Dodaj do ulubionych

Co zmienić w warszawskich teatrach?

IP: *.chello.pl 31.08.05, 09:38
Sytuacja wydaje się tragiczna. Nikomu nic się nie chce
Obserwuj wątek
    • wampuka Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? 01.09.05, 12:49
      No - na przykład ceny biletów... Albo szerzej udostępnić wejściówki ;)
      I tak poukładać repertuar, żeby osoby dojeżdżajace do W-wy (jak ja) mogły
      obejrzeć kilka fajnych rzeczy w jeden weekend (tak teraz robi Narodowy-
      Grzegorzewski razy trzy 2 dwa dni :)).
      Jak mi się coś jeszcze przypomni, napiszę ;)
    • Gość: leslaw Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.05, 22:57
      Teraz jest tak ze, czy wystawiasz mydlo, czy cos na poziomie artystycznym,to
      zawsze jest dotacja. trzeba podzielic teatry na dotowane i nie dotowane. Te
      niedotowane, niech wystawiaja mydla, kosza za bilety i niech beda zarabiajacymi
      na siebie instytucjami, a te ktore maja jakies ambicje niech przejma dotacje po
      tamtych i robia w spokoju sztuke! Jakim prawem podatnik ma dotowac angielską
      farse?? bedzie mniej markotny jak wesprze skuteczniej sztuke, a i kondycja
      teatru jako takiego na tym zyska.
      • Gość: elka58 Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.access.as9105.com 02.09.05, 12:54
        Nalezy skonczyc calkowicie z przezytkiem socjalizmu, czyli dotacjami
        panstwowymi (pieniadze podatnika, bo przeciez panstwo innych pieniedzy nie ma)
        na teatr tudziez na cala pozostala dzialalnosc tzw kulturalna. Byc moze rowniez
        nalezy pozbyc sie stalych teatrow z dyrektorami, posadami dla aktorow na cale
        zycie itd. Przyjecie modelu ekip organizujacych sie dla danego przedstawienia,
        finansowanego przez impresaria badz spolki impresariow byc moze lepiej
        sprawdziloby sie anizeli te obecne beznadziejne instytucje jadace na
        pieniadzach podatnika, ktoremu staroswiecki teatr do niczego nie jest
        potrzebny. Rzecz jasna teatr to z reguly ogromne pieniadze (chociaz nie
        zawsze), ale trzeba je sobie zdobyc oraz zaryzykowac, a nie liczyc na
        panstwowa kase.
        • Gość: cypis zlikwidować zespoły i dotacje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.05, 13:34
          Elko,

          1. Europejską tradycją - rzekłbym kontynentalną, bo Wielka Brytania to sprawa
          osobna - jest mecenat państwa nad kulturą. W USA nie ma państwowych instytucji
          kultury, ale jest największa ilość milionerów, poza tym jest społeczeństwo
          obywatelskie, które wie, że jak samo sobie nie zorganizuje, to nie będzie mieć.

          2. Państwowa dotacja dla teatru to nie jest żaden socjalizm. To raczej tradycja
          niemiecka, i bliższa raczej mieszczaństwu niż niż działaczom socjalistycznym.

          2. W londyńskim National Theatre aktorzy dostają kontrakty roczne lub
          trzyletnie, które traktują jako wyróżnienie - ale należy pamiętać, że w Anglii,
          jesli graszw filmie to nie masz prawa wieczorem biec do teatru, a na boczku
          nagrać reklamówkę. Każde przedsięwzięcie "bierze" aktora na wyłączność. U nas -
          typowe polskie cwaniactwo - aktor ma etat, ale może grać w filmie, dorobić w
          reklamówce. Wszystko na raz.

          3. W Holandii nie ma państwowych teatrów - są za to zespoły, które mogą strać
          sie o dotację (nawet dotację czteroletnią), która pwoduje, że teatr - nawet
          bardzo uznany - musi pracować, a nie zjadać własny ogon. Do tego są publiczne
          sceny, które mają budżety na zapraszanie zespołow, dzięki czemu w małych
          miastach repertuar jest bardzo bogaty, ale spektakle pojawiają sie tylko na
          kilka dni. Po prostu gigantyczny system impresaryjny - kilka tysięcy zespołow,
          i sieć czekajacych na nich scen.

          4. Nie ma co ukrywać - najwięsze osiągniecia mają stałe zespoły, któe
          wypracowują własny styl itp. - czy to teatrów samorządowych (patrz: TR
          Warszawa, Legnica, Wałbrzych, Wybrzeże czy Gardzienice) czy szerokiego offu
          (dużo, dużo). Organizowanie się do jednego spektaklu zdaje egzamin w teatrze
          czysto komercyjnym i tylko w takim. Tutaj jest pole do popisu dla impresariów,
          jak i mniejsze ryzyko straty pieniedzy.

          POLSKIM (EUROPEJSKIM) PROBLEMEM NIE JEST TO, ŻE PAŃSTWO CZY SAMORZĄDY ŁOŻĄ NA
          KULTURĘ, A RACZEJ SPOSÓB ICH DYSTRYBUCJI. CZY FAKTYCZNIE POTRZEBUJEMY TYLE
          STAŁYCH ZESPOŁÓW, CZY NIE ZWIĘSZYĆ POMOCY DLA ZESPOŁOW OFFOWYCH.

          5. Faktem jest, że w Polsce liczba teatrów na utrzymaniu Państwa jest duża.
          Warszawa (chyba tylko poza metropoliami rosyjskimi) ma najwięcej miejskich
          teatrów w Europie i Ameryce Pólnocnej (chyba już 18). Uświadommy sobie jednak,
          że ta krajowa sieć teatrów podtrzymuje, lepiej czy gorzej, życie kulturalne
          społeczeństwa w trudnym czasie przemian Bo 1989 roku zlikwidowano 2 teatry w
          Słupsku i Grudziądzu. Dwa lata temu słupscy radni znów powołali do żcia teatr.
          Po 15 latach samorządy zaczynają doceniać fakt, że mają teatr, filharmonię czy
          muzeum. W dzisiejszych czasach to kultura promuje miasto (w efekcie ma się
          dobrze turystyka, a nawet inwestycje z zewnątrz).


          • Gość: elka58 Re: zlikwidować zespoły i dotacje? IP: 5.5R* / 62.6.139.* 02.09.05, 17:18
            Nie wiem, o jakiej tradycji niemieckiej mowisz. Watpie , ze tworcy tzw zycia
            kulturalnego w PRLu pomysleli sobie "aha, bedziemy czerpali wzor organizacji
            teatru z niemieckiej tradycji i dotowali [ czyli kontrolowali, w
            rzeczywistosci, dop.moj] calkowicie panstwowe teatry". Z jakiego okresu
            ta "tradycja niemiecka" sie wywodzi? Organizowanie, finansowanie i
            kontrolowanie jakiejkolwiek dzialalnosci przez panstwo ktore "wie lepiej" czego
            lud potrzebuje jest z cala pewnoscia czescia myslenia socjalistyczno-
            etatystycznego.
            • Gość: Cypis model niemiecki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.05, 18:29
              Tradycja pochodzi z XIX wieku, kiedy to każde większe miasto miało swój teatr
              miejski. I nie było w tym żadnej innej ideologii, jak tylko chęć posiadania
              instytucji artystycznej w swej miejscowości.
              Władze PRL korzystały z wzorów radzieckich. Późniejsza decentralizacja w latach
              pięćdziesiatych zbliżała nas do modelu niemieckiego - rady narodowe dostawały w
              swoją gestię teatry. W pełni samorządowe polskie teatry są od 1998 - to już
              niemal system niemiecki. Niemal, bo oni są zamożniejsi.
              Kontrolowanie działalności artystów na pewno wywodzi sie z myślenia
              totalitarnego. Organizowanie i finansowanie już nie.


              • Gość: elka58 Re: model niemiecki IP: *.access.as9105.com 02.09.05, 22:39
                Finansowanie jest kontrolowaniem : who pays the piper, calls the tune.
                Naiwnoscia jest myslec inaczej. Co do twojego "modelu niemieckiego", watpie,
                aby on komukolwiek swiadomie przyswiecal, jesli w ogole cos takiego mozna
                sformulowac jako odrebny model. Jak wiadomo, wiekszosc tradycji teatralnej
                nowozytnej Europy wywodzi sie z antycznej tradycji greckiej i rzymskiej. W
                czasach Szekspira, czyli poznym szesnastym wieku, w Londynie bylo wiecej
                teatrow publicznych, anizeli w jakimkolwiek innym europejskim miescie w owym
                czasie. Instytucja teatru miejskiego, finansowanego na rozne sposoby, bardziej
                stad pochodzi, anizeli z twojego dziewietnastowiecznego "modelu niemieckiego".
                Tak czy owak, mamy wiek dwudziesty pierwszy i nalezy sie zastanowic
                czy "mecenat panstwa nad kultura" jest adekwatny do mentalnosci wspolczesnej.
                • Gość: Cypis mecenat państwa - jestem za IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 15:55
                  Elko58,
                  Zadałaś pytanie: "czy "mecenat panstwa nad kulturą" jest adekwatny do
                  mentalnosci wspolczesnej."
                  Może lepiej zadaj pytanie o państwo: czy państwo jest adekwatne do metalności
                  współczesnej.
                  Uważam, ze póki nasze społeczeństwo nie będzie miało takiej samoświadomości,
                  jak amerykańskie mecenat państwa jest niezbędny.

