co robia dzieci po wieku swietlicowym

21.08.03, 08:19
tak sie wlasnie zastanawiam co robia dzieci w polsce jak wyrosna za swietlicy
szkolnej? tak jak kiedys z kluczem i do domu?
    • mamosz Re: co robia dzieci po wieku swietlicowym 21.08.03, 21:57

      Dzieci w Polsce a) są odbierane i przechowywane przez swoich ukochanych
      dziadków (jeśli rodzice byli na tyle rozsadni by zgrać dojście dziecka do wieku
      poswietlicowego z przejsciem dziadków na emeryturę i pracowali nad miłoscia
      dziadkow do wnucząt przez caly czas) b)sa odbierane przez opiekunkę (jesli
      rodzice mają troche środkow na ten cel,wyobraznię i zqaprzyjaznioną oraz godną
      zaufania licealistkę, studentkę lub emerytkę w pobliżu -te ostatnie szczegolnie
      dobrze sie sprawdzaja bo stanowia coś w rodzaju "babci zastepczej" zrobią
      obiadek i dopieszczą dziecinę) c) maja na tyle duzo kasy żeby dziecko poslac
      do szkoły niepublicznej,która przechowa je do 17-18.Pozostali klucz na szyi,
      telefon i modlitwa żeby sie nic nie stało.Pęd do domu po pracy i świetna
      organizacja kooperacyjna rodziców (dwie zmiany,ruchomy czas pracy itd)żeby czas
      przebywania dziecka samego maksymalnie skrócić. Czasem mama w domu,ale to
      rzadkość. Pozdrawiam
      • Gość: wodzu Re: co robia dzieci po wieku swietlicowym IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.08.03, 01:03
        Mój syn pójdzie teraz do 4 klasy. W trzeciej klasie do świetlicy uczęszczało
        czworo dzieci z jego klasy. Dowiedziałam się że czwartoklasiści mają wstęp
        wzbroniony do świetlicy z powodu przepełnienia. Na pytanie skierowane do
        dyrektorki co ma dziecko robić zanim zostanie odebrane przeze mnie lub męża, ta
        odpowiedziała, że w szkole są zajęcia sportowe, to mogę go zapisać. Nie dodała,
        że są one płatne. Mój syn jest dzieckiem chorowitym, więc zapisywanie go na
        takie zajęcia równa się wyrzucanie pieniędzy w błoto, gdy potrzebne mi one będą
        na lekarstwa. Będzie więc zapewne koczował na korytarzu, a ja codziennie w
        pracy będę martwić się, czy mój syn jeszcze żyje.
Pełna wersja