Gość: Jan Stachniuk
IP: *.centrum.gliwice.pl / 10.49.11.*
27.04.03, 20:32
Cała akcja "Szkoły z klasą" to w 80% medialna fikcja. Dyrekcje szkół stają na
głowie by osiągniąć spodziwany efekt. Nauczyciele zajeżdżają się pisząc
sprawozdania, raporty, a uczniowie zajmują się wszystkim tylko nie nauką.
Jest to kolejny, bardzo medialny, pomysł na zmianę naszego szkolnictwa.
Jednak ryba psuje się od głowy. Najpierw trzeba by było wymieść dokładnie
wszystkie kuratoria, WOM-y, ośrodki metodyczne i wreszcie szkoły, ze starej,
niereformowalnej kadry. Pozostawić tych, którzy poza doświadczeniem,
posiadają jeszcze umiejętności, a wreszcie podnieść płace samych nauczycieli.
Dopóki nauczyciel będzie zarabiał marne grosze, dopóty wszystkie akcje
typu "Szkoła z klasą" będą warte funta kłaków. Motywacja finansowa jest, jak
dowodzą badania, najlepsza i najbardziej skuteczna. Tylko dobrymi zarobkami
można będzie przyciągnąć do pracy w szkole ludzi naprawdę dobrze
wykształconych. Poza tym biedny nauczyciel nie ma szans się rozwijać. Jeśli
jedna dobra książka kosztuje 50-100 złotych, a on zarabia grosze, to gdzie tu
jakakolwiek szansa na to, że będzie nadążał z postępem nauki i poszerzeniem
się wiedzy, we wszystkich dziedzinach. Inteligentni i młodzi nauczyciele,
którzy mogliby być przyszłością naszego szkolnictwa, uciekają z tego zawodu,
kiedy tylko znajdą lepiej płatną pracę. Nikt nie chce użerać się w szkole, za
marne grosze. Ci, którzy pozostają, pracują bardzo ciężko, za marne grosze.
Można by wymyślać różne, "cudotwórcze" akcje, nie one jednak winny zmieniać
polskie szkolnictwo, ale mądra, konsekwentna i finansowo stabilna polityka
państwa. Ta jednak jest po prostu żenująca. Na miejscu Pani minister
Łybackiej, już dawno podałbym się do dymisji, ale przedtem zdymisjonowałbym
również wszystkich swoich podwładnych do szczebla wojewódzkiego.
Akcja "Gazety Wyborczej" pt. "Szkoła z klasą" wprowadziła w niektórych
szkołach istny szał współzawodnictwa. Czy na pewno dobry? Tego nie jestem do
końca pewien. Nauczyciel winnien być przede wszystkim mistrzem w swoim
przedmiocie, nie zaś prestigitatorem, który wyciąga króliki z kapelusza i
robi wszystko by wiedza była "miła, łatwa i przyjemna". Mistrz to coś więcej
niż nauczyciel. Mistrz to mistrz. I mistrza nie wykształcą, żadne akcje i
pseudo-rewelacyjne atrakcje. Można śmiało powiedzieć, że współczesne nowinki
edukacyjne dążą do zamiany szkoły w targowisko próżności, w którym uczeń,
niby klient supermarketu będzie mógł wybierać, to co bardziej kolorowe i
ekstrawaganckie. Tymczasem prawdziwą wiedzę zdobywa się w trudzie, i nie
karmi się ona fajerwerkami. Nie chciałbym zostać opacznie zrozumiany. Broń
Boże. Nauka wcale nie musi być nudna, ba... jest pasjonująca. Ale jest ona
również ciężką, mozolną i wąską ścieżką. My zaś próbujemy ową ścieżkę
zamienić w autostradę - by było lekko, łatwo i przyjemnie. Oszalałe dyrekcje
i nawiedzone paniusie szaleją w prześciganiu się "by zrobić najlepiej",
kolejny projekt czy kolejną prezentację. Uczniowie zamiast się uczyć
przygotowują po domach różne bzdury, które tylko pozornie uczą czegokolwiek.
Wszyscy sobie wmawiają nawzajem, że to jest jakaś szansa na wyrwanie
szkolnictwa w Polsce z marazmu. Nic bardziej błędnego.