Gość: uczennica
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
21.06.03, 16:58
obserwuje szkole z klasa, czytam czasem antuzjastyczne komentarze i
podsumowania na lamach wyborczej. i mysle, ze to jedna wielka sciema. jasne,
jasne, wielki narodowy odzew placowek oswiatowych, ktore chca zmieniac sie na
lepsze. g... prawda. skonczylam wlasnie 3 klase gimnazjum. moja szkola tez
sie w te akcje zaangazowala. i co? i nie zauwazylam, zeby cokolwiek sie w
niej zmienilo - to w wiekszosci przypadkow gra pozorow. MOJA SZKOLA NIE MA
KLASY. nauczyciele, jak w kazdej, sa wredni, kazdy uczen traktowany jest jak
intruz, a ja jestem niewiarygodnie szczesliwa, ze nie musze juz do niej
wracac. swieto szkoly, prezentacja osiagniec... czy nikt nie widzi tego
infantylizmu? przychodze do szkoly po to, zeby jak najszybciej ja z radoscia
opuscic i nie miec nic wspolnego z tym miejscem po lekcjach. nie jestem slaba
uczennica - mam srednia 5,4, z testow 80 pkt. i nie cierpie szkoly. przyklad
pozorowanych akcji? niegdys na apelu pani dyrektor z radoscia obwiescila, ze
za chwile odbedzie sie happening antynarkotykowy. wszyscy mieli chwycic sie
za rece, podniesc je do gory i krzyknac: "nie dla narkotykow!" po czym
moglismy wrocic na lekcje. dyrektor miala czyste sumienie, co wiecej mogla,
robiac tytul nauczyciela dyplomowanego, wpisac sobie do rubryczki "zaslugi"
przeprowadzenie szkolnej akcji antynarkotykowej, ktora z pewnoscia pomogla
moim nieustannie najaranym kolegom dresom. dziekuje za taka akcje.