                  Oczywiście, kto płaci ten kontroluje. Pewnie i tak, ale wolę kont rolę
                  urzędnika, który sprawdza sprawy administracyjne, niż kontolę prywatnego
                  producenta, który każe reżyserowi zmieniać zakończenie, bo to on wie, czego
                  widz chce.

                  Model niemiecki, któy cię tak drażni, to model organizacji życia teatralnego -
                  niczego więcej. Dlatego odowłania do antycznej Grecji czy XVI-wiecznego Londynu
                  są próbą sprowadzania dyskusji do absurdu. Poza tym sprawdź proszę swoje
                  informacje - teatry w Londynie owszem były publiczne, ale prywatne. Był jeden
                  teatr królewski.
      • Gość: Boss Re: Roma: dyrekcja do wymiany: same układy! IP: *.chello.pl 02.09.05, 14:52
        Ja myślę, że jednak podstawowym problemem jest to, że pieniądze są (i to
        całkiem duże), ale dyrektorzy nie mają pomysłów, co z nimi robić. Daje się za
        mało premier, nie próbuje sie przyciągać młodych widzów, bo tzw. teatry
        lekturowe, gdzie na widowni siedzą głównie szkoły raczej do teatru zniechęcają.
        ja sam mam traumę z Ateneum, gdzie mnie ciągano jeszcze w liceum. Po kilku
        spektaklach uświadomiłem sobie, że teatr to najnudniejsza i najgłupsza rzecz na
        świecie. Moje myślenie o teatrze zmienily dopiero spektakle Augustynowicz i
        Warlikowskiego. To są propozycje, którym warto poświęcać czas.
          • Gość: C Re: Ateneum i Polski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.05, 18:43
            Sprawa jest złożona, bo Ateneum ma, niestety, swoją publiczność. I ciągłe
            komplety.
            Teatr Polski to rzeźnia. Nikt nie weryfikuje działalności tego teatru, który
            kosztuje najwiecej spośród scen samorządowych. Fatalny repertuar, na na
            widownii na 1200 widzów ledwo 200 widzów na spektaklu. Muzeum sztuki
            aktorskiej. A do tego okropna afera z ziemią przy ulicy Oboźnej, która została
            przez teatr sprzedana za 1/3 ceny. Ten teatr należy się np. Klacie, żeby mia
            scenę, na któej można poszaleć.
                • Gość: Cypis kto ma zmieniać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 16:01
                  Janusz Pietkiewicz, dyrekotr Biura Teatrów Urzędu Miasta dwa lata temu
                  zapowiadał zmiany. Nie tylko finansowe (że teatrom będzie lepiej, że będą
                  remonty), ale i programowe. Na razie BT skupia się na wydawaniu repertuaru
                  teatrów miejskich, organizowaniu parady teatrów, przygotowywaniu
                  okolicznościowych imprez.
                  Dyrektor JP chciał zlikwidować konkursy na stanowisko dyrektorów teatrów - sam
                  chciał zapraszać do współpracy. Jego jedynym osiągnieciem była próba osadzenia
                  Magdy Łazarkiewicz jako dyr. artystyczną w Teatrze Nowym Praga. MŁ po roku
                  próby zrezygnowałą (chyba pani dyrekotr naczelna TNP, p. Michalska zalazła jej
                  za skórę).
                      • Gość: harford Re: kto ma zmieniać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 14:20
                        Widziałem TNP z bliska i po roku dochodzę do następującego wniosku:
                        Teatr był panu Trzcińskiemu potrzebny jako patent na wyciąganie pieniędzy z kasy miasta (w formie
                        dotacji na imprezy Trzciniarni - przecież komercyjne). Działania teatralne - zawsze narażone na
                        krytykę i obciążone ryzykiem - nie były mu na rękę, bo mogłyby naruszyć jego znakomity PR. Dogadał
                        się z panią Michalską (jej córka została zatrudniona w Fabryce). Sądzę że o TNP już więcej nie
                        usłyszymy. Zmieni się on w maszynkę do przeprowadzania pieniędzy. Od czasu do czasu, dla
                        zachowania pozorów, wystawi się jakąś premierę. Najchętniej taką, na którą nie przyjdą krytycy.
                        Pani Łazarkiewicz popełniła parę błędów. Nie zagwarantowała sobie odpowiednio silnej pozycji w
                        przetargach z Pietkiewiczem i Michalską. Miała do wykonania zadanie niemożliwe: reaktywować trupa,
                        bo przecież TNP to tak na prawdę Teatr Nowy - ci sami ludzie, te same aktorzyny na etatach (przez co
                        nie można było zatrudnić nowych aktorów), ta sama biurokracja. Zespół (z panią Michalską na czele)
                        nastawiony na zachowanie status quo, czyli ciepłych posadek, oczywiście zareagował na wszelkie próby
                        zmian biernym oporem.
                        Łazarkiewicz, pozbawiona kontroli nad wydatkami i jakiejkolwiek egzekutywy, musiała szukać
                        przedstawień, posiadających zewnętrzne źródło finansowania. Dlatego w TNP pojawiły się początkowo
                        dość przypadkowe przedstawienia. Ale jakiego dyrektora reformującego instytucję teatralną ocenia się
                        po jednym (niepełnym) sezonie? Przecież to niepoważne.
                        Nikomu nie życzę kontaktów z warszawską biurokracją teatralną.
                  • axur Re: kto ma zmieniać? 07.09.05, 10:54
                    bo nie miała innego wyjścia, jak nowy dyrektor daje w sezonie 5 premier, z czego
                    trzy totalne klapy, to może tylko założyć worek pokutny i wyjść na ulicę
      • Gość: mama Re: Roma: dyrekcja do wymiany: same układy! IP: *.acn.waw.pl 04.09.05, 12:17
        ja tylko nie rozumiem jednego. dyrektor biura teatru i muzyki urzedu miasta
        janusz pietkiewicz wielokrotnie deklarowal, ze w warszawskich teatrach
        potrzebne sa zmiany i on ma na to zarowno pieniadze jak i przyzwolenie swoich
        zwierzchnikow. dlaczego nie jest w stanie na nic sie zdecydowac? czyzby byl
        takim tchorzem? jako dyrektor polaczonego teatru narodowego nie wydawal sie
        slabosilny... przeciez obecnie zarzadza on cmentarzem teatralnym z wyjatkowo
        pieknymi nagrobkami. nie na darmo najwazniejsza impreza warszawskiego
        srodowiska teatralnego sa coroczne powazkowskie kwesty
      • Gość: szustoff bedzie dobrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 19:58

        polski teatr przepalnia zasciankowe gwiazdrowanie
        tona kompleksow, sarmackie pazerniactwo
        i jeszcze szkolnictwo ktore wbija w glowe, ze jest sie elitana elita...
        taka francja sprzed 1789r...

        a pracowitych mlodych tworcow jest masa
        tylko malo kto chce ich dopuscic do glosu

        powinno sie zrobic tak jak Koenig mowil
        zamkanac wszystkie teatry na rok, zwolnic wszytkich [jak gornikow Taher
        odeslala z kwitkeim]
        odciac dotacje [niech poczekaja 1 rok w jakims szwarcarskim banku]

        jak sie odrodzi to znaczy ze teatr jest potrzebny
        jak zdechnie to krzyzyk na droge

        tymczasem polski teatr do studnia bez dna niczym zus...
        ladujesz i ciagle marudza ze malo
        warto by przejrzec ile poszlo na gaze aktorskie w ostatnim sezonie w teatrze
        komedia...
        no coments


        tymczasem zrobilam podliczenia sceny lemadame, ktora dziala 8miesiacy...
        Do tej pory zaprezentowaliśmy 43 teatry, które pokazały łącznie 141
        przedstawień...

        młody teatr jest co raz silniejszy
        "barbarzyncy przychodza razem z pierwszymi promieniami wiosny"
        oligarchia w polsim teatrze dlugo nie pociagnie...
        • Gość: Boss Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.chello.pl 05.09.05, 14:57
          W życiorysie tego Zaleskiego na e-teatr jest napisane, że jest na etacie w
          Polskim od 1958 roku!!! Może już np. umrzeć czas najwyższy, bo na emeryturę to
          stare pudło chyba odchodzić nie zamierza... A pierwszą premierą
          będzie "Odyseja"... Już to widzę oczyma mej rozbuchanej wyobraźni... Baśniowa
          sceneria i Odys wracający do swej Itaki... Błekitne fale ze stęchłego pluszu
          zgrabnie muskają deski sceny, a na brzegu wyczekuje stęskniona Penelopa, stojąc
          na wiatrołomie z Puszczy Kampinoskiej... Do tego aktrostwo w stylu: "O co w tym
          wszystkim chodzi? Na szczęście zaraz idziemy do domu". Ach, ach, ach... Nie
          mogę się już doczekać... Jarosław Kilian forever!!!!
          • Gość: ego a jak w Bajce? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.05, 18:14
            A co sadzicie o Kino-Teatrze Bajka? Z jednej strony wpuszcza jakieś Kopciuszki
            i inne Szczepkowskie, ale jak sie okazuje tylko tam młodzi reżyserzy nie są z
            miejsca wyrzucani za drzwi. Ula Kijak zrobiła tam spektakl o kibicach, parę osó
            debiutował o ze swoimi dramatami. Teatr koncepcji artystycznej oczywiscie nie
            ma żadnej, ale może dzięki temu dyrektor nie wyrzuca rezysera w połowie prób.
            Wychodzi na to, ze komercja to jedyna szansa na demokrację w teatrze. Czy nie
            przydałoby się wiecej takich miejsc?
            • Gość: elka58 Re: a jak w Bajce? IP: *.access.as9105.com 05.09.05, 20:41
              Nie bardzo wiem, jak jest w Bajce, natomiast chce odpowiedziec cybisowi w
              kwestii mecenatu panstwa. Na szczescie, co widac z wielu tu glosow, nie wszyscy
              sa milosnikami kontynuacji koncepcji, ktora nigdzie sie nie sprawdzila, tzn
              finansowania i kontrolowania teatru przez panstwo. Wzdychanie za mecenatem
              panstwa to niebezpieczna nostalgia. Rozumiem, ze ten mecenat (nazywajac to
              eufemistycznie) mogl byc wygodny dla niektorych a oczywiscie konieczny dla
              pozostalych jako ze nie bylo absolutnie wyboru. Wybiorczo-nostalgiczna pamiec
              zapewne przywoluje wizje artysty, ktory nie musial sie martwic o rachunki za
              elektrycznosc i pensje dla woznych, tylko "tworzyl". Slyszy sie bez przerwy od
              roznych weteranow o tym jakie to swietne byly przedstawienia w PRLu, za
              panstwowe pieniadze. Nikt sie nie musial troszczyc o widownie, bo byla
              zapewniona (szkoly, zaklady pracy no i jednak tzw elity, spragnione
              czegokolwiek z "kultury i sztuki), ani o krytykow ani o szmal. Walka, jesli
              odbywala sie, to jak tu wykiwac mecenasa i cenzure. Byc moze to napiecie
              powodowalo, ze od czasu do czasu zdarzaly sie swietne produkcje. Byc moze nie
              jest latwo przejsc do sytuacji zupelnie innych napiec, latwiejszych,
              trywialniejszych na pierwszy rzut oka. Kontynuacja kontroli panstwa, ktore
              teraz ma w nosie ideologie "artystow" i nie wytwarza zadnych tworczych napiec,
              jest nawet z tego punktu widzenia kompletnie bez sensu, nie mowiac juz o
              bezsensie ekonomicznym. Jak wiadomo, panstwowe zarzadzanie i kontrola
              czegokolwiek nigdzie i nigdy nie sprawdzilo sie na dluzsza mete.
              Bezpieczenstwo kraju i sciaganie podatkow to wlasciwie jedyne rzeczy , ktorymi
              panstwo powinno sie zajmowac. Nie wiem dokladnie, jak wygladala sytuacja miedzy
              p.Trzcinskim a teatrem, ktoremu udzielil bazy, ale sam model jest z gruntu
              niezly pod warunkiem, rzecz jasna, ze ma sie kontrakty, gdzie wszystko jest
              jasne, kto decyduje o repertuarze, swobodzie artystycznej, itd. Do tego trzeba
              prawnika, a nie kolejnego urzedasa "z centrali".
            • Gość: Mika Re: a jak w Bajce? IP: *.aster.pl 07.09.05, 16:53
              Ula Kijak nie zrobiła w Bajce niczego. Spektakl, w jej reżyserii, który w Bajce
              pokazano powstał w Gdańsku i to wcale nie z jej inicjatywy, tylko jednego z
              aktorów. W Bajce jako takiej nie powstał żaden ambitny, eksperymentalny, hurra-
              młody spektakl. Bajka jest sceną komercyjna i tylko komercyjną. Nie mieszać
              porządków.
              A w ogóle, kiedy się czyta te posty, to wiadomo, że wszystkich po trzydziestce
              należy pozabijać. Może na skałę Tarpejską albo na drzewo wysłać? Niech żyje
              młodość - bez wspomnień, bez tradycji, bez literatury, bez troski i - niestety -
              bez myśli. Za to z bebechami. Niechaj warszawskie teatry szybko przejda w ręce
              sfrustrowanych absolwentów WOT. Niech wszyscy aktorzy o znanych twarzach
              przepadną (albo zrobią sobie operacje plastyczne, żeby broń Boże nie kojarzyli
              się z telewizją) Niech ich miejsce zajmą aktorzy nieznani, nielubiani, a kto
              wie - może nieutalentowani. Niech nowa - a jakże, młoda - publiczność (nie ta
              sama, która chodzi do teatru od 30 lat) płaci za bilety na spektakle (a nie
              czeka na wejściówki) których nikt nie będzie dotowal z kieszeni podatników. I
              niech te teatry graję tylko rzeczy nieznane, autorów nowych, którzxy się
              jeszcze niczym nie zapisali. A w ogóle najlepiej, to żeby warszawskie teatry -
              wszystkie razem - przeobrazić w Madame Rozmaitości. Naturalnie pod wodzą
              Nowaka. Panie Dyrektorze Pietkiewicz - do dzieła! Dobra prasa zapewniona,
              publiczność też. A może i dotacje potrzebne nie będą.
          • Gość: trans Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:01
            Rozumiem, ze to śmiech przez łzy. Dołączam się histerycznym spazmem. A co
            najgorsze (tu Miciu nadstaw swoje wszędobylskie uszki), że już niedługo podobne
            rewelacje możemy mieć na Wybrzeżu. Nie zapominajmy, kto ostatnio zachwycał się
            najnowszą produkcją Kiliana... I kto zamierza startować w "nareszcie legalnym"
            konkursie na dyrektora w gdańsku.. Aż ciarki przechodzą...
                  • Gość: trans Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.05, 22:58
                    Przepraszam, przeze mnie zboczyliśmy z tematu. Wiem, że o Jacku Z. (wybacz
                    elka58, ale nie będę rozwijać) można rozprawiać godzinami (a z samym Jackiem Z.
                    tym bardziej), ale zamknięcie przed nim drzwi teatrów nic nie pomoże. Co
                    najwyżej odbierze nam dobrą zabawę. Lepiej więc zastanowić się, co począć? Co
                    może zrobić taki szcery, prostoduszny miłujący pokój widz(jak ja na przykład),
                    żeby zobaczyć w warszawskim teatrze coś... no przynajmniej nowego?
                    Wyborów już raczej nie wygram, na samospalenie ochoty nie mam... Pisać petycje?
                    Rzucać się do stóp dyrektorom? Ratujcie! Pomóżcie!
                        • Gość: trans Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 09:44
                          O Glińskiej nic na razie nie słychać. Najwyżej jakiś dyplom na AT zrobi. Za to -
                          kto by się spodziewał! - niejaki Teatr Powszechny zaprosił do współpracy
                          Brzyka i Kempę! On zrobi "Małego Biesa" Sołoguba, a ona "Dzień Walentego"
                          Wyrypajewa. Z kolei Dramatyczny przygarnie Kanię! Żeby ich tylko nie
                          powyrzucali przed samą premierą... I ciekawe jak sobie poradzą z naszymi
                          genialnymi zespołami aktorskimi (szczególnie z serialowym dream-teamem z
                          Powszechnego).
                            • jasiek_natolin Re: no i maly przyczynek do calej sprawy 06.09.05, 10:43
                              Może się wreszcie odczepicie od Dramatycznego?!? Od Powszechnego zresztą
                              też.Wszyscy mają pracować tak jak Wybrzeże?
                              A zespół aktorski Dramatycznego jeśli nie jest genialny,to na pewno niewiele mu
                              do tego brakuje.Tak więc ta Twoja ironia jest trochę śmieszna.
                              Kiedy to w Powszechnym czy Dramatycznym zwalniano reżyserów? Czyżby M.Englert
                              dyrektorował także tam?
                              Jak to łatwo o naiwne i krzywdzące uogólnienia!
                              A u Kani główną rolę zagra aktorka z AT.Kiedy widziałem ją w przedtawieniach
                              dyplomowych w zeszłym roku od razu pomyślałem sobie,że jest stworzona do
                              takiego teatru,jaki robi właśnie Kania.
                              • Gość: Boss Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.chello.pl 06.09.05, 12:18
                                Rzeczywiscie dramatyczny zaprasza kanię, ale już w momencie, kiedy jest ona
                                sprawdzoną i uznaną reżyserką. na tej samej zassadzie zapraszają Lupę czy
                                Warlikowskiego... A Powszechny też stoi w rozkroku. Z jednej strony
                                telenowelowe Żaki i inne, które na scenie sprawiają wrażenie, jakby nie
                                wiedziały po co tam są (ale to i tak nieważne, bo przecież wszyscy ich znają na
                                tyle świetnie, ze sama telewizyjna marka wszystko nadrobi), a z drugiej strony
                                zaprośmy czasami jakiegoś "awangardowego" reżysera (Augustynowicz czy Brzyk)
                                niech o nas nie mówią, że się nie staramy. Do tego Garaż Poff.., gdzie
                                wystawiamy lekkie i przyjemne Wariacje Bernhardowskie (no rzeczywiście to już
                                nawet nie off, ale off-off).Jasne, ze we Współczesnym jest jeszcze gorzej, bo
                                łaskawy Maciej wszelkie rozumy pozjadał, o 1982 wie jak prowadzić ten teatr, na
                                etaty przyjmuje serialowe gwiazdki, reżyserów innych niż on sam wpuszcza bardzo
                                rzadko i nawet nie próbuje. Ale Dramatyczny czy Powszechny też nie są Jaśku aż
                                tak idealne, żeby się od nich odczepiać, a t dlatego, że nie mają jasno
                                sprecyzowanej formuły.
                                • Gość: Cypis Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: 212.244.179.* 06.09.05, 12:55
                                  Bossie, Warlikowski i Jarzyna, jak i Cieplak robili w Warszawie swoje pierwsze
                                  znaczące przedstawienia. Cieślak - to mu trzeba oddać - ma nosa. Ale nie umie
                                  prowadzić teatru. Ma najlepszy zbiór aktorów w Warszawie - ale nie ma zespołu.

