Dodaj do ulubionych

WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie

23.05.04, 16:23
Wyspiański przez Semotiuka przefiltrowany
List otwarty do pana Artura D. Liskowackiego, recenzenta teatralnego „Kuriera
Szczecińskiego”
Szanowny Panie Redaktorze!
„Kurier Szczeciński” z 27 kwietnia b.r. zamieścił Pańską recenzję z
premiery „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w
Koszalinie. Z recenzji tej dowiedziałam się, że jest to „spektakl dojrzały
teatralnie, pełen zasługujących na uwagę kreacji aktorskich i wart
refleksji”. Że umieszczony został „w rzeczywistości symbolicznej,
ponadczasowej, a reżyser unika efekciarskiej, łatwej zabawy rekwizytami
współczesności”. Brzmiało zachęcająco. Postanowiłam pojechać do Koszalina i
zobaczyć. Choć muszę spędzić w tym celu dwa razy po dwie i pół godziny w
pociągu.
Przypomniałam sobie sztukę. Zachwyciła mnie po raz któryś. Przejrzysta.
Wyrazista. Pełen głodu i dramatycznych konfliktów wewnętrznych, olbrzymiej
potrzeby czystości i wierności ideałom.
Może nie uderza już z taką siłą w strunę patriotyzmu. Słowo to już wiele lat
temu schowano do lamusa. Porusza jednak i budzi poczucie sprawiedliwości,
potrzebę walki o dobro zbiorowe, a co najważniejsze – walki o własną duszę.
O ideały, które wciąż w nas drzemią. Zbudzą się, gdy ktoś zadmie w złoty róg.
Wpadam do teatru w ostatniej chwili. Spektakl zaczyna się o dziewiątej rano;
nieludzka godzina, jak na teatr. Sala jest wypełniona młodzieżą szkolną.
Gaśnie światło.
Na pustej scenie wisi osiem ciętych róż. Wiszą, więc chyba coś znaczą. Tylko
co?
Na scenie pojawiają się: Dziennikarz i Czepiec. Przepraszam, nie na scenie,
ale na schodach łączących scenę z widownią. Na scenie wiszą róże. Na schodach
Dziennikarz i Czepiec. O czymś rozmawiają.
Dziennikarz jakiś nieciekawy. Nic mu w duszy do gadania się nie rwie, to i
słuchać się nie chce. Z Czepcem trochę lepiej. Chłop w ziemi zakorzeniony, o
krwi zapalnej, z chceniem żywym. Tylko dlaczego reżyser na siłę robi z niego
współczesnego prostaka z butelką wódki w ręce.
A więc stoją ci dwaj, chłop i pan. Chłop i pan? Tak miało przynajmniej być.
Ani siebie wzajemnie nie są ciekawi, ani tego, co mówią. Dziennikarz biega z
dyktafonem (choć rzeczywiście go nie nadużywa).
Pojawia się Zosia. U Wyspiańskiego – poezja ją uskrzydla, a nieśmiałość
dodaje uroku. Tutaj – jest panienką przejrzałą, ciężką, wyraźnie znudzoną.
Ssie lizaka, eksponuje biust i kręci biodrami. Ani chęci tańca u niej nie
widać, ani zachwytu „ludem krasym, kolorowym”, a już w ogóle nie widać, nie
słychać i nie czuć pragnienia miłości. Tej, która ma duszę nakarmić. Która
pozwoli skrzydła rozwinąć i oddać się, bez reszty i bez lęku. Jedyne
pragnienie, które można u niej dostrzec, bo też przesadnie jest eksponowane,
to pragnienie, aby ją ktoś wzion.
Haneczka - ni to baba, ni to chłop. U Wyspiańskiego – budzi się w niej
ciekawość, głód nowych doświadczeń. Przekonanie, że miłość „trza wprzódy
wypróbować, trza coś przecierpieć, coś przeboleć”, ogranicza swobodę .
Dziecięca przemądrzałość kłóci się ze spontaniczną chęcią poznania. W tej
inscenizacji biega z walkmanem na uszach, żując gumę i... rapuje
Wyspiańskim. Nawet nie próbuję zrozumieć co mówi. Młodzież na widowni też się
nudzi. Ileż można słuchać szczekania i patrzeć na kręcenie miednicą. Za
plecami słyszę szepty, że lepiej byłoby zostać w szkole.
Radczyni... jest naczelniczką poczty w Wąchocku. Wciąż pijana. Też by
pewnie dała, gdyby ją kto chcioł. W „Weselu” Wyspiańskiego najtrudniej było
porozumieć się przedstawicielom miasta i wsi. Inteligencję i chłopstwo
wiele podzieliło, a droga porozumienia była zbrukana krwią. „Wyście sobie, a
my sobie. Każden sobie rzepkę skrobie” – mówi Radczyni do Kliminy, ale w tej
inscenizacji to nic nie znaczy, bo nie wiadomo, kto tu „my”, a kto „wy”.
Gospodyni i Kliminy nie ma. Przepraszam są, ale muszą grać na balkonie, bo na
scenie nie ma dla nich miejsca. Na scenie wiszą róże. Widz wykonuje trudne
ćwiczenie gimnastyczne, aby zobaczyć co się dzieje na balkonie. Ale i tak
niewiele zobaczy.
Jasiek i Kacper. W skórze nabitej ćwiekami, z butelką wódy w ręku,
narkotykami w kieszeniach i magnetofonem na ramieniu. „Ino by najmilej było
k’sobie Kasiu, byle ka”. – mówi Kacper, rozpinając pasek u spodni.
Rachela. Nie mówi, ale szemrze – to niezwykła konsekwencja w tej realizacji.
Znudzona i nudna, zmęczona i pozbawiona temperamentu. Aż dziw, że z domu
wylazła, „do tej chaty rozśpiewanej” przyczłapała. Przyczłapała i
westchnęła: „Na skrzydłach myśl moja zawisła...”-
Panna Młoda – bezbarwna, myszowata nijakość, bez cienia kobiecości. „Żyłem
dotąd w takiej cieśni, pośród murów szarej pleśni. A tu naraz wszystko młode,
znalazłem żywą urodę.”- mówi Pan Młody. Pięknie mówi.Tylko do kogo? Czyżby do
tej Panny Młodej?
Państwo Młodzi wyznają sobie miłość przez telefony komórkowe. Nie bardzo
rozumiem - dlaczego. Ale prawdą jest, że to jedyna udana próba nawiązania
kontaktu z publicznością. Ja mam telefon, ty masz telefon. Hura!... wszyscy
mamy telefony. Z niepokojem sprawdzam, czy moja komórka jest wyłączona.
Ukłon w stronę aktorki grającej Kasię. Co prawda w ręce ma torbę z popkornem,
a nie ma gorsetu ani przewiązek przy spódniczce, ale jednak jest w niej
odrobina chłopskiej mentalności. Mogłoby być wyraziściej i pełniej, ale
aktorka przynajmniej próbuje grać w Weselu.
Kolejny ukłon. Tym razem w stronę Pana Młodego. Mimo starań reżysera, by go
zbłaźnić, wyzzuć z duszy – nie udało się. Jedyna naprawdę przekonująca
postać. Z dużą kulturą i wrażliwością. Aktor, którego można zrozumieć.
Absolutny zwycięzca obnażonych monologów w trzecim akcie.
Gospodarz. U Wyspiańskiego inteligent, artysta, patriota. „Tak się w każdym z
nas coś burzy, tak w nas ciska piorunami”. Tutaj? Pusty jak skarbonka dziecka
alkoholików. Do takiego Wernyhora by nie przyszedł. Do pustej studni rogu
złotego by nie wrzucił. Nie rozumiem, dlaczego Pan nazwał to coś „zasługującą
na uwagę kreacją”. Obniżać sztucznie głos każdy może, nie każdy może stać się
przez to Wichniarzem.
Rachela i Poeta. Rachela przyczłapała, więc jest. A Poeta? Poety nie ma.
Wyspiańskiego w tym spektaklu można znaleźć tylko na afiszu. Nikt nie
usłyszy,że to poezja, nikt nie zrozumie, o czym się mówi, po co się mówi, i
co z tego mówienia wynika. Nie ma idei, pragnień, hierarchii wartości, nie ma
wspólnoty czy sprzeczności interesów, nie ma potrzeby poznania. Spotkali się
prostacy z prostakami. Brzemię historii? Symbolika? - A co to jest?
Cała dynamika tego spektaklu polega na bieganiu od drzwi do proscenium,
mamrotaniu, wykonywaniu ruchów sugerujących niazaspokojone libido, chwianiu
się w pijackim amoku i... da capo. Do wyrażania wszystkich pragnień, potrzeb,
wątpliwości, oporów wystarcza niewiele środków: niespokojne ocieranie się ud,
albo rozpłaszczony, obśliniony uśmiech na twarzy. Łokmen, kamera wideo,
dyktafon, popkorn, guma do żucia, wóda i trawka. Czyżby to była ta zachwalana
przez recenzenta „symboliczna, ponadczasowa rzeczywistość?”
Na sali robi się ciemno. Ze sznurowni opada ekran, aparat projekcyjny rzuca
na niego postać zjawy, która tubalnym, przetworzonym komputerowo głosem coś
mówi. Na scenie, a po chwili również na widowni pojawia się dym. Osoby
siedzące przede mną zasłaniają chusteczkami twarze. Z boku sceny widać
Marysię. Najprawdopodobniej ta zjawa to duch jej zmarłego narzeczonego.
Ryczące głośniki wyraźnie przerażają aktorkę. Krzyczy coś, łka, zawodzi. ”Ano
dziś nasze wesele; raz dokoła, raz dokoła”? Panie Redaktorze, nazwanie tego,
czy poprzednich krótkich wystąpień Marysi, ”lirycznym epizodem”, świadcz
Obserwuj wątek
    • konstancja.okninska Re: WESELE w Koszalinie - Dokończenie 23.05.04, 16:34
      Wyspiański przez Semotiuka przefiltrowany
      List otwarty do pana Artura D. Liskowackiego, recenzenta teatralnego „Kuriera
      Szczecińskiego”

      Dokończenie
      Panie Redaktorze, nazwanie tego, czy poprzednich krótkich wystąpień
      Marysi, ”lirycznym epizodem”, świadczy o dużej odwadze. Ja byłam przekonana, że
      tę Marysię gra czysta amatorka.
      Na ekranie pojawiają się kolejne zjawy. Nierozpoznawalne. Rozmywają się w
      kłębach dymu. Jacyś ludzie biegają po scenie z punkcikami świetlnymi. Widz
      widzi tylko te przemieszczające się światełka. Co kto mówi, z kim, o czym? Nie
      wiadomo. W tym spektaklu to nie ma znaczenia.
      Tu już nawet Pan musiał przyznać, że „scena z Widmem, emanacja wszystkich
      inteligenckich lęków i obsesji (...) gubi gdzieś sensy dramatu”. Ale, Panie
      Redaktorze, ta „scena z Widmem” – jak to Pan określił - to cały akt drugi
      sztuki, który – nota bene – odnosi się nie tylko do „inteligenckich lęków i
      obsesji”. Wyspiański podzielił postacie „Wesela” na „osoby” i „osoby dramatu”.
      Osoby dramatu występują w akcie drugim. Bez aktu drugiego nie ma dramatu.
      Jeśli „osób dramatu” nie ma , a nie ma, bo rozpływają się w dymie, to nie aktu
      drugiego. A jeśli nie ma aktu drugiego, to akt trzeci nic nie znaczy. Jaki jest
      więc sens tego Wesela? Premierowe atrakcje, które Pana tak zafascynowały,
      obficie zaopatrzony bufet i chłopska kapela, to chyba za mało. Zwłaszcza, że
      na „szeregowych” przedstawieniach takich urozmaiceń nie ma. Więc jeśli coś
      tu „warte jest refleksji” (jak Pan pisze), to chyba pytanie: Dlaczego powstało
      przedstawienie, w którym pominięto wszystko, co istotne?
      Finał. Wszyscy stłoczeni na scenie. Miałcy, powierzchowni, nijacy. Wykrzywiąją
      dramatycznie twarze.
      Próżny trud. Nikt już nie uwierzy.
      Na deser, salwa armatnia, czyli znowu ekran. Pan napisał, że „ostatnią,
      przejmującą i niosącą w górę cały spektakl sceną jest sekwencja filmowa”.
      Szanowny Panie Redaktorze, a ja po nieszczęsnym akcie drugim myślałam, że już
      nic gorszego nie może się zdarzyć, a ta „sekwencja filmowa” uświadomiła mi, że
      byłam w błędzie:
      Bitwa pod Grunwaldem, Popiół i Diament, Człowiek z marmuru, Karol Wojtyła,
      Wałęsa skaczący przez mur, symbol Unii, i na koniec podsumowanie historii
      Polski: Para Młoda. Punkt. Serduszko puka w rytmie czacza!
      Chcę się czegoś dowiedzieć o reżyserze tego dzieła. W programie czytam, że pan
      Semotiuk jest Aktorem, Reżyserem, Pedagogiem i Scenografem, a ponadto,
      że „przefiltrowuje przez własną psychikę wszystkie postacie przenoszonego na
      scenę teatralną dramatu”. Po obejrzeniu przedstawienia przypuszczam, że to
      prawda: Hania rapująca i żująca gumę, Zosia liżąca lizaka i głaszcząca się po
      biodrach, znak teatralny, jaki buduje Kacper rozpinając spodnie, Nos wciskający
      nos w biust Kasi, Czepiec biegający z butelką , Jasiek z narkotykami, Pan Młody
      palący jointa, pijana Radczyni – to wszystko zapewne pan Semotiuk. Reszta,
      czyli Wyspiański została na gęstych filtrach psychiki reżysera. Tylko po co
      Wyspiański tak się męczył? Po co stworzył takie bogactwo, tyle tak barwnych,
      pełnych i różnorodnych postaci?
      Jeszcze kilka słów o scenografii, która Pana, Panie Redaktorze, tak zachwyciła.
      Scenografia jest częścią spektaklu. Trudno nazwać scenografią to co widziałam –
      osiem ciętych róż wiszących na pustej scenie. Wprawdzie napisał Pan z
      zachwytem: „Jedyny jej (scenografii) element, to róże, zawieszone – niby na
      smugach światła, co je otacza - na czarnej, pustej scenie. Znak z Wyspiańskiego
      (chochoł i róże), teatralnie dopowiedziany.”
      Panie Redaktorze łaskawy, czy bankiet premierowy do tego stopnia Pana
      oszołomił? Co mają cięte róże do chochoła? Nie pomylił się Panu Wyspiański z
      Szaniawskim?
      Na koniec oddaję głos Stańczykowi:
      „ Uderzyłeś błazna ton:
      moją nutę.
      Kłam sercu, nikt nie zrozumie,
      Hasaj w tłumie!
      Mąć tę narodową kadź, serce truj, głowę trać!
      Ukłony i pozdrowienia
      Konstancja Oknińska

