, przechodząc do realiów, klasy
        > minimum 25 osobowe, bo inaczej likwiduje się klasy, a nawet szkoły (!), bo
        > nauczyciel mający za mało uczniów w klasie jest za drogi (!) to po prostu
        > paranoja.

        Zgoda.

        Tzn. jest
        > problem nauczycieli, ale tego żaden system selekcji nie zmieni. Ważne, żeby
        > miało nauczycieli kompetentnych i chcących uczyć, a nie udowadniać uczniom,
        ile im jeszcze do nich, mistrzów, brakuje.

        Co za problem. Zwalniać zarozumialców.

        Może gdyby takie inteligentne jednostki
        > jak Maciej nie wyjeżdżały za granicę, bo tam łatwiej, spróbowały zostać i coś
        > zmienić tutaj.

        Nie widzę takiej możliwości, nawet jakby wszyscy inteligentni wrócili i
        próbowali zmian.
        Zreszą niepotrzebna jest tutaj wielka inteligencja. Wystarczy odpowiedzialność
        za własne decyzje i czyny.

        > Życie tu po prostu jest nieco inne niż tam.

        To znaczy jakie? Czym się to przejawia?

        > Nauczyciele są bardzo rzadko kompetentni.

        Tu się nie zgadzam. Trudno jest pracować dobrze w złych warunkach.

        > Tak jeszcze będzie, póki ludzie będą wybierali tych, których wybierają.

        To w przewidywalnej przyszłości się nie zmieni.

        > Ale naprawdę nie wiem, jak przekonać 70% Polaków, że powinno im zależeć na
        > edukacji ich dzieci, skoro człowiek z wyższym wykształceniem (doktorat już
        > pomijam jako własne fanaberie, jak to mi oznajmiono) zarabia mniej niż... (tu
        > długa lista, do wyboru i koloru).

        Edukacja ma dawać przede wszystkim szersze możliwości.
        Przekonywać ludzi nie trzeba. Wystarczy zostawić im ich los w ich rękach.

        Pozdrawiam
        Krzysztof Homan, nauczyciel
        khoman@poczta.onet.pl
      • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie.Mniejsze kl IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 17:09
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > Są - jest np. Gimnazjum Akademickie, które rozpoczęło nabór jeszcze za czasów
        > szkoły ośmioletniej. Po fali entuzjazmu zainteresowanie tą szkołą wśród uczni
        > i rodziców wyraźnie zmalało. Dla młodzieży w tym wieku nadal ważna jest
        > atmosfera w szkole. Cóź, może jeszcze nie dorośli do systemu
        amerykańskiego? ;)
        > Uważam, że na tym poziomie selekcja powinna być bardziej widoczna, nie
        powinno
        > być żadnej rejonizacji.

        Nie ma tu rejonizacji.
        Kazdy dystrykt ma swoja DELTE.
        Mozna tez dowozic dziecko do calkiem innej dzielnicy.

        > Szkoły rzeczywiście lepsze nie powinny brać nikogo z
        > ulicy tylko dlatego, że mieszka blisko. (Swoją drogą, jaki nauczyciel-
        > straceniec pójdzie uczyć do szkoły, gdzie uczy się margines, chyba po
        > resocjalizacji). Natomiast sądzę (i tu się zgadzam z izzo), że w klasach I-
        III
        > taka selekcja nie jest jeszcze konieczna, dzieci uczą się dużo i bez tej
        > selekcji. Wystarczy jeśli klasy będą po prostu mniejsze (10-15 osób).

        I to jest glowna ROZNICA.
        Mniejsze klasy ,to podwojenie kosztow.
        Przy selekcji koszty sa niemal zadne.

        > To już
        > umożliwia naprawdę dobrą pracę z każdym uczniem i nie ogranicza w żaden
        sposób
        > ucznia zdolnego. No, chyba że ktoś mieszka w tzw. podłej dzielnicy i chce
        swoje
        > dziecko uchronić przed typkami z osiedla. Ale niech potem spróbuje wyjść na
        > podwórko, i tak swoje oberwie. Chyba że będzie wożone przez rodziców do i ze
        > szkoły, do i od znajomych itd itd, rzecz może zwyczajna w Stanach, u nas
        > jeszcze nie. Natomiast to, co się dzieje u nas, przechodząc do realiów, klasy
        > minimum 25 osobowe, bo inaczej likwiduje się klasy, a nawet szkoły (!), bo
        > nauczyciel mający za mało uczniów w klasie jest za drogi (!) to po prostu
        > paranoja. Owszem, system jest tańszy, ale w efekcie jest dużo droższy, bo
        > wielokrotnie więcej trzeba potem włożyć a) w dokształcanie uczniów słabych,
        bo
        > nie nadążają za programem, b) w dokształcanie uczniów zdolnych, żeby rozwijać
        > ich zdolności. I znów te pieniądze. Poza tym, dziecko naprawdę wybitne, czyli
        > już nie mówimy o bardzo dobrym, tylko wybitnym, może i u nas - przy
        odpowiednim
        > nastawieniu grona nauczycieli - iść indywidualnym tokiem nauki, uczestniczyć
        w
        > zajęciach kół międzyszkolnych, zajęciach przy uczelniach. No problem. Tzn.
        jest
        > problem nauczycieli, ale tego żaden system selekcji nie zmieni. Ważne, żeby
        > miało nauczycieli kompetentnych i chcących uczyć, a nie udowadniać uczniom,
        ile
        > im jeszcze do nich, mistrzów, brakuje. Może gdyby takie inteligentne
        jednostki
        > jak Maciej nie wyjeżdżały za granicę, bo tam łatwiej, spróbowały zostać i coś
        > zmienić tutaj.

        Probowalem,probowalem i zostalem"wypchniety" za granice.

        > Nie każdy, kto tu zostaje, jest głupszy i nie dorósł do
        > zmierzenia się z życiem. Życie tu po prostu jest nieco inne niż tam.
        > Nauczyciele są bardzo rzadko kompetentni. Uczelnie opuszczają w większości
        > osoby niedokształcone, bo taka jest obecnie moda: studiować, byle co i byle
        > jak, byle zdobyć papier, nieważne, jakimi metodami. Kiedy ktoś próbuje zrobić
        > selekcję na uczelni, od razu jest usadzany, bo przecież od ilości studentów
        > jest uzależniona ilość pieniędzy, etaty itp itp. Nie dotyczy to oczywiście
        > wszystkich, są osoby predystynowane i chętne do pracy z dziećmi i nie są
        przez
        > to gorsze od tych, które wybierają "karierę" (u nas to aż śmiesznie brzmi)
        > naukowca czy urzędnika administracji państwowej (tym to już chyba każdy może
        > być). Tak jeszcze będzie, póki ludzie będą wybierali tych, których wybierają.
        > Ale naprawdę nie wiem, jak przekonać 70% Polaków, że powinno im zależeć na
        > edukacji ich dzieci, skoro człowiek z wyższym wykształceniem (doktorat już
        > pomijam jako własne fanaberie, jak to mi oznajmiono) zarabia mniej niż... (tu
        > długa lista, do wyboru i koloru).
        • Gość: ola Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie.Mniejsze k IP: 158.75.28.* 20.12.02, 11:27
          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > Nie ma tu rejonizacji.
          > Kazdy dystrykt ma swoja DELTE.
          > Mozna tez dowozic dziecko do calkiem innej dzielnicy.
          >
          Tu też oficjalnie nie ma rejonizacji. Można dziecko dowozić do innej dzielnicy,
          sama tak robię. Ale jednocześnie szkoła ma obowiązek przyjąć ucznia z danego
          rejonu, więc tak naprawdę nie ma żadnej możliwości nieprzyjęcia osób bardzo
          słabych czy też niezachowujących się odpowiednio (dzieci lokalnych bandziorów
          także).

          > I to jest glowna ROZNICA.
          > Mniejsze klasy ,to podwojenie kosztow.
          > Przy selekcji koszty sa niemal zadne.
          >
          No, nie wiem, Macieju. Z tego, co pisałeś, do egzaminów z Delty może przystąpić
          JEDNA osoba z klasy na rok. (Tak, czy może się mylę?) To jest bardzo niewielka
          selekcja. A co, jeśli uczniów jest dwóch? A co, jeśli nauczyciel wytypuje
          kujona, a nie ucznia wybitnego, ale np. niepokornego? Jaką mamy pewność, że
          nauczyciel dokona odpowiedniej selekcji? Poza tym to nie zmienia problemu:
          Nadal w klasie jest zamiast 30 - 29 uczniów, dla nich jakie są szanse na
          przyzwoitą edukację? Koszty są - dowożenie też kosztuje.
          Pozdrawiam
          • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie.Mniejsze k IP: *.ny325.east.verizon.net 20.12.02, 18:13
            Gość portalu: ola napisał(a):

            > > I to jest glowna ROZNICA.
            > > Mniejsze klasy ,to podwojenie kosztow.
            > > Przy selekcji koszty sa niemal zadne.
            > >
            > No, nie wiem, Macieju. Z tego, co pisałeś, do egzaminów z Delty może
            przystąpić
            > JEDNA osoba z klasy na rok. (Tak, czy może się mylę?) To jest bardzo
            niewielka
            > selekcja. A co, jeśli uczniów jest dwóch?

            W wypadku mojej corki byly to dwie klasy ,ktore uczyla ta sama nauczycielka.
            Jedna rano,druga popoludniu.
            Z klasy mojej corki nauczycielka wytypowala dwie dziewczynki a z drugiej klasy
            zadnego ucznia.
            Obie przeszly egzamin i obie chodza do tej samej klasy DELTA,z tym za ta druga
            dziewczynka(Wloszka,Aleksandria) odstaje.
            Dowiedzialem sie pozniej ,ze ojciec Aleksandrii pracuje w tej szkole gdzie jest
            program DELTA.
            Spotkalem go na wywiadowce(on nie jest nauczycielem) i nie zrobil na mnie
            wrazenia.
            Wiele duzo madrzejszych ludzi widzialem w Polsce.

            > A co, jeśli nauczyciel wytypuje
            > kujona, a nie ucznia wybitnego,

            To nie wchodzi w rachube,bo egzaminy na DELTE nie sa z programu szkolnego.
            Pisalem o tym gdzies indziej,ze Lily ,dziewczynka w klasie mojego syna(3cia
            klasa) jest juz od 5ciu lat najlepsza w klasie i nie moze przejsc tego egzaminu.
            W tym roku ona nie jest juz najlepsza,ale jest w czolowce.
            Moj syn tez nie jest najlepszy ale jest w czolowce.
            On jest zdolny ,prace domowa robi bardzo szybko,z tym ze sie wogole nie
            przyklada,zupelnie tak jak ja kiedys.
            Corka jest taka sama,z tym ze ona jest dorosla jak na swoj wiek i goruje w tej
            klasie DELTA,syn natomiast jest dziecinny na swoj wiek i nie moge za bardzo
            napierac na niego bo sie buntuje.
            Najlepszy w klasie Wloch Louie(najlepszy kolega mojego syna) nie dostal tego
            skierowania,bo on jest wlasnie solidnym kujonem ,ktoremu nauka zabiera duzo
            czasu w domu.
            To chodzi o wybranie tych dzieci z czolowki ,ktorym nauka przychodzi
            lekko,poniewaz obciazenie nauka w DELTA jest duzo wieksze.

            > ale np. niepokornego?

            Moj syn jest dziecinny i niepokorny i dostal skierowanie.
            Tu nie ma tego co w Polsce,ze zachowanie na lekcji decydowalo o wynikach
            nauczania.
            Mnie nauczycielka powiedziala na wywiadowce,ze syn gada na lekcjach do tego
            stopnia ze go skrzyczala.


            > Jaką mamy pewność, że
            > nauczyciel dokona odpowiedniej selekcji?

            Typowanych jest wiecej dzieci niz miejsc w klasach DELTA,dlatego ze nie wszyscy
            przechodza egzamin,a czesc nawet jak przejdzie moze z roznych wzgledow
            zrezygnowac(np przeprowadzka).
            Jesli wiecej dzieci zda,niz jest miejsc wtedy czesc z nich jest na liscie
            rezerwowej.
            Gdy ktos odpadnie z klasy lub zrezygnuje,wtedy jest miejsce dla rezerwowego.
            W ten sposob dostal sie syn znajomej Polki pod koniec pazdziernika.

            > Poza tym to nie zmienia problemu:
            > Nadal w klasie jest zamiast 30 - 29 uczniów, dla nich jakie są szanse na
            > przyzwoitą edukację?

            Program DELTA uwazam za dobry,lecz zgadzam sie z toba ze nie jest on
            rozwiazaniem wszystkich problemow.
            W miastach jest duzo szkol gdzie sa 4-ry klasy rownolegle.
            Ocenianie punktowe z testow jakie obowiazuje w Stanach uwazam za b.dobre.
            Ma byc z gory wiadomo kiedy sa testy.
            U mojego syna w 3 ciej klasie testy z matematyki sa w kazdy piatek.
            Jest np 10 zadan do rozwiazania.
            Za rozwiazanie wszystkich dostaje sie 100%.
            40% nie promuje.
            Zeby byc w czolowce trzeba miec co najmniej 90%.

            Na postawie wynikow z testow mozna szybko ustalic kto co umie bez kumoterstwa.
            Zalozmy ze to jest 1 sza klasa.
            Juz w polowie roku mozna te 4 ry klasy podzielic wg umiejetnosci.
            Nauczanie idzie wtedy duzo latwiej,poniewaz dzieci sa na tym samym poziomie
            zrozumienia materialu.
            Na podstawie wynikow na koncu roku mozna ustalic sklad osobowy na nastepny rok.

            ROZNE JEST TEMPO DOJRZEWANIA DZIECI I WAZNE JEST TO BY SKLAD OSOBOWY KLAS Z
            ROKU NA ROK SIE ZMIENIAL.

            W amerykanskim systemie:
            1-co rok zmienia sie sklad personalny klasy(zauwazylas ze dzieci lubia zmiany).
            2-co rok zmienia sie nauczyciel(na podstawie losowania)

            W jednym roku nauczyciel uczy 1 sza klase w nastepnym moze uczyc 4 ta.
            Nie ma tego co w Polsce,ze wychowawca ciagnal klase od 1szej do ostatniej.


            > Koszty są - dowożenie też kosztuje.

            Koszty dowozenia mozna przerzucic na rodzicow.

            > Pozdrawiam
        • Gość: Barbara Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie.Mniejsze k IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.12.02, 23:21
          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > I to jest glowna ROZNICA.
          > Mniejsze klasy ,to podwojenie kosztow.
          > Przy selekcji koszty sa niemal zadne.

          Ale problem polskich szkół polega na tym, że klasy są zbyt liczne. Dlatego
          często nauczyciele "udają", że uczą. Dlaczego? Bo mając 25, 30 czy 35 ucznów w
          klasie nie są w stanie dotrzeć w ciągu 45 minut lekcji do każdego.
          Najzdolniejsi uczniowie sobie radzą, a reszta ...pozostaje niezauważona.
          Jest jeszcze problem uczeniów nadpobudliwych.Jesli taki jest w klasie ( a
          niestety bywa też kilku ), to sporą część czasu i uwagi nauczyciel poświęca na
          uspokajanie rozrabiającego delikwenta, zamiast uczyć tych, którzy tego chcą.
          Pracuję w klasie wybranych, bardzo dobrych uczniów i w klasie "sportowej", z
          kilkoma nadpobudliwymi. Różnica jest ...powalająca.
          Jestem za selekcją, ale również za daniem szansy także uczniom słabszym, w
          mniej licznych klasach.
          • Gość: MACIEJ Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie.Mniejsze k IP: *.ny325.east.verizon.net 21.12.02, 02:53
            Gość portalu: Barbara napisał(a):

            > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
            >
            > > I to jest glowna ROZNICA.
            > > Mniejsze klasy ,to podwojenie kosztow.
            > > Przy selekcji koszty sa niemal zadne.
            >
            > Ale problem polskich szkół polega na tym, że klasy są zbyt liczne. Dlatego
            > często nauczyciele "udają", że uczą. Dlaczego? Bo mając 25, 30 czy 35 ucznów
            w
            > klasie nie są w stanie dotrzeć w ciągu 45 minut lekcji do każdego.
            > Najzdolniejsi uczniowie sobie radzą, a reszta ...pozostaje niezauważona.
            > Jest jeszcze problem uczeniów nadpobudliwych.Jesli taki jest w klasie ( a
            > niestety bywa też kilku ), to sporą część czasu i uwagi nauczyciel poświęca
            na
            > uspokajanie rozrabiającego delikwenta, zamiast uczyć tych, którzy tego chcą.
            > Pracuję w klasie wybranych, bardzo dobrych uczniów i w klasie "sportowej",
            z
            > kilkoma nadpobudliwymi. Różnica jest ...powalająca.

            Wiem ,bo chodze do corki do szkoly na open class ,gdzie kazdy rodzic moze
            przyjsc do szkoly i posiedziec w klasie przez godzine lub dwie.
            W klasach wyselekcjonowanych jest duzo wieksza dyscyplina,dzieciaki odpowiadaja
            tylko wtedy kiedy sa pytane.
            Prawda jest ,ze ci co za duzo i nie w czasie gadaja slabiej przyswajaja bo sa
            zajeci przekazywaniem wiedzy a nie jej odbieraniem.
            > Jestem za selekcją, ale również za daniem szansy także uczniom słabszym, w
            > mniej licznych klasach.

            Tu juz wyraznie mowimy o pieniadzach.
            Mniejsze klasy to zwiekszona ilosc nauczycieli i wiecej miejsca w szkole
            potrzeba na te klasy.
            Tutaj przecietna klasa to 20-25 uczniow.
            Corka akurat ma szczescie,bo w tamtym roku byla w 15 osobowej klasie i w tym
            roku tez jest 15 czy 16 uczniow w klasie,ale przypuszczam ze to dlatego,ze
            kindergarten jest nieobowiazkowy.

            Przy 4 rech klasach rownoleglych najlepszym wyjsciem byloby chyba,by dwie byly
            oparte na selekcji a dwie na wolnym doborze.
            Oceny punktowe lub procentowe z testow duzo lepiej oddaja stan wiadomosci niz
            3,4 czy piatki.
            Testy sa przechowywane w szkole,czyli zawsze jest dowod na to kto jak sie uczy.

            Wyniki testow ze szkol srednich(SAT) sa przepustka na studia.

            Odpada wiec matura i egzaminy wstepne na studia.

            Pamietam ze emocje towarzyszace maturze byly w moim przypadku duzo wieksze niz
            w czasie egzaminow na studia.



      • caerme Re: Mamy diagnozę - zacznijmy leczenie 18.12.02, 21:49
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > Są - jest np. Gimnazjum Akademickie, które rozpoczęło nabór jeszcze za czasów
        > szkoły ośmioletniej. Po fali entuzjazmu zainteresowanie tą szkołą wśród
        uczniów
        > i rodziców wyraźnie zmalało. Dla młodzieży w tym wieku nadal ważna jest
        > atmosfera w szkole. Cóź, może jeszcze nie dorośli do systemu
        amerykańskiego? ;)

        albo szkola w tzw miedzyczasie stala sie z tych tzw "renomowanych"?

        > Uważam, że na tym poziomie selekcja powinna być bardziej widoczna, nie
        powinno
        > być żadnej rejonizacji. Szkoły rzeczywiście lepsze nie powinny brać nikogo z
        > ulicy tylko dlatego, że mieszka blisko. (Swoją drogą, jaki nauczyciel-
        > straceniec pójdzie uczyć do szkoły, gdzie uczy się margines, chyba po
        > resocjalizacji). Natomiast sądzę (i tu się zgadzam z izzo), że w klasach I-
        III
        > taka selekcja nie jest jeszcze konieczna, dzieci uczą się dużo i bez tej
        > selekcji. Wystarczy jeśli klasy będą po prostu mniejsze (10-15 osób). To już
        > umożliwia naprawdę dobrą pracę z każdym uczniem i nie ogranicza w żaden
        sposób
        > ucznia zdolnego. No, chyba że ktoś mieszka w tzw. podłej dzielnicy i chce
        swoje
        > dziecko uchronić przed typkami z osiedla. Ale niech potem spróbuje wyjść na
        > podwórko, i tak swoje oberwie. Chyba że będzie wożone przez rodziców do i ze
        > szkoły, do i od znajomych itd itd, rzecz może zwyczajna w Stanach, u nas
        > jeszcze nie. Natomiast to, co się dzieje u nas, przechodząc do realiów, klasy
        > minimum 25 osobowe, bo inaczej likwiduje się klasy, a nawet szkoły (!), bo
        > nauczyciel mający za mało uczniów w klasie jest za drogi (!) to po prostu
        > paranoja. Owszem, system jest tańszy, ale w efekcie jest dużo droższy, bo
        > wielokrotnie więcej trzeba potem włożyć a) w dokształcanie uczniów słabych,
        bo
        > nie nadążają za programem, b) w dokształcanie uczniów zdolnych, żeby rozwijać
        > ich zdolności. I znów te pieniądze.

        pieniadze sa, z tym ze malo kto zdaje sobie sprawe ile tak naprawde kosztuje
        szkola, na dobry poczatek wystarczy wykorzystac to co juz mamy by potem
        dokumentnie zmienic caly system placenia
        a jak pisal maciek - na poczatek sama selekcja duzo da - klasy beda na bardzo
        zblizonym poziomie i juz to spowoduje bardzo szybki wzrost efektow nauki

        > Poza tym, dziecko naprawdę wybitne, czyli
        > już nie mówimy o bardzo dobrym, tylko wybitnym, może i u nas - przy
        odpowiednim
        >
        > nastawieniu grona nauczycieli - iść indywidualnym tokiem nauki, uczestniczyć
        >w zajęciach kół międzyszkolnych, zajęciach przy uczelniach. No problem. Tzn.
        >jest problem nauczycieli, ale tego żaden system selekcji nie zmieni. Ważne,
        >żeby miało nauczycieli kompetentnych i chcących uczyć, a nie udowadniać
        >uczniom, ile

        chwilowo nauczyciele [relacja znajomej mlodej [staz-najnizszy stopien]
        nauczycielki - roba wiele zbednych rzeczy ktorymi nie powinni sie zajmowac, a
        dwa ze na te wymagania jakie stawia przed nimi NOWOCZESNY system eduakcji za
        malo zarabiaja

        > im jeszcze do nich, mistrzów, brakuje. Może gdyby takie inteligentne
        jednostki
        > jak Maciej nie wyjeżdżały za granicę, bo tam łatwiej, spróbowały zostać i coś
        > zmienić tutaj. Nie każdy, kto tu zostaje, jest głupszy i nie dorósł do
        > zmierzenia się z życiem. Życie tu po prostu jest nieco inne niż tam.
        > Nauczyciele są bardzo rzadko kompetentni. Uczelnie opuszczają w większości
        > osoby niedokształcone, bo taka jest obecnie moda: studiować, byle co i byle
        > jak, byle zdobyć papier, nieważne, jakimi metodami. Kiedy ktoś próbuje zrobić
        > selekcję na uczelni, od razu jest usadzany, bo przecież od ilości studentów
        > jest uzależniona ilość pieniędzy, etaty itp itp. Nie dotyczy to oczywiście
        > wszystkich, są osoby predystynowane i chętne do pracy z dziećmi i nie są
        przez
        > to gorsze od tych, które wybierają "karierę" (u nas to aż śmiesznie brzmi)
        > naukowca czy urzędnika administracji państwowej (tym to już chyba każdy może
        > być).

        bo na uczelni pan profesor /dr traktuje chetna osobe nie jako wspolpracownika
        ktory moze sie roziwnac - nieoszlifowany diament - ale jako okropna konkurencje
        ktora siegnie w przyszlosci jego stolka. a dwa ze w wielu wypadkach profesorzy
        niewiele soba reprezentuja. a i sama szkola tez nie zacheca tych najlepszych
        ktorzy sie ostali

        > Tak jeszcze będzie, póki ludzie będą wybierali tych, których wybierają.
        > Ale naprawdę nie wiem, jak przekonać 70% Polaków, że powinno im zależeć na
        > edukacji ich dzieci, skoro człowiek z wyższym wykształceniem (doktorat już
        > pomijam jako własne fanaberie, jak to mi oznajmiono) zarabia mniej niż... (tu
        > długa lista, do wyboru i koloru).

        jesli w ogole pracuje w swoim zawodzie lub jakimkolwiek zawodzie wymagajacym
        dyplomu wyzszej uczelni...

        pozdr.
        piotrek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka