Dodaj do ulubionych

Nauczyciele mają uwagi do rodziców

18.01.03, 00:11
Jest tu wiele ze strony rodziców i nauczycieli.
Niezadowoleni rodzice ścierają się z nauczycielami "którym zależy".
Przy czym obie strony sie ranią. Brak jak sądzę uwagi dla głosów zadowolonych
rodziców - bo to nie problem i "dziadowskich nauczycieli".
Jeżeli chcemy ucywilizować szkoły choć trochę, spróbujmy się ... dogadać,
porozumieć i zrozumieć.
Proszę o wpisywanie konkretnych i krótkich uwag. Od memorandów są inne wątki.

Obserwuj wątek
    • Gość: Majka:-) Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 12:40
      Mam do rodziców tylko jedną prośbę, zawsze tę samą i powtarzaną coraz częściej.
      Kiedy zaniepokojona nieobecnościami ucznia wypisuję im dokładnie wszystkie dni
      i godziny, wskazując unikane przedmioty, niech nie mówią "proszę usprawiedliwić
      wszystko". Niech obejrzawszy podpisane "własnoręcznie" usprawiedliwienia nie
      mówią, chowając rumieniec zażenowania, "tak, to moje usprawiedliwienie".
      Proszę ich o rozmowę już po rozmowach z dziećmi (ba,dziećmi... 17- 18 lat...)
      i nauczycielami unikanych przedmiotów. Proszę o informacje domowe o dziecku, o
      rozmowę z psychologiem szkolnym, jeśli problem jest poufny i trudny. A
      otrzymuję w zamian , przez ściśnięte zęby, "proszę usprawiedliwić". To niczego
      nie naprawi.
      • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 18.01.03, 13:49
        Nauczyciele traktują rodziców jak uczniów. Zapominają, że mają do czynienia z
        ludźmi dorosłymi, doświadczonymi zyciowo i często lepiej wykształconymi.
        Nauczyciele nie uznają racji innych, zero dyskusji . Jeżeli nie chce się
        narazić dziecka najlepiej milczeć i robić swoje.
        A tak na marginesie - przeświadczenie o nieomylności to chyba choroba zawodowa
        nauczycieli.
        Miałam kiedyś pacjentkę - nauczycielkę geografii -osobę ciężko chorą.
        Usiłowałam wytłumaczyć jej to i owo, ale nie.......ona wiedziała swoje i to
        lepiej. Gadałam chyba godzinę widząc politowanie w jej oczach. No i wyszło na
        moje. Wróciła po roku......na dializy niestety!
        • Gość: Krzysztof Homan Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 62.233.233.* 18.01.03, 14:42
          Gość portalu: Agata napisał(a):

          > Nauczyciele traktują rodziców jak uczniów. Zapominają, że mają do czynienia z
          > ludźmi dorosłymi, doświadczonymi zyciowo i często lepiej wykształconymi.
          > Nauczyciele nie uznają racji innych, zero dyskusji . Jeżeli nie chce się
          > narazić dziecka najlepiej milczeć i robić swoje.
          > A tak na marginesie - przeświadczenie o nieomylności to chyba choroba
          zawodowa
          > nauczycieli.
          > Miałam kiedyś pacjentkę - nauczycielkę geografii -osobę ciężko chorą.
          > Usiłowałam wytłumaczyć jej to i owo, ale nie.......ona wiedziała swoje i to
          > lepiej. Gadałam chyba godzinę widząc politowanie w jej oczach. No i wyszło na
          > moje. Wróciła po roku......na dializy niestety!

          Siadaj, pała!
          Nie wpisałaś się do właściwego wątku. Są tutj tego strażnicy.
          Miło posłuchać jak znów nie narzekasz.
          Może ktoś chce posłuchać co myślę o lekarzach i jakiego lekarza kiedyś
          spotkałem?

          Pozdrawiam
          Krzysztof Homan, nauczyciel
          khoman@poczta.onet.pl
        • Gość: Majka:-) Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 16:03
          "Nauczyciele traktują rodziców jak uczniów. Zapominają, że mają do czynienia z
          ludźmi dorosłymi, doświadczonymi zyciowo i często lepiej
          wykształconymi.
          Nauczyciele nie uznają racji innych, zero dyskusji . Jeżeli nie
          chce się
          narazić dziecka najlepiej milczeć i robić swoje."
          Zaprawdę, nie rozumiem związku ...
          Agato, to jest Twój komentarz do problemu rodziców, którzy nie potrafią
          przyznać: nie wiedziałem, że dziecko wagaruje? Którzy wolą wspomóc ucznia w
          kłamstwie niż podjąć wraz z nauczycielem próbę rozwiązania problemu?
          • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 18.01.03, 18:35
            Jest związek! Dlaczego nauczyciele nie traktują rodziców ludzi dorosłych,
            którzy coś tam wiedzą o zyciu jak partnerów?
            Dlaczego nauczyciel zakłada, że rodzic będzie kłamał, osłaniał swoje dziecko ?
            Dlaczego nauczyciele zamiast dyskutować, pomagać, proponować np lekturę czy
            konsultację u specjalisty - krzyczą?
            Dlaczego nauczyciele nie dopuszczają myśli, że moga się mylić?
            Dlaczego nauczycielom brakuje cywilnej odwagi do przyznania się do własnego
            błędu a słowo "przepraszam" nie przechodzi im przez usta?
            Jestem matka bardzo dobrze uczącego sie dziecka. Nie wagaruje, nie sprawia
            kłopotów wychowawczych. W okresie edukacji wczesnoszkolnej były problemy z
            dysgrafią. Czy ktoś z nauczycieli pofatygował się, żeby mi pomóc - pani dziecko
            pani sprawa!
            Syn miał wpisane 3 spóźnienia. Ponieważ codziennie odwożę go do szkoły i
            dokładnie wiem o której godzinie przekracza je progi poprosiłam o wyjaśnienie.
            Wychowawczyni nakrzyczała na mnie ( jak śmiem kwestionować). Dopiero śledztwo
            wykazało, że spóźniał się sąsiad w dzienniku. I czy myślicie, że
            usłyszałam "przepraszam"?
            Rozmawiajac z osoba starszą osoby elementarnie wychowane wstają lub proponują
            zajęcie miejsca ( zwłaszcza gdy rozmowa ma potrwać dłużej). Czy to w porządku,
            że młoda nauczycielka siedzi a ja , dobrych kilka lat starsza, stoję? ( Tak na
            marginesie , NIGDY nie rozmawiałam z pacjentami ani ich rodzinami na siedząco
            każąc im stać. Zawsze proponuję krzesło a gdy rozmowa jest długa i trudna
            często także coś do picia).
            Oczywiście trudno
              • Gość: mycha Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 213.241.2.* 18.01.03, 23:44
                Jasne, nie mam racji, jak zwykle jako nauczycielka sie czepiam, gdyz:
                -prosze o kontakt z rodzicami dziecka (od wrzesnia nieobecni na zadnej
                wywiadowce) w dowolnym dla nich czasie (do uzgodnienia)
                w grudniu nie wytrzymalam wezwanie od dyrekcji, laskawie zjawila sie mama
                (chociaz prosilam wyraznie o kontakt z ojcem)
                -niedotrzymana obietnica ze strony matki, ze bedzie sie kontaktowala ze mna lub
                pedagogiem szkolnym raz na tydzien,
                -specjalnie dla rodzicow (i siebie) robie testy, ktore opisuje i oddaje
                rodzicom (ze wskazowkami do pracy w domu)- wynik na 22 osoby tylko 10 bylo
                zainteresowanych i je odebralo (byl dzien otwarty)
                -termin spotkan z rodzicami zostal ustalony i wywieszony w holu na caly rok
                szkolny,
                wiecie szanowni rodzice ile z Was przychodzi regularnie na spotkania z
                belframi, by sprawdzic postepy edukacyjne swoich pociech albo zwyczajnie
                porozmawiac lub wyjasnic problem ??????????
                Wiekszosc z Was przypomni sobie, ze trzeba sie w tej szkole pokazac :
                1 raz na poczatku roku szkolnego
                2 raz na polrocze (troche pozno)
                3 na koniec roku

                I przeciez mozna sobie ponarzekac publicznie w sieci.

                Najgorsze dla mnie jest to, iz cierpia na tym dzieci.

                Pocieszeniem sa dla mnie rodzice, ktorzy sa mimo swoich obowiazkow zawodowych
                zainteresowani tym co dzieje sie w szkole i z pociecha.
                Z przyjemnoscia TAKIM Rodzicom poswiecam swoj wolny czas. Ciesze sie ze za pare
                godzin (niedziela) spotkam sie z czescia i wspolnie z pociechami spedzimy mile
                chwile.
                Wspominajac takie fakty-czerpie sily i motywacje do dalszej pracy.
                • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 19.01.03, 14:42
                  Chcialabym żebyś była wychowawczynia mojego syna. W naszej szkole jest
                  odwrotnie. To rodzice ( oczywiście nie wszyscy) biegają za nauczycielami a ci
                  odpędzają się od nich jak od natrętnych much.
                  Pytam nauczycielki matematyki czy wszystko ok ( nie ma wywiadówek są tzw
                  rozmowy indywidualne) - nauczycielka burczy coś pod nosem i poprawia makijaż. Z
                  nauczycielką geografii rozmawiam na schodach. Dialog ( 5 minutowy) jest z 10
                  razy przerywany.Polonistka nie znajduje dla mnie czasu od 2 miesięcy,
                  historyczka myli mojego syna z kimś innym!
                  Nie przeczę, że są trudni rodzice, ale bywaja i trudni nauczyciele!
                  • Gość: mycha Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 213.241.2.* 19.01.03, 20:25
                    Dziekuje za komplement.
                    Pochwale sie, ze dzis wszyscy dobrze razem sie bawilismy i milo spedzilismy 4
                    godziny.
                    Rodzice zaskoczeni,ze bylo tak wspaniale. Dzieci zachwycone.
                    A wystarczy tak niewiele: wspolny spacer i koncert przeznaczony dla dzieci (w
                    filharmonii).
                    Moze i Wy zorganizujecie sobie takie wspolne wyjscie ?
                    Zachecam wszystkich. Warto!
                    • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 20.01.03, 09:58
                      Mycho, próbowałam. Szukałam ciekawych imprez, przynosiłam wycinki z prasy na
                      temat wystaw. Patrzyli na mnie jak na idiotkę a po kątkach prawdopodobnie
                      szeptali, ze mam nie po kolei w głowie.
                      Słyszałam, że nauczyciele też maja swoje rodziny i muszą odpocząć.
                      Czy wiesz, że w naszej szkole nie ma karnawałowego balu?
                      • Gość: mycha Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 213.241.2.* 26.01.03, 19:41
                        Coz moge powiedziec. Na mnie tez niektorzy z grona patrza jak na wariatke.
                        Niech sobie patrza, ja robie swoje i lubie to. Mysle, ze wlasnie o to chodzi w
                        mojej pracy.
                        Rodzicom tak sie spodobalo, ze chca powtorki :)))))))))

                        Tak na marginesie: tez mam swoja rodzine.

                        Wiem, ze nie chca nic organizowac kosztem swojego czasu. Wcale sie nie dziwie,
                        nasz rzad nie daje motywacji finansowej. Na szkolenia pieniazki biore od meza
                        (moje nie wystarczaja), a to ze takie pieniazki sa przewidziane w budzetach
                        szkol- moze i sa, ale ja nie dostalam nawet 1 zl. Zeby bylo jasne: prosilam o
                        dofinansowanie; nawet teraz skladalam nowe podanie o dofinansowanie studiow
                        (nowego kierunku).
                        Nauczyciele sa rozczarowani i rozgoryczeni. Sprobuj to zrozumiec. Kazdy rzad
                        lata dziury kosztem budzetowki.

                        Nastepne wyjscie z rodzicami i pociechami planujemy na marzec. Moze rodzice
                        sami zorganizuja wyjscie?
                        • Gość: Krzysztof Homan Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.koszalin.tpnet.pl 26.01.03, 22:43
                          Gość portalu: mycha napisał(a):

                          > Coz moge powiedziec. Na mnie tez niektorzy z grona patrza jak na wariatke.
                          > Niech sobie patrza, ja robie swoje i lubie to. Mysle, ze wlasnie o to chodzi
                          w
                          > mojej pracy.

                          > nasz rzad nie daje motywacji finansowej. Na szkolenia pieniazki biore od meza
                          > (moje nie wystarczaja), a to ze takie pieniazki sa przewidziane w budzetach
                          > szkol- moze i sa, ale ja nie dostalam nawet 1 zl. Zeby bylo jasne: prosilam o
                          > dofinansowanie; nawet teraz skladalam nowe podanie o dofinansowanie studiow
                          > (nowego kierunku).

                          Pieknie. Godne pochwały. Gratuluję.
                          Jedno maleńkie ale:
                          Czy nie należy mieć "litości" dla innych nauczycieli? Co ważniejsze, czy nie
                          należy tak poprawić system, by i inni mogli podjąć działania podobne do Twoich?
                          Bo w krańcowym przypadku możemy dojść do sytuacji, w której takie działania
                          staną się normą. Skoro Ty tak działasz, pewnie jeszcze ktoś, to dlaczego nie
                          mogliby tego robić wszyscy? Pozostaje jedynie bogato się ożenić (wyjść za mąż).
                          A może nauczyciele powinni dofinansowywać swoje szkolne działania?
                          Może znajdą się pedagodzy z powołaniem całotygodniowym, tak od poniedziałku do
                          niedzieli, i w dzień i w nocy? Jesteś skłonna uwierzyć ich
                          zapewnieniom: "właśnie o to chodzi w naszej pracy"?

                          Pozdrawiam
                          Krzysztof Homan, nauczyciel
                          khoman@poczta.onet.pl
                          • Gość: mycha Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 213.241.2.* 27.01.03, 22:29


                            > Gość portalu: mycha napisał(a):
                            >
                            > > Coz moge powiedziec. Na mnie tez niektorzy z grona patrza jak na wariatke.
                            >
                            > > Niech sobie patrza, ja robie swoje i lubie to. Mysle, ze wlasnie o to chod
                            > zi
                            > w
                            > > mojej pracy.

                            > Pieknie. Godne pochwały. Gratuluję.

                            Nie chodzi mi o oklaski, ani pochwaly.

                            > Jedno maleńkie ale:
                            > Czy nie należy mieć "litości" dla innych nauczycieli? Co ważniejsze, czy nie
                            > należy tak poprawić system, by i inni mogli podjąć działania podobne do
                            Twoich?

                            "Litosci" hmmm moze i tak, jednakze nie od nas zalezy system edukacji.
                            Kierowaniem oswiata zajmuje sie MENiS i kuratoria. Coz pozytywnego mozna o nich
                            powiedziec ? Osobiscie twierdze, ze nic.
                            Niekompetencja centralnych wladz, zadluzone warszawskie kuratorium (brak
                            funduszy na czynsz ?)- szkoda slow na komenarze.

                            > A może nauczyciele powinni dofinansowywać swoje szkolne działania?

                            Chce zauwazyc, ze tak wlasnie czynia. Wszelkie warsztaty, konferencje
                            doskonalace oplacamy sami.

                            > Może znajdą się pedagodzy z powołaniem całotygodniowym, tak od poniedziałku
                            do
                            > niedzieli, i w dzień i w nocy? Jesteś skłonna uwierzyć ich
                            > zapewnieniom: "właśnie o to chodzi w naszej pracy"?

                            Prosze nie przesadzac. Nikt nie oczekuje od nas przebywania w pracy cala dobe.
                            Moim zdaniem trzeba do swojej pracy dodac odrobine serca. Jesli do tego dolacza
                            godna place to bedziemy mieli wszystko o czym marzymy.
                            • Gość: Krzysztof Homan Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.koszalin.tpnet.pl 27.01.03, 23:55
                              Gość portalu: mycha napisał(a):

                              > Nie chodzi mi o oklaski, ani pochwaly.

                              Byłem o tym przekonany. Uważam jednak, że się należą.

                              > Chce zauwazyc, ze tak wlasnie czynia. Wszelkie warsztaty, konferencje
                              > doskonalace oplacamy sami.

                              Opłacanie szkoleń podnoszących kwalifikacje to trochę co innego, niż np.
                              przysłowiowe kupowanie kredy.
                              Tak czynią, a przynajmniej powinni robić wszyscy.

                              > Prosze nie przesadzac. Nikt nie oczekuje od nas przebywania w pracy cala
                              dobe.

                              Przesadziłem świadomie dla bardziej wyrazistego zobrazowania zjawiska.

                              > Moim zdaniem trzeba do swojej pracy dodac odrobine serca. Jesli do tego
                              dolacza
                              > godna place to bedziemy mieli wszystko o czym marzymy.

                              Każda praca lepiej idzie "z sercem". Praca nauczyciela szczególnie.
                              Nie powinny jej wzbogacać pieniądze własne nauczyciela, czy jego współmałżonka.
                              To uważam za szczytne, ale nie wskazane.

                              Pozdrawiam
                              Krzysztof Homan, nauczyciel
                              khoman@poczta.onet.pl
            • Gość: Barbara Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.02.03, 22:05
              Gość portalu: Agata napisał(a):

              > Jest związek! Dlaczego nauczyciele nie traktują rodziców ludzi dorosłych,
              > którzy coś tam wiedzą o zyciu jak partnerów?
              > Dlaczego nauczyciel zakłada, że rodzic będzie kłamał, osłaniał swoje dziecko ?
              > Dlaczego nauczyciele zamiast dyskutować, pomagać, proponować np lekturę czy
              > konsultację u specjalisty - krzyczą?
              > Dlaczego nauczyciele nie dopuszczają myśli, że moga się mylić?
              > Dlaczego nauczycielom brakuje cywilnej odwagi do przyznania się do własnego
              > błędu a słowo "przepraszam" nie przechodzi im przez usta?
              > Oczywiście trudno

              Agato, daję głowę, że wielu ludzi ma wiele zastrzeżeń także do lekarzy. Czy
              słyszałaś np. o lekarzach typu: "ej, przeleciał ptaszek"? To lekarz, który
              pracując w szpitalu przemyka korytarzem jak wiatr. A pacjenci próbują się
              dowiedziec czegoś o stanie swojego zdrowia polując na niego. Gdy go w końcu
              dojrzą, rozmowa prowadzona jest półbiegiem. Doświadczyłam tego.
              Innym razem z zapaleniem zatok usiłowałam o godzinie 9 rano dostać się do
              internisty (rejestracji z braku miejsc już nie było od 7 30).Lekarz stwierdził,
              że przyjmujac mnie "zaburzy swój rytm dnia".Ostatecznie trafiłam do gabinetu
              prywatnego. itd, itd, itd

              A swoją drogą, zastanawiam się, dlaczego tak katujesz siebie i oddajesz
              swojego syna do szkoły, o której nie możesz powiedzieć nic dobrego? Skoro
              wszystko jest w niej złe, to dlaczego nie znajdziesz innej?
              Przecież w Warszawie na pewno są szkoły, w których pracuje choć kilku
              normalnych, nieskorumpowanych nauczycieli...

              Pozdrawiam
              Barbara
              • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 05.02.03, 00:11
                Zdecydowana większośc szkól jest zła lub bardzo zła! To co opowiadają znajomi
                mający dzieci w różnych szkołach powoduje, że włos jeży się na głowie.
                Nauczyciele potrafią grać na lekcji na telefonach komórkowych , czytać gazety (
                uczniowie w tym czasie rozwiązują zadania), wdają się z uczniami w dyskusje nie
                mające związku ze szkoła ( np jakim samochodem jeżdża rodzice, jakie meble maja
                w kuchni). Prace domowe zadawane sa po to żeby zatrudnić całe rodziny a potem
                ocenić efekty ewidentnie nie będące praca dziecka. Służę przykładem:w klasie II
                ( nauczanie początkowe) pani zadała dzieciom ulepienie z gliny (!) wybranego
                pomnika. Wiadomo, ze przewyższa to możliwości 8 latka. W ruch poszły całe
                rodziny i na lekcji ukazała sie okazała kolekcja warszawskich pomników
                autorstwa cioć, wujków, sąsiadów itp.Dzieci dostały gwiazdki. Wszystkie z
                wyjątkiem córki mojej koleżanki - jej praca była samodzielna.
                Zmiana szkoły mojego syna spowodowałaby tylko zmianę jednej złej na drugą złą
                lub bardzo złą. Tu wiem czego mogę spodziewać sie po nauczycielach, kto uczy
                źle, kto sie obija a kto choć troche przykłada. Bez gruntownej reformy polska
                szkoła sie nie zmieni.
                Piszesz ,że masz złe doświadczenia z lekarzami. Być może trudn mi odpowiadać za
                wszystkich kolegów - być może część także sie obija. Tym nie mniej łatwiej
                zmienić lekarza niż szkołę dziecku. A poza tym jeśli pacjent jest niezadowolony
                z jakości usług może złożyć skargę do ordynatora, kierownika przychodni,
                dyrektora jednostki, Izb Lekarskich, Rzecznika Praw Pacjenta i opisac w prasie
                ( z tego ostatniego ludzie chętnie korzystają). W przypadku zastrzeżeń do
                nauczyciela droga jest krótka - dyrektor, który zawsze(!!!) trzyma stronę
                swojego pracowika, poinformuje go o skardze rodziców a nauczyciel już znajdzie
                sposób na niepokornych - ucznia i rodzica.
                Barbaro, nie są to jedynie moje obserwacje. W przede dniu egzaminów 6 klasistów
                wiele rozmawiam z rodzicami kolegów syna z róznych szkół - niestety opinie o
                nauczycielach sa z reguły fatalne. Dodam, że są to rodzice zwykle dobrych lub
                bardzo dobrych uczniów.
                Pozdrawiam.-Agata-
                • Gość: mycha Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 213.241.2.* 05.02.03, 12:47
                  Nic nowego, pileczka znowu sie odbija...
                  Mozne znajdziemy jeszcze przedstawicieli innych zawodow?
                  Sadze, ze to nie ma sensu. Kazdy z nas niech zrobi rachunek sumienia i zadba o
                  swoje podworko. Przyniesie to wieksza korzysc.

                  Pani Agato, tak samo jak Pani nie moze odpowiadac za kolegow i kolezanki ze
                  swojej profesji tak samo nauczyciele -sa rozni.

                  Tak z ciekawosci zapytam: czy dzieci, ktore pracowaly z glina widzialy ja w
                  szkole po raz pierwszy???? Pytam, gdyz dostalam dzieciaczki, ktore nie
                  potrafily poslugiwac sie pedzelkiem,nozyczki to dla nich bylo tabu, a o
                  istnieniu materialu zwanego glina dowiedzialy sie na lekcji.
                  I coz... zawinilo przedszkole, zerowka czy moze rodzice ???
                  Po co dziecko ma brudzic w domu??? Wlaczy sie video lub kreskowi z kablowki i
                  spokoj na pol dnia...
                  Takie sa realia.
                  • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 05.02.03, 16:46
                    Z tego co opowiadali mi wzburzeni rodzice ( lepienie z gliny nie odbywało sie w
                    szkole mojego syna) nauczycielka zadała odtworzenie (!) jednego z warszawskich
                    pomników. To jest praca dla plastyka - tu wszyscy rodzice byli zgodni. Dziecko
                    nawet bardzo utalentowane plastycznie nie jest wstanie rzeźbić. Może odtwarzać
                    mało skomplikowane kształty - lepić bryły ale nie postacie, które byłyby
                    podobne do istniejących pomników.Dlaczego dzieci nie lepiły na lekcji?-
                    Dlatego, ze nauczycielka doskonale zdawała sobie sprawę, że stawia wymagania
                    zdecydowanie przewyższające możliwości i umiejętności dzieci w tym wieku.
                    Zatrudniono zatem uzdolnionych plastycznie dorosłych. Czy było to pedagogiczne -
                    mnie wydaje się, ze nie.
                    Przedszkola, podobnie jak szkoły, nie lubią "brudzących" zabaw.
                    W domach bywa różnie - część rodziców też nie chce mieć mieszkania w farbie i
                    glinie.
                    Jeżeliktoś z nauczycieli poczuł się urażony/obrażony - przepraszam. Postarajcie
                    się jednak Państwo zrozumieć rodziców. Większość doucza dzieci w domu - i robi
                    to nie dlatego, że syn lub córka nie uważają na lekcjach czy są niezdolni, ale
                    dlatego, że program jest nierealizowany ( tematy omwione powierzchownie),
                    polonista nie zadaje wypracowań, ani jakichkolwiek innych dłuższych pisemnych
                    wypowiedzi, do przeczytania jest 5 lektur(!), matematyk zadaje zadania, których
                    nie wytłumaczy na lekcji. W domu tłumaczy się ,wyjaśnia, robi zadania ( podobne
                    do tych szkolnych) - zastępuje nauczyciela. Mamy prawo być rozżaleni.
                    Popołudniowa nauka nie jest utrwaleniem tego czego dziecko nauczyło sie w
                    szkole a nauką od początku. Dzieje się to kosztem dzieci( zamiast iść na spacer
                    czy basen piszą dyktando). Kosztem naszych wzajemnych kontaktów ( w domu jest
                    rodzic- belfer), naszego wypoczynku ( ostatecznie to zadna przyjemnośc po pracy
                    zmieniać zawód i przeistaczać się w nauczyciela).
                    Uważam, że jest to poważny problem. Gdyby dotyczył tylko jednej szkoły, tylko
                    niewielkiej grupy dzieci - tu doszukiwałabym się winy. Niestey, z kimkolwiek ze
                    znajomych nie rozmawiałabym na temat szkoy ( bez względu na poziom nauki -
                    nauczanie początkowe, szkoła podstawowa, gimnazjum czy liceum) słyszę to samo.
                    Zmieniaja się nazwiska nauczycieli.
                    Tu potrzebna jest szybka reforma. Nie każdy rodzic ma umiejętności i
                    zamiłowanie pedagogiczne.
                    I jeszcze jedno - przypuszczam, że wypowiadający sie na tym forum nauczyciele
                    porządnie i solidnie podchodzą do zawodu , interesuje ich szkoła, maja na nia
                    jakiś pomysł - dlatego piszą. Przyznajcie Państwo uczciwie czy w pokoju
                    nauczycielskim nie znajduje się wielu kolegów, którym nie powinno sie podać
                    reki, którzy "odwalają" robotę przerzucając nauczanie na dom?
                    Pozdrawiam - Agata
                    • Gość: mycha Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 213.241.2.* 06.02.03, 19:11
                      Zgadzam sie z tym, ze program jest przeladowany. Jednakze z wlasnego
                      doswiadczenia wiem, ze tylko nieliczni rodzice sa na prawde zainteresowani
                      edukacja wlasnego dziecka, reszta nie robi nic. Umowilam sie z rodzicami (na
                      ich wniosek), ze bede robic male testy, ktore sprawdze, opisze z czym dziecko
                      ma trudnosci i oddam rodzicom na zebraniu. Zainteresowanych byla zaledwie
                      polowa. Pytam, gdzie reszta tych gorliwych rodzicow, ktorzy tak glosno
                      krzycza ????? Podobno sa zainteresowani postepami i chca wiedziec jak pomoc
                      dziecku w domu ??????
                      To nie teoria tylko praktyka z klasy pierwszej szkoly podstawowej.

                      Nalezy dodac, ze pod swoja opieka mam 6 dzieci, ktore powinny jeszcze dojrzec
                      do obowiazku szkolnego. Rodzice sie nie zgodzili-skutek: mecza sie dzieciaczki.
                      Ciezko jest pomoc tym najslabszym i nie zaniedbywac tych lepszych. Zlosci mnie
                      to, ze niektorzy rodzice na sile z zielonego jablka chca zrobic dojrzale,
                      czerwone.
                      Z tych szesciorga tylko jedno ma rozsadna matke, ktora z nim pracuje -to widac.

                      Pozdrawiam

                      • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 06.02.03, 19:53
                        Zazdroszczę rodzicom, a może bardziej dzieciom, takiego nauczyciela jak Ty!
                        Gdyby w klasie mojego syna w czasie nauczania początkowego ktoś zainteresował
                        się słabszymi uczniami ( a nie kadził rodzicom, że wszystko jest wspaniale) co
                        najmniej 4-5 ( na 18 w klasie) nie miałoby problemów z matematyką, 3-4 nie
                        robiłoby, prawdopodobnie, kardynalnych błędów ortograficznych, u kilku
                        wykrytoby dysleksję i w porę rozpoczęto pracę......
                        Przypuszczam,że dzieci byłyby bardziej zżyte, mniej zawistne.
                        U nas jest inaczej. W latach nauczania początkowego wychowawczyni nie
                        proponowała żadnych prac dodatkowych, nie zwracała uwagi na dysfunkcje czy
                        niedojrzałość szkolną. Wszystko było ok.
                        Taka opinia bardzo odpowiadała większości rodziców ( kto z nas nie lubi słuchać
                        komplementów). Problemy zaczęły się w starszych klasach, a co kto umie
                        zobaczymy w kwietniu na testach.
                        Pozdrawiam - Agata
                • Gość: Krzysztof Homan Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: 62.233.233.* 05.02.03, 14:33
                  Gość portalu: Agata napisał(a):

                  > Zdecydowana większośc szkól jest zła lub bardzo zła! To co opowiadają znajomi
                  > mający dzieci w różnych szkołach powoduje, że włos jeży się na głowie.
                  > Nauczyciele potrafią grać na lekcji na telefonach komórkowych , czytać gazety
                  (
                  > uczniowie w tym czasie rozwiązują zadania), wdają się z uczniami w dyskusje
                  nie
                  > mające związku ze szkoła ( np jakim samochodem jeżdża rodzice, jakie meble
                  maja
                  > w kuchni). Prace domowe zadawane sa po to żeby zatrudnić całe rodziny a potem
                  > ocenić efekty ewidentnie nie będące praca dziecka.

                  Trudno polemizować z tak ostro postawioną tezą.
                  Marne mam zdanie o systemie oświacie. Nie uważam jednak, by było aż tak
                  tragicznie jak to opisujesz. Wieszasz psy na wszystkich (większości)
                  nauczycielach. Dalej słusznie zauważasz, że należy zmienić system.
                  Niepotrzebnie obrażasz wielu ludzi. Nie zgadzam się z Twoim zdaniem o
                  większości. To o czym piszesz to margines. Nie bronię "leserów". Nawet mały
                  procent Twoich zarzutów jest złem, które należy eliminować. Radzę skupić się na
                  systemie. Tu jest pies pogrzebany.

                  Komunizm to wspaniały wynalazek. Ale jeszcze długo nierealny, o ile w ogóle
                  możliwy. Ludzie są tylko ludźmi. Oczekujesz zbyt wiele w obecnej sytuacji.
                  Czytelny i realny system praw i obowiązków jest lekarstwem na Twoje
                  dolegliwości.

                  Pozdrawiam
                  Krzysztof Homan, nauczyciel
                  khoman@poczta.onet.pl
                • Gość: Barbara Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.02.03, 22:40
                  Gość portalu: Agata napisał(a):


                  > Zmiana szkoły mojego syna spowodowałaby tylko zmianę jednej złej na drugą złą
                  > lub bardzo złą. Tu wiem czego mogę spodziewać sie po nauczycielach, kto uczy
                  > źle, kto sie obija a kto choć troche przykłada.
                  - To jednak są jacyś porządni?

                  Bez gruntownej reformy polska
                  > szkoła sie nie zmieni.
                  Zgadzam się z Tobą Agato, jeśli chodzi o potrzebę gruntownej reformy oświaty.
                  Jestem można powiedzieć, początkującą (jeśli chodzi o doświadczenia szkolne)
                  matką.Syn mój jest w trzeciej klasie podstawówki. Panią ma
                  sprawiedliwą, "pasjonatkę". Boję się jednak, na kogo trafi w starszych
                  klasach. Jednym z dziwnych moim zdaniem pomysłów dyrekcji jest nauka języka
                  niemieckiego od klasy pierwszej. Jedna godzina w tygodniu z 26 dziećmi! Po
                  dwóch latach "nauki" mój syn przyszedł do domu, rozpłakał się, i powiedział,
                  żebym wypisała go ze szkoły z niemieckiego, bo on nic nie rozumie. No to
                  załatwiłam mu korepetycje. Na szczęście stać mnie było na nie.
                  Dyrektor szkoły chciał, aby szkoła była atrakcyjna, bo "naucza się" w niej już
                  od klasy pierwszej języków. Niestety wielu ludzi "rządzących" szkołami stara
                  się aby w szkołach udawano, że się naucza. Przeładowane klasy sprawiają, że nie
                  jest możliwe dotarcie do uczniów słabych. Bo albo nauczyciel powinien zająć się
                  słabymi, a wtedy zdolniejsi tracą, albo zdolniejszymi . Niemożliwe jest jedno i
                  drugie, naprawdę próbowałam i nadal czasami próbuję z uczniami z pierwszych
                  klas gimnazjum ( uczę chemii). W starszych klasach część uczniów ma tak duże
                  zaległości,których bez gruntownych korepetycji nie potrafią nadrobić, że
                  poddaję się.
                  Jak wcześniej napisałam dopiero zdobywam doświadczenia jako rodzic ucznia.
                  Są one dla mnie dużym zaskoczeniam. Odczuwam negatywne uczucia do szkoły, choć
                  nic mi nie zrobiono. Na zebraniu siedzę czujna, odczuwając nieufność do
                  nauczycielki, moja postawa jest roszczeniowa. Jestem zdumiona moimi odczuciami.
                  Wraz z innymi rodzicami, jeśli tylko jest okazja narzekam, doszukuję się
                  niesprawiedliwości. Ostatnio w klasie mojego dziecka kilku chłopców
                  narozrabiało. Idąc na zebranie bałam się...
                  Na szczęście dla mnie niepotrzebnie.
                  Nie chce mi się wierzyć, że rodzice przychodzący na zebrania prowadzone
                  przeze mnie mogą mieć podobne odczucia, ale....choć to straszne , najpewniej
                  również przyjmują postawę obrony przez atak.


                  >> z jakości usług może złożyć skargę do ordynatora, kierownika przychodni,
                  > dyrektora jednostki, Izb Lekarskich, Rzecznika Praw Pacjenta i opisac w
                  prasie
                  > ( z tego ostatniego ludzie chętnie korzystają). W przypadku zastrzeżeń do
                  > nauczyciela droga jest krótka - dyrektor, który zawsze(!!!) trzyma stronę
                  > swojego pracowika, poinformuje go o skardze rodziców a nauczyciel już
                  znajdzie
                  > sposób na niepokornych - ucznia i rodzica.
                  Jestem nauczycielem ,który potrafi powiedzieć do ucznia "przepraszam", czy
                  przyznać mu rację. Czasem się powkurzam, ale staram się nie odgrywać na
                  uczniu. Choć będąc tylko człowiekiem trudno mi czasami tak od razu zapomnieć
                  urazę. Wierzę, że takich nauczycieli jest zdecydowanie więcej niż tych, o
                  których piszesz, choć boję się, żeby moje dziecko nie trafiło na tych ostatnich

                  Dopóki dyrektor nie będzie mógł zwalniać tych, którzy na to zasługują,będzie
                  mógł co najwyżej upomnieć nauczyciela, na którego skarżyć się będzie rodzic.
                  Zwolnienie nauczyciela mianowanego jest praktycznie niemożliwe.

                  Pozdrawiam.
                  Barbara
                  • Gość: Agata Re: Nauczyciele mają uwagi do rodziców IP: *.chello.pl 06.02.03, 23:09
                    Nic dodać nic ująć! Nauczaie jakiegokolwiek języka obcego w takiej ilości i
                    przy tak dużej grupie jest nonsensem. Najlepszy sposób na to, żeby dziecko
                    znienawidziło niemiecki.
                    Dobrze, ze sa nauczyciele, którzy potrafia przyznać się do błędu,
                    powiedzieć "przepraszam". To z kolei najlepsza droga do dotarcia do ucznia. Czy
                    wiesz, że ja miałam taka nauczycielkę, która podobnie jak Ty uczyła chemii.
                    Potrafiła zmieszać z błotem, jak był powód, ale nie uznała, że przyznanie sie
                    do błędu jest poniżej jej godności. Pamiętam, że jeden z kolegów napisał na
                    lekcji na ławce "Od chemii dostaje sie anemii" - chemiczka zamiast awantury
                    zadała mu referat, w którym miał udowodnić dlaczego tak sie dzieje lub, jeśli
                    będzie to niemożliwe wykazać role chemii w walce z anemią. Do dziś to
                    pamiętamy. Niestety, była to jedna z moich nielicznych dobrych nauczycielek!
                    Pozdrawiam - Agata

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka