Wolna policja:D

IP: *.idea.pl 26.08.05, 14:14
kilka dni temy na jednej z glownych drog Gliwic doszlo do wypadku z udzialem
chlopaka rozworzacego pizze , maluch zajechal mu droge chlopak nie
wychamowal i przelecial przez niego wszystko bylo by dobrze gdyby nie to ze
auto stalo na srodku jezdni i nie mozna bylo go ruszyc , zaczelo straszliwie
padac , oczekujac na przyjadz policji niestety trzeba bylo kierowac ruchem
wied dlugo sie nie zastanawiajac kolezanka pobiegla do domku po kamizelki
odblaskowe co swietnie dziala na kierowcow i zaczelismy kierowac ruchem
laskawi policjanci przyjechali po 30 minutach i nie uslyszelismy zadnego
dziekuje co za sprawiedliwosc ale kolezanka miala do nich prosbe przy
najblizszej kontroli poprosila o lagodna kare dla motocyklisty ktorego zlapia
badz nie :D
    • okrutny_mariuszek Re: Wolna policja:D 26.08.05, 14:43
      Cieszcie się ze policjanci nie ukarali Was mandatem - kierowanie ruchem
      drogowym przez osoby bez uprawnień jest karalne ;-P
      Ze swoich obserwacji wiem ze gdy zdarzy się wypadek drogowy to ruch samochodowy
      jest w miarę płynny do czasu gdy nie zjawi sie i nie zacznie nim kierować
      policja.
      Osobiście uważam, Street, że postąpiliście Slachetnie.

      A swoją drogą, miałem okazję być w Nowym Jorku wówczas gdy całe miasto było
      pozbawione prądu. Nie działała sygnalizacja uliczna a ruch jakoś trzeba było
      regulować. Za upłynnianie ruchu zabrali się mieszkańcy Wielkiego Jabłka i
      wszystko odbywało się sprawnie (Policja też dawała z siebie wszystko, niestety,
      za mało ich jest by obstawić człowieka na niemal każdym skrzyżowaniu).
      Co bardzo mnie zaskoczyło widziałem wówczas jak takim ludziom (regulującym
      ruch) inne, zupełnie przypadkowe osoby, zupełnie spontanicznie kupowały napoje
      chłodzące, wodę mineralną...
      (wogóle to uważam, że Nowy Jork należy odwiedzić i spędzić tam trochę czasu -
      to miasto inne niż wszystkie, trudno je zrozumieć, tak bardzo kontrastowe
      czasami; może NewYorker coś napisze)
      뮛 뮛 뮛 뮛 뮛 뮛 뮛 뮛 뮛 뮛

      • Gość: NYorker belkot IP: *.kondylis.com 26.08.05, 16:31
        krotko napisac sie nie da. napisac tylko dobrze tez sie nie da.

        awaria zdarzyla sie chyba w ostatni sierpniowy czwartek, rok temu. po pracy do
        domu dojechalem na oparach. w piatek cale rano szukalem jakiejs funkcjonujacej
        stacji benzynowej, stad na manhattan dojechalem ok poludnia. w okolicy, w
        ktorej pracowalem na jednym z trzech skrzyzowan funkcjonowala sygnalizacja, w
        wiekszosci budynkow nie bylo wciaz pradu. w biurowcu, w ktorym wowczas
        pracowalem ciemno w lobby, windy nie dzialaja. nie chcialo mi sie wchodzic na
        16 pietro schodami, wiec pojechalem sobie do znajomej na long island (telefony
        nie dzialaly). w sobote mialem leciec do polski na slub przyjaciela. ale, ze w
        poniedzialek byl termin wykonania pracy, to postanowilem pojawic sie w sobote,
        przed wylotem, i sprobowac cos tam jeszcze zrobic. zastalem oczywiscie
        wszystkich pracownikow (terminy zawsze byly ktoregos poniedzialku raz w
        miesiacu; szef latal wowczas do europy na konsultacje) i szefowa, ktora z
        umeczona mina powiedziala mi, ze w piatek bylem jedynym, ktory sie nie pojawil,
        a prad zostal wlaczony o pierwszej po poludniu.
        - wciaz jezdzisz tym motocyklem? - zapytala jeszcze, gdy juz odchodzilem. usta
        miala sciagniete tak, by skryc emocje i ani troche po amerykansku sie nie
        usmiechnac. slowa przez to cedzila sykliwie.
        - tak, jezdze.
        - uwazaj na siebie, bo bedziesz lezal. kazdy kiedys lezy.
        - dobrze, margaret, bede uwazal
        nie bylo mnie - trudno, rzucilem sie do pracy, by zrobic cokolwiek. szefowa
        zniknela, dwa komputery zajete praca, lapy sie poca, bo za piec godzin odlatuje
        samolot. trzeba jakos odreagowac stres, pomyslalem i zamknalem sie w ubikacji,
        by zaciagnac sigareta. wychodze, a tu szef. stoi i patrzy, nie mowi nic.
        pociagnal nozdrzami, spojrzal w szczeline miedzy drzwiami i framuga.
        - wciaz planujesz leciec wieczorem?
        - tak, rijk, nic sie nie zmienilo.
        - ok, zrobiles cokolwiek dzisiaj?
        - zrobilem tyle, ile bylem w stanie.
        - ok.

        po godzinie rzucilem wszystko. jazda do domu, pakowanie, jazda na lotnisko. w
        samolocie pomyslalem - pie..na idiotka, nie bede lezal. tydzien pozniej
        dostalem maila z podziekowaniem za wspolprace. mielismy problemy z komuniakcja
        i trzeba bylo dwoch lat, by ten szczegol zdefiniowac.
        to byly najlepsze wakacje. nigdy potem nie musialem pracowac 70 godzin
        tygodniowo:). ale po latach przyznaje bylej szefowej racje. sykliwa zmija, ale
        przewidziala prawdziwie. lezalem nie raz.
        • Gość: NYorker sprostowanie. IP: *.kondylis.com 26.08.05, 16:33
          chyba za wczesnie na pisanie. dwa lata temu awaria byla.
    • goha66 Re: Wolna policja:D 26.08.05, 20:36
      to była raczej wodna policja ;) Goha
      • Gość: street Re: Wolna policja:D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.05, 22:55
        Goha Ty wiesz cos o tym bo stalas tam ze mna kierujac Puszkami :D:D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja