nueva-conchita Re: pit-bull w tr 20.04.04, 20:51 > widzial ktos? A jeżeli widział, to co? Ma już za swoje. Musisz to jeszcze wypominać? ~c Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: claire Re: pit-bull w tr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.04, 21:31 Aż takie kiepskie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wacek Re: pit-bull w tr IP: *.chello.pl 21.04.04, 12:02 Dość kiepskie - tekst kiepski, scenografia (żadna), reżyseria (żadna), aktorzy ( tacy sobie - ale jak nie mieli co zagrać to trudno). W sumie raczej szkoda czasu i męczenia się w duchocie stolarni... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jureczek Re: pit-bull w tr DETALE IP: *.aster.pl / *.acn.pl 21.04.04, 15:34 A może choć raz rzetelnie coś ocenić? (o tyle o ile) podając argumenty za i przeciw. Spektakl to bieda, że aż piszczy i nie sposób nie zgodzić się z conchitą, że ten kto był, ma już za swoje. Jeszcze nie słyszałem aby ludziska tak sapali ze znudzenia. To chyba najsłabszy pokaz terenu, który teoretycznie wpisuje się w klimat, tylko z czym do gości? Poczułem, że robi się tu z widza idiotę. Szczerze mówiąc nawet ZIMA była lepsza!? (jak to możliwe???) Była klarowna, zakomponowana i zagrana. Pit-Bull jest tak miałki i tak słabo grany, że tkwiłem w szoku oczom i uszom nie wierząc. Ale do rzeczy: Scenografia i muza ujdzie, centralny filar stolarni niczym budynek, a w tle nawiązanie plastyczne do motywu 3 stalowych dźwigarów (co się kryją pod sufitem.) Muzyczka ambient/psychedelic snuje się po kątach (zgodnie ze słowami Księżniczki, że „muzyka nadaje tu rytm codzienności” – czemu jednak zaprzecza gra aktorów, ale o tym dalej) a błękitne i białe światło raz wykraja, raz skrywa bohaterów (bo planiści „chcieli nas schować w chmurach, w niebie.”) Bla, bla, bla... Postacie są tak papierowe i sztuczne, że wprost trudno śledzić ich słowa. Nie wiem czy to z winy tekstu czy reżysera? Drawnel, tak trafiony w Zaryzykuj Jarzyny (czy nawet na próbie Plasteliny), tutaj prezentuje poziom zerowy. Postać Księżniczki (ten - księżniczka) miał/a podobno „wypowiedzieć wojnę” tym architektom, tej policji i temu światu. A błąka się ten koleś bez celu i gada o Bogu, jakby się zastanawiał, co ja kurwa za bzdury opowiadam? Postać jest kompletnie pozbawiona charyzmy i charakteru, co jest irytujące, bo miała przekonywać resztę do swych racji. Miała się przeciwstawić (a jeśli tylko werbalnie, to chociaż z mocą), miała być ostatnim bastionem jedynie słusznych zachowań (?) a pozostała niejasnym cieniem (bo nawet nie szkicem postaci) snującym się po kątach. Trudno traktować poważnie ten spektakl (i tak o nim pisać) bo to nawet nie wprawka dla młodych ze studium, tylko pomyłka. Jeśli uczą się budowania roli na takich tekściorach, to pogratulować humorku. Problem z tym tekstem jest taki, że postacie służą w nim wyłącznie prezentacji tezy autora i gdyby na siłę nie wkładał im w usta słów, to by dramatu nie sklecił. Jeśli o Bashu można było mówić, że tekst to grafomański i naiwny, to na pytanie o wycenę Pit-Bulla, usłyszymy zapewne – Pan raczy żartować! Panie kolego! Może gdyby zrobić z tego monologi, nie wiem, może gdyby reżyser bardziej się przyłożył, to coś by z tego wyszło. A jeśli nie monologi, to niech już będą relacje. Tylko NIECH ONE BĘDĄ! Brrrrrr...... Reżyserować też trzeba umieć a nie tylko inscenizować. To dramat dziewczyny czy misja Księżniczki? Walki psów czy delikatne piękno nieboszczyka, który „spoczywa tu jak najpiękniejszy”? A może wszystko na raz i równolegle? W rezultacie motywy się zlewają, tracąc wyrazistość a metafory tracą punkt oparcia i można je dowolnie interpretować. Dla przykładu: w początkowej sekwencji Księżniczka stoi w pewnej pozycji przy czarnym filarze i wygłasza swoje. Czy on trzyma się ściany na skraju dachu i szykuje do skoku? A może spogląda z góry na wszystkich? (chyba tak.) A może chroni własnym ciałem mieszkających w budynkach ludzi? (chyba nie.) Chyba nic z tych rzeczy, bo jest obojętny na losy ziomków – tylko je komentuje. Za nikogo nie cierpi i nie umiera, cwaniaczek. Jego ciała nie rozpięli na bloku. Pierwsze słowa sztuki potwierdzają, jak na ironię, takie stanowisko: Księżniczka wyznaje własną bierność: „Sen. Brat śmierci. Budzą mnie sny.” A skoro to sen – to wszystko wolno. Opozycja dla „syfu tego świata” wylatuje z trzaskiem ze sceny (bo praktycznie nie istnieje) a reszta kisi się we własnym sosie. Wzajemne nawoływania bądź pytania są niewiarygodne, bo źle zagrane. Czachor pije do Zarzeckego a Drawnel krąży wokół tego. I nic z tego nie wynika. Jedynie Podsiadlik w roli Lejli stworzyła namiastkę postaci i jako jedyna zadaje się autentycznie coś przeżywać. Drgające dłonie, ruch i głos tworzą oblicza Lejli (niemal trzy rożne), podczas gdy bezruch Zarzeckiego (Tom) lub bliżej nieokreślone wahanie/kiwanie się Czachora (kolesia w czapce) jest dyskusyjne. On miał być naspidowany? Ostry? Gotowy do zadymy? A może tylko waha się wobec marnego tekstu? Zarzecki, który na Mysiej sobie radził, tutaj jest mętny, bo tekst ma mętny. Ja rozumiem, że unosi się w oparach własnej psyche i wszechobecnych chmur (tych z marychy i tych z farby) ale co z tego? Nie ma w nim żadnego konfliktu. Czy on jest naćpany, czy ma dosyć życia, czy może jest chory, czy w końcu co? To obraz kolesia zmęczonego życiem i basta. Szacuneczek. Podstawowy problem u panów był taki, że to nie postacie mówiły, to aktorzy wyrzucali słowa. Jakby oscylowali między dwoma konwencjami: kiedy postacią być, a kiedy mówić w jej imieniu. Takie można było odnieść wrażenie. Tło dźwiękowe ulegało drobnym, acz zauważalnym zmianom, natomiast rytm słów nie ulegał żadnej zmianie – w rezultacie atmosferę zepsuło fatalne aktorstwo. Obrazy nie przystawały do słów. A tekst Księżniczki o panach policjantach co podpiszą zeznanie za ciebie, mogli nam autentycznie darować. Jeśli można cokolwiek powiedzieć dobrego, to tyle, że jedyne udane fragmenty (bo jakkolwiek opracowane) to monologi dziewczyny (pomijając ich treść). Podsiadlik opowiada o ojcu dość przejmująco (jakby echo Uwięzionych), innym razem zmienia się w naiwną, głupawą dziewczynkę. Lejla była chyba jedyną wyrazistą postacią współgrającą z całością. Oczywiście jej rola ma się nijak choćby do Sinead z Disco Pigs (Gąsiorowska), ale i tak wyciągnęła dużo z tego tekstu (choć ostatnią głupawkę przerysowała – zwłaszcza: „Nie odejdę. Zostanę.”) Pit-Bulla można uznać za swoiste kuriozum, bo młodzi udowodnili umiejętność konstruowania postaci w innych spektaklach terenu. Oby TR wyciągnął wnioski z tej żenady i dał aktorom pracować na lepszym materiale, skoro mają dobrze opanować rzemiosło. A reżysera winni zmuszać do większego wysiłku i skupienia, nawet gdy pracuje ze słabym tekstem. Jeśli Rozmaici nie wskażą potknięć, to ciekawe kto ma to zrobić? Bo chyba nie ludzie z forum? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wwit Re: pit-bull w tr DETALE IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 21.04.04, 15:40 jureczek, dzieki za te wypowiedz. przynajmniej potraktowales pytanie serio. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wacek Re: pit-bull w tr DETALE IP: *.chello.pl 22.04.04, 12:05 Jureczek, aleś przywalił! Że też Ci się chce tak głęboko wnikać w taki syfon... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jureczek Re: pit-bull w tr DETALE IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.04.04, 13:14 Mogłem albo wnikać w ten syfon, albo prać ich za to po mordach. Jak już mam być wkurwiony, to chociaż treściwie... uhm. Odpowiedz Link Zgłoś
voytashek Re: pit-bull w tr DETALE 22.04.04, 16:38 Jureczek, przywróciłeś mi wiarę w ludzi. Cieszę się, że ktoś próbuje pisać rzetelne recenzje i nie robi tego dla kasy. Odpowiedz Link Zgłoś