mamuska25
04.01.12, 20:40
Witam :)
Nie daję rady z fiszbinami na mostku. Moje wymiary 70/81. Najpierw było 65c, ale najczęściej obwód był za luźny zatem teraz wszystko co nabywam to 60d czasem dd. Choć różnie z tym bywa. Czasami do "c" nie mam co włożyć ;)
Wszystkie biustonosze, które mają wysoki mostek tj wyższy niż 2 cm niemiłosiernie piją mnie w klatkę i ciągle o tym myślę, nie mówiąc o poprawianiu nabiustnika :)
Kiedyś lubiłam biustonosze "Elle Macpherson'a", tyle, że wciąż mam tendencje do chudnięcia i aktualnie znów nie bardzo się czuję w miękkich biustonoszach. Lubię "Panache" leciutko usztywniane, w ogóle aktualnie najbardziej cenię "Masquerade".
Ale jak pisałam tylko plunge, bo każdy inny model odciska mi czerwone pręgi i wżyna się boleśnie w klatkę.
Tak sobie myślę, czy to nie przypadkiem wina dawnego garbienia sie celem ukrycia miniaturowego biustu... Oczywiscie teraz tez zdarza mi się zaokrąglać plecy, ale generalnie mniej więcej wiem o co chodzi i staram sie prostować, przynajmniej się staram ;)
Acha, raczej rozmiarowo nic mi sie nie zmienia bo i nie ma z czego. Za chuda jestem... zdarła bym skórę a nic "wygarnać" nie mogę ;)
Biust po 4 ciążach i w sumie 4 latach karmienia :) Psychicznie juz zaakceptowałam moje miniaturki, ale te wbijajace sie fiszbiny... co za męka!
Poradzicie coś?