                                  Do Elki: naszą dyskusję czas chyba skończyć bo mamy tak różne koncepcje funkcji
                                  państwa, że i tak sie nie przekonamy.(Dla ściśłości:w Polsce są tylko trzy
                                  państwowe teatry: Narodowy, Stary i Teatr Wielki w Warszawie.)

                                  Zgadzam sie z głosem Endimione: bez pieniedzy unijnych czy samorządowych nie
                                  stać by ich było na takie przedsięwziecia. Dajcie mi przykład prywatnego
                                  zespołu, który daje sobie radę bez dotacji samorządowych czy z jakichś fundacji
                                  (nie mówię o Teatrze Sabat). Konia z rzędem.

                                  Kino-Teatr Bajka to scena do wynajęcia - jak się okazuje za rozsądną cenę. Ale
                                  także goszcząca jakieś wydarzenia. Dzięki temu udaje im sie stworzyć tak
                                  różnorodny repertuar. Takich miejsc brakuje zespołom teatralnym.


                                  • Gość: trans Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 13:59
                                    Ta propozycja zakończenia dyskusji, to nie do wszystkich mam nadzieję? Bo w
                                    sumie jeszcze do niczego konstruktywnego nie doszliśmy. Mamy parę fajnych
                                    pomysłów "co?" zrobić. Pozostaje tylko problem "jak?".
                                    Główna sprawa to chyba dać do zrozumienia naszym anty-bohaterom, że nie sa tacy
                                    wspaniali i nieomylni, jak im się wydaje. Czy (może bardziej w duchu
                                    psychologii rynku), ze bardziej OPŁACA im się przewietrzyć swoje instytucje,
                                    wpuścić młodych itp. Po cichu na pewno zazdroszczą sukcesów komercyjnych
                                    Rozmaitościom. Dlaczego więc sami tak nie spróbują? Moze zanim ich wszystkich
                                    wyrzucimy, spróbujmy ich jakoś przekonać?
                                    A co do prywatnego zespołu... Przychodzą mi na myśl same offy... Ale to nie to,
                                    to nie to...
                                    • axur Re: no i maly przyczynek do calej sprawy 07.09.05, 11:16
                                      z tego co rozumiem, sukces Rozmaitości nie ma charakteru komercyjnego, tylko
                                      artystyczno-medialno-frekwencyjny. BO TR nie wzbogaca się szczególnie na swoich
                                      przedsięwzięciach, zresztą nie takie jest zadanie dotowanej instytucji samorzdowej.

                                      Ale oczywiście to kwestia znaczenia słowa "komercyjny", które może opznaczać
                                      właśnie to, co napisałam.

                                      PIszę tylko, bo tu są strasznie nieporozumienia na poziomie terminologii oraz
                                      zrozumeinia zasad finansowo-aministracyjnych rządzących anszymi teatrami.
                                • Gość: Micia-Kicia Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 19:26

                                  Gość Boss napisał:

                                  /.../ Do tego Garaż Poff.., gdzie wystawiamy lekkie i przyjemne Wariacje
                                  Bernhardowskie (no rzeczywiście to już nawet nie off, ale off-off).Jasne, ze we
                                  Współczesnym jest jeszcze gorzej... itd.

                                  A czemu czepiasz się Bossie tych Wariacji? Zbyt inteligentne czy zbat
                                  wyrafinowane dla Ciebie? Czy może zbyt dobrze zagrane? Oczywiście, taka gra, zo
                                  arogancja wobec koleżanek i kolegów, którzy nie mają takich umiejętności. Twój
                                  odruch solidarności można zrozumieć.
                              • Gość: trans Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 13:03
                                Jaśku nie chodzi mi o poziom aktorski. Zgadzam się, że wielu jest tam świetnych
                                artystów o dużym potencjale. I oni sami doskonale o tym wiedzą, więc czują sie
                                jak gwiazdy. Bo czy stanowią zespół? czy są otwarci na nowe nurty? naprawdę
                                myślisz, że nie będzie zgrzytów w stylu : "przyszła smarkata i wydziwia"?
                                Ja sie tak tylko głośno martwię, bo w głebi duszy życzę im jak najlepiej:)
                                Jeśli pokażą, że potrafią się znaleźć w nowych formach, to pierwsza obsypię ich
                                kwieciem:)
                                A Ty Jasiu wyluzuj..
                                • Gość: brokatisdead Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.chello.pl 06.09.05, 15:45
                                  sam jasiu wyluzuj

                                  wiekszosc z Was przeocza bardzo wazna rzecz: ateneum, powszechny i dramatyczny
                                  maja swoja publicznosc
                                  i nie sa to wylansowane warszawkowe dzieciaki, studenci wotu i kulturoznawstwa
                                  czy ci, ktorym na sercu lezy dobro sztuki teatru, tylko ludzie, ktorym
                                  przyjemnosc sprawia obejrzenie realizacji dramatu, ktory lubia, a jeszcze
                                  wieksza przyjemnosc-zobaczenie aktorow, ktorych znaja z telewizji. i nikt nie ma
                                  prawa im tego zabraniac i w tym przeszkadzac, i to tez trzeba miec na uwadze

                                  a druga sprawa: warszawa wcale nie musi byc teatralnym pepkiem polski i dupa
                                  wokol ktorej sie wszystko kreci. a moze grupa tych mlodych pracuje poza stolica,
                                  bo im sie tak podoba? moze "syndrom klaty" wcale nie wynika z tego, ze
                                  warszawscy dyrektorzy zamykaja im drzwi przed nosem?
                                  (to wlasciwie nie jest pytanie retoryczne)

                                  pzdr
                                  • Gość: trans Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.05, 16:26
                                    Tak, tak... przeoczamy, nie rozumiemy.. od warszawkowego lansowania się
                                    stracilismy wzrok, słuch i inne takie..
                                    Oczywiście każdy ma prawo chlipać przy telenowelach i ryczeć przy ze śmiechu
                                    przy Kiepskich. Tylko czy musi to robić w teatrze? Jakoś wydawało mi się, że w
                                    teatrze to jednak chodzi o Sztukę.
                                    Przecież nie czepiam sie Komedii czy Kwadratu. Nich tam sobie chodza wszyscy
                                    wielbiciele seriali na żywo. Ale Ateneum czy Dramatyczny to legenda, to
                                    tradycja, to sceny, które mają pewne artystyczne zobowiązania.
                                    I wcale nie chodzi o to, by nagle wszyscy młodzi runęli hurmem do Warszawy.
                                    Nie, zeby TYLKO tu sie coś działo. Jeśli mowa o prawach, to Warszawa po prostu
                                    TEŻ ma prawo do dobrego teatru.
                                    • Gość: brokatisdead Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.chello.pl 06.09.05, 17:33
                                      jeno w tym teatrze to tylko nam sztuke koneicznie przez duze Sz dawac
                                      pfff

                                      a jednak - dla przecietnego (czyz nie chcemy aby teatr sie wydobyl z getta?)
                                      konsumenta teatru najwazniejsza jest przyjemnosc. to, czy jakis spektakl moglby
                                      sie pomizdrzyc z powodzeniem do grotowskiego to zajecie tylko dla krytykow.
                                      wez zaprowadz pania co przyszla na namietna kobiete pareset metrow dalej na
                                      oczyszczonych - zrobisz jej po prostu krzywde
                                      a o czym swiadczy pojawianie sie raz na jakis czas watku pod tytulem: w co mam
                                      sie ubrac do teatru? proponuje poczytac w owych posty
                                      tylko mi tu nie imputowac, ze odmawiam owemu konsumentowi prawa obcowania z tym
                                      duzym Sz.

                                      i tu uwaga (takze) do wymiany zdan miedzy cypisem a elka 58: masz Ci, elko, taka
                                      tamare w warszawskich lazienkach. zaden aparat panstwa sie w to nie mieszal. no
                                      i co? ocieractwo aktorami to to, o co chodzi? (argument polserio)

                                      ja tylko chcialam zauwazyc, ze to jest naprawde ale to naprawde duzo bardziej
                                      skomplikowane niz wysylanie zaleskiego na szafot
                                      i na boginie, kto nie jest z wami, nie znaczy ze jest przeciwko wam
                                      • Gość: Boss Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.chello.pl 06.09.05, 17:51
                                        /Że jest skomplikowane to jasne. Jeżeli chodzi o panie chodzace na Namiętne
                                        kobiety też zgoda, tyle tylko, że w ok. 20 dużych warszawskich teatrach nie
                                        mogą powstawać same takie namiętne, a to do tego zmierza. I to jest przykre...
                                        A skoro już komplikujemy... to jest też tak, ze im gorsze gó.. sie ludziom
                                        podsuwa, tym łatwiej sie do tego przyzwyczajają i niestety przez takie myślenie
                                        teatr funkcjonuje dla wielu jako możliwość wieczorowego "wyjścia". Nie chodzi
                                        mi teraz o to, że to jest źle, ale o to, że takie podejście nie powinno być
                                        jedynym. W Anglii np. z powodzeniem działają inicjatywy typu Community theare,
                                        u nas coś w tym stylu próbuje się robić w Wałbrzychu, Legnicy czy wybrzeżu.
                                        wchodzi się w jakieś środowisko, by razem z nim wspólorganizować spektakl. U
                                        nas natomiast tetar jest rozrywką dla bogatych i Oczyszczeni to też nie jest
                                        dobry przykład zaangażowanego teatru bo bilety są tak drogie, że stać tylko
                                        nielicznych...
                                      • Gość: Boss przyczynek IP: *.chello.pl 06.09.05, 17:54
                                        /Że jest skomplikowane to jasne. Jeżeli chodzi o panie chodzace na Namiętne
                                        kobiety też zgoda, tyle tylko, że w ok. 20 dużych warszawskich teatrach nie
                                        mogą powstawać same takie namiętne, a to do tego zmierza. I to jest przykre...
                                        A skoro już komplikujemy... to jest też tak, ze im gorsze gó.. sie ludziom
                                        podsuwa, tym łatwiej sie do tego przyzwyczajają i niestety przez takie myślenie
                                        teatr funkcjonuje dla wielu jako możliwość wieczorowego "wyjścia". Nie chodzi
                                        mi teraz o to, że to jest źle, ale o to, że takie podejście nie powinno być
                                        jedynym. W Anglii np. z powodzeniem działają inicjatywy typu Community theare,
                                        u nas coś w tym stylu próbuje się robić w Wałbrzychu, Legnicy czy wybrzeżu.
                                        wchodzi się w jakieś środowisko, by razem z nim wspólorganizować spektakl. U
                                        nas natomiast tetar jest rozrywką dla bogatych i Oczyszczeni to też nie jest
                                        dobry przykład zaangażowanego teatru bo bilety są tak drogie, że stać tylko
                                        nielicznych...
                                        • Gość: brokatisdead Re: przyczynek IP: *.chello.pl 06.09.05, 18:15
                                          Gość portalu: Boss napisał(a):

                                          > /Że jest skomplikowane to jasne. Jeżeli chodzi o panie chodzace na Namiętne
                                          > kobiety też zgoda, tyle tylko, że w ok. 20 dużych warszawskich teatrach nie
                                          > mogą powstawać same takie namiętne, a to do tego zmierza. I to jest przykre...

                                          teatrow w warszawie repertuarowych mamy 19 (zgadza sie?), wiec niemozliwe. nie
                                          demagoguj, no

                                          > A skoro już komplikujemy... to jest też tak, ze im gorsze gó.. sie ludziom
                                          > podsuwa, tym łatwiej sie do tego przyzwyczajają i niestety przez takie myślenie
                                          > teatr funkcjonuje dla wielu jako możliwość wieczorowego "wyjścia".

                                          a ja sie pytam: co w tym zlego?? (oczywiscie podsuwanie gowna smierdzi)

                                          >Nie chodzi mi teraz o to, że to jest źle, ale o to, że takie podejście nie
                                          powinno być
                                          > jedynym.

                                          oczywiscie ze tak, ale to nie powod zeby puszczac z dymem namietne kobiety, bo
                                          do tego zaczales. i wobec tego tylko mam zastrzezenia

                                          >W Anglii np. z powodzeniem działają inicjatywy typu Community theare,
                                          > u nas coś w tym stylu próbuje się robić w Wałbrzychu, Legnicy czy wybrzeżu.
                                          > wchodzi się w jakieś środowisko, by razem z nim wspólorganizować spektakl.

                                          a mnei sie wydaje ze off w warszawie ma sie coraz lepiej, duzo lepiej z miesiaca
                                          na miesiac. i wydaje wiekszosc tych/takich inicjatyw dlatego nie znajduje
                                          swojego miejsca w takim ateneum, bo to po prostu niemozliwe, wlasnie miedzy
                                          innymi z powodu tych tradycji o ktorych pisal trans, i obie strony raczje na to
                                          ochoty nie maja

                                          >U
                                          > nas natomiast tetar jest rozrywką dla bogatych i Oczyszczeni to też nie jest
                                          > dobry przykład zaangażowanego teatru bo bilety są tak drogie, że stać tylko
                                          > nielicznych...

                                          to prawda
                                          wiec co z tymi rozmaitosciami w takim razie. fajne czy niefajne?
                                          w tej tu roztrzsanej kwestii znajduje rozmaitosci jako ewenement. i wlasnie
                                          dlatego ze z zaporowymi cenami jako raczej kiepski przyklad dla reszty
                                          warszawskich teatrow.

                                          bossie, czy mam dobre przeczucie, ze cala ta dyskusja sprowadza sie do tego, ze
                                          w warszawie brakuje inicjatyw belchatowskich, legnickich, gdanskicj i innych
                                          zdumiewajacych i fantastycznych (spolecznie) zjawisk? i jesli tak, to sadzisz ze
                                          podpalenie ateneum to zmieni? i jestes pewien, ze kazda swieza krew bustro
                                          brzegi rwie?
                                          no i pytanie o ten syndrom klaty to do Ciebie :)
                                          • Gość: BOss Re: przyczynek IP: *.chello.pl 06.09.05, 23:33
                                            Brokatisdead nie widzę z tobą niestety żadnej sensownej płaszczyzny
                                            porozumienia. Z twojego wpisu wynika, że teatry zawodowe, które skrupulatnie
                                            policzyłeś, powinny robić mało ambitne komedie, bo to sie podoba starszym
                                            paniom... I nie bierzesz pod uwagę trochę bardziej wymagających widzów. Twoim
                                            zdaniem ambitne, zaangażowane spektakle to działka teatrów offowych, żeby nie
                                            szły na to państwowe pieniądze. a ja bym chciał, jako jeden z podatników, żeby
                                            robiły to zawodowe, repertuarowe teatry. Namiętne niech sobie powstają, ale na
                                            Boga, niech teatr nie nazywa się Współczesny, jesli ze współczesnością dawno
                                            już przestał mieć cokolwiek wspólnego. Tradycja Ateneum to tradycja teatru, w
                                            którym nie robi się sztuk bulwarowych jak ma to miejsce teraz i mam wrażenie,
                                            że o tym pisze Trans. Jeżeli uważasz, ze Rozmaitości da się załatwić
                                            plakietką "fajne" lub "niefajne" to chyba nie ma sensu z tobą rozmawiać. A w
                                            syndrom Klaty nie wierzę. Myślę, że wynika on po prostu z braku możliwości i
                                            krótkowzroczności warszawskich reżyserów...
                                            • Gość: brokatisdead Re: przyczynek IP: *.chello.pl 07.09.05, 00:45
                                              boss, spoko
                                              sie po prostu nie zgadzamy

                                              teatrow skrupulatnie nie liczylAm, tylko mi o tym powiedziane w szkole, tak samo
                                              jak i Tobie ;)

                                              i napisalam juz, ze nie jestem przeciwko frakcji "spalic ateneum"
                                              tylko przyznam szczerze, Wasz sposob formulowania postulatow trąci mi odwalaniem
                                              meteorytu z papy czy innymi wybrykami wszakow w roznych zachetach
                                              (no, bez obrazy)
                                              daj konkrety, no przekonaj mnie
                                              bo sory ale posciaganie debesciakow do warszawy i w konsekwencji niejakie
                                              uzasciankowienie reszty kraju to pomysl nierozsadny.

                                              mozesz nie wierzyc w syndrom klaty, ale po raz kolejny tutaj trzeba postawic o
                                              ow pytanie. przeciez z czegos musi wynikac to, ze do warszawy mlodzi/mlode
                                              niechetnie zlatuja. ale nie wmowisz mi ze wszyscy w stolicy sa m.englertami.

                                              (z tradycji ateneum slowami nowaka milusinskiego: Dyrektor warszawskiego teatru
                                              Ateneum Janusz Warmiński, gdy dowiedział się, że część jego zespołu dojeżdża na
                                              próby autobusami, natychmiast im tego zabronił. Zaczął zwracać aktorom za
                                              taksówki i tłumaczył: "Widz w teatrze nie może spojrzeć na twoją twarz i
                                              stwierdzić - o, to ten facet z autobusu".
                                              smaczny cytacik, co nie? gorzko-slodki taki)

                                              a z tymi rozmaitosciami to sie nam rozminelo
                                              przecie sie nie pytalam o ich fajnosc
                                              chcialam sie tylko dowiedziec, czy to jest jakis model, sytuacja wzorcowa i
                                              dlaczego tak i dlaczego nie
                                              bo raz czytam tak raz inaczej. no i co no

                                              naprawde, wspolczesnemu dajcie/dajmy pokoj
                                              tak naprawde karygodne to jest mizdrzenie sie do tych bardziej wymagajacyh
                                              widzow jakimis hosztaplerskimi merlinami

                                              nie pisz ze nie ma sensu ze mna rozmawiac, przekonaj mnie (pewnie nie tylko
                                              mnie), tylko konkretnie i jasno. oczywiscie jesli Ci sie chce
                                              wszak gra warta swieczki (a swiecznikow.?%+&^@#*1)
                                              • Gość: trans Re: przyczynek IP: *.MAN.atcom.net.pl 07.09.05, 09:44
                                                A jesienią będzie w Warszawie przegląd przedstawień Klaty... Może więc szanowny
                                                patron syndromu nie nienawidzi stolicy tak bardzo, jak sie zdaje.
                                                Swoją drogą piękny gest Warmińskiego wydaje mi sie leciuchno schizofreniczny.
                                                To wydawanie forsy na akcję "facet z autobusu" sie opłaca, a że pozostaje
                                                kwestia "facet z serialu marki polsat>> to juz nikomu nie przeszkadza?
                                            • axur Re: przyczynek 07.09.05, 11:21
                                              a ty wiesz, co dawano kiedyś w teatrzykach varietes? czyli w rozmaitościach? to
                                              dopiero było gó...

                                              a jednak naszym Rozmaitościom to nie rpzeszkadza, że się tak nazywają.
                                    • axur Re: no i maly przyczynek do calej sprawy 07.09.05, 11:36
                                      no brokacie, tak, brawo

                                      jakieś straszne to wszystko ogólne, ale wniosek można wysnuć z całości - brak
                                      nam rozsądnych i mądrych dyrektorów teatru, swiatłych menadżerów sztuki,
                                      zdolnych współpracować z artystami tak, by ich nie ograniczać, ale dyscyplinować
                                      (to nie to samo), umiejących myśleć o swoim teatrze jako o całości,
                                      zachowujących proporcje między sztuką wysoką a podobającą sie publiczności. I
                                      dobrze liczących kasę.

                                      POza tym, jak na miasto o niemal 20 teatrach dotowanych i niemal drugim tylu
                                      prywatnych+offowych+stowarzyszonych, to Warszawa jest chyba miastem o
                                      zachwianych proporcjach. Tzn. Bardzo dużo pieniędzy wydaje się na instytucje,
                                      które i tak muszą dostać pieniądze (bo samorząd jest ich organizatorem, mają to
                                      w statucie), nie oceniając ich działalności artystycznej. I tu widać, że elka
                                      nie do końca miała rację. Bo być może wtedy taki np. Polski ruszyłby się z
                                      miejsca, gdyby (poza zmianą dyrekcji, bo to jest oczywiste rozwiązanie sytuacji)
                                      po obejrzeniu raportów kasowych cofnięto mu 70% dotacji (nie wywiązujecie się z
                                      zadań statutowych/planów repertuarowych/czego tam jeszcze - nie płacimy). Nie
                                      chodzi o to, żeby państwo rządziło kulturą, tylko żeby ją dofinansowywało. Ale
                                      nie na ślepo, tylko celowo. Tylko u nas nigdy nie wiadomo, kto ma ocenić i
                                      zdecydować, jakie przedsięwzięcie będzie warte dofinansowania.
                          • Gość: haj Re: no i maly przyczynek do calej sprawy IP: *.aster.pl 07.09.05, 17:21
                            I do tego Powszechny zaprosił przedtem: Bogajewską (Tlen), Walczaka (Podróż do
                            wnetrza pokoju), Kotańskiego (Tajemna ekstaza), Tomasza Mana (Bizio -
                            Porozmawiajmy o życiu i śmierci), Grzegorza Wiśniewskiego (Letnicy, Białe
                            małżeństwo), rezyseruje w nim regularnie Cieplak (Król Lir, Słomkowy kapelusz,
                            Egzemplarz.
                            Jak chcesz - Transie - wytaczać armaty przeciwko Powszechnemu, to przynajmniej
                            sprawdź, jaką masz amunicję. Policz premiery, sprawdź ile było utworów i
                            rezyserów nowych na warszawskim rynku. Bądź chociaż rzetelny.
    • Gość: pap Z OSTATNIEJ CHWILI IP: 212.244.179.* 06.09.05, 13:05
      z wywiadu z Michałem Merczyńskim:www.e-teatr.pl/pl/artykuly/15851.html
      Pan też jest marką: od dwóch tygodni pełni Pan funkcję dyrektora Polskiego
      Instytutu Sztuki Filmowej...

      - W moich planach na najbliższe sześć lat instytut nie figurował. Kontrakt
      dyrektora naczelnego warszawskiego Teatru Rozmaitości wygasa z końcem roku,
      może rozejdziemy się nawet wcześniej. Do kierowanej przeze mnie Malty żywię
      uczucia zgoła ojcowskie. Lubię polifonię, ale dwa festiwale, teatr i zakładanie
      instytutu filmowego na raz - tak można żyć ostatecznie przez miesiąc.


      • Gość: chotkos rezyser=dyrektor?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 18:07
        ostatnio zastanawialem sie z moja znajoma dlaczego tylu rezyserow zostaje
        dyrektorami. i jaki to ma w wiekszosci wypadkow fatalny wplyw na teatr.
        czlowiek z natury jest prozny, dlatego bardzo czesto rezyser dyrektor zamienia
        teatr panstwowy w teatr prywatny, patrz maciej englert, ktory mial bodajze
        32lata obejmujac dyrekcje wspolczesnego a sam teraz twierdzi ze teatr to nie
        jest miejsce na eksperymenty mlodych...
          • Gość: Boss Re: rezyser=dyrektor?????? IP: *.chello.pl 07.09.05, 19:06
            Rzetelny Teatr! Ależ to brzmi! Rozumiem, że rzetelny dla Endimione jest
            synonimem "nudny", bo inaczej o teatrze Macieja Englerta powiedzieć nie można.
            Ciągle ta sama estetyka, te same chwyty, ten sam rodzaj sztuk. Jak się od 1982
            roku siedzi we własnym sosie to trudno się w nim nie utopić. A englert tyle lat
            już siedzi. Z trzech premier w sezonie dwie są reżyserowane przez niego.
            Zgadzam się z Chotkosem i myślę, że świadczy to nie tyle o próżności, co o
            pazerności... Podobnie jest z Brzozą w Studio!
            • Gość: szu Re: rezyser=dyrektor?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 23:22
              broid, wez Ty sie tak nie zazekaj ze nie lubisz dobrego, rzeskiego,
              wymagajacego teatru
              bossowi chodzi o to ze jeden TR z mega produkcjami [drogimi biletami], punkowe
              le madame [tanio i czesto za skromnie] nie wygeneruja jak na razie takich
              kantorow, szajnow, swinarskich, hubnerow, grotowskich...
              /przepraszam ;)/
              a teatr mieszczanski musi istniec bo spoleczenstwo jest mieszczanskiej
              pytanie tylko o proporcje

              a chotkos ma racje
              po cholere artysci zostaja dyrektorami artystycznymi? do tej funkcji trzeba
              czytac ksiazki i gazety i umiec myslec i wiedziec co sie dzieje wokol
              a niekoniecznie robic zywy teatr...

              a ja kiedys zaloze porzadna prywatne szkole aktorska...
              ja szukam dziury w szkolnictwie artystycznym

              napompowaniu mlodziezy przez zacnych profesorow mowie: nie
    • Gość: mama Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.acn.waw.pl 08.09.05, 10:07
      Bo ja sobie dzieci mysle, ze kluczem do zmiany sytuacji w warszawskich teatrach
      jest brak determinacji u dyrektora Biura Teatru i Muzyki Janusza Pietkiewicza.
      Znam chlopaka jeszcze z czasow studenckich na owczesnym SGPiS, czyli obecnym
      SGH. Wtedy byl odwazny, kreatywny, zaangazowany w studenckie zycie kulturalne.
      Odwagi starczylo mu jeszcze na podjecie beznadziejnego zadania prowadzenia
      Teatru Narodowego. Ale potem sie przestraszyl. Zwiazany towarzysko z kregami
      SLD, powiazany z Lwem Rywinem i Heritage Film, by przetrwac w ukladzie
      PiSowskim musi popisywac sie przede wszystkim talentami wazeliniarskimi. Stad
      to cale jego zaanagazowanie w imprezy patriotyczne, koscielne, jubileuszowe. Od
      czasu do czasu wystrzeli z jakims bombastycznym pomyslem jak ten o przebudowie
      Sali Kongresowej, ale przede wszystkim to sie boi. A przeciez, gdy zostawal
      dyrektorem Biura Teatrow to w wywiadzie dla rzeczpospolitej zapowiadal
      rewolucje:
      ,,Zależy nam na tym, by teatry przestały oszczędzać kosztem poziomu
      artystycznego, grając małoobsadowe farsy, ze skromną scenografią'' - he he he -
      fajne zamierzenie, prawda? Tylko, ze nic sie nie zmienilo. Jak rzneli
      maloobsadowe farsy tak rzna.
      i drugi jeszcze smaczniejszy kawalek i bardzo a propos naszej dyskusji:
      ,,Chcę wprowadzić umowy o wieloletnim zatrudnieniu. Celowo nie mówię o
      kontraktach, które są zobowiązaniem dwustronnym, także finansowym. Roczny cykl
      planowania wydatków publicznych uniemożliwia przyjmowanie zobowiązań o
      gwarancjach finansowych dłużej niż na rok. Umowy wieloletnie pozwalają na
      planowanie repertuaru, dadzą dyrektorom poczucie stabilności, pozwolą
      przeprowadzać zmiany w spokojny sposób. W połowie kadencji będziemy oceniać
      realizację uzgodnionego przy zawarciu umowy programu i ustalać, czy dyrektor ma
      szansę na następną kadencję'' - no i co??????? komu taki kontrakt dano i kogo w
      polowie kadencji oceniono??????
      a teraz, uwaga, perelka:
      ,,Warto się zastanowić, czy tak jak w dyplomacji, ukończenie określonego wieku
      nie powinno łączyć się z automatycznym przejściem na emeryturę. Taki przepis
      funkcjonuje w teatrach w wielu krajach zachodnich. Trzeba uszanować dorobek
      mistrzów, ale pamiętajmy, że obejmowali dyrekcję w młodym wieku''
      W gebie silny. W dzialaniach ukladowy. Szkoda Janusz, nie na to sie umawialismy
      w Hadesie.
      • axur Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? 08.09.05, 10:25
        to zdaje się wszyscy wiedzą, że Pietkiewicza trzyma za... ręce jedna pani, którą
        z kolei za... ręce trzyma Kaczka i facet po prostu nie ma ruchu. On czasami
        wygląda jak syn tłamszony przez nadopiekuńczą mamusię.

        Zgadzam się z chotkosem, ze artyści dyrektorami naczelnymi to porażka - ale i
        wielu artystyów nie jest dobrymi dyrektorami artystycznymi.

        Obawa moja, nieskromna bardzo ale jest następująca: zmiany będą możliwe dopiero
        wtedy, gdy nasze (bądź to 5 lat starsze) pokolenie osiągnie taki wiek i
        doświadczenie, że nie będzie się nas traktować jak gó..arzy. Chyba, że nas też
        zepsuje system, układy i polityczne smrody.

        Ale może nie...
          • Gość: Don Quijote Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.09.05, 11:09
            O właśnie,trafne spostrzeżenie...
            A poza tym,to nie rozumiem,dlaczego oczekujecie,że każda wizyta w teatrze
            dostarczy Wam kolosalnych wrażeń,że zawsze będziecie zadowoleni. Przecież
            rozczarowania i porażki muszą być wpisane w teatr.Tym bardziej,że zrobienie
            przedstawienia,które spełniłoby wszystkie oczekiwane i przeczuwane
            zamierzenia,graniczy z niemożliwością.
            Tak więc albo trzeba przyzwyczaić się do bólu tyłka w teatrach ,albo chadzać
            tam znacznie rzadziej.
            A na dodatek wszyscy przeceniacie znaczenie struktur organizacyjnych samego
            teatru.
          • Gość: endimione Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.acn.waw.pl 08.09.05, 12:00
            Ludzie, a co wam te farsy tak przeszkadzają? Jeśli są dobrze robione - to chyba
            nie ma żadnego problemu. Farsa farsie nierówna, czym innym są niektóre ramoty z
            Kwadratu a czym innym jest "Namiętna kobieta" ze Współczesnego co go tak
            nienawidzi Boss.
            A tak postukajcie w repertuary - ile tak naprawdę tych fars jest w menu każdego
            teatru? Z tego, co niektórzy piszą wynikałby, że Wawa nic nie robi tylko gra
            farsy. A to nie jest do końca prawdą. Że starsi reżyserzy puszczają czasem
            gnioty? przperaszam, a ile gniotów wypuścili ci młodzi? "Macbetha 2007" czy
            "Bash" albo "Letników" nie było? "Albo "Makbeta" w polskim? Czy "Roea i Julii"
            na torwarze? Ludzie! rozsądku trochę! Co jest bardziej szkodliwe? Ta wasza
            znienawidzioan komedyjka ze Współczesnego czy full wypas Jarzyny w Bumarze?
            Chyba to drugie. Droższe i zdecydowanie głupsze.
            A co Wam te bufety przeszkadzają? Że co? Że się trzeba umieć zachować w
            publicznym miejscu? A co w tym jest nagannego? Teatr to nie dżungla ani chlewik
            gdzie każde zwierzę idzie po swoje. Trochę kultury może! :-)
            A Bossowi co tak bufetów i kłaniania sie nie lubi można powiedziec tylko: na
            ukłony i pozdrowienie trzeba sobie zasłużyć. Oni się sobie kłaniają, bo się
            znają od lat. A co w tym złego? To że się znają 30 lat to ma oznaczać, że co? Do
            domu starców? Eutanazji ich poddać? A może żal Ci, że nie należysz do tego
            towarzystwa?
            Ludzie! Przecież Wy też kiedyś będziecie mieć 50 lat! I jak będziecie pisać
            takie bzdury a co najgorsze w nie wierzyć, to sobie tak skutecznie wmówicie, że
            następni młodzi nie będą nas usuwać tylko podrzynac nam gardła! Wasze dzieci to
            zrobią! Może troszkę rozsądku?
            • Gość: Cypis Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: 212.244.179.* 08.09.05, 12:47
              Wojne wypowiedziałbym nie scenom, które tylko przeżerają pieniądze: Teatr Na
              Woli, Komedia, Rampa.

              Argument o fatalności rządów dyrektora-artysty jest co najmniej niezrozumiały.
              A Axer, a Dejmek, a, Grzegorzewski, a Cywińska, a Augustynowicz, a Jarzyna, a
              Kruszczyński, a Głomb, a Miśkiewicz. Jednym się udaje, innym nie.

              W Warszawie brak osobowości. Choć pokażcie mi teatr, w którym mogłyby powstać
              takie przedstawienia, jak "Bambini di Praga" czy "Wniebowstąpienie". We
              Współczesnym, tak jak nigdzie, jeszcze funkcjonuje zespół.
                • Gość: ++++ Re: Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.chello.pl 08.09.05, 22:01
                  No tak, wszyscy są dla siebie tak sympatyczni w tym teatrze, że aż grać nie ma
                  kto, a i czego grać też za bardzo nie ma... Nijaki ten teatr cholernie, ale
                  ważne, że jest sympatycznie... Ja osobiście natomiast lubie pierogi z serem,
                  świetne ciasto, bardzo dobry ser i jak jeszcze sympatyczni kucharze i kelnerzy
                  to już zupełnie super...
                    • Gość: Boss Re: czy to Ty Dea? ;))))) IP: *.chello.pl 08.09.05, 23:38
                      To prawda. Jestem w szoku, że większość dyskutantów tak zachwyca się
                      warszawskimi teatrami, w których nic się nie dzieje. A jeżeli o farsy chodzi,
                      to kiedy Piotr Kruszczyński został dyrektorem w Wałbrzychu, zadecydował, że
                      wyrzuca z repertuaru wszystkie farsy. Wyszedł z ambitniejsza propozycja i
                      właśnie w ten sposób podbił widownię. Ale widownia warszawska chyba nie jest
                      wymagająca, dlatego ciasto na pierogi na samej wodzie bym proponował bez
                      jajka... A dla fanów Polskiego, Ateneum, Wspólczesnego, Studio itp. to niech
                      samą mąkę bez wody szamią, bo to przecież bz znaczenia mydło czy powidło...
                      • Gość: brokatisdead i znowu IP: *.chello.pl 09.09.05, 00:51
                        boss, sory, ale zaczyna byc irytujaco
                        nie zarzucaj forumowicz/k/om ze lubia niewykwintna szame i nie sromaj sie na
                        dziewczeta ktore bardzo chcialyby sprzedawac programy w jakims teatrze, tylko
                        postaraj sie usystematyzowac te rozmowe
                        wszak sam rozpetales to pieklo :)
                        takimi postami nie sprowokujesz do dyskusji, lecz mialka ja uczynisz,o

                        postawiono tu kilka bardzo waznych pytan, na ktore nie odpowiadasz, tylko cos
                        krecisz, moj drogi
                        ja caly czas chce wiedziec, gdzie poslesz bardzo duza grupe widzow powszechnego
                        i innych wspolczesnych po swojej rewolucji, naprawde bardzo chce wiedziec

                        bo ja na przyklad wole isc na takiego czeskiego kubusia (grand prix festiwalu
                        szkol) niz na h. klaty. bo choc kubus z gruntu i w szpiku tradycyjny, to jednak
                        poledwiczki to cielece z szafranem i innymi truflami i to pierwszej swiezosci,
                        podcas gdy h. niczym sajgonka z golebia i psa.

                        albo taki macbeth 2007. co z tego ze superextra uau jestesmy w fabryce i jarzyna
                        (on to taka cukinia wrzesniowa?), skoro miejsce zupelnie nie wykorzystane, a
                        przez wiekszosc czasu mam wrazenie ze jestem w teatrze wolnym (uwolnionym), ale
                        przez antoine'a. wiec sory, ale przekonuj.

                        samo rozpirzanko nie wystarczy

                        i ot do endimione i innych wielbicieli tej okropnej mlodziezy i sfrustrowanych
                        wotowcow: apeluje, dajcie spokoj, zalozcie se akis watek na rzyganie czy co,
                        niech choc tu bedzie czysto



                        ość portalu: Boss napisał(a):

                        > To prawda. Jestem w szoku, że większość dyskutantów tak zachwyca się
                        > warszawskimi teatrami, w których nic się nie dzieje. A jeżeli o farsy chodzi,
                        > to kiedy Piotr Kruszczyński został dyrektorem w Wałbrzychu, zadecydował, że
                        > wyrzuca z repertuaru wszystkie farsy. Wyszedł z ambitniejsza propozycja i
                        > właśnie w ten sposób podbił widownię. Ale widownia warszawska chyba nie jest
                        > wymagająca, dlatego ciasto na pierogi na samej wodzie bym proponował bez
                        > jajka... A dla fanów Polskiego, Ateneum, Wspólczesnego, Studio itp. to niech
                        > samą mąkę bez wody szamią, bo to przecież bz znaczenia mydło czy powidło...
                        • jasiek_natolin Re: i znowu 09.09.05, 08:34
                          A może powiesz ,Bossie,czy oglądałeś Makbeta w reż. Kruszczyńskiego w tak
                          znienawidzonym przez prawie wszystkich Teatrze Polskim? Może jednak lepiej
                          obejrzeć jakąś idiotyczną farsę i porechotać przez dwie godziny niż w tym samym
                          czasie zastanawiać się,co to za brednie dzieją się na scenie w czasie oglądania
                          Makbeta?
                          Ciekawe,jak to naprawdę jest w tym Wałbrzychu? Może po prostu zasługą
                          Kruszczyńskiego jest to,że uratował ten teatr przed agonią,a poziom spektakli
                          jest jest taki sobie? Nie wiem oczywiście,ale jeśli sądzić po "Locie..." w
                          reż.Kleczewskiej,to właśnie tak chyba jest:ot porządny teatr,który fajnie się
                          ogląda. I tyle. W Warszawie też znajdzie się kilkanaście takich przedstawień.
                          "Made in Poland"? To samo.
                          Ciekawe jak to jest z Makbetem Kleczewskiej czy z Klatą.
                          I Ty mówisz,że Warszawa jest be...
                          I może powiedz,jaki to teatr chciałbyś oglądać na deskach warszawskich
                          teatrów,bo jak na razie to ograniczasz się do impertynenckich ogólników. Jak
                          jakiś oszołomiony lewak,który lewituje tysiąc metrów nad ziemią.
                      • Gość: Mika Re: czy to Ty Dea? ;))))) IP: *.aster.pl 09.09.05, 09:53
                        Bossie, a ileż to fars jest granych w Ateneum, Polskim, Współczesnym,
                        Powszechnym itd (jak sie wyrażasz) razem wzietych? Bo ja widzę Króla Edypa,
                        Gezę dzieciaka, Króla Leara, Becketta i wiele innych różności. W warszawskich
                        teatrach repertuarowych widzę dużo bardzo różnych sztuk - i starych, i nowych.
                        Tak jak to powinno być w teatrze repertuarowym ze stałym zespołem. I
                        publiczności, i aktorom, i reżyserom potrzebny jest płodozmian. Wiedział o tym
                        doskonale Peter Hall, kiedy tworzył stały zespół Royal Shakespeare Company. Sam
                        jednego dnia reżyserował Szekspira a następnego dnia farsę. A co takiego złego
                        jest w farsie? Dobrze zagrac farsę jest niezwykle trudno. Przywoływany już na
                        tym forum Hubner też miał na swoim koncie farsy (choćby Czarna komedia, której
                        polską prapremierę wystawił w Krakowie).Fars - w rozsądnych proporcjach - nie
                        wstydzą się najbardziej szacowne sceny na świecie. I ten ukochany Nowak też -
                        obok szybkiego teatru miejskiego i zapraszania Kani - grał równo farsy.
                        Chociażby upiorne Run for Your Wife i kilka innych rzeczy doprawdy podrzędnego
                        gatunki. I jakoś nikt mu tego nie wypomina. Widac tylko w Warszawie Farsa to
                        hańba. Ale to tak na marginesie. Każdy reżyser wie, że dobra realizacja farsy
                        to kolosaaaalna praca. To zegarmistrzowska robota i wymaga przede wszystkim
                        warsztatu Nie wystarczy wrzucić aktorów do niekonwencjonalnej przestrzeni,
                        zaopatrzyć ich w mikroporty albo wbrew właściwej teatrowi umowności, kazać
                        Ofelii się naprawdę topić. To też są grepsy - tylko trochę inne. Wymachujesz,
                        Bossie, hasłami. Zaślepia Cię i żera frustracja. Trochę mniej emocji w
                        dyskusji. Trochę mniej podciągania faktów pod własne tezy.
                        • Gość: Boss Re: czy to Ty Dea? ;))))) IP: *.chello.pl 09.09.05, 16:28
                          O własnie... dobrze zagrać farsę... We Współczesym w Szczecinie u Augustynowicz
                          też są farsy, ale zrobione z klasą i przede wszystkim nie jest to pusta porcja
                          śmiechu... to są bowiem farsy, które coś mówią o świecie. Próbują dotknąć jakiś
                          problemów współczesnego świata. Podjąć z widzem dialog nie tylko na poziomie
                          wzajemnego umizdrzania się... Jeżeli chodzi o widzów Powszechnego czy Studio to
                          jest ich coraz mniej, bo nijakie profile tych teatrów odstraszają... Jeżeli na
                          przedstawieniu jest zajęta połowa widowni to już jest dobrze. Studio grywa
                          tylko monodramy, albo małe obsady - tamtejszy zespół został zarżnięty... Przede
                          wszystkim jednak wszystkie te teatry nie dopuszczają nawet takiej możliwości,
                          że mogłyby cokolwiek istotnego powiedzieć o świecie. Poza tym brakuje
                          różnorodności, która każdemu dałaby szansę znaleźć coś dla siebie... Zgadzam
                          się z Szu, że Rozmaitości, LeMa i czasem Dramatyczny nie nadrobią totalnego
                          bezrybia artystycznego w warszawskic teatrach
                        • Gość: Boss Re: czy to Ty Dea? ;))))) IP: *.chello.pl 09.09.05, 16:46
                          Widocznie każdy widzi, co chce, bo ja tam widzę: Frederick czyli bulwar
                          zbrodni, Kolacja dla głupca, Pan inspektor przyszedł, małe zbrodnie małżeńskie,
                          Czego nie widać (zrobione tak, że wszystko widać), Wariacje Bernhardowskie,
                          Zieloną Gęś , Gry pałacowe, Pułapkę na myszy, Namiętną kobietę czy głupawego
                          Doktora Hausta. Nawet Cieplak w Powszechnym robi Kumoszki czy Słomkowy, a co
                          ambitniejsze rzeczy u Meissnerowej we Wrocławiu. A czym jest Happy end w
                          Nrodowym w wersji Bradeckiego jak nie piękną i zgrabną farsą? Z Brechtem to ma
                          tyle wspólnego co piernik z wiatrakiem... Zreszta nie o farsowość tutaj chodzi
                          tylko o to, żeby to nie było komletnie oderwane od rzeczywistości... I wierzę w
                          to, że znajdą się widzowie, któzy zamiast kolejnej szmiry wybiorą teatr, który
                          będzie mówił rzeczywiście o nich... Potwierdzają to sukcesy Wałbrzycha,
                          Legnicy, Wybrzeża czy nawet warszawskich Rozmaitości
              • Gość: chotkos Co zmienić w warszawskich teatrach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 18:06
                le madame nie jest dotowana przez miasto.
                teatr wspolczesny dotowany jest przez misto.

                zestawienie tak dwoch odmiennych teatrow nie ma racji bytu.
                porownanie le ma i wspolczesnego jest u podstaw bledne.

                dziwne czasy naszly ze w rzetelnym teatrze za panstwowe pieniadze nie ma
                miejsca dla trzydziestoletnich rezyserow.
                czy teatr englerta jest rzetelny czy nie jest to juz inna kwestia, odejdzmy na
                chwile od strony artystycznej bo tu nigdy nie dojdziemy do porozumienia i
                skupmy sie na faktach.
                englert gdy objal wspolczesny byl najmlodszym dyrektorem w polsce.
                prowadzac swoj teatr zapomnial chyba , ze kiedys ktos mu zaufal i teraz moze
                nalezalo by odbic pileczke.
                ile powstalo premier w ostatnim sezonie, ktorych englert nie wyrezyserowal?
                rezyser bedacy dyrektorem nie staje do konkurencji rynkowej.


                zastanawia mnie jeszce jedno.
                dlaczego aktorzy ktorzy nie maja etatow skazywani sa sila rzeczy na bezrobocie?
                dlaczego ktos biegajcy w piatym rzedzie w operze narodowej za spektakl dostaje
                400zl tylko dlatego , ze jest na etacie?
                dlaczego nie robi sie castingow do poszczegolnych projektow?
                dlaczego nie wprowadzi sie umow rocznych?
                etat to dozywotni socjal.
                i nie mowie ze tylko mlodzi ludzie nie maja etatow, znam swietnych aktorow 40,
                50letnich, ktorzy nie maja etatow, ktorzy na glowe bija divy i divow ;) z
                niektorych zespolow i ktorych na 98% nie zobaczymy na scenach teatrow
                panstwowych.