czy mozecie to ocenic....

24.11.07, 18:48
Ostatnio przeczytalem "dawce" M. Osikowicza.i wpadlem na pomysl by
tez w formie opowiadan opisac swe wspomnienia motocyklowe.zwlaszcza
jesli mam za duzo wolnego czasu.chche to zrobic dla siebie moze
kiedy pokazac znajomym.
napisze jedno z nich i czy mozecie napisac co o tym myslicie???
z gory dzieki.

"Garaz"
Mozna by powiedziec ze to zwykle pomieszczenie jak kazde
inne.rzadko zdaje sobie sprawe ile czasu w nim przebywam zwalaszcza
pora zimowa w oczekiwaniu na kolejny sezon.mnostwo czasu pochlaniaja
remonty, naprawy i wszelakie ulepszenia motocykla.
Moj juz teraz nie jedyny motocykl mz Tka ma typowy garaz
motocyklowy-biale sciany,ktorych powierzchnia w wiekszosci pokryta
jest plakatami jednosladow,na przeciwko wejscia wisi pokaznych
rozmiarow transparent z napisem "Live to Ride,Ride to Live"Wykonalem
go wlasnorecznie przy uzyciu czarnego sprayu bialego plotna.
Wsrodku pomieszczenia stoi najpiekniejszy motocykl na
swiecie,podobno pierwszy zawsze jest najpiekniejszy, i nie wazne ze
to tylko "rzedowa jedynka chlodzona powietrzem"wyprodukowana w roku
82.Wokol niej leza rozne czesci, polamane klucze i wszystko inne co
potrzebuje motocykl zdobyte jak najmniejszym naklade,m srodkow
finansowych.
Wyszedlem z domu poznym zimowym poppoludniem z nowymi czesciami
w jednej recy i z bumboxem w drugiej.po otwarciu drzwi
motocyklowej "przechowalni" standardowo dobiegs mnie ten sam zapach
benzyny wymieszanej z miksolem i oleju.Zimno-mysle.Przydalby sie
jakis piecyk typu "kubus'"na zewnatrz jakies minus 10 czy nawet 15
wewnatrz minus 5..No ale trudno jest jak jest,zabieram sie do
pracy.Na poczatku uklad napwedowy,lancuch zebatki.pozniej
silnik.kompletny tlok,przeszylifowany cylindwer.i cala reszta
czynnosci aby przywrocic dawna sprawnosc Mz tce.czas mija bardzo
szybko,godzina wydajwe sie byc minuta,alr to nie wazne-liczy sie
efekt koncowy i ten stan satysfakcji kiedy to po raz kolejny udaje
sie wskrzesic do zycia kochane dwa kolka.Po wszystkim odpalam-ssanie
kilka razy zdecydowane nacisniecie kopnika i rozlega sie nie
powtarzalne dykanie wytworu fabryki z zschopau.Jeszcze tylko
koncowwe regulacje gaznika aby silnik pracowal rownomiernie po
puszczeniu gazu.
Popdglasniam muzyke, zapala,m papierosa z glosnikow saczy sie
#Dont Cry",gasze swiatlo...
Ehhh.. jakie to wszystko moze byc piekne, zaciaga msie papierosem
wraz ze spalinami,slysze dwa rodzaje muzyki jedna piekniajsza od
drugiej.
Juz nie jest zimno,zmarzniete i poobijane kluczami dlonie przestaja
bolec i krwawic.Pojawia sie swiadomosc faktu, ze sie udalo i ze
warto bylo odmawiac sobie przyjemnosci, oszczedzac kazdy grosz by
moc przygotowac motocykl na kolejny sezon..
ktos puka.
-wejsc
-Ty znowu tutaj?no tak moglem sie domyslic,wiesz ktora godzina?
-nie wiem czy to wazne?
-23.00
-aha.masz piwko?pytam Marci9na ktory jezdi Jawa.
-mam
-to wlaz wypijemy z motocykle,tylko zamknij drzwi bo zimno,aha i
swiatlo moze zapal.




Dzieki wsztystkim ktorzy doczytalii do konca;)i za opinie
i jak mozna pokazac znajomym czy obciach:P
    • azareth no to ja pierwsza ocenie:) 24.11.07, 19:30
      teksty M. Osikowicza czytałam z nieukrywaną radoscią, wiec kiedy pojawiły sie w wydaniu ksiazkowym , nie mogłam sobie odmówic przyjemnosci ich kupna...

      facet miał w stylu pisania cos, co mnie przyciągało do lektury..

      co do Ciebie; jezeli zadbasz o stronę graficzną (literówki:) to nawet całkiem sympatycznie Ci wyszło:)
      napisz cos jeszcze:)
    • wish3522 Re: czy mozecie to ocenic.... 24.11.07, 19:36
      dzieki za dobre slowo:)mam nadzieje ze szczere;)napisalem tak
      spontanicznie po prostu. A M.Osikowicz jest super,czytalem juz kilka
      razy.pozdrawiam. P:S .nie wiedzialem ze jestes kobietka:)
      • Gość: baba_zanetti Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.subscribers.sferia.net 24.11.07, 20:04
        jest spoko, taka spontaniczna wypowiedź. Nie powala na kolana, ale
        ważne że jesteś w tym sobą, nie kreujesz sie na jakiegoś guru. Za
        to plus. Jak to czytałem , to prawie jakbym czytał o sobie sprzed
        kilku lat. Aha i kup sobie jakiś dobry koplet kluczy, szkoda dłoni i
        motocykla:)
        • szymon_r6 Re: czy mozecie to ocenic.... 24.11.07, 20:40
          dla mnie spoko/powiem tak:"wiesz o co come on w tej PASJI..",
          naprawde:),pzdr
          • Gość: mlody1285 Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.pools.arcor-ip.net 24.11.07, 21:13
            heh... to tak jak bym widzial siebie tyle ze ja zima grzebalem w
            piwnicy- tam bylo zdecydowanie cieplej

            sam pomysl bardzodobry
            • Gość: Sharky83 Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 00:05
              Witam

              Dla mnie bomba też czytałem "Dawce" kilka razy i nie ukrywam że
              lubię tego typu opowieści, dużo w nich nas samych też należę do tego
              pokolenia, które spędza długie godziny nie tylko zimowe z ukochaną
              hehe narazie chwilowo mam pustkę w garażu tylko rower i kosiarka ale
              jeszcze trochę kilka wypłat i znowu tekst rodziców poco ci to
              samochód byś kupił ???

              Pozdrawiam
              ps. jest może kontynuacja "Dawcy" albo będzie wie ktoś coś na ten
              temat ???
              • szymon_r6 Re: czy mozecie to ocenic.... 25.11.07, 00:14
                skad ja znam ten text"bys sobie kupił samochoód, ja Ci troche dołoze
                pieniazkow to sobie dobry samochod kupisz.."myslicie ze rodzice sie
                rodza juz z tym powiedzniem...??/ktos ma linka do tych opowiadan/to
                jest o tym wypadzie cbr na tor poznan??
      • azareth :))) 25.11.07, 00:28
        no jak widzisz Wisch nie jestem odosobniona w swoim pozytwynym odbiorze Twojej twórczosci, chłopaki tez poczestowali Cie miłym słowem:)

        teraz nie pozostaje mi nic innego jak powiedziec : czekam(y) na ciag dalszy:)

        moze i ja cos napisze:)

        ps.no i sie wydało, ze baba się Wam na forum wymądrza:))))

        pozdrawiam
    • Gość: Lysout Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.centertel.pl 25.11.07, 00:45
      Jak mandaryna i Górniaczka spiewa, to Ty mozesz pisac
      • wish3522 Re: czy mozecie to ocenic.... 25.11.07, 17:15
        dzieki wszystkim za poztytywne lub w wiekszosci pozytywne
        komentarze;)
        Jeszcze raz podkreslam ze pisze przewaznie sam dla siebie,swoje
        mysli i wspomnienia.hmmmm....wiem za artysta nie jestem i pewnie nie
        bede,ale kiedys bedzie milo poczytac i powspominac jak to sie mowi
        szumna mlodosc.heh.
        pozdrawiam i dozobaczenia na trasie(pewnie dopiero wiosna,ale
        motocyklista sie jest caly czas nie tylko "w siodle").
        aha i nie porownujcie mnie do mandaryny:P juz wole gorniaczke:D
        • marcin_osikowicz Re: czy mozecie to ocenic.... 01.12.07, 10:38
          Skoro wywołaliście mnie z lasu, to chętnie przygryzę.

          wish3522: Tekst jest nienajgorszy - ma początek środek i koniec,
          czyli wykazujesz elementarne wyczucie formy. Spokojnie możesz
          puszczać to znajomym i będą mówić "nieźle, nieźle". Jeżeli jednak
          zamierzać pisać trochę więcej, to powinieneś wydobyć się spod
          wpływu "Dawcy" - najlepiej przeczytaj jeszcze kilka książek, zanim
          siądziesz do pisania. Inaczej nieuchronnie dostaniesz prosto w oczy
          (albo co gorsza prosto w plecy) zarzut naśladownictwa.

          Pozdrawiam i życzę sukcesów
          • wish3522 Re: czy mozecie to ocenic.... 01.12.07, 20:30
            Panie Marcinie,
            wielkie dzieki za komentarz;)nigdy bym sie nie spodziewal;)ciezko
            jest wyzwolic sie od "Dawcy" poniewaz bardzo mi sie podoba:)jeszcze
            raz podkreslam ze pisze to co mysle to co przezylem odczuwalem
            doswiadczylem....a Pana styl bardzo mi sie podoba:)jak na razie sa
            to spontaniczne i niedopracowane teksty...pop prostu siadam i w 5
            minut pisze cos so mi sie przypomnialo.bycmoze kiedys nad tym
            popracuje i wyjdzie cos bardziej profesjonalnego na pewno bede
            potrzebowal kogos kto mi w tym pomoze.
            jeszcze raz dzieki i pozdrawiam ze szczerego serca motocyklowego....
            • Gość: MO Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.ksw.edu.pl 02.12.07, 11:01
              Ale nie ma za co. Cieszę się, że książka się Panu podobała.

              Podpisuję się pod wszystkim, co napisał Okular. Czerpanie ze wzorców
              jest nieuchronnym procesem w kulturze. Jak ktoś powiedział o
              reżyserze Lucu Bessonie "nie ważne od kogo brał, ważne kto później
              brał od niego". Z kolei Andrzej Wajda powiedział kiedyś "Trzeba
              bardzo wiele rzeczy zrobić, żeby dwie albo trzy zostały." Więc nie
              trzeba się szczególnie przywiązywać do jednego tekstu, tylko
              pracować nad nowymi. Ten pierwszy niech Pan sobie zachowa na
              pamiątkę, tak jak Jerzy Owsiak trzyma w szufladzie swój pierwszy
              witraż. Od czasu do czasu go ogląda i wtedy dostrzega, jak bardzo
              poprawiły się jego umiejętności.

              Pozdrawiam
          • wish3522 Re: czy mozecie to ocenic.... 02.12.07, 19:09
            niezle niezle;)podobaja mi sie przygody Franka,doczytalem do konca i
            czekam na kolejna czesc;)
            P:S.ciekawe czy ktos jeszcze zechche kontynuowac watek i napisac
            cos o od siebie.
            pozdrawiam
          • Gość: nyorker Re: czy mozecie to ocenic.... IP: 208.255.119.* 03.12.07, 17:02
            marcin_osikowicz napisał:
            Jeżeli jednak
            > zamierzać pisać trochę więcej, to powinieneś wydobyć się spod
            > wpływu "Dawcy"

            ja tam nie przeczytalem 'dawcy', a tez sie czepiali. typy w rodzaju
            lysouta tak maja. bez wzgledu na to, jak kretynsko sie mylili, racje
            mieli co do tego, ze pisac kazdy moze ale zwykle gorzej.

            • Gość: MO Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 21:10
              NYorker powrócił! Miło Cię widzieć w dobrej formie. Pozdrawiam i
              zdrowia życzę.
    • Gość: okular Re: czy mozecie to ocenic.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.07, 19:55
      tak było, jak napisałeś. jeśli chodzi o tekst - jest słaby, ale idziesz dobrym
      tropem. Jeśli sam przeczytasz go jeszcze parę razy, uda Ci się dostrzec pewne
      błędy (nie wszystkie oczywiście). Pokazuj go znajomym bo jest "prosto z serca",
      a to zawsze chwyta. Pisz coraz więcej, a ewentualny zarzut naśladownictwa i tak
      nie będzie Ci przeszkadzać, a wręcz pomoże. o ile wzorujesz się na dobrych
      formach. Pamiętaj, że wszystko można zakwestionować, a uczeń często przerasta
      mistrza - wystarczy tylko bardzo chcieć...
      pozdr
    • Gość: spiwor Franek IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.12.07, 21:18
      Sąsiadka Antonina:
      -Franek był grzecznym chłopcem. Zawsze mówił 'dzień dobry' z lekkim skinięciem
      głowy a nieraz pomógł wciągnąć mój wózek z zakupami po schodach. Obiecał, że
      nasmaruje mi kółka bo mi - staruszce, coraz ciężej ciągnąc go za rączkę.
      Naprawdę nie wiem jak to się stało...
      Babcia Stefania:
      -Mój ulubiony wnusio. Zawsze marzyłam, że ożeni się z wnuczką mojej sąsiadki
      Antoniny - Marzeną. Jej rodzice trzy hektary pola w tym dwie szklarnie z
      pomidorami najbardziej dorodnymi w okolicy,.. Zawsze mówił, gdy wychodziłam do
      kościoła, jak pięknie mi w berecie z wełny kóz angorskich, który zresztą mi sam
      kupił na osiemdziesiąte szóste urodziny. Olaboga! Cóż za diabeł w niego wstąpił???
      Nauczycielka Kazimiera:
      -Bardzo grzeczny uczeń, trochę cichy, stronił od kolegów, uczeń trójkowy -
      zdolny ale leniwy, gdyby tylko bardziej przykładał się do nauki to przełożyło by
      się na lepsze wyniki... Nigdy po nim nie spodziewałabym się tego...
      Kolega z klasy Rafał:
      -On jakiś dziwny był. Nie interesowała go piłka nożna, nigdy po lekcjach nie
      wyszedł z nami na browara nie zapalił szluga, nie mówiąc już o żadnym
      przekleństwie... A teraz - koleżanki nie chcą z nami iść na browara tylko
      oglądają się za Frankiem...

      Historia Franka.
      Tak jak babcia Antonina powiedziała, Franek był spokojnym chłopcem. Czy to go
      rodzice tak wychowali, czy to w genach miał, zawsze uprzejmy był i choć po nim
      tego nie było widać zawsze pogodny, choć ciągle nie wiedział co ma od życia
      oczekiwać i jak dalej potoczą się jego losy. koledzy z klasy cały czas
      imprezowali, pijąc piwo i ciągnąć koleżanki za warkocze,raz spróbował piwa -
      fakt ożywiło go to na początku, po którymś tam piwie poczuł się źle i
      zwymiotował ku uciesze kolegów. Na drugi dzień niesamowicie bolała go głowa oraz
      bardzo źle sie czuł i zrozumiał, że to nie dla niego.
      Niezrozumiany przez kolegów, niezauważalny przez kolegów wegetował z dnia na
      dzień,nie mogąc porozmawiać zwiecznie zapracowanymi rodzicami, pomiędzy szkoła
      a czasem wolnym zapełnionym grzecznymi rozmowami z babcią karmieniem świń i kur
      oraz grzecznym kontaktom z jej koleżankami.
      Pewnego dnia, gdy wszedłna strych po siano aby dać koniom, spomiędzy
      skłębionych wysuszonych źdźbieł trawy ujrzał wystającą rurę zakończoną gumową
      rączką - zaciekawiony szybko zaczął rozgrzebywać siano i oczom jego ukazała się
      przekrzywiona kierownica a dalej rama z silnikiem i dwoma kółkami. Serce zaczęło
      szybciej mu bić, drżącymi rękoma zciągnął te części ze strychu do szopy i z
      błyszczącymi oczyma zaczął wodzić po tych częściach wzorkiem nadając im realny
      kształt. Postawił ramę na kołach, włożył w nią silnik i już ukształtował się w
      jego wizji motocykl. Niestety kierownica krzywa, nie udało się jej uratować,
      znalazł więc kawałek rurki, zaciągnął na jej końce gumowe manetki i przymocował
      do widelca. Gdzieś tam wyszperał stary licznik z Ursusa i zamocował go na
      kierownicy tak żeby na przyszłość wiedzieć z jaką prędkością się porusza. Gdy
      połączył już wszystkie części w całość, wyprowadził przed szopę przed jego
      oczami stanął czystej wody Rat Drag z czterosuwowym silnikiem z wygrawerowanymi
      na nim magicznymi literkami wfm*. Powoli zbliżył się do niego z szacunkiem,
      stanął na kopkę i z głośnym basowym biciem jednocylindrowego serca wydobywającym
      się z tłumika zrobionego z rury dwudziestocalowej jego Junak ożył... Kury
      przestały znosić jajka... Krowom momentalnie w wymionach skwaśniało mleko..
      Zajął pozycję wyciągając się nad zbiornikiem paliwa i chwycił za kierownicę...
      Jedynka, sprzęgło, ruszenie aż ogień wydobył się z rury wydechowej...
      Powiększający się banan na jego twarzy powiedział mu co będzie już do końca
      życia robił.... Olać nieobecnych cały czas rodzićów, olać nierozumiejących
      kolegów, szkoda tylko babci i jej koleżanenek gdy wreszcie założył czarną skórę
      i siał popłoch po okolicy szybko łapiąc przydomek zbuntowanego Diabła.
      Po pewnym czasie zauważył, że wzbudza zainteresowanie wśród nigdy
      niezauważających go koleżanek. Przejeżdżając obok domu sąsiadki Antoniny
      zauważył wypięty zgrabny tyłeczek zbierającej truskawki Marzeny. Szybko poruszył
      w górę i w dół prawą ręką położoną na manetce gazu wprawiając serce swojego
      potwora w ryk. Piękna Marzena obróciła się w jego kierunku, machnął do niej ręką
      pokazując tylne siodełko swojej bestii. Z uśmiechem podbiegła do niego -
      przecież już wcześniej między koleżankami rozmawiały z drżącymi udami jakby to
      było cudownie gdyby Franek przewiózł je na swojej maszynie... Gdy usiadła Franek
      wrzucił jedynkę i ruszyli z dużym przyspieszeniem ruszyli w dal przed siebie a
      długie blond włosy Marzeny Falowały na wietrze a Franek w pewnym momencie złapał
      z tyłu Marzenę i przeprowadził ją tak aby usiadła na przeciw niego na kolanach,
      oparła się na baku, ściągnął jej jednym ruchem majtki, sam rozpiął rozporek
      jednocześnie odkręcając na maksa manetkę gazu odpływając w rozkoszy. W tym
      momencie wiedział, że jest inny niż wszyscy ale z nikim innym w tym momencie nie
      zamieniłby się i wiedział co będzie robił do końca życia....