      • Gość: Łukasz M. Molski Re: WESELE w Koszalinie - Dokończenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.04, 16:46
        Na Wesele jechałem znacznie dłużej i duża bardziej świadom, tego, co ujrzeć
        mogę niż Pani Konstancja. Z częścią Pani ocen się zgodzę, ale aktorów
        zostawiłbym w spokoju, bo to nie ich wina, że muszą robić tam to, co robią. Kto
        inny tam myślał. Za to proponuję, żeby panu recenzentowi zakazać wykonywania
        zawodu, bo nigdy w życiu takiego knota nie widziałem, a widziałem sporo.
        Reżyser tego spektaklu nazwał niedawno część aktorów, którzy musieli męczyć się
        w Weselu (bądź co bądź, skutku jego bezmyślności i tępoty twórczej),
        halabardnikami. Ba, miał czelność zrobić to publicznie. A moje skromne zdanie
        jest takie: jak ktoś takie gówno, jakim jest WESELE w BTD wymyślił i na scenę
        wypuścił, to sam jest gówniarz a nie twórca czy artysta i wara mu od oceniania
        innych. WESELE w BTD to gówno za duże pieniądze, ot, cuchnące gówno w złotym
        papierku. Biedny ten, co to gówno, za sztukę bierze, biedny gówniarz, co na
        sztuczkę gówniarza się nabrał. A Wyspiański w grobie wiruje...
        • Gość: Konstancja Oknińsk Re: WESELE w Koszalinie - Dokończenie IP: *.b.dial.de.ignite.net 27.05.04, 14:26
          Drogi Panie Łukaszu, miło usłyszeć od człowieka kompetnego potwierdzenie
          słuszności własnych słów. Piszę „usłyszeć”, bo w Pańskim liście jest tyle
          zrozumiałej emocji, że ją po prostu słychać. Dziwi mnie cierpliwość i
          wyrozumiałość Polaków wobec nadużyć w teatrze i wokół teatru. Mam na myśli (w
          tej chwili) tylko nadużycia w sferze niematerialnej, a więc arogncję i
          ignorancję reżyserów, niekompetencję i niesumienność tych, którzy piszą oceny
          przedstawień, a także – wynikająca zapewne z przekonania o marginalności
          problemów teatru – gnuśność i bezsilność władz, które teatr (z naszych
          pieniędzy) dotują.

          Pańskie słowa utwierdzają mnie w przekonaniu, że trzeba o tych sprawach głośno
          i uczciwie mówić. Krzyczeć, aż ktoś usłyszy. W portalu internetowym najbliższym
          chyba „miejsca przestępstwa”, czyli we Wrotach Pomorza Zachodniego
          (www.pomorzezachodnie.pl),
          pod recenzją Joanny Nowińskiej „A to Polska właśnie…“ pojawiły się dwa głosy
          sprawiedliwych:

          Marek Wilczek: „Byłem na tym spektaklu - zupełnie nie w moim guście,
          pseudonowoczesność bez zwracania uwagi na s e n s, ważna otoczka, sprawy
          poboczne, mała słyszalność itp.”

          Krzysio: „Szkoda tylko, że - jak się słyszy - niejaki pan Semotuk traktuje BTD
          jako prywatny folwark, ocenia aktorów i teatr, jakby przed nim nic nie było, a
          on - powiela przedstawienia swoich studentów i znika.”

          Co do aktorów, ma Pan rację. Prawdziwy reżyser wykrzesałby z nich zapewne tę
          bożą iskrę. Dlatego też w swoim omówieniu nie wymieniałam aktorów z nazwiska.

          Panie Łukaszu, podpisuje się Pan imieniem krytyka, którego cenię i szanuję
          (nie jedynego, na szczęście, choć nie jest ich wielu), krytyka, który jest
          kompetentny i ma odwagę pisać to, co myśli. Na przykład napisał prawdę o
          nędznym przedstwieniu Brooka, które miałam nieszczęście zobaczyć w Warszawie.
          Lubię go czytać nawet wtedy, gdy się z nim nie zgadzam. Mam oczywiście na myśli
          Łukasza Drewniaka z Krakowa. A skąd Pan odbył tę daleką podróż? Jeśli pytnie
          zbyt niedyskretne, proszę je potraktować jako retorczne. Ale gdyby zechciał Pan
          wymienić ze mną od czasu do czasu myśli na temat polskiego teatru, podaję mój
          adres: konstancja.okninska@gazeta.pl/.

          Pozdrowienia – Konstancja Oknińska
      • Gość: Beata z okolic K. Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.TKK.net.pl / *.tkk.net.pl 30.05.04, 10:08
        Dość trudno po obszernej, ostrej, ale jakże słusznej recenzji p. Konstancji
        dodawać coś o koszalińskim "Weselu", ale ja byłam naprawdę porażona. Jakżeż
        można zrobić coś takiego? Taką beznadziejną,bez sensu inscenizację? I mnie
        najbardziej było żal aktorów miotających się w jakichś konwulsyjnych tańcach,
        pijackich lub narkotycznych czkawkach po bokach sceny, która w zasadzie prawie
        w ogóle nie była wykorzystana? Przypominali papugi lub jakieś inne stworki,
        które nie wiedzą co czynią.Po co to wszystko? To jest nowoczesność? W wydaniu
        pana reżysera - podobno tak. Fura, skóra i komóra..... To skandal!!! Strzeż
        nas, Boże przed takimi "tfurcami" inscenizacji teatralnych. Bezsens i bełkot -
        i tyle pozostaje z "Wesela" Wyspiańskiego "po koszalińsku"
    • murk11 Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie 04.06.04, 19:43
      mam wrazenie,ze p.Liskowacki o kazdej produkcji p.Semotiuka pisze z
      zachwytem.ma prawo.jesli taki teatr go naprawde powala,jego sprawa.szczerze
      mowiac Koszalin stac na wiecej.WESELE to taki sobie,sredni spektakl.bywalo
      lepiej.mam wrazenie,ze odejscie Semotiuka tylko wyjdzie na dobre temu
      miastu.niech teraz inni odgrzewaja stare kotlety.a tu moze cos nowszego?co to
      jest,teatr im. Listy Lekturowej?dajcie komus szanse!moze trzeba porownac
      Koszalin z innymi,malymi miastami gdzie sa teatry,np.z
      Walbrzychem,Legnica,Gdynia?aktorzy sa OK.tylko,ze musza "grac do kotleta".ale
      jak ktos im ustalil taki poziom a inny pisze,ze to szczyt mozliwosci teatru w
      2004 roku,to sorry.
    • Gość: Łukasz M. Molski Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.phils.uj.edu.pl 08.06.04, 17:54
      Hmmm... Widziałem rzeczone Wesele półtora raza, za pierwszym całe, po czym
      poszedłem upić się z rozpaczy, za drugim pół przecierpiałem... i jakoś nie
      czuję się głupi z tego powodu, że mnie się nie podobało. A co do rozmów z panem
      reżyserem, to nie mamy tu na co liczyć, wirtualnego pół litra mu nie
      postawimy...
      Mam tylko jedną prośbę. Czepiać można się tam wszystkiego, jeno nie aktorów, bo
      oni tam najmniej winni. Dziad jest słodki i to nie jego wina, że dano mu tam
      zagrać, mimo jego choroby - dla tych, co nie wiedzą, aktor grający Dziada
      cierpi na Parkinsona i czasem choroba uniemożliwia mu granie.
      A tak przy okazji. Gratulacje dla BTD za zapłacenie Zygmuntowi Koniecznemu za
      muzykę, za którą już kiedyś STary Teatr zapłacił. Konia z rzędę temu, kto
      wpadnie na to, gdzie można usłyszeć muzykę, przy której Rachela (tam jak
      cygańska kurew wygląda, a nie jak żydowska intelektualistka, ale to pomińmy)
      chochoła (którego nie ma, bo reżyser zapomniał pociągnąć dalej motyw Racheli?
      Chochoła, cztli ChochołoRAcheli)... Gdzież tę muzykę słyszeć można??? Skądże
      ją znamy??? Proszę zaopatrzyć się w taśmę vhs z pierwszą częścią Dziadów
      Swinarskiego i posłuchać. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... jak ładnie
      zawodzą, a smyczki jak ładnie wyją... potem proszę pójść do BTD na Wesele i
      posłuchać wywoływania Chochoła. I jak to nie to samo, to ja się Franciszek
      Józef cesarz nazywam.
      • Gość: oldgrouch Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 20:04
        No, tak...kiedy dawno temu jakoś się tam zajmowałem tu w kraju teatrem, takie
        praktyki były powszechne. Na tzw. prowincję zrzucało się często resztki z
        biurek Wybitnych Twórców. Bo wiadomo, ludzie złaknieni telewizyjnych nazwisk
        zjedzą wszystko. Pieniądze były zawsze za małe i trzeba było dawać choć trochę
        zarobić kolegom. Ileż jak widziałem takich samych scenografii sprzedawanych do
        różnych spektakli, a i partytur podobnie wykorzystanych zdarzałało sie sporo...
        Ale uważajcie z krytyką : teatr to zawsze był taki lekko "lewy" biznes, dobre
        miejsce dla szaławiłów, urwipołciów i kombinatorów. I czasem z tego wyrastała
        wielka sztuka.
        Akurat w przypadku Zygmunta Koniecznego to chyba jednak jest coś innego: on tak
        po prostu słyszy muzykę. Trzeba było z kim innym umawiac się na robotę. Tego
        rezysera Wesela (aktora chyba łódzkiego?) nie znam, ale sądząc po Waszych
        opiniach - niespecjalnie o nim sądzę.
        Jednak pewną granicę osiągnął inny (były już) dyrektor w teatrze - powiedzmy - w
        centralnej Polsce. Opowiadali jego aktorzy, że gdy zapraszał do powtórzenia
        inscenizacji Warszawską Gwiazdę - ta przywoziła kasetę VHS ze stołecznym
        spektaklem i PAN DYREKTOR kazał zespołowi patrzeć w telewizor i w ten sposób
        uczyć się układu scen itd. A może to dziś powszechne?
        pozdrowienia
        wyejeżdżam znowu na trochę
        • Gość: Konstancja O. Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.pool.mediaWays.net 11.06.04, 18:00
          Gość: Benek 09.06.2004 12:54
          Podobno dziś o 16.00 w telewizorze na trójce ma byc film o BTD z tęsknym
          pytaniem - dlaczego odeszli dyrektorzy ( w tym Semotiuk). Oczywiście, TVP
          Szczecin. Może byc ciekawie.
          Gosc: Henryk, 2004-06-09 18:31:10 (w portalu Wrota Pomarza Zachodniego)
          To znów ja. Dziś widziałem film o BTD. Ludzie!!! Toż to czysta manipulacja!!!
          Cyrk!!! Nic przed nami a po nas potop.
          Gość: Grześ 10.06.2004 11:46
          Ten film to czysty manipul, aż wstyd!

          PANOWIE DRODZY, może byście opisali to wydarzenie medialne w szczecińskiej
          telewizji, jednym ku nauce, innym ku przestrodze? Było chyba ciekawie, jak
          przewidywał pan Benek.
          • Gość: sfra Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.04, 13:44
            Drodzy Zebrani w miejscu!!! Jakże miło jest słuchać takich opinii szargajacych
            koszalińskim "WEselem", lecz uważam ze swojej strony , że zostało dobrze
            zrealizowane, pomijając tu wyżej wymieniane czesto sceny chochoła, czy widma to
            rzec mogę w odpowiedzi , że:

            *gimnastyka w teatrze jest dobra, kto przychodzi na bierna rozrywke, trzeba
            uczestniczyć w widowisku
            *minimalizm scenograficzny- bardzo dobrze, bardzo modnie
            *role- zdecydowanie nie było aż tak źle, żeby mieszać z błotem wszystkich
            aktorów za wyjątkiem Ulickiej i Wiercichowskiego, na uwagę zasługuje więcej
            ludzi
            *nie demonizujmy, bo wszak opinie Państwa poparte są argumentami to wyczuwam w
            nich element polityczny...

            pozdrawiam wszystkich i zaznaczam , że wstawiam się ZA "Weselem"
            Semotiuka!!!!!!!

            "ile narzekania w nas, toż to nie omnia vanitas"
            • Gość: Bywalec Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.pool.mediaWays.net 14.06.04, 18:20
              13 czerwca o godz. 13:44 gość forum sfra napisał:

              ”Drodzy Zebrani w miejscu!!! Jakże miło jest słuchać takich opinii szargajacych
              koszalińskim "WEselem", lecz uważam ze swojej strony , że zostało dobrze
              zrealizowane, pomijając tu wyżej wymieniane czesto sceny chochoła, czy widma to
              rzec mogę w odpowiedzi , że:
              *gimnastyka w teatrze jest dobra, kto przychodzi na bierna rozrywke, trzeba
              uczestniczyć w widowisku
              *minimalizm scenograficzny - bardzo dobrze, bardzo modnie
              *role- zdecydowanie nie było aż tak źle, żeby mieszać z błotem wszystkich
              aktorów za wyjątkiem Ulickiej i Wiercichowskiego, na uwagę zasługuje więcej
              ludzi
              *nie demonizujmy, bo wszak opinie Państwa poparte są argumentami to wyczuwam w
              nich element polityczny...
              pozdrawiam wszystkich i zaznaczam , że wstawiam się ZA "Weselem"
              Semotiuka!!!!!!!”
              "ile narzekania w nas, toż to nie omnia vanitas"


              Droga pani SFRA, nie nabierze Pani nikogo z nas. Postanowiła Pani wyszydzić
              koszalińskie Wesele à rebours. Aby „zmylić pogonie” pisze Pani jak ktoś, kto
              nie skończył podstawówki, bo miał dwóję z polskiego, i pisze Pani takie bzdury
              niby w obronie Semotiuka, że kompromituje go to bardziej, niż otwarta krytyka
              jego przedstawienia. Świetne to Pani ujęła mówiąc, że w tym widowisku trzeba
              uczestniczyć uprawiając gimnastykę. Non plus ultra. Albo, że „minimalizm
              scenograficzny” jest dobry, bo jest modny. Zwięźle i treściwie. Nota bene: Jest
              rzeczywiście „minimalizm scenograficzny” dzisiaj modny? I na czym to polega?
              Proszę wybaczyć, że pytam, ale nie jestem fachowcem, a w teatrze bywam tylko,
              jeśli mam po temu okazję, jako prosty widz.
              Poza tym nie udało mi się rozszyfrować aluzji ukrytej w zdaniu „nie
              demonizujmy, bo wszak opinie Państwa poparte są argumentami to wyczuwam w nich
              element polityczny...” Parodia języka jest oczywista, ale nie udało mi się
              dociec, jakie ugrupowanie polityczne chciała Pani za krytykę Semotiuka
              skrytykować, to znaczy pochwalić.
              Ma Pani wielki talent, powinna się Pani systematycznie zająć krytyką teatralną,
              a może także – parlamentarną? Świetnie naśladuje Pani język prymitywów z
              ambicjami. Wiwat, w ręce Pani perswaduję! A wierszyk, którym kończy się Pani
              wypowiedź – bardzo udatny.

              P.S. A może jest Pani - Panem?
    • Gość: Łukasz M. Molski Re: WESELE Stanisława Wyspiańskiego w Koszalinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.04, 16:23
      A więc tak. Rachela przypomina mi cygańską kurew i inaczej tego nie nazwę,
      proszę o wybaczenie, młdy jestem, to czasem mi się wymsknie. A co do
      recenzenta, który pragnie się Litewskiego nauczyć, gdyż poza Nekrosiusem teatru
      nie widzi, "de gustibus... non olet", jak zgrabnie rzekło się kilku innym
      teatrologom. Brooka lubię, teatrologów i recenzentów traktuję z przymróżeniem
      oka. Wierzę temu, co widzę i temu, co czuję.
      miis@interia.pl
        • Gość: Łukasz M. Molski Re: milczec zlosliwe cioty IP: *.mielno.sdi.tpnet.pl 16.07.04, 19:26
          Atak drogi/droga Melpomeno to jest to, co Ty robisz. A do tego obrażasz ludzi,
          których nie znasz. A jak już nawołujesz do otwartości, to powinieneś/powinnaś
          się pierwszy/pierwsza podpisać. Każdy ma prawo do krytyki, zwłaszcza
          konstruktywnej. Nie czuję się zakompleksiony, tych aktorów lubię, z niektórymi
          się przyjaźnię, znam ich od lat. Sytuację w BTD znam też od dawna i mam prawo
          mieć własne zdanie. Mam prawo głośno powiedzieć, że produkt jakim jest WESELE
          jest gównem i nie powinien ujrzeć nigdy światła dziennego. Przypominam sobie,
          że kiedyś, po trzeciej generalnej Tartufa Moliera poprzedni dyrektor
          artystyczny postanowił zdjąć premierę za zbyt daleko idącą ingerencję reżysera
          w tekst, bo z Moliera nie zostało tam prawie nic. W tym Weselu nie ma
          Wyspiańskiego, za to jest kto inny, a mam wrażenie że genialniejszy od
          Wyspiańskiego to on nie jest... To, co widziałem na trzeciej generalnej, o
          niebo lepszej od premiery, kwalifikowało się do zdjęcia spektaklu przed
          premierą. Za wszystko. To zły spektakl. I właśnie z sympatii dla aktorów,
          którzy się w nim męczą, nie boję się tego powiedzieć.
            • Gość: Łukasz M. Molski AUTORZY ANONIMOWYCH INWEKTYW TO GÓWNIARZE. IP: *.mielno.sdi.tpnet.pl 22.07.04, 15:00
              Aż normalnie Witkacy. Melpomena, Ty Gówniarzu! Ty Gówniaro! I to w sensie
              witkacowskim. Proponuję doczytać. Jak chcesz mnie obrażać, to się podpisz. Albo
              umów, może mnie spróbujesz opluć :-P. Sądząc z zaangażowania emocjonalnego w
              obronę takiej znakomitości teatralnej (aż dziw, że nigdzie poza prasą
              koszalińską nie napisano o tym tak genialnym Weselu, od którego wszystko się tu
              zaczęło... żaden portal, żaden vortal, cicho wszędzie, głucho wszędzie...),
              masz do mnie blisko :-P. A poza tym, żeby kogoś bronić, nie wystarczy się
              wydrzeć. Pozdrawiam serdecznie wszystkich winnych upadkowi teartu pod wodzą
              panów S. i K., a szczególnie Pana Bufetowego i Małgorzatę W., bo oni winni
              najbardziej, jak to w telewizji pokazano. A miastu Słupsk gratuluję Absolutnie
              Wyborowego Dyrektora Teatru Miejskiego.
                  • Gość: Łukasz M. Molski A tak dokładnie, to o tym WESELU, to tak myślę. IP: *.mielno.sdi.tpnet.pl 25.07.04, 17:06
                    Na stole prawnuczka Wyspiańskiego stała. Tańczyła i śpiewała :"Więc chodź,
                    przypierdol mi deską, raz żółtą a raz niebieską!". Stół stał w Krakowie a nie w
                    BTD, bo w BTD żadnego stołu nie było. Stołu nie było, za to schody były. Były
                    schody i był podeścik. Podeścik służy jako scena. Dlaczego, o tym potem. A do
                    czego służą schody? Myli się każdy, kto myśli, że do wchodzenia i schodzenia, a
                    to nie takie łatwe. Otóż schody służą do siedzenia. Ewentualnie do
                    przechadzania się wzdłuż jednego stopnia. A stołu nie ma, bo scena pusta. Pusta
                    ta scena, jak głowa, co to Wesele wydumała. Dumała, dumała, aż wydumała.
                    Wydumała pusta głowa puste pomysły na pustej scenie.
                    O czym może być Wesele, które pustej głowie się wyduma? Ano o tym, że pusto! I
                    że beng!beng! I jeszcze o tym, że jak ma być współcześnie, to musi być aparat
                    fotograficzny (taka idiotenkamera), videokamera, telefon komórkowy - o, jakże
                    współczesna jest rozmowa Młodych przez komórki i te smsy miłosne! Ach!!!
                    Pomylił się pustej głowie smrodek nowoczesności ze współczesnością. Bo to co
                    zobaczyłem, ni w ząb nie jest dla mnie współczesne... To Wesele jeszcze o tym,
                    że rewolucje, unia europejska i chipita po lewej, drogi widzu. A cocacola,
                    wyspiański, wałęsa i królowa jadwiga - po prawej dla odmiany. I widać jak
                    boleśnie pusta głowa myślała. A smrodek nowoczesności unosi się w opary rapu i
                    techno. Widział kto kiedy rapera, tak w telewizorze chociaż? Pusta głowa nie
                    widziała. Który raper, ba, który gangster raper nosi jeansy, skórę i glany???
                    Raper, co to go pusta głowa wymyśliła... I beng!beng!
                    A czemu się wszystko popsuło? Bo przyszła i namieszała. Trawkę z Panem Młodym
                    paliła, zołza jedna, snuła się po scenie, jak ten smrodek nowoczesności po
                    teatrze całym. Ta zblazowana cygańska dziwka, co się pod córkę Żyda podszyła,
                    co Rachel udawała, byleby tylko trawkę w spokojności pobuchać.
                    Inni też się snują. Jak ktoś pusty, bo go pusta głowa wymyśliła, to jak ma się
                    nie snuć? I snują się i pełzają i bełkoczą. Jak w nowoczesnym teatrze. Beng!
                    beng! Nic nie jest tak, jak być powinno. Pusta głowa Wesele pociachała,
                    puzzelka bez instrukcji chciała ułożyć, pogubiła klocuszki, poprzestawiała i
                    wyszło takie... ni pies ni wydra... nic tylko beng!beng!
                    Widma pustej głowy są nowoczesne. Na wskroś nowoczesne, już bardziej nowoczesne
                    być nie mogą. Te głosy zmiksowane, te głosy przetworzone i przesterowane,
                    straszne głosy z tunelu strachów, straszne głosy z horroru klasy Z. A te
                    animacje na ekranie wyświetlane! Ach!!! Jakie to nowoczesne. A śmierdzi... jak
                    to śmierdzi... Nic nie jest tak, jak być miało. Widma sensu nie mają, mówią, co
                    chcą i komu chcą, ba, kiedy chcą. A jakąż rozkoszą dla aktora jest
                    partnerowanie głosom na taśmę nagranym, jakaż to rozkosz być musi! Chipita i
                    cocacola.
                    Snuje się ta nowoczesność i śmierdzi. Pustką nie wieje, wieje smrodem. I nic
                    nie jest w stanie osłodzić mi tych śmierdzących katuszy. Nic, nawet heroiczne
                    wyczyny gry aktorskiej - inaczej tych ostatków świeżości wśród smrodu nie
                    nazwę... nawet dzielne partnerowanie drewnianemu klockowi... nawet arcysmaczne
                    sceny balkonowe - pusta głowo, na co to tam? na scenie nie można tego było???,
                    a przepraszam, nowoczesność śmierdząca... nawet najpiękniej i najmądrzej
                    powiedziany wiersz - właśnie! oni wierszem mówić mieli! pusta głowa
                    zapomniała... - te kilka cudnych strof, ten żal z radością pomieszany, ta
                    żałość i przerażenie, gdy uwidział się ktoś kochany... nawet to nie było w
                    stanie osłodzić mi smrodliwych katuszy...
                    Pusta głowa zapomniała, że Wesele jest po to, by opowiedzieć, o czym Wesele
                    jest. A nie o tym, co pusta głowa o Weselu myśli. Bo nie myśli. A śmierdzi.
                    Śmierdzi jak zgniłe jaja, którymi kiedyś widownia, po obejrzeniu takich cudów,
                    rzucała. Śmierdzi.
                    A co tak śmierdzi? Ten ptak na talerzu nieświeży. Ptak się rozkłada i cuchnie.
                    Ptak, co zwie się nowoczesność

                    Podobno powyższe Pawłem Głowackim zalatuje. Może to przez Doktorową z
                    Wilczej?????? Dziś pozdrowienia dla mojej Starej. Ona już wie za co :D
                    • Gość: Bywalec Re: A tak dokładnie, to o tym WESELU, to tak myśl IP: *.b.dial.de.ignite.net 20.08.04, 14:21
                      Przez półtora miesiąca lewitowałem w przestrzeni między zdrowiem i nicością,
                      teraz wracam do dawnych nałogów. Panie Łukaszu, rozumiem Pańskie wzburzenie, bo
                      wprawdzie nie widziałem tego „Wesela” o którym tu mowa, ale z wypowiedzi osób
                      krytykujących to przedstawienie dowiedziałem się o nim bardzo wiele. Wiem co
                      krytykuje Pan, pani Konstancja, i inni, którzy zajęli krytyczne stanowisko, i
                      wiem, za co. Natomiast wypowiedzi zwolenników tego Wesela i pana Semotiuka
                      charakteryzują insynuacje, brak argumentów i prostactwo językowe. Gdyby
                      Melpomena miała mówić takim językiem, jak ten (czy ta) ktoś, co podpisał się
                      MELPOMENA, oznaczałoby to śmierć teatru. Uchowaj nas Boże! Z taką Melpomeną na
                      pewno nie flirtowałby nieodżałowany Boy. A Pan kocha Teatr i cierpi. Rozumiem
                      to, bo czuję podobnie, zwłaszcza, że nie o sam teatr tu idzie. Ale niech Pan
                      się nie martwi. MELPOMENA jest po prostu bękartem, który w braku własnego
                      imienia przywłaszczył sobie imię Melpomeny, ale nie jest w stanie przywłaszczyć
                      sobie jej języka. A sądząc po proporcji wypowiedzi za i przeciw koszalińskiemu
                      Weselu, prognoza nie jest zła: Więcej jest takich, którzy ten teatr krytykują,
                      a co ważniejsze, są w stanie swoją opinię zrozumiale wyartykułować. Gdyby tylko
                      ta większość miała wpływ na decyzje personalne, w tym wypadku na nominacje
                      dyrektorów teatrów! Ale pod tym względem kultura nie jest wyjątkiem. W innych
                      dziedzinach (a mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowo) decyzje o
                      obsadzaniu kierowniczych stanowisk są często podejmowane w sposób równie
                      niekompetentny. Zwykle skutki tego są widoczne od razu, ale nikt nie ma odwagi
                      przyznać się do błędu, więc konsekwencje wyciągane są z reguły po kilku latach,
                      najczęściej z okazji zmiany ekipy na ratuszu. Nie inaczej jest chyba w Słupsku.

                      Pozdrawiam Pana serdecznie, panią Konstancję (która milczy, zapewne
                      zniesmaczona wypowiedziami sfra-strowanej „Melpomeny),

                      a także Grzesia, Benka, Elę Melzer, Beatę z okolic K., Gościa, Henryka B.,
                      Jacka, Jadzię, Oldgroucha, Kapitana Nemo , XYZ i Murka.
                      • vonbertrand Po WESELU były łzy, teraz czas na śmiech 27.08.04, 15:19
                        Po różnych zawirowaniach jest szansa na normalność w BTD, pożyjemy, zobaczymy.
                        Póki co, szykuje się farsa. 19 września premiera CZEGO NIE WIDAĆ, a już
                        niedługo po niej, 2 października ANTYGONA W NOWYM JORKU. Jestem bardzo ciekawy,
                        jak wyjdzie farsa, a na ANTYGONĘ czekam ze zniecierpliwieniem, to będzie
                        pierwsza duża dramatyczna rola Katarzyny Ulickiej-Pydy, mam nadzieję, że obroni
                        się i pokaże na co ją stać i że jest aktorką a nie tylko śpiewającą śmieszką,
                        upychaną w farsach, bajkach i śpiewograch.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka