0n0
10.11.12, 22:47
Muszę się Wam pożalić...
Staników nigdy nie lubiłam, ale zawsze jakiś miałam - wiadomo, czasem trzeba np. pod jakąś prześwitującą bluzkę itp. Biust był mały, ale zgrabny. Potem była pierwsza ciąża. W ciąży piersi się specjalnie nie powiększyły, dopiero podczas karmienia odrobinę, ale też bez przesady, dalej mieściłam się w stanik sprzed ciąży. Kupiłam sobie nawet specjalny do karmienia, ale to była totalna porażka - walka ze stanikiem, żeby wydostać cycka. Szybko się poddałam. Okazało się, że karmienie bez stanika jest o wiele wygodniejsze. Karmiłam 14 miesięcy, ale zanim skończyłam, zaszłam w drugą ciążę. Rozmiar biustu się nie zmienił. Potem znowu rok karmienia. Jak skończyłam karmić drugie dziecko, biust niemal zupełnie zanikł. Nie było szans założyć jakiegokolwiek wcześniejszego stanika - miseczki nie wypełniały się nawet w 50%. Kupiłam mniejszy, ale jako, że jeszcze bardziej mnie spłaszczał. Staników z jakimikolwiek wypełniaczami miseczek nienawidzę jeszcze bardziej, niż zwykłych - w takich czuję się, jakbym oszukiwała cały świat ;-) i źle mi z tym, a w takich bez wypełniaczy wyglądałam jeszcze gorzej, niż bez nich. Szybko przestałam go nosić. Przezroczyste bluzki poszły w odstawkę, a ja przez kilka lat nie miałam na sobie stanika ani razu. A komplesky rosły z każdym dniem. Potem trzecia ciąża - też bez stanika, ale i bez jakiegokolwiek powiększenia się biustu. Za to dzień po porodzie piersi wypełnione mlekiem zaczęły cieszyć moje oczy :-) Karmię do dzisiaj - już ponad półtora roku, nadal bardzo często (kilkanaście razy na dobę), ale najwyraźniej już mniej, niż kiedyś, bo biust zaczął się stopniowo zmniejszać. Generalnie ciągle wygląda nieźle, nie jest obwisły (przy tej wielkości nie da się zwisać ;-)), dość jędrny (choć to może prędzej mleko, niż faktyczna jędrność), ale jednak coraz mniejszy. I wpadłam w panikę. Niedługo przestanę karmić i piersi znikną bezpowrotnie :-( Jedyną szansą, żeby cokolwiek poprawić będzie stanik, a staników szczerze nienawidzę, źle się w nich czuję, nie mogę oddychać nawet, jeśli są za luźne, przeszkadza mi stały dotyk materiału do piersi. Czytałam już kilka postów o znikającym biuście i wiem, że pewnym ratunkiem byłoby przytycie. Obecnie przy 173 cm wzrostu ważę 50 kilo (i tak 2 kg więcej niż rok temu). Ale w żaden sposób przytyć nie umiem. Jem na okrągło, zmuszam się do słodyczy, chociaż ich nie lubię, ale nic to nie daje. Taką wagę (i wzrost) mam od 14 roku życia z pominięciem ciąż (wtedy tyłam do 20 kg), ale zawsze byle bodziec (wakacje, stres, większy wysiłek) powodował spadek wagi, a w drugą stronę mimo usilnych starań nigdy nic nie działało. Nigdy nie udało mi się przytyć więcej, niż 2 kg. Po ciąży też w ciągu miesiąca waga wracała do normy. Zaczynam z niecierpliwością czekać na menopauzę w nadziei, że wtedy przytyję i zacznę wreszcie wyglądać jak człowiek. Ale przecież takie myślenie to kompletny absurd :-( Beznadziejna sprawa ze mną...