      *
      Nie pamiętam jakie literki są na silniku junaka

      Opowieść oparta na autentycznych fikcjach.
      • Gość: okular Re: Franek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.07, 09:45
        spiwór ale jazda! Jakby Ci to napisać: niezły początek, świetnie rozbujana
        ciekawość czytelnika kim kurna jest ten franek? swobodny i dlatego
        kontrowersyjny sposób wypowiedzi. Mniej więcej od połowy spłoszyła Cię jakaś
        chuć, czy co? bo zaczeło Ci się spieszyć i dlatego zrobiło się powierzchownie...
        Rozporkowy finał brzmi banalnie, popracuj jeszcze nad fabułą (moim skromnym
        zdaniem)
      • Gość: baba_zanetti Re: Franek IP: *.subscribers.sferia.net 02.12.07, 11:30
        a ja to widze dalej tak:

        Trzymjąć Marzenę na zbiorniku, Franek zrdukował do dwójki, strzelił
        ze sprzęgła, Junako-WFMka niczym wulkan wyrzuciła przednią gumę w
        niebo , i na jednym kole pojechał prosto do księdza....
        • Gość: baba_zanetti Re: Franek IP: *.subscribers.sferia.net 02.12.07, 11:32
          chcialem tylko dodać, że podobało mi sie:)
          Spiwór jesteś świrem, pamiętam twój list w ŚM:D
      • Gość: spiwor Re: Franek IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.07, 14:19
        Dzięki za opinie. Tak wyszło bo do końca to trzeźwy nie byłem;) a pisanie jakby
        nie było jest męczące dlatego prawdopodobnie potem leci to na łatwiznę, żeby jak
        najszybciej skończyć.
        baba_zanetti to było u konkurencji ;), ale do dziś im nie wybaczę jak ten tekst,
        w 100% prawdziwy, pocięli i napisali po swojemu ;)

        A historia Franka jeśli się podobała to teraz szybka opowieść co się działo
        dalej, tylko tak: tutaj będą dwa linki z muzyką, jak będzie w nawiasie napisane
        (link1) włączcie muzykę pod czytanie (end) to można spokojnie wyłączyć i tak
        samo z linkiem drugim(link2) (end). Czas na wymyślanie.
        www.wrzuta.pl/audio/nlDxSSirBS/prodigy_-_voodoo_people
        daro34.wrzuta.pl/audio/oqJUTyxbK4/doors_-_riders_on_the_storm
        Magiczna historia Franka.
        Szybkimi krokami nadchodziła jesień.Ciemne poranki, szybko zapadające zmroki a
        do tego we dnie niebo zakryte ciężkimi chmurami działały depresyjnie na Franka,
        tym bardziej, że pogoda uniemożliwiała jazdę na swoim demonie a Marzena dawno go
        rzuciła. Dość łatwo szukać przyczyn rozpadu tego związku, mimo posiadania
        maszyny cały czas czuł się wyalienowany w swojej wsi. Marzena wyciągnęła go
        raz na dyskotekę do pobliskiej remizy - był to jego pierwszy i ostatni raz na
        baletach, dziwnie się czuł gdy widział jak rozlewana jest wódka po kątach a na
        parkiecie podrygiwały postacie w rytm "kociej" muzyki. Na dodatek Marzena po
        swoim "pierwszym razie" z Frankiem na jego maszynie i poznaniu smaku
        wielokrotnego orgazmu, stała się najprawdziwszą nimfomanką a że była śliczną
        dziewczyną miała częste branie co chętnie wykorzystywała. Tak więc Franek
        zakończył ten związek i zagłębiał się w depresję patrząc przez okno na ponury
        deszczowy poranek.
        Im dłużej wpatrywał się w dal przez okno zaczął pojawiać się w jego głowie
        najpierw nieokreślony, a później coraz bardziej rozwijający się zalążek myśli -
        jakby tak spakować najpotrzebniejsze rzeczy na motocykl i jechać tak przed siebie...
        Szybko zapalił się do tego pomysłu, tylko potrzebne są na to pieniądze. Trzeba
        gdzieś zatrudnić się, najlepiej u najbogatszej osoby w całej wsi czyli u ojca
        Marzeny. Marzenie zaproponował układ - będzie krył jej wyskoki a ona wstawi się
        u swojego ojca aby ten dał mu jakąś pracę. I tak się stało. Praca była ciężka.
        Musiał wstawać codziennie o 4 rano, następnie podjeżdżał furmanką pod stajnię,
        czyścił boksy koniom, następnie ścielił im czystym sianem. Później podjeżdżał do
        obory, tam przerzucał gnój widłami na furmankę a następnie krowom ścielił
        podłogę słomą. Z pełną furmanką jechał na pole i znów przerzucał cały ten
        obornik widłami na pole. Zmęczony wracał pod wieczór do domu a tam rozbierał
        swoją maszynę na części pierwsze, pieścił osobno każdą część tak żeby później w
        drodze go nie zawiodła. Po jesieni nadeszła zima a Franek cały czas sumiennie
        harował, dodatkowo wynajmował się do odśnieżania pod domami. Nadeszła wiosna,
        poskładał maszynę, w szufladzie, a dokładniej w skarpecie uzbierała się
        odpowiednia sumka tak, że na początku lata był gotów do drogi. Kierunek -
        Bieszczady!
        Nadszedł w końcu ten piękny dzień. Spakował koc, metalowy kubek, czajnik,
        sztućce i ubranie na zmianę, pożegnał ojca, ucałował matkę, jedynka i zgłośnym
        tumtudum z tłumika udał się w drogę. Ach czując ten pęd i znikający pod kołami
        asfalt czuł się jak młody bóg i nic dla niego nie było przeszkodą.
        Po pewnym czasie dojechał do swojego pierwszego dużego miasta. Tam postanowił
        zrobić zakupy. Zatrzymał się pod wielkim sklepem, jeszcze nigdy tak wielkiego
        nie widział, przecież był on tak wielki jak pole ziemniaków u Marciniaka.
        Zostawił maszynę przed wejściem a sam udał się na zakupy.
        Po wyjściu ze sklepu zdębiał! Tam gdzie zostawił swój motocykl ujrzał puste
        miejsce! Na początku nie mógł uwierzyć własnym oczom. Biegał po parkingu,
        zaczepiał ludzi, pytał czy nie widzieli jego cudeńka. W końcu iskierka nadzieji
        - ktoś widział jak dwóch chłopaków pcha jakiś motocykl w boczną uliczkę.
        Podziękował i szybko udał się w tamtym kierunku. Jak tylko wbiegł w tą uliczkę
        między ciągnącymi się domami odrazu ujrzał dwóch chłopaków śmiejących się i
        pchających jego maszynę. Momentalnie spiął wszystkie mięśnie (link1) i ruszył do
        ataku. Skoczył na jednego z nich i sprzedał mu kopniaka w plecy, niestety przy
        okazji wywracając się, drugi ze złodzieji rzucił maszynę i zanim Franek zdążył
        się podnieś wylutował mu z pięści w twarz, jednak Franka wściekłość była tak
        duża, że nic nie poczuł, kątem oka zauważył jak podbiega do niego drugi
        napastnik, zacisnął pięści i , na szczęście, przerzucanie gnoju przez całą
        jesień i zimę przyniosło korzyści nie tylko w postaci pieniężnej a także w
        postaci stalowych mięśni i dużej siły, rzucił się na nich waląc pięściami na
        oślep. Gdyby miał jakąkolwiek wprawę w bójkach wyszedłby z tej potyczki
        zwycięsko ale ciosy mimo, że silne, zbyt wielkiej szkody złodziejom nie czyniły.
        Po którymś tam ciosie po którym upadł, podnosząc się podniósł kamień i rzucił w
        jednego z napastników jednocześnie rzucił się na drugiego, waląc go z całej siły
        w mostek, złodziej schylił się wypuszczając gwałtownie z klatki piersiowej
        powietrze, jednocześnie Franek dzięki szczęśliwemu trafu waląc go z główki
        połamał mu nos, przygotowany do odparcia ataku drugiego przeciwnika, trochę
        zaskoczony, że jeszcze go nie dopadł gdy był zajęty łamaniem nosa, spojrzał w
        jego stronę, a tam przeciwnik trzyma się za szczękę cały zbroczony we krwi.
        Rzucony kamień przez Franka trafił złodzieja prosto w zęby, wybijając je prawie
        wszystkie i łamiąc z prawej strony szczękę, w tym momencie obaj złodzieje
        uciekli w różnych kierunkach (end).
        Potwornie zmęczony Franek stał robiąc głębokie oddechy, coraz bardziej bolało go
        puchnące oko, rozwalona warga i obite kostki u rąk od zadawanych ciosów. Wytarł
        w rękaw lecącą krew z nosa i wargi, powoli pozbierał rozsypane rzeczy i
        przymocował na motocyklu, założył kask i odjechał przyrzekając sobie nigdy już
        nie odwiedzać dużych miast.
        Gdy wyjechał poza miasto z pomiędzy drzew dojrzał niebieską taflę jeziora i udał
        się w tamtym kierunku. Przy brzegu zgasił maszynę, rozebrał się do naga i
        wskoczył w chłodne objęcia wody, która obmyła zaschniętą krew na twarzy i
        zakurzone ciało...
        Po chwili wyszedł z wody, przebrał się w czyste ciuchy, rozpalił ognisko, wyprał
        przebrudzone ubranie i przygotował sobie posiłek. Posiedział jeszcze trochę nad
        wodą, ciuchy lekko mu przeschły więc udał się w dalszą drogę, wijącymi się
        serpentynkami wśród gór. Nigdy tak cudownie się nie czuł, przyszłość, przeszłość
        nic się nie liczyło tylko tu i teraz, jeździec na swojej maszynie...
        Powoli zbliżała się noc, postanowił więc poszukać miejsca do noclegu.
        Przejeżdżając koło nieco na uboczu stojącego domu zauważył obok stodołę.
        Zmęczony zgasił silnik i wepchnął maszynę do środka, czuł, że coś lekko tu nie
        gra ale zmęczenie nie pozwoliło mu na głębsze zastanawianie się, wdrapał się na
        pięterko stodoły, zakopał się w sianie i zasnął...
        Po około godzinie obudziły go głosy. Powoli podczołgał się do drewnianej
        skrajnej krokwi, spojrzał w dół, jego oczom pojawiły się dwie starsze parki,
        dwie kobiety i dwóch mężczyzn, każdy był ubrany w stroje przypominające ubrania
        szamanów indiańskich. Po chwili wiedział już co mu nie grało - w środku dookoła
        ścian stodoły stało mnóstwo świeczek, które teraz powoli jedna po drugiej
        zapalali przybysze i po chwili płonęły już wszystkie. Przybysze zaczęli
        przynosić drewno i w olbrzymim kręgu świec zapalili małe ognisko, zawiesili nad
        nim kociołek, woda zagotowała się i zaczęli wsypywać do niego różne rzeczy. W
        tym momencie zakręciło się Frankowi w nosie, próbował powstrzymać kichnięcie,
        jednak było to ponad jego siły i przez nos z głośnym huknięciem wyleciało
        powietrze z prędkością 160km/h! Przy
        • Gość: spiwor Re: Franek IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.07, 14:54
          c.d.
          Przybysze w tym samym momencie spojrzeli na Franka, wystraszony biedy nie miał
          gdzie ucieć, w głowie kłębiły mu się myśli, że odkrył jakąś tajną Bieszczadzką
          sektę i będą chcieli go zabić... Jednak spokojny głos jednego z mężczyzn
          poprosił aby zszedł na dół powiedział co tu robi. Jak na grzeczną osobę
          przystało powiedział całą prawdę o swej podróży, jak zmęczony chciał się tylko
          przespać. Przybysze zaproponowali mu aby się do nich przyłączył, wyglądali na
          sympatycznych więc zgodził się ochoczo. Usiedli po turecku wokół ogniska, jedna
          z kobiet rozdała wszystkim miseczki a mężczyzna który pierwszy odezwał się do
          Franka, chochelką rozlał płyn z kociołka do miseczek i po chwili wszyscy oprócz
          Franka wypili. Zachęcony ciepłymi słowami nie bez obaw, wypił wstrętny w smaku
          płyn. Ktoś wstał i włączył magnetofon (link2) z którego popłynęła muzyka, która
          Frankowi wydawała się najcudowniejsza na świecie nie to co ta co sobotnia
          dyskotekowa łupanka w remizie jego rodzinnej wsi...
          W pewnym momencie przestał słyszeć muzykę z zewnątrz poczuł jakby wydobywała się
          z jego wnętrza, wpatrzony w płonące ognisko języki ognia zdawały się żyć żywym
          inteligentnym bytem, ledwo udało mu się oderwać wzrok, spojrzał dookoła stodoły
          i zobaczył, że jest w kręgu tańczących i migoczących żywych płomieni, Muzyka
          wydawała się być wszechobecna, Franek czuł się jakby został przeniesiony do snu,
          patrzył na siebie i widział łunę bijącą ze swojego ciała, próbował się szczypać,
          czuł ból ale tak jakby jego nie dotyczył. Spojrzał na ognisko a z płomieni
          zaczął wydobywać się dym w górę i momentalnie zaczął opadać w dół ścieląc się
          niczym mgła sięgając po kolana. po chwili usłyszał jak go coś woła z podwórka.
          Wyszedł ze stodoły wprost za głosem, który prowadził go ścieżką wprost do lasu a
          krzaki po obu stronach ścieżki niczym paziowie zachęcały do pójścia dalej do ich
          królowej. po którymś tam skręcie na końcu w blasku pełni księżyca ukazała mu się
          królowa drzewo, domyślił się, że tajemniczy płyn otworzył mu umysł tak, że może
          porozmawiać z drzewami. Ukłonił się królowej, chwilę porozmawiał, królowa
          skarżyła się, że rzadko ktoś ją odwiedza a nudzi już ją towarzystwo tych samych
          drzew. Po miłej pogawędce pożegnał się grzecznie i poszedł dalej. Gdy inne
          drzewa usłyszały, że potrafi rozmawiać z drzewami każde chciało z Frankiem
          porozmawiać. Z każdej strony docierały do Franka głosy, przepraszał, że nie może
          ze wszystkimi na raz rozmawiać i żeby zostawili go w spokoju, czuł się jakby
          miał zaraz oszaleć, przestał wiedzieć kim jest - drzewem, chyba nie po potrafi
          się poruszać w przeciwieństwie do innych drzew. Może 'kirrk' 'kwirrk' Nie,
          wiewiórką też nie jest bo nie potrafi robić jak wiewiórka. po chwili wyszedł z
          lasu na polanę, na środku przewrócił się na plecy i spojrzał w gwiazdy
          całkowicie się wyciszając. Nagle usłyszał ciche głosy. Spojrzał w bok a tam dwa
          małe ludziki w szpiczastych czapkach, jeden miał w ręku upolowanego szczura a
          drugi wiewiórkę, okazało się, że to krasnale-myśliwi spotkali się po
          polowaniu... Franek miał już dość! Szybko zaczął biec w stronę stodoły, wbiegł
          do środka, spojrzał na swoich współtowarzyszy, wyglądali jakby zatrzymali się w
          czasie, usiadł na swoje miejsce, wsłuchał się w muzykę i zasnął...(end)
          Rano obudzili go współtowarzysze, ognisko już zgasło, zapytali go jak się bawił.
          Powiedział im, że to było całkowicie coś nierealnego, strasznego a zarazem
          cudownego. Dowiedział się od nich, że są normalnymi ludżmi którzy przenieśli się
          z wielkiego miasta zauroczeni Bieszczadami i tak raz na miesiąc, czy dwa
          spotykają się razem przygotowują magiczny wywar z grzybków halucynogennych,
          skórki muchomora, wilczej jagody, korzenia żeń-szenia i innych ziół i odpływają
          sobie.
          Po chwili Franek spakował swoje rzeczy pożegnał się z tymi sympatycznymi ludźmi,
          na drogę jeszcze dostał parę liści koki, wsiadł na swoja maszynę i pojechał
          przed siebie....

          Jak ktoś dotrwał do końca to uwaga: nie będzie lekko: będzie jeszcze trzecia i
          ostatnia część, ale napisana dopiero jak przyjdzie natchnienie a nie tak jak
          dzisiaj "na siłę", będzie krótsza, ale bardziej treściwa i mogę zdradzić, że
          Franek trafi na swój pierwszy zlot motocyklowy.
          • ireo panteon sławy (Luc Besson, Andrzej Wajda i spiwor) 02.12.07, 20:38

            niezły kawałek pornografii, muszę przyznać. znaczy, nie chodzi mi o
            szczegóły przygód Franka, lecz o wyrażenia w rodzaju "dzięki
            szczęśliwemu trafu" (może chodziło o transformator, tylko nieuważnie
            czytałem)
            • szymon_r6 Re: panteon sławy (Luc Besson, Andrzej Wajda i sp 03.12.07, 00:43
              hahahahaha...hahahhaha:D/dobre/podoboało mi sie/podobne historyjki
              byly kiedys w ŚM i to było fajne:P/dawaj pisz tą 3 częśc!!:Phahaha:P
          • Gość: spiwor Re: Franek IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.12.07, 15:44
            Historia trzecia:
            "A życie toczy się dalej..."

            Było bardzo ciepło jak nie powinno się powiedzieć: gorąco. Rzesze ludzi opuściły
            swe puszki i smażyło się oblegając każdy skrawek najbliższej sobie wody, tak
            więc na drogach wszechobecna była pustka. Nagle z oddali rozrywając ciszę
            zbliżał się coraz bardziej dudniący dźwięk silnika. Wraz z coraz głośniejszym
            dźwiękiem pojawił się Franek z oddali. Dookoła pustka, piękne krajobrazy,
            przynoszący ulgę podmuch wiatru, równa,uspokajająca muzyka silnika sprawiły, że
            mógłby tak jechać i jechać zaczarowany wszechobecnym pięknej południowej
            Polski... W pewnym momencie zobaczył porozwieszane na drzewach co jakiś czas
            tabliczki. W końcu zaintrygowany przyjrzał się jednej z nich, dostrzegł strzałkę
            pokazującą kierunek oraz napis 'Zlot Motocyklowy". Jeszcze bardziej
            zaintrygowany co to jest i na czym polega ten 'Zlot Motocyklowy" udał się więc w
            kierunku, który wyznaczały tabliczki. Zaczęło szarzeć, zbliżał się wieczór. Po
            pewnym czasie tabliczki dość długo prowadziły Franka przez las ścieżką wyrobioną
            prawdopodobnie przez leśników.
            W końcu drzewa zaczęły się przerzedzać i wyjechał na polanę pokrytą dużą ilością
            porostawianych namiotów, obok nich niesamowitą ilość motocykli i ludzi między
            nimi się kręcących. Dalej pod lasem zobaczył rozstawioną scenę pod którą
            motocykliści uczestniczyli w różnych konkursach. Podjechał motocyklem niedaleko
            przygotowanego do rozpalenia ogniska, zostawił maszynę a sam poszedł pooglądać
            uczestników zlotu jak zmagają się w różnych konkurencjach. Czego tam nie było!
            Konkurencje wymagające sprawności na motocyklach, sprawdzające refleks,
            konkurencje siłowe... Najbardziej spodobała mu się konkurencja polegająca na
            rzucie wałem korbowym w której sam zapragnął wystartować, przecież go nie znają
            jak mu coś nie wyjdzie może głupio nie będzie... Wziął wielki zamach, puścił,
            wał długim łukiem przeleciał nad miejscem wyznaczonym przez najlepszego
            zawodnika, sam nie mógł uwierzyć własnym oczom. Wszyscy zaczęli bić brawo,
            niektórzy sympatycznie żartować, ktoś klepnął go w ramię, poczuł się jak wśród
            braci, jak gdyby znał ich od zawsze, to nie to co u niego na wiosce, strach było
            na kogoś popatrzeć aby od kogoś pijanego nie dostać po zębach... Po chwili jako
            wygraną dostał kupon na odebranie ciepłej kiełbaski z grilla.
            Gdy udawał się po odbiór kiełbaski, na scenie zapowiadali występ zespołu
            'Proletaryat'. Przy grillu odebrał właśnie swoją nagrodę gdy ze sceny zaczęły
            płynąć dźwięki, które poruszyły jego duszą. Zrobiło się ciemno, ktoś rozpalił
            ognisko, Franek udał się pod swój motocykl, rozłożył pod nim koc, położył się na
            nim opierają głowę o wiernego kompana podróży i wsłuchał się w płynącą muzykę.
            Po chwili przypomniał sobie o liściach koki, które dostał od indian
            bieszczadzkich, wyciągnął kilka i zaczął żuć i po chwili odpłyną wraz z muzyką w
            świat nierealnego snu. W pewnej chwili zaczęło docierać do niego, że ktoś coś do
            niego mówi. Otworzył jedno oko, zobaczył nad sobą nachyloną czarnowłosą
            dziewczynę trzymającą w jednym ręku piwo, która przekrzykując muzykę próbowała
            coś mu powiedzieć. W pierwszej chwili nie uwierzył w to co widzi zrzucając to na
            karb działania narkotyku, zamknął oko, otworzył oby dwa i starał się jak
            najmocniej skupić na tym co ona mówi. Doszło w końcu do niego, że pyta skąd jest
            i czemu nie przyłącza się do zabawy, odpowiedział żeby usiadła koło niego to
            zrozumie. Gdy usiadła poczęstował ją resztką liści koki i powiedział aby
            wsłuchała się w muzykę jaka ona jest piękna. Proletaryat skończył grać na scenę
            weszło La Fraction, oszołomieni w magicznych objęciach koki, całkowicie
            zatracili się w muzyce... ktoś kogoś przez przypadek dotknął, z miejsca
            dotknięcia po całym ciele rozszedł się ciepły dreszcz prostując nawet
            najbardziej ukryte włoski, po chwili obydwoje wylądowali pod kocem pieszcząc się
            wzajemnie... po chwili na scenę wszedł Dżem wyciszając przytuloną do siebie
            parę. Zaczęło robić się już naprawdę późno, koka już przestawała działać, Dżem
            zapowiadał ostatnie swoje piosenkę, zapytała jak ma na imię i skąd jest, Franek
            przedstawił się, opowiedział o swojej wiosce i swojej podróży. Odwdzięczyła się
            tym samym, okazało się, że ma na imię Monika, mieszka w pobliskiej wiosce,
            przyciągnął ją tutaj zlot a zaintrygował ją chłopak samotnie leżący przy ogniku
            pod swoim moto z szczęśliwym wyrazem na twarzy... Przegadali całą noc, okazało
            się, że wiele ich łączy choć mają różne opinie na te tematy, spotkali się tak
            jak dwa magnesy i zanim nastał świt obydwoje byli zabójczo w sobie zakochani.
            Gdy obudzili się rano nie mogli się sobą nacieszyć, każda rozłąka bolała, tak,
            że razem szli przygotować sobie posiłek czy do polowego prysznica. Stało się co
            miało się stać - Franek zaproponował Monice aby udała się razem z nim w dalszą
            podróż na co zgodziła się ochoczo.
            Franek spakował swoje rzeczy, posadził Monikę na tylne siodełko i podjechali po
            dom Moniki, szybko zabrała najpotrzebniejsze rzeczy, pożegnała się z rodzicami i
            usiadła na tylnym siodełku Frankowej maszyny. Po chwili wyjechali śmigając wśród
            pięknej Bieszczadzkiej natury. Monika objęła Franka w pół, przytulając się
            ciałem do pleców Franka, głowę miękko wtuliła w łopatkę i czuli, że są
            najszczęśliwszymi ludźmi na świecie...
            Powoli zaczął się coraz większy ruch - to ludzie w swoich puszkach wracali z
            łona natury do swoich domów. Franek dojechał do jednej w wolno toczących się
            grupek samochodów... przygotował się do wyprzedzenia pierwszego, czerwonego
            samochodu. Gdy rozpoczął wyprzedzanie nagle bez kierunkowskazu, bez ostrzeżenia
            czerwony samochód zjechał na pas na którym poruszał się Franek z Moniką, Franek
            złapał pobocze, szybko zkontrował aby nie wjechać do rowu, niestety końcówką
            przedniego koła zahaczył o zderzak czerwonego samochodu, moto postawiło w
            poprzek po chwili przewróciło się przygniatając Monikę i Franka sypiąc za sobą
            deszcz iskier...., Kierowca jadącego za nimi czterdziesto tonowego Tira
            wiozącego cukier nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, zaczął gwałtownie
            hamować, niestety było już za późno....


            I tak kończy się historia Franka - chłopaka, który pozostając w domu, wyobcowany
            wśród innych dorobiłby się garba na plecach, umarłby ze starości, lecz cóż by to
            było za życie...

            muzykografia:
            www.wrzuta.pl/audio/pJ33uqwoj2/02_proletaryat-proletariat
            www.wrzuta.pl/audio/c8xoYEyyln/la_fraction_qu_un
            www.wrzuta.pl/audio/4tgePTjkwA/dzem_-_wehikul_czasu
            • Gość: Karol Re: Franek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.07, 09:37
              W pierwszej chwili pomyślałem,że zakończenie jest beznadziejne ale
              przecież śmierć to nie koniec.Skoro jest jakieś życie po śmierci to
              ktoś tam musi jeździć.
              Odpalaj maszyne i jazda do roboty!
              • Gość: spiwor Re: Franek IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.12.07, 08:25
                Zapewne tak jest, ale niestety nawet fikcyjne życie to nie bajka ze szczęśliwym
                zakończeniem.
                Na pocieszenie można tylko dodać, że co nie znalazło się w opowiadaniu a byłoby
                w książce albo filmie, przygody Franka i Moniki takie:
                -jak na Mazurach silnik zgubił panewkę, Franek zabrał się za rozbieranie silnika
                a Monika 2 kilometry dalej udała się do domu prosić o kawałek słoniny, którą to
                później Franek zastąpił brakującą panewkę, niestety po kilkudziesięciu
                kilometrach zużyła się w środku lasu, więc Franek wziął się za wystruganie nowej
                z drewna, Monika poszła szukać w śmieciach puszki po konserwie tyrolskiej,
                przyniosła do Franka, Franek szybko ognisko, nalał oleju do puszki, wrzucił
                drewnianą panewkę, dość długo wygotował i po chwili zamontował w silniku...
                -jak to w centralnej Polsce, bladzi, wręcz zieloni ze strachu,trzęsącymi się
                rękami spuszczali paliwo z samochodów na parkingu aby mieć na dłuższą podróż...
                -jak to w Karkonoszach niedaleko Karpacza u niejakiego Edwina Franek rąbał
                drewno a Monika pomagała w porządkach za jajecznicę na śniadanie...
                i wiele, wiele innych przygód..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja