Dodaj do ulubionych

dyskryminacja w środowisku motocyklistów

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.11, 12:11
Tak jak w temacie a dokładnie chodzi mi o podział naszego środowiska motocyklowego na motocyklistów będących w klubach i tych tzw. wolnych strzelców nie przynależących otwarcie do żadnego klubu. Tak się składa, że miałem okazję posmakowania życia w obu konfiguracjach i w efekcie wewnętrznych konfliktów w klubie ponownie jestem free. Dzięki temu zrządzeniu losu wyraźnie widzę, że nasze środowisko motocyklowe jest bardzo niejednorodne. Pomijam tu podziały na plastiki i chromy bo to najmniejszy kłopot, ale chodzi tu o sposób traktowania motocyklistów niezrzeszonych przez istniejące kluby. Okazuje się, że nas wolnych jeźdźców traktuje się jak bydło, jak coś gorszego - podgatunek. Jeśli ktoś zaliczył kilka zlotów motocyklowych to zauważy z pewnością rozwarstwienia na płaszczyźnie obszyci i nie. Zaobserwowałem że co niektórzy obrośli w piórka i uważają się za lepszych, ale zapomnieli jak sami jeździli będąc free. Kluby często nas dostrzegają i mają za ziomków dopiero w tedy gdy organizują zloty i chcą zarobić, ale jak odejdzie się od kasy tak już miło nie jest. Zapomnieli że w ogólnej liczbie motocyklistów w naszym kraju ok. 30% to motocykliści zrzeszeni a pozostała liczba (70%) to free. W tym mijającym sezonie zaobserwowałem ciekawe zjawisko. Otóż na kilku zlotach organizowanych przez MC liczba zlotowiczów była bardzo mała pomimo niezłych atrakcji zapewnianych przez organizatorów. Można się doszukiwać przyczyn w braku pieniędzy w naszych portfelach, ale też wpływ miały burzliwe rozdźwięki i podziały w świecie klubowym i prawdopodobnie obawy o to by nie wpaść niechcący w porachunki między konkurującymi klubami.
Tak czy inaczej wielu jeżdżących w kamizelkach zapomniało, że w śród nas free jest naprawdę wielu bardzo wartościowych ludzi, którzy znacznie lepiej wiedzą jak być prawdziwym motocyklistom. Znam wielu takich, którzy nigdy się nie obszyją a ich doświadczenie motocyklowe jest wręcz przeogromne z racji lat jazdy i wypraw po świecie a nie "wokół komina". Co ciekawe właśnie ci ludzie również nie kwapią się do uczestniczenia w zlotach a jeśli już to jedynie w kameralnych zjazdach przyjaciół gdzie ich liczba nie przekracza 50-ciu osób, gdzie każdy zna każdego.
Wiem że ludzie z klubów MC i FG naśmiewają się z poczynań motocyklistów, którzy działają na zdrowych relacjach społecznych, gdzie oparte są również o relacje rodzinne. Jednym z przykładów może być podejście do działań Polskiego Ruchu Motocyklowego, który wiele robi by wreszcie postrzegano nas jak ludzi a nie przestępców.
Chcących poczytać zapraszam na strony:
www.klubymotocyklowe.pl/index.php?option=com_agora&task=topic&id=21&Itemid=27
Byłbym niesprawiedliwym oskarżając wszystkich przynależących do klubów o rasizm bo znam takich co wiedzą na czym polega rzecz, ale są często zagłuszani przez innych i milczą. To co się dzieje dobrze oddaje film "Gang dzikich wieprzy".
Obserwuj wątek
    • Gość: onkel pyjter Re: dyskryminacja w środowisku motocyklistów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.11, 15:41
      ciekawy wątek. Dopóki nie jeździłem na motocyklu zawsze chciałem należeć do jakiegoś klubu czy zrzeszenia. Bo zloty, rozmowy w klimacie, bo jedność, koledzy itp powycieranie hasła. Jak w końcu kupiłem moto które nadawało się do zarejestrowania i śmigałem "na legalu" trochę dalej niż następna wieś to jakoś przestało mi się chcieć należeć. Stwierdziłem, że nie potrzebuję członkostwa żeby jeździć na moto. Nie jest mi do niczego potrzebne żadne zrzeszenie bo nie muszę się z niczym manifestować. Moja pasja jest moja i dla mnie. Jeżeli ktoś chce być częścią (członkiem :-) ) jakiejś bardziej zdefiniowanej społeczności to niech se jest, zupełnie mi to zwisa. A czy jest on przez to bardziej rasowy niż ja to nie wiem i też mi to zwisa. A poza tym - jak piszesz - jest nas większość w opcji free. Myślę że dlatego że nie należymy wszyscy do jednego klubu i nie jeździmy tymi samymi motocyklami to jesteśmy bardziej kolorowi. Ot, wolność wyboru.
      Tylko nie wiem z czego wynika poczucie wyższości czy jak to nazwać o którym piszesz a które odczuwają członkowie MC. Coś tam twierdza o stylu życia, o poświeceniu, o bezkompromisowej miłości itp bzdety co mi przypomina wspominki rezerwistów WP. Śmieszy mnie ta hierarchia, presidenci, prospekci, chaptery bo to jakieś takie naciągane tworzenie atmosfery elitarności i ważności jednego przed drugim. Bez tego też można być szanowanym i mieć kupę ciekawych znajomych i przyjaciół od serca.
      Lubię pojechać ze dwa razy w roku na jakiejś rozpoczęcie/zakończenie sezonu ale głównie dla dwóch celów: obejrzenia ciekawych sprzętów i przeparadowania przez miasto bo fajny jest ogólny zamęt jaki się wtedy rozsiewa a ludzie jakoś są na ten czas wyrozumiali. Ale żadnej głębokiej filozofii do tego nie urabiam.
      A propos akcji organizowanych przez kluby motocyklowe - chętnie zbierają krew, organizują zloty itp rozrywki ale nie słyszałem, żeby się włączyli w ruch walczący o obniżenie stawek autostradowych. Może się mylę, sprostujcie mnie.
      • Gość: easy rider Re: dyskryminacja w środowisku motocyklistów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.11, 18:14
        Co do autostrad to słyszałem, że odbyło się takowe spotkanie z ministrem C. Grabarczykiem i delegatami PRM (Polskiego Ruchu Motocyklowego) i dotyczyło rozporządzenia ministra infrastruktury z dnia 14 czerwca 2011 w sprawie opłat za autostrady.

        A wracając do wzajemnego poszanowania to akurat ja nie jestem sobkiem i lubię towarzystwo innych motocyklistów i boli mnie jak widzę, że dawna solidarność (kiedy nikt nie myślał jeszcze o kongresie MC) teraz znacząco osłabła i tak naprawdę zanim podejdzie się do kogokolwiek z barwami klubowymi trzeba dwa razy się zastanowić bo ryzykuje się mordoklepaniem. Lecąc w trasie patrzy się najpierw z jakiego klubu a dopiero na człowieka. I jak tu się dziwić takim filmikom jak w tym linku zamieszczonym na tym forum parę dni temu

        Oko w oko ze złymi motocyklistami - edekmacedonski 02.10.11, 21:01
        www.motocykle.v10.pl/Video,Motocyklisci,jednak,nie,tacy,zli,jak,ich,maluja,68769.html
        • waldi635 Re: dyskryminacja w środowisku motocyklistów 07.10.11, 19:36
          Podział czy rozdźwięk to może za dużo , ale coś jest na rzeczy. Klubowicze faktycznie przeginają. W zeszłym roku pojechałem z koleżką i laskami na zlocik kończący sezon , który był organizowany przez MC. Lekko zakropiliśmy więc nas zaczepili klubowicze i co ciekawe organizatorzy. Robiło się nieciekawie i wtedy cud siadają przy nas dwaj presidenci z innego klubu , wystawiają flachę na stół i pijemy dalej. Tamci postali jeszcze trochę napompowani i koniec. Wniosek jest prosty - ludzie dzielą się na mądrych i głupich. Czarne owce są w każdej społeczności i grupie społecznej. Kluby motocyklowe - gangi , wywodzą się z USA i powstały na fali niezadowolenia żołnierzy powracających z wojen w Europie , a dziś oddali nam te klubowe obyczaje w postaci 1 % przestrzegających prawo. Pozdrawiam wszystkich FREE.
          Staram się nie dokonywać żadnych podziałów. To męczy i nic nie wnosi. Jeździć można z każdym kto utrzymuje się w siodełku.
      • Gość: easy rider Re: dyskryminacja w środowisku motocyklistów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.11, 21:30
        "ło matko!!!...
        przyznam, że lekko śmieszą mnie pomysły robienia z motocyklizmu jakiegoś kultu... dla mnie to po prostu środek transportu.
        Straszne co???
        "

        Cóż dla jednych motocykl to jedynie środek transporty dla innych sposób na życie. Podobnie jest z wędką. Jedni traktują ją jako narzędzie do zdobywania jedzenia a inni widzą w niej sposób na rekreację itp..
        Ja osobiście dzięki motocyklom obrałem kierunek kształcenia, zwiedziłem wiele miejsc w europie i poznałem niepowtarzalnych ludzi myślących podobnie. Jeżdżąc jedynie samochodem tego wszystkiego bym nie doświadczył a na pewno aż w takim wymiarze. Dzięki wpływowi motocyklizmu moje życie wygląda zupełnie inaczej niż moich kolegów z podstawówki gdzie ich kręciło zupełnie co innego. Ci ludzie ugrzęźli w materializmie gdzie liczy się tylko praca, dom, praca a wolny czas to jedynie w weekend na działce. Jak słyszą o moich wyjazdach nawet po kraju widzę w ich oczach zazdrość i słyszę często że też by tak chcieli ale czasu za mało.

        Ale jak tu się cieszyć jeśli wyjeżdżając w Bieszczady czy Mazury i zwiedzając jakieś główne atrakcje tych rejonów spotykam napuszonych motocyklistów w kamizelkach klubowych i zamiast się wesoło powitać i podzielić się informacjami co ciekawego można jeszcze zobaczyć często się mijamy jak byśmy byli zupełnie odmiennymi ludźmi nie mającymi wspólnej pasji.
        Pamiętam jak 15 lat wstecz spotkałem motocyklistów gdzie dowiedziałem się o ciekawej bazie noclegowej oraz pobliskiej atrakcji o której nie miałem pojęcia pomimo parokrotnego przejeżdżania tą okolicą. Nie raz zdarzało mi się dołączyć do grup imprezujących na moto bazarach w Łodzi, ale nigdy nie były to grupy złożone z członków jakiegoś klubu ale najczęściej byli to ludzie handlujący, mający stoiska blisko siebie.
        • simon_r Re: dyskryminacja w środowisku motocyklistów 09.10.11, 13:38
          Nie zrozumiałeś mnie do końca Easy.... uważam, że każda pasja jest czymś fajnym zwłaszcza gdy pozwala zintegrować się z jakąś grupą ciekawych ludzi. I nie ważne czy to jest zbieranie znaczków, czy jazda motocyklem. Natomiast uważam, za mocno żałosne gdy z pasji robi się jakiś dziwny rodzaj snobizmu i staje się ona sposobem na pokazanie innym swojej wyższości (i to bynajmniej NIE jest adresowane do Ciebie). Niestety wiele osób przystępujących do klubów motocyklowych czy tez nabywających motocykl robi to w pewnym sensie na pokaz... nie dlatego, że faktycznie to lubią ale właśnie po to aby się jakoś dowartościować albo coś w ten deseń...
          Dlatego jak przestałem potrzebować motocykla to przesiadłem się na rower :)
          --
          ------------
          Grecja Turcja i inne relacje z podróży
        • Gość: gosc Re: dyskryminacja w środowisku motocyklistów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.11, 09:07
          Easy... Pewnie masz rację tylko nie rozumiem co chcesz osiągnąć. Powiedzieć że jedni są "be", a reszta (większość) wie że są "be" i ma do nich żal że ich nie chce przygarnąć, a Ci (reszta) może by i chcieli ale jakoś im nie po drodze więc...no właśnie.
          O co chodzi w tej zabawie (hobby, pasji czy sposobie na życie) z motocyklami ? Czy nie chodzi o to by:
          1. Mieć motocykl na którym można jeździć
          2. Oddawać się tej jeździe kiedy tylko czas i fundusze pozwalają (bo to sprawia największą radość).
          .
          a dopiero 3. Być może spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach.
          Mam wrażenie że chciałbyś "ustawić" cały świat pod siebie. Jedni są tacy, drudzy inni. Jak Ci nie pasuje że ktoś jest gburem i zadufanym w sobie dupkiem to omijaj ich z daleka. Nie próbuj tego zmieniać. Po co ?
          Od ponad 20-tu lat włóczę się na motocyklu. Koloryt środowiska motocyklowego jest naprawdę bogaty. I bardzo się zmienił na przestrzeni ostatnich 6-8lat, kiedy na moto zaczęło być stać po prostu większą ilość osób, i kiedy stało się to modne. Dziś setki osób trzymają naprawdę drogie, piękne maszyny w garażu by wyjechać 4-6 razy do roku na zlocik. Czy to źle ? Czy Ty powinieneś oceniać ich alienację od (jak to piszesz) tych free ? Na pewno nie !
          Oczywiście masz prawo do własnego zdania, ale próba narzucania zmian jakiejś grupie osób jest bez sensu. Poza tym nieeleganckie jest też kiedy piszesz że o Twoich podróżach słuchają z zazdrością. Zawsze jest ktoś kto był dalej, widział więcej - troszkę pokory. Poza tym nawet jeśli słuchają - szacunek dla Ciebie. Ale czy to powód by "ich" krytykować ? Czy powinienem Cię lekceważyć bo być może nie miałeś okazji jeździć motocyklem po Chinach czy Indii. I pewnie gdybyśmy siedli słuchał byś z zainteresowaniem a być może zazdrością ?
          NIE !!! - nie mam do tego prawa. Co więcej, myślę że jesteś bardzo rozsądnym i wartościowym człowiekiem. Nie podobają Ci się zasady narzucane przez MC - olej je. Niech się panowie kiszą we własnym sosie. Ale nie próbuj ich zmieniać bo to pozbawione sensu i bezcelowe.
          Chcesz jeździć - jeździj. Chcesz by to był Twój pomysł na życie - rób to. Chyba że Twój pomysł na życie to być w klubie ??? Jeśli tak to się dostosuj. Ale Chłopie - olej to i ciesz się tym co najfajniejsze w jeździe na motocyklu. Reszta to śmieszne kamizeleczki i lepsze lub gorsze znaki graficzne.
          Tak już jest że w "kupie siła". Słabsze, poddane, mniej zaradne jednostki zawsze dążą do grupowania, skupiania. Potrzebna wtedy jest hierarchizacja, "poukładanie". Jeśli tego nie potrzebujesz - to nic na siłę!!!

          Powodzenia
    • dr.krisk Ja tam nie wiem.... 09.10.11, 15:21
      .. ale jakoś lubię jeździć sam. Koszulki, emblematy, zloty, wpisowe - zupełnie mnie nie kręci. Kręci mnie pyrkotanie moim Enfieldem po pustych drogach, w przepięknych okolicznościach przyrody jesiennej, zatrzymywanie się tam gdzie ja chcę, i tak dalej.
      A o motorach (głownie problemy techniczne) gadam sobie na enfieldowym forum.
      • Gość: potek Re: Ja tam nie wiem.... IP: *.mofnet.gov.pl 18.10.11, 11:03
        Myslę , że dwa lub trzy zloty trzeba zaliczyć żeby wiedzieć z czym to się je. Później już sami wiemy w jakim kierunku pójdziemy i tylko od nas to zależy. Czujesz się na siłach i chcesz zażyć dyscypliny zapisz się do MC wtedy będziesz miał tylko wyjazdy służbowe i mniemanie o swojej wyższości. Chcesz być FREE to jak sama nazwa wskazuje wolny -samotny i nie dziw się że inna grupka motocyklistów od razu nie obdarzy cię miłością i zaufaniem. Jest jeszcze jedna opcja- paru chłopaków bez barw, musztry ale z jednym celem JAZDA MOTO . Kawałek pomieszczenia, jakieś małe składki na kawę, zebrania w celu omówienia jazdy na dany tydzień, naprawdę jest to super recepta na mile spędzony czas. A muszę się przyznać, że dużo już przerabiałem w swoim 25 letnim stażem jazdy na moto.
          • Gość: easy rider Re: Ja tam nie wiem.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.11, 09:00
            Czy mógłbyś uściślić o jaki rodzaj naszywek Ci chodzi bo można je niejako podzielić na te zwane barwami klubowymi oraz naszywki jako takie, które jedynie przedstawiają Twoje indywidualne upodobania np. do marki motocykla, lub odbytych podróży, które można sobie kupić gdzieś tam w sklepie.
            Słyszałem o pojedynczych incydentach gdzie właśnie takowe naszywki umieszczone na plecach czasami były odbierane przez MC za samowolkę a jak wiadomo oni uzurpują sobie prawa do wydawania zezwoleń na umieszczanie znaków graficznych świadczących o przynależności do klubu. Z tego co wiem są pewne odstępstwa od tej reguły w postaci PRM, ale tu też jest pewna współpraca miedzy kongresem a nimi.
            Bynajmniej jest to śliski grunt bo nieświadom niczego człowiek może się narazić na oklep lub zniszczenie kurtki czy kamizelki jeśli w jakiś sposób to co się ma na sobie narusza "świętość" barw klubowych.
              • Gość: easy rider Re: Barwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.11, 15:57
                To prawda, że każdy widzi sprawę barw inaczej.
                Jedni uważają je za kawałek materiału a inni za niemal świętość i np. za poklepanie po plecach w geście przyjacielskim kogoś w barwach można oberwać bo ktoś spoza klubu nie ma prawa tknąć barw klubowych, ale sam niejednokrotnie widziałem na zlotach jak goście pozostawiali kamizelki z barwami klubowymi na ławkach lub pod nimi gdzie porozlewane było piwo i resztki z jedzenia lub sami urżnięci w trzy d***, ale nadal w barwach leżeli na glebie. I żeby nie było, że to jedynie ci z FG to również tyczyło się MC. O czym to świadczy to już sami wyciągnijcie wnioski.
                Osobiście nie mogę zrozumieć tych przepychanek i uzurpowania sobie prawa kto może a kto nie może nosić naszywek klubowych. Rozumiem co to jest znak graficzny i czemu służy zastrzeganie sobie praw do niego, ale jeszcze do tego mieszać kolory. Co roku dochodzą nowe kluby i każde w jakiś sposób używają podobnych kolorów w swoich logach, więc nie rozumiem jednego z argumentów jaki jest stawiany a mianowicie o zapobieganiu pomyłek przez postronne osoby i rzucaniu na niewinnych oskarżeń jeśli dojdzie do konfliktów. Rozumiem jeśli znaki graficzne są do siebie łudząco podobne, ale kolory? Co by się działo gdyby firmy działające na świecie zaczęły bój o kolory na logach firm?
                Drugą sprawą a za razem też powiązaną z barwami jest zawiązywanie klubu i odbycie rozmowy na kongresie. Jeśli dobrze się orientuję to jesteśmy jedynym krajem gdzie coś takiego funkcjonuje. W USA które uważane jest za prekursora w powstawaniu klubów motocyklowych czegoś takiego nie ma i jakoś sobie radzą.
                  • Gość: Gość Re: Barwy IP: *.zdnet.com.pl 22.02.20, 19:19
                    Odświeżę temat, Jest tu mowa o klubach i grupach motocyklowych MC, FC. Zaobserwowałem w ostatnim czasie powstanie wielu Stowarzyszeń Motocyklowych głownie powstałych po to by "grupa" mogła pozyskać oficjalnie środki na organizowanie akcji charytatywnych. Bo np. urząd skarbowy czepia się że na koto jednego człowieka 50 osób przelewa mu środki finansowe na organizacje: Dnia dziecka w Domu Dziecka czy na oddział dziecięcy w szpitalu a wreszcie Motomikołajów . Tak czy siak są to ludzie którzy chcieliby wyróżniać się z tłumu jadąc na wspólnie akcje, takie jak wyżej wypisane czy choćby 11 listopada. Ciekaw jestem jakie jest wasze zdanie na ten temat i czy stowarzyszenie noszące logo miasta na kamizelce odblaskowej czy takiej jak jeżdżący w rajdzie katyńskim też mogą dostać po głowie ? Wtedy naprawdę dla ludzi którzy chcą być społecznikami i jeździć w grupie dzieląc się pasją na moto nie miałoby to sensu. Poza tym zastanawiam się co ludzi przyciąga do takiego stowarzyszania, przecież muszą płacić składki członkowskie nie otrzymując nic w zamian, a to minus. To taki paradoks raczej. Może ktoś należy do takiego stowarzyszenia chętnie poznam wasze zdanie. LWG.
                    • leziox Re: Barwy 24.02.20, 16:10
                      Przeczytałem ten odgrzewany wątek z zainteresowaniem. Najwyraźniej dlatego że jeżdżę z reguły sam albo czasem w niewielkich grupkach, nie mialem zbyt wielkiego pojęcia o takich dużych rozdźwiękach wśród motocyklistów. Ja patrzę na to tak-każdy, kto wsiada na moto, jest dla mnie motocyklistą, a dopiero potem, tym kim jest zawodowo lub społecznie. Więc zagadam każdego, a i z każdym porozmawiam, jeśli ktoś ma na to ochotę. Dla mnie motocykl to namiętność, choroba którą się zaraziłem lata temu, bo już ponad 35 lat siedzę w siodle, benzyna we krwi. Nie bardzo umiem sobie wyobrazić fakt, że ktoś kupuje moto tylko po to, aby podjechać na lody albo do kafejki, by zaświecić w oczy swoją maszyną i po przejechaniu 3 km odstawia ją znowu do garażu. Ale oczywiście, skoro wszystko już podobno było, to i takie coś się zdarza.
                      I chyba albo nie nadążam za czasami, albo moje zasady się postarzały, ale nadal macham lewą ręką do kolegów motocyklistów (czasem nawet posiadający Harleye odmachują osobnikowi na Japońcu), jestem otwarty na ludzi i niebywale szczęśliwy, że mam motocykl nieco lepszy od SHL 175, na której dawno temu zaczynałem pierwsze jazdy.
                      PS. nigdy nie należałem do żadnego klubu i należeć nie będę, co nie znaczy, że czuję do tych osób jakąś odrazę czy uprzedzenia. Bo to też motocykliści.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka