cien1100
20.08.07, 14:15
Na szczęście w tym przypadku upiekło mu się, ale jeśli będzie dalej tak
jeździł to już nie długo.
Wracaliśmy sobie wczoraj z Mazur (niestety samochodem, bo moto w
warsztacie)mieliśmy jeszcze ze 20 km do domu i niewiele brakowało a mielibyśmy
dodatkowe atrakcje na drodze W jakiejś wiosce z podporządkowanej wyłonił się
stary GPZ. Koleś, który go ujeżdżał miał nawet kask na głowie. Oprócz tego
oczywiście koszulka, jeansy i jakieś trampki.
Zatrzymał się, przepuścił pojazdy jadące drogą z pierwszeństwem, wszystko
pięknie. Potem zaczął wyprzedzać. Gdyby mi tak przednie koło latało na boki,
to bym się bał w ogóle wyjeżdżać z garażu. Widocznie takim twardzielom jak on
to nie przeszkadza.
"Łyknął" trzy samochody(jechaliśmy ok 100 km/h, on musiał mieć ze 120) i w ten
sposób zbliżył się z dość dużą prędkością do łuku w lewo. Na tym łuku nie było
już za wiele widać, bo wzbił się spory tuman kurzu z piachu na poboczu, na
którym próbował wyhamować. Wydawało się, że wyląduje w rowie, albo poleci
jeszcze dalej. Zobaczyliśmy go dopiero jak po kilkudziesięciu metrach wjeżdża
znów na asfalt. Jak mu się udało wyprowadzić, tego nie wiemy i on pewnie też,
ani ci ludzie co szli tym poboczem z naprzeciwka.
Gdyby mu się nie udało, wiadomo jakie by były tytuły w gazetach i komentarze
do nich.
Opis zdarzenia dedykuję wszystkim tym, którzy się pytają, czy można się
przesiąść z WSK-i na R1.