Gość: JJ
IP: *.acn.waw.pl
13.05.07, 00:39
Od razu zaznacze ze jestem totalnym lamerem jesli chodzi o mechanike :) Od
parunastu dni mam moje pierwsze moto - Yamaszke Virago 535. I pojechalem sobie
na krotka przejazdzke i przy okazji zaliczylem glebe, prawie ze parkingowa:
zatrzymywalem sie juz i jakos mnie zakolysalo i polozylem sie. Coz, mea culpa.
Ale mam spore sakwy, wiec nawet manetka nie rabnalem o ziemie. Zero uszkodzen,
zadrapan etc. Potem jeszcze z pol godziny jezdzilem motocyklem, bez problemow.
Wstawilem do garazu. Na drugi dzien rano zobaczylem ze wycieklo z niego
troszke oleju, ot kilka plamek. Niestety wtedy byl tydzien deszczu a i z
innych powodow nie moglem jezdzic, wiec motocykl stal. I dzis sie okazalo ze
nie pali. W ogole. Swiatla sie swieca, wiec to chyba nie akumulator. Jak
przekrecam kluczyk to robi cichutkie 'pyk' a potem moge sobie wciskac starter
do woli i nic. Glucha cisza. Co to moze byc? Czy warto wstawiac do warsztatu
(terminy maja straszne) czy to cos malego i samemu pogrzebac (choc laik jestem
straszny). Czy to moga byc swiece?
P.S.: Jesli chcecie sie ponabijac z zielonego lamera to prosze bardzo, ale
przy okazji rzuccie tez jakas rade ;))