Dodaj do ulubionych

Dosyć ciekawie o motocyklowej pasji

13.09.05, 15:32
Oczywiście link:
wiadomosci.onet.pl/1246532,2677,kioskart.html
a oto treść:
.
Śmierć w okamgnieniu
O motocyklistach mówi się: dawcy nerek. To złe określenie, bo większość z
nich rozbija się tak, że nie ma z czego pobierać organów
Świadkowie mówili niewiele. Tylko tyle, że motocykl pojawił się jak
błyskawica, a zaraz potem słychać było potworny huk...
Kilka sekund wcześniej 34-letnia kobieta podjechała lanosem do jednego z
łódzkich skrzyżowań. Gdy zapaliło się zielone światło, ostrożnie ruszyła do
przodu. Jadąca z boku honda CBR nie zdołała wyhamować – z prędkością 200 km/h
wbiła się w auto. Potężny motocykl zmiażdżył kierującą samochodem kobietę, 27-
letni motocyklista również zginął na miejscu. W wypadku ranne zostały dwie
inne osoby – pasażerka motocyklisty i pasażerka auta. Obie z ciężkimi
obrażeniami trafiły do szpitala. One przeżyły...
'
Przeżył również motocyklista, który kilka lat temu pod Toruniem, na prostym
odcinku drogi, zderzył się czołowo z samochodem osobowym. Chwilę wcześniej
zabrał się do wyprzedzania furgonetki, lecz miał za małą prędkość i za wysoki
bieg. On nie zdołał zredukować i nie starczyło mu mocy, by uciec; kierowca
samochodu nie zdążył wyhamować. Na szczęście prędkość sumaryczna obu pojazdów
nie była na tyle duża, by wgnieść motocyklistę w samochód – po zderzeniu
wyleciał w powietrze, przelatując nad autem. Niestety, wsiadając na motocykl,
18-latek nonszalancko nie zapiął kasku. W czasie lotu „skorupa” spadła i
motocyklista z nieosłoniętą głową uderzył w krawężnik. Świadomość odzyskał
kilka miesięcy później, mając za sobą trepanację czaszki, a przed sobą –
wieloletnią rehabilitację i częściowe inwalidztwo do końca życia. W chwili
wypadku chłopak był już właścicielem prawa jazdy – zrobił je dokładnie dzień
wcześniej...
.
Adrenalinowy kop
.
„Przeciętny człowiek nie może zrozumieć, dlaczego zakładamy skórzane kurtki,
spodnie i wsiadamy na motocykle. Nie jest w stanie pojąć, po co narażamy
życie, wyciskając z naszych maszyn maksymalne prędkości. I nie zrozumie tego,
dopóki sam nie spróbuje”, pisze internauta na forum dla motocyklistów.
Spróbowałem. Z przymusu (brak uprawnień i niemal zerowe doświadczenie)
jako „plecak”, czyli pasażer. Ze znajomym, nieświadomym tego, że moje
zainteresowanie nie wynika jedynie z chęci poznania czegoś nowego, ale przede
wszystkim z reporterskiej konieczności. I co?
.
Entuzjaści motocykli, przekonując o ich zaletach, mówią o „adrenalinowym
kopie” („czujesz, że naprawdę żyjesz!”), który pojawia się dzięki ogromnym
przyśpieszeniom i prędkościom. I rzeczywiście, „grzejąc” 210 km/h, łatwo o
euforyczny nastrój. Nie wiem, jak konkretnie odbierają to inni – mnie
przypominały się zabawy z przeszłości (przyznaję, niezbyt mądre), gdy jako
chłopiec pędziłem rowerem za autobusami komunikacji miejskiej. Brak oporu
powietrza sprawiał, że poczciwy składak osiągał prędkości dla mnie wówczas
niebotyczne... Potężny silnik „suki” (od marki motocykla – suzuki) również
zdawał się ignorować opór powietrza, a przynajmniej rozdzierać je bez
większego trudu.
.
To wrażenie potęgowały wyprzedzane co rusz samochody. Jak każdy kierowca
nieraz, intencjonalnie, doganiam jadące przede mną auta. Cały manewr wraz z
wyprzedzeniem trwa z reguły kilkadziesiąt sekund, w trakcie których mam
okazję przekonać się, czy za kółkiem siedzi kobieta, czy mężczyzna, jaka jest
rejestracja wozu, kto był jego dilerem itp. – słowem, zarejestrować kilka nic
nieznaczących szczegółów. Bywa, że prowadzący doganiane auto nagle wyrywa do
przodu, zostawiając mnie z nogą na pedale gazu przyciśniętą maksymalnie do
podłogi. Na „suce” trudno o tego rodzaju obserwacje i frustracje – motocykl,
z zadziwiającą „katamaryniarza” (tj. kierowcę auta) lekkością i niemal w
okamgnieniu, dopędzał i zostawiał z tyłu auta jeszcze przed chwilą widoczne
daleko z przodu...
.
Jest jednak pewne „ale” – policjanci nazywają kierowców jednośladów
niechronionymi uczestnikami ruchu drogowego. No właśnie – świadomość,
że „strefa zgniotu” to w środowisku motocyklistów określenie sarkastyczne,
potrafi zniechęcić wielu potencjalnych amatorów rajdowych wrażeń. Mnie
zniechęciła... I nie zmieniły tego inne, w sumie dość racjonalne argumenty –
że motocykl nie musi stać w korku, że do zaparkowania potrzebuje dwóch metrów
kwadratowych, wreszcie że spala mniej niż przeciętny samochód. Bo ostatecznie
w polskich warunkach jednoślad to pojazd sezonowy. Z jednym za to mogę się
zgodzić bezdyskusyjnie – z hasłem, które przewija się na motocyklowych
forach: „Nieważne, co masz pod d... ale nad nią”. Znaczy w głowie...

___________
Żródło: Onet oraz Przegląd
Obserwuj wątek