izzo
08.05.03, 14:33
Bardzo proszę, powiedzcie, jak w waszej szkole, zapewne z klasą, traktujecie
dzieci mające trudności z wypowiadaniem się publicznie, np. opowiadaniem
przed klasą, śpiewaniem na lekcji przez dzieci nie mającej ku temu żadnych
predyspozycji itp. Dzieci nieśmiałe, aczkolwiek poza tym bardzo dobre.
Żywotnie mnie to interesuje, chcę zobaczyć, czy moje dziecko miałoby jakąś
szansę w jakiejkolwiek szkole i nie było traktowane na równi z łobuzami,
którzy w podobnym stopniu dezorganizują pracę nauczyciela, bo sądzę, że o to
właśnie chodziło pomysłodawcom takiego systemu oceniania, że pozycja
angażowanie się w zajęcia znajduje się w ocenie z zachowania...
I to w szkole, która propaguje m.in. glośne czytanie. Zachęca do czytania
lektur, pani przynosi nawet lektury z biblioteki, ale mój syn, choć lubi
czytać, nie chce wypożyczać książek, bo potem przeczytaną książeczkę trzeba
potem opowiedzieć klasie stojąc na środku sali.
Proszę tylko nie myśleć, że chcę, żeby moje dziecko takie zostało. Samo nie
czuje się z tym dobrze, ale chyba powinno mieć choćby ten rok na adaptację?
Powinniśmy mieć chyba czas na pracę z nim, w domu i w szkole, bez ciągłego
wypominania mu, że jest jakiś gorszy. Czemu nieumiejętność dodawania czy
nieznajomość liter u 8-latka traktowana jest z mniejszą pobłażliwością i
zrozumieniem ze strony nauczycieli niż niechęć do śpiewania?