a jak jest u Was?

IP: *.Red-83-58-104.dynamicIP.rima-tde.net 11.10.07, 15:13
Czesto czytuje na forach wypowiedzi motocyklistow o tym, jak to po
glebie samochody ich omijaja, obtrabia... no generalnie zlew,
znieczulica i brak zainteresowania. Na tym forum pisuje sporo ludzi
przebywajacych poza granicami kraju. Mam pytanie. Jak jest u Was w
takich przypadkach? Podobny horror czy zgola inaczej?

Zaczne sam. Hiszpania. Wylecialem na pobocze (przez pospiech i
gapiostwo). Motocykl przytulil sie do skarpy, kupa kurzu, piasek na
drodze, przednie kolo przy krawedzi pasa ruchu. Druga mysl-s...lac i
nie tamowac. Wstaje, podnosze motocykl... sorki, nie zdazylem. Oba
pasy ruchu stoja, kierowcy z pierwszych samochodow podbiegli, pytaja
sie jak sie czuje (kask mi prawie zdjeli zeby zobaczyc), pomagaja
podniesc motocykl, przepchnac, przenosza urwana sakwe. Odstawilem
sie, nic mi nie bylo i dopiero pojechali. Zadnych klaksonow z tylu.
Nie powiem, ze szok, bo to normalne byc powinno, alem sie zdziwil.
Az tyle sie nie spodziewalem.

pzdr
    • tristo77 Re: a jak jest u Was? 12.10.07, 10:30
      nie nerwuj sie tatku - nie mam doswiadczen zza granicy do opisania.
      ale skoro nikt sie nie odzywa, pozwalam sobie na skrobniecie kilku
      slow o historii z naszych stron.
      niestety, u nas jest pod tym wzglednem tragicznie. rzecz dziala sie
      pare miesiecy temu: wracalem z motobajzlu w wawie. Deszcz pada od
      kilku godzin, nieprzyjemnie itd. wjezdzam na trase siekierkowska od
      strony wyscigow i laduje sie na slimak do walu. jade spokojnie, az
      tu nagle zza winkla wylania sie postac zgarbiona nad motkiem
      ustawionym w poprzek prawego pasa. auta zwalniaja, kierowcy
      ogladaja, a jak juz sie napchaja widokiem trabia i dluga. Dziwnie
      gosc wygladal, myslalem, ze moze pijany, albo w szoku. motek
      przytarty, dzwignia zmiany biegow urwana i takie tam. a koles zgiety
      w pol. okazuje sie, ze obojczyk zlamal i nie ma sily sie
      wyprostowac, nie mowiac o ruszeniu motka.
      okazalo sie, ze polecial na luku (tam cos jest nie tak z asfaltem -
      w czasie, gdy zawijalem stamtad motki jeden katamaran wywinal
      pirueta w tym samym miejscu i wkomponowal sie w barierki - jak ktos
      nie wierzy, polecam sie tam przejechac i oblookac barierke a moze i
      nieco plastiku i szkielka sie znajdzie). Klient w katamaranie, ktory
      jechal rownolegle, gdy motonit sie wyglebil, zatrzymal sie, podniosl
      goscia, postawil motka w poprzek i sie zawinal. wiec gosc tak stal.
      mowil, ze jakies piec minut i wszyscy go mijali, trabili i
      obczajali. nikt sie nie zatrzymal.
      nie rozumiem.
Pełna wersja