Dodaj do ulubionych

teatr lub teatr... tertium non datur

09.12.05, 22:36
Wątki o studiach teatralnych/teatrologicznych już się pojaawiały i
przestudiowałam ich treść, ale nie wyczerpała wszytskich moich wątpliwości
(tak to jest, jak się podejmuje 'życiowe' decyzje;)).jestem maturzystką, na
razie wiem, że bardzo chcę zajmować się zawodowo teatrem , ale ciągle waham
się w wyborze kierunku, uczelni etc.

Najbliżej na razie jestem wyboru WOTu na UJ w ramach MISHu, ale myślę też o
MISH UW ( choć antropologia teatru...tak srednio mnie to bierze)w połączeniu z
WOTem na AT.I jeszcze szczególnie interesujący kierunek - dramaturgia na
krakowskiej PWST. Na to wpadłam niedawno i bardzo jestem ciekawa,czy ktos z
was wie, jak to wyglada od strony mertytorycznej, praktycznej..w ogóle coś
nt.tych studiow.

Oczywiście, szczególnie interesują mnie perspektywy pracy, bo,jako się rzekło,
innej drogi zawodowej (niestety?) nie widzę:)
Będę bardzo wdzięczna za opinie studentów lub absolwentów wymienionych
kierunków, pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: cypis Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.chello.pl 10.12.05, 00:05
      Jeśli myślisz o pracy w zawodzie - radziłbym wybrać opcję warszawską. Czy WoT
      czy MISH? Proponowałbym kulturoznawstwo w IKP UW. Potem WoT.(Piszę to jako
      wotowiec.)
      Tak czy siak przygotuj się na pracę własną poza uczelnią. Same studia pracy nie
      załatwią.
      MISH ma jeden feler - brak stałej grupy, a przyjaciele poznani na studiach - to
      cenne.
      • szlo_sporo Re: teatr lub teatr... tertium non datur 10.12.05, 14:20
        obawiam się trochę nacisku na antropologię teatru na warszawskim
        kulturoznawstwie... Może to tak z zewnątrz wygląda, ale wydaje mi się, że jeśli
        IKP - to pod skrzydła prof.Kolankiewicza. A jak jest, pod względem hm..
        merytorycznego-humanistycznego przygotowania do zawodu na WoTcie AT? Byłam już
        zdecydowana na połączenie WoT AT- MISH UW, ale odstraszyły mnie negatywne
        opinie nt. poziomu zajęć na AT.

        A co do pracy własnej poza uczelnią - zdaję sobie sprawę, ze trzba samemu
        szukać. Dotychczas, w liceum, pracowałam trochę w organizacji festiwalu i
        jestem ciągle pod opieką tutora z UJ, na razie wszytsko idzie całkiem dobrze,
        ale zastanawiam się, czy nie warto by jednak spróbować zmian... stąd dylemat.A
        czym zajmujesz się, cypisie, poza uczelnią? Co można robić w Wawie?Może
        Warszawa faktycznie daje dużo więcej możliwości? Nie umiem ocenić. Dzięki za
        odpowiedź, pozdrawiam
        • Gość: cypis Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.chello.pl 11.12.05, 01:19
          A o co chodzi dokładnie z tym poziomem zajęć WoT AT?

          W Warszawie jest więcej możliwości, bo jest więcej teatrów. Środowisko jest jak
          wszędzie dość małe, ale nie mikroskopijne jak w innych miastach.
          Co można robić:
          praktyki po teatrach i instytucjach teatralnych (IT, Muz. Teatralne, IS PAN,),
          redakcjach gazet i innych mediów.
          Poznawac twórców i potem pomagac w realizacji ich projektów (mówiąc prościej
          produkcja).
          działać w licznych artystycznych stowarzyszeniach (założyc swoje, jesli ludzie
          na roku mili i kumaci)

          Jeśli nastawiasz się na uniwersyteckość z prawdziwego zdarzenia - o to WoT AT
          jest od tego bardzo daleki.
          Patrząc z odległości mam wrażenie, ze WoT UJ jest niezwykle naukowy i solenny,
          na serio.
          Odsyłam Cię do "Pamiętnika Teatralnego" 2002 nr 1-2, tam jest spory tekst o
          historii warszawskiej wiedzy o teatrze. Myślę, że głoszone tam poglądy (Koeniga
          przede wszystkim) nadal wpływają na kształt wydziału.
          Choć nie ma co ukrywać WoT jest w przesileniu. Wzorzec sprzed 30 lat wyczerpuje
          się. To nadal studia, które odbiegają od przeciętnej, ale jeśli jesteś
          maksymalistką i pragniesz doskonałości, to może zabraknąc Ci cierpliwości do WoT.

          A na kulturoznawstwie jest dr Dorota Sajewska, nurt nie za bardzo antopologiczny
          i sama pyszność.


          Co robię? Pracuję w teatrze, na zapleczu, ze sie tak wyrażę.
          • szlo_sporo Re: teatr lub teatr... tertium non datur 13.12.05, 19:57
            poziom zajęć na AT- raczej miałam takie ogólne wiadomości od znajo0mych
            teatrologów, że "to już nie to", że to jednak uczelnia artystyczna i z
            kształceniem humanistycznym tam cienko... I,ponoć, to w ostatnich latach
            znacząco się nasiliło... Ot, ze słyszenia wiem.

            Dzięki za odsyłacz do "Pamiętnika Teatralnego"- z pewnością skorzystam.
            Maksymalistką chyba jestem, ale nie wiem czy mnie do końca pociąga
            uniwersyteckie spojrzenie na teatr. Szukam więcej praktyki ( i tu bardzo ważna
            jest dla mnie Twoja opinia nt. tego, co w Warszawie można robić...bo jak to
            wygląda w Krakowie już mniej-więcej wiem) niż teorii...dlatego myślę o PWST.

            pozdrawiam

          • Gość: ex-wociarz Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.acn.waw.pl 13.12.05, 22:51
            <<<<<<WoT jest w przesileniu. Wzorzec sprzed 30 lat wyczerpuje > się. >>>>>
            Nie ma żadnego przesilenia. Żadnego. Bo tamtego WoT-u już nie ma. Przynajmniej
            od dobrych 10 lat. Po śmierci Raszewskiego wszystko sie rozpadło.
            <<<<Myślę, że głoszone tam poglądy (Koeniga
            > przede wszystkim) nadal wpływają na kształt wydziału.>>>>
            A co - to źle? Mądrych ludzi miło posłuchać.
            • Gość: cypis Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.chello.pl 15.12.05, 01:11
              > <<<<Myślę, że głoszone tam poglądy (Koeniga
              > > przede wszystkim) nadal wpływają na kształt wydziału.>>>>
              > A co - to źle? Mądrych ludzi miło posłuchać.

              To bardzo dobrze, że wizja prof. Koeniga jeszcze jakoś na Wocie trwa.
              Jerzego Koeniga słuchać miło, a i trzeba zastanawiać się nad tym co mówi, a nie
              tylko chichotać, że jak zwykle błyskotliwe...

              Terro, Gib - serdeczności
              • szlo_sporo Re: reż.dram. 17.12.05, 00:27
                Hm. Wiem, ze są takie studia, wiem, że w Krakowie, znam dane ze strony, ale...
                chcialam się dowiedzieć jak to od praktycznej strony wygląda. Inna sprawa: czy
                dramaturgowie są już teraz w Polsce reeżyserom potrzebni?Kwestia otwarta. Bo ja
                się obawiam, ze jeszcze dużo czasu upłynie, zanim rezyserzy uznają, że potrzebny
                im pomocnik... zanim dojdzie do skutku model pracy taki, jak np. w teatrze
                niemieckim ( gdzie pomoc dramaturga uważa się za niezbędną w procesie tworzenia
                spektaklu).

                Choć studia wydają się być wspaniałe... przede wszystkim- ciekawe. XYZ, jesteś
                maturzystą? Obawiam się, że PWST leży na razie dla mnie w sferze mrzonek i
                pobożnych życzen;), choćby dlatego, że tuż po maturze dostać się ciężko... Mało
                doświadczenia, etc.
                • Gość: xyz Re: reż.dram. IP: *.arkada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.05, 12:20
                  Otóż dramaturdzy są w dzisiejszych czasach potrzebni reżyserom np.:nawet
                  taki wielki mistrz sam Krystian Lupa współpracuje przy tworzeniu swych
                  spektakli ze studentami dramaturgii.
                  Ja wybieram się na dramaturgię ,bo pózniej chciałabym iść na reżyserię ,co
                  prawda obok dramaturgii mam też inne studia ,które chcialabym robić jako
                  równoległe tj.:chyba filozofię na UJ.
                  W tym roku na reżyserię teatralną dostał się maturzysta.Moim zdaniem to jest
                  nie wporząduk bo mało doświadczeń ,mała wiedza a reżyser musi być jak czowiek
                  renesansu(tj.chodzi o pojemność mózgu).
                  Rozmawiałam natomiast z panią dziekan reżyserii ,która mi powiedziała ,że
                  można zaraz po LO startować...hmm....myślę ,że na dramaturgię tak -bo to
                  przedsmak przed reżyserią ,ale na stricte reżyserię to ja nawet nie próbuję na
                  razie.Skontaktuj się z dziekanatem ,to uzyskasz więcej wiadomości ...warto!!
                  pozdrawiam
                  • szlo_sporo Re: reż.dram. 17.12.05, 13:42
                    Gość portalu: xyz napisał(a):

                    > Otóż dramaturdzy są w dzisiejszych czasach potrzebni reżyserom np.:nawet
                    > taki wielki mistrz sam Krystian Lupa współpracuje przy tworzeniu swych
                    > spektakli ze studentami dramaturgii.
                    No tak, ale Lupa jest wyjątkiem od reguły... On generalnie powiela model pracy
                    niemeckiego teatru... Ale np. ci mlodzi, jak Zadara, Podbielska...wątpię żeby
                    oddali część władzy;)komuś. Tak się w Polsce utarło, że reżyser jest
                    odpowiedzialny za całość koncepcji, do tego są przygotowywani ciągle w
                    szkołach.

                    > Ja wybieram się na dramaturgię ,bo pózniej chciałabym iść na reżyserię ,co
                    > prawda obok dramaturgii mam też inne studia ,które chcialabym robić jako
                    > równoległe tj.:chyba filozofię na UJ.
                    Też myślę o jakimś ewentualnym połączeniu MISH UJ - dramaturgia PWST.
                    Zobaczymy. Na razie nie wiem nawet, czy będę w Krakowie studiować, a czasu
                    coraz mniej...

                    > Skontaktuj się z dziekanatem ,to uzyskasz więcej wiadomości ...warto!!
                    > pozdrawiam
                    Dziękuję za radę, skontaktuję się z dziekanatem:) Pozdrawiam i życzę powodzenia
                    ( myślę, że jednak zdawanie na dramaturgię tuż po maturze to nie lada
                    wyzwanie... nawet tej miary, co zdawanie na reżyserię sensu stricto)
                        • szlo_sporo funkcja dramaturga 18.12.05, 21:59
                          Dramaturg to nie dramatopisarz, współcześnie się te funkcje rozgranicza. Rola
                          dramaturga (w modelu zachodnioeuropejskim) polega na pomocy reżyserowi w
                          adaptacji i interpretacji tekstu ( obcinki, wstawki, wybór perrspektywy, sample
                          i skrecze mentalne;)) wyszukiwaniu kontekstów i inspiracji... Do tego zawodu ( w
                          takim rozumieniu) przygotowuje w Polsce jedynie PWST. Polecam lekturę ich opisu
                          studiów dramaturgicznych, zapewniam, ze wtedy uzasadnione się wyda użycie
                          określenia "pomocnik reżyserra". Oczywiście, dramaturg może być też
                          dramatopisarzem. W Polsce zajmuje się oprawą dramaturgiczną spektaklu m.in.
                          Paweł Demirski (który pisze tez własne teksty dla teatru ) czy Ireneusz
                          Janiszewski (ktory pomagał ostatnio Lupie w budowaniu scenariusza "Zaratustry"
                          iw samej adaptacji)
                          • axur Re: funkcja dramaturga 19.12.05, 09:53
                            To miłe, że chcesz pokazać, że wiesz, czym się rózni dramaturg od dramatopisarza, stell's dir vor, my także wiemy. więc twój wysiłek posłużył tylko tobie.
                            Nie wiem, tylko, co to są obcinki, gdybyś jeszcze mogła wyjaśnić, jak również kwestia sampli i skreczy mentalnych pozostaje dla mnie niejasna.
                            NIestety, brokat ma rację, twierdząc, że dramaturg to dramaturg, a rezyser to reżyser. Nazwałabyś scenografa albo kompozytora pomocnikiem reżysera? Chyba by się obrazili. Dramaturg ma - w założeniu - funkcję rówie autonomiczną co tamci. Jeden zajmuje się muzyką, drugi meblami i rekwizytami, trzeci tekstem scenicznym (!!!), a reżyser ma to wszystko złożyć do kupy.

                            A co z tak popularnym w modelu niemieckim teatrem postdramatycznym? Gdzie byś tam umieściła dramaturga?
                            • szlo_sporo Re: funkcja dramaturga 19.12.05, 22:25
                              axur napisała:

                              > To miłe, że chcesz pokazać, że wiesz, czym się rózni dramaturg od dramatopisarz
                              > a, stell's dir vor, my także wiemy. więc twój wysiłek posłużył tylko tobie.
                              Mmmm czymże zsobie zasłużyłam na tak wyszukaną złośliwość?:) Po prostu wiem , co
                              zazwyczaj ludzie rozumieją pod pojęciem "dramaturga", tak też potraktowałam
                              wypowiedź Brokat. I nie wiem, Axur, czy Ty Jej czasem nie przeceniłaś. Wypowiedź
                              w srtylu "wy nie wiecie, o czym mówicie" ( otóz dementuje plotki: wiem:)). i po
                              to był poprzedni post)...A przy tym, jak się wydaje , obydwie nie zadałyście
                              sobie trudu przejrzenia poleconej strony( kto jak kto,ale ci, którzy ten
                              kierunek tworzą, chyba wiedzą?)

                              > Nie wiem, tylko, co to są obcinki, gdybyś jeszcze mogła wyjaśnić, jak również
                              kwestia sampli i skreczy mentalnych pozostaje dla mnie niejasna.
                              Ach, to tylko taka aluzja do ulubieńca forum i warszawki;)Chapeau bas przed jego
                              wyczynami dramaturgicznymi;))

                              > NIestety, brokat ma rację, twierdząc, że dramaturg to dramaturg, a rezyser to
                              r eżyser. Nazwałabyś scenografa albo kompozytora pomocnikiem reżysera? Chyba by
                              się obrazili. Dramaturg ma - w założeniu - funkcję rówie autonomiczną co tamci.
                              > Jeden zajmuje się muzyką, drugi meblami i rekwizytami, trzeci tekstem
                              scenicznym (!!!), a reżyser ma to wszystko złożyć do kupy.
                              Hola, hola. Tradycja autonomiczności scenografii czy muzyki jest znacznie
                              dłuższa! Vide: Pronaszko, Radwan etc. Problem polaega na tym, ze reżyser
                              dotychczas zajmował się kwestią interpretacji dramatu/tekstu i to wchodzi w
                              zajkres jego władzy ( w Polsce). Np. Teatr Grzegorzewskiego, Swinarskiego, czy
                              -z młodszych- choćby przywołanego już Klaty - koncepcja reżyserska to wdużej
                              mierze dobór tekstów, kontekstów, układ, perspektywa,interpretacja. Z
                              dramaturgami jeszcze b.niewielu reżyserów pracuje. A to, że pomocnik? zwał jak
                              zwał ( słowaa, słowa, słowa, słowa), rzecz w tym, ze to dramaturg ( nie
                              scenarzysta czy kompozytor) wchodzi w dotychczasowe kompetencje
                              reżysera.Autonomia taka jeszcze nie istnieje ( istnieją jednostkowe przypadki
                              POMOCY dramaturga, jak przy Zaratustrze), może się wytworzy.Oby.

                              > A co z tak popularnym w modelu niemieckim teatrem postdramatycznym? Gdzie byś
                              tam umieściła dramaturga?
                              O, a nad tym jeszcze się zastanowię. Do Thiesa-Lehmanna wrócę:). Zastanawiam
                              sie, czy problem tu nie będzie polegał na różnych kategoriach... zobaczymy.
                              Dzięki za inspirację:)

                              Pozdrawiam
                              • Gość: brokatisdead Re: funkcja dramaturga - w strone pyskowki IP: *.chello.pl 19.12.05, 22:53
                                szlo_sporo napisała:

                                Po prostu wiem , c
                                > o
                                > zazwyczaj ludzie rozumieją pod pojęciem "dramaturga", tak też potraktowałam
                                > wypowiedź Brokat. I nie wiem, Axur, czy Ty Jej czasem nie przeceniłaś.

                                Twoja szkolona erudycja pozwalala mi przypuszczac ze tak oczywistych rzeczy jak
                                odroznienie dramatopisarza od dramaturga nie jest w tej rozmowie konieczne

                                i juz bardzo OT - nie Twoja sprawa czy axur mnie przecenia

                                > Ach, to tylko taka aluzja do ulubieńca forum i warszawki;)
                                jezeli juz wyrazasz sady, to sie zapoznaj z danymi
                                • szlo_sporo OT- do Brokat 20.12.05, 15:55
                                  1. Ja was nie znam, nawet z forum, wy mnie nie znacie (szkolona erudycja?;)),
                                  wiec nie wiedziałam, jak mam trakować Twoją wypowiedź. Była z pewnością
                                  lekceważąca, a to... nawet nie wiem jak to określić... niesmaczne. w każdym
                                  razie - pomyłka ( w kwestii Twoich intencji), przepraszam.
                                  2. Nie chodziło mi o to, że Axur p[rzecenia Ciebie (vide- pkt1- nie znam was),
                                  tylko -że przecenia Twoją wypowiedź (nawet nie wiedziałam, ze jesteś kobietą,
                                  stad nieporozumienie:))

                                  mam nadzieję, że w stronę pyskówki już nie pójdzie:) ( chyba obydwie nie
                                  chcemy?) pozdrawiam, A.
                                  • Gość: brokatisdead Re: OT- do szlo_sporo IP: *.chello.pl 20.12.05, 19:35
                                    szlo_sporo napisała:

                                    > 1. Ja was nie znam, nawet z forum, wy mnie nie znacie (szkolona erudycja?;)),
                                    > wiec nie wiedziałam, jak mam trakować Twoją wypowiedź. Była z pewnością
                                    > lekceważąca, a to... nawet nie wiem jak to określić... niesmaczne. w każdym
                                    > razie - pomyłka ( w kwestii Twoich intencji), przepraszam.

                                    prosze ;)
                                    ale nie pisz ze napisalam cos lekcewazaco, mijasz sie z prawda. jesli poczulas
                                    sie zlekcewazona, to mi przykro

                                    wypowiedzi sie traktuje tak jak sa wypowiedziane, czyli "dramaturg to dramaturg"
                                    znaczy "dramaturg to dramaturg"


                                    > 2. Nie chodziło mi o to, że Axur p[rzecenia Ciebie (vide- pkt1- nie znam was),
                                    > tylko -że przecenia Twoją wypowiedź (nawet nie wiedziałam, ze jesteś kobietą,
                                    > stad nieporozumienie:))
                                    czyli skad? jakbys wiedziala ze jestem kobieta to bys inaczej sie do mnie odniosla?

                                    no
                                    zgoda :)
                                    pzdr
                              • axur Re: funkcja dramaturga 19.12.05, 23:04
                                to, że w Polsce tak niewielu reżyserów współpracuje z dramaturgiem, nie zmienia istoty pracy dramaturga. To wcale nie znaczy, że jest on kimś posledniejszym od pozostałych twórców, cieszących się od lat autonomią. W Polsce po prostu nie bada się tej sprawy. Ja aż tak dobrze historii teatru nie pamietam, ale odnosze wrazenie, że i w polskim teatrze dwudziestego wieku dramaturg się przejawiał. Kim był Flaszen dla Grotowskiego? Kim Małgorzata Dziewulska dla Grzegorzewskiego? O jej działalności w Narodowym nie wiesz z popularnych opracowań i recenzji, ale z tego co wiem, byla o faktyczna wspólpraca dramaturga z rezyserem, tym ciekawsza, że nie wynikająca z przymusu naśladowania modelu niemieckiego, tylko z rzeczywistej potrzeby współpracy. Kierownik literacki w latach 50, 60, 70 miewał w Polsce siłę porównywalną z dzisiejszym dramaturgiem. Warto by to prześledzic zresztą, bo wielu rezyserów polskich miało wspólpracowników, których należało by jakość nazwać.

                                A złośliwość - mała szpileczka zwykle albo inspiruje do ciekawej dyskusji, albo pozwala spojrzeć z dystansem na problem. Poza tym, zabawa w teatr nie jest miła i grzeczną zabawą, gdzie wszyscy się do siebie uśmiechają.

                                Za to do kolegi od "dupka" - ty chyba nie rozumiesz polskiego
                                  • Gość: gize teatr postdramatyczny IP: *.server.ntli.net 20.12.05, 01:13
                                    troche nie na temat, ale skoro sie juz to pojecie pojawilo... czym rozni sie
                                    teatr postdramatyczny od postmodernistycznego i czy mozecie podac jakiegos
                                    tworce/tworcow do tych kategorii? czy jest jakis przelomowy moment od ktorego
                                    mowi sie o teatrze postmod? jakis spektal, wydarzenie? tak z ciekawosci i z
                                    wlasnych przemyslen pytam... i czy sa jakies prace na ten temat? oprocz thiesa-
                                    lehmana?
                                    • szlo_sporo Re: teatr postdramatyczny 28.12.05, 15:58
                                      Poza Thiesem- Lehmannem faktycznie cięzko podac jakieś pozycje...nawet nie
                                      wiem, czy to potrzebne;) jakieś pól roku temu miał miejsce w Warszawie projekt
                                      Postdrama. Publikowano później taką książeczkę "Postdrama", która była
                                      dołączana do Lampy Dunina -Wąsowicza zawierającą wykłady z seminariów. No i
                                      publikacje prof. Sugiery- Ona chyba w Polsce najpoważniej zajmuje się tym
                                      tematem. jeszcze jest taka ksiazka, bodajże Taranienki pt. "teatr bez dramatu",
                                      która chyba traktuje o tym samym, choć postdramatem nie nazywa.

                                      Czym się różni teatr postdramatyczny od postmodernistycznego? Tym, że w pojęciu
                                      postdramat nacisk położony jest na tkankę tekstowa...Tu dokonuje się różnych
                                      operacji: albo brak tekstu, albo następuje zaburzenie tradycyjnego modelu
                                      drmamatycznego (tego Arystotelesowskiego), ominięcie- na poziomie tekstu-
                                      związków logicznych, przyczynowo skutkowych, brak 'tematu' czy 'idei'...Lehmann
                                      pisze:"Spektakl postdramatyczny nie wykłada żadnej idei ani nie naśladuje
                                      żadnej rzeczywistości. Jest światem stworzonym dla siebie, jak taniec albo
                                      muzyka" .A sens pojęcia tłumaczy: "w odróżnieniu od teatru dramatycznego, który
                                      był sceniczną realizacją dramatu, w teatrze postdramatycznym status tekstu stał
                                      się niejasny". Ważna w tym kontekście jest twórczość np. Dei Loher ( i, w
                                      konsekwencji, np. spektakl Miśkiewicza, "Niewina" Loher w Starym Teatrze). Hans
                                      Thies Lehmann powiedział ostatnio na seminarium w Krakowie, że początki teatru
                                      postdramatycznego to działalność Tadeusza Kantora. I to też ciekawy trop.
                                • szlo_sporo Re: funkcja dramaturga 20.12.05, 16:47
                                  No tak, ale rozmawiamy ciągle o sytuacji w Polsce. Wiem , jaka jest istota
                                  pracy dramaturga i twierdzę, że jednak w polskim modelu teatru a funkcja
                                  wchodzi w skład kompetencji reżysera.Więc o autonomii ciężko mówić. Dobrze, że
                                  padło nazwisko Małgorzaty Dziewulskiej, pierwszego chyba 'zawodowego'
                                  dramaturga w Polsce, bo to ona właśnie powiedziała ( nie mog.ę zacytować
                                  dokładnie), ze nie ma miejsca na ten zawód... że reżyser, kształcony w polskim
                                  systemie ( czyli na omnibusa), może ewnetualnie wysłuchać grzecznie sugestii
                                  dramaturga. Grzegorzewski - inna sprawa- to chyba bardzo nietrafny przykład.
                                  On obracał się w kręgu swojej literatury, swoich wątków, wizji... I właśnie
                                  adapacja ( czy montaż) miały tu kluczowe znaczenie ( jak o w awanfgardzie).
                                  Nawet współpracę z Dziewulską cięzko by traktować w "dramaturgicznych"
                                  kategoriach- może inspiracje, może rozmowy, jakaś pomoc, ale to na zasadzie
                                  różnych 'wpływów' świata w ogóle na Grzegorzewskuiego. I wuiem o tym nie z
                                  recenzji, czy popularnych opracowan, a - że tak powiem- ze źródła;) To był tak
                                  auorski teatr i tak oparty (wbrew pozorom?) na słowie, że miejsca na
                                  dramaturgha nie było.

                                  Inna sprawa- kierownik literacki. Flaszen.Hm. Ja dorzucę Błońskiego
                                  jeszcze,który podrezucał Swinarskiemu książki, kiedy ten
                                  realizował "Hamleta"... Faktycznie. Ich status łączy w sobie wiele funkcji
                                  dramaturga. I prześledzić warto by. Masz rację.

                                  Inna sprawa- ja myślę jednak o typie dramaturga niemieckiego ( z wszlekimi
                                  przypadłościami), na jakiego wydają się kształcić na PWST. Znamienne, że
                                  kierunek to "reżyseria, spec. dramaturgia". świadczy jednak o tym, jak ten
                                  zawód postrzegany jest w Polsce. choć to, co mówisz, mnie osobiście cieszy, bo
                                  o w końcu zawód, który chcę wykonywać:), ale przekonanie o braku miejsca dla
                                  dramaturga w polskim systemie jest ciągle silne...

                                  No i- last but not least- ja się w teatr nie bawię.
                                    • szlo_sporo Re: funkcja dramaturga Off Off topic 21.12.05, 14:40
                                      axur napisała:

                                      > a dlaczego piszesz, że ty się w teatr nie bawisz?
                                      > bo się nim nie zamujesz?
                                      > czy uważasz, że teatr to nie zabawa?
                                      Teatr to dla mnie stety/niestety nie zabawa. Już gdzies pisałam, ze innej
                                      drogi ( zawodowej czy życiowej nawet) nie widzę.OJ, jak powaznie zabrzmiało;)a
                                      miałam być dynamicznym prawnikiem...;)) Bawić sie może chyba widz... ja juz za
                                      bardzo w to weszłam. Dlatego, w każdym bądź razie, zdecydowałam sie na
                                      założenie tego wątku.
                                      • Gość: cypis Re: funkcja dramaturga Off Off topic IP: 212.244.179.* 21.12.05, 15:13
                                        Wejscie mocno w teatr nie wyklucza bawienia się nim czy w niego.
                                        Bawić się może i zawodowiec i amator, i widz i aktor. Zabawa, moim zdaniem, nie
                                        oznacza braku szacunku i fuszerkę, zabawa oznacza dystans i humor. A bez tego w
                                        teatrze (i szerzej w życiu), to chyba najtrudniej.

                                        Nie mniej jednak szanuję Twoją powagę i pryncypialność.
                                        • szlo_sporo Re: funkcja dramaturga Off Off topic 22.12.05, 11:45
                                          Tu chyba zwiodło znów subiektywne rozumienie słów. I dystans, i poczucie humoru
                                          chyab zachowuję...:) Jeśliby mi teatr nie dawał tyle radości, pewnie nie
                                          pociągałby tak mocno... Powagi się bardzo obawiam, zwłaszcza w życiu, ale z
                                          zabawa... No wiecie o co mi chodziło. bo teatr to jedna z niewielu rzeczy
                                          bardzo Serio dla mnie ( co jest, swoją drogą, też niebezpieczne i wszyscy mi tę
                                          pryncypialność zarzucają;)). zależy jak kto rozumie słowo 'zabawa'..no
                                          właściwie, jak stwierdził Huizinga, zabawa jest źródłem kultury, wiec ja jestem
                                          typowym homo ludens;)mniejsza z tym. Swoja drogaą, dzięki za miłe słowa... dużo
                                          dobrego w Nowym Roku.[Dla mnie będzie wyjąkowo wazny, bo decyzja dot. studiów
                                          jeszcze nie podjęta...]No i dużo ZABAWY w kolejnym roku w teatrze;)
                                            • szlo_sporo OOOT 28.12.05, 17:51
                                              Dzięki. dużo dobrego w Nowym Roku!
                                              Nie miałam zamiaru robić na nikim wrażenia, przykro mi,że tak (jako popis)
                                              można to odebrać. Piszę, jak piszę ( już czytałam tu uwagi o "szkolonej
                                              erudycji" czy "intelektualnych wkrętach"), może nie ma sensu się na tym skupiać?
                                              Postaram się powściągnać, czy spokornieć;)No, ale jak Cypis mówi, trza się w
                                              bojach zaprawiać;) Ech, coś niebezpiecznie daleko te offy zaszły;)pozdrawiam
                                              Ciebie i Twoje Dobre Serce:), AJ
      • Gość: l'angoisse Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.06, 00:08
        szło_sporo i jak idzie podejmowanie decyzji? ;)
        mam podobny dylemat, z tym, że mish warszawski sam mi się wyeliminował w tym
        roku (nie jestem laureatką), ale może w przyszłym zmienią się zasady rekrutacji.
        Albo więc wot i wok w warszawie albo mish uj, no i nie wiem, zobaczę zresztą
        jak mi pójdzie matura. Czytam forum i się waham. Pewnie jednak, mimo całej
        sympatii do Didaskaliów zostanę w warszawie, chciałabym wierzyć, że to będzie
        właściwy wybór.

        ps. gratuluję wyniku na olijp :) na mnie pałac staszica podziałał niestety
        onieśmielająco.

        • szlo_sporo Re: teatr lub teatr... tertium non datur 15.04.06, 14:59
          Decyzja niemal podjęta (choć, jak to ja - zostawiam sobie furtkę na
          Niespodziewane).Idę na MISH UJ, zdaję na reżyserię spec. dramaturgię na PWST.
          Cięzko wybrać między Warszawą a Krakowem, ale wydaje mi się, źe teatrologia
          krakowska stoi wyjątkowo dobrze... MISH UW wybrałabym ze względu na zajęcia w
          IKP i humanistykę w ogóle (bo, na dobrą sprawę, nie wiem, czym się będę
          zajmować na UJ poza teatrologią), ale właśnie środowisko Didaskaliów, no i-
          moje reżysersko- dramaturgiczne ambicje;)każą mi zostać w Krakowie. Pozdrawiam
          serdecznie, życzę dobrych wyników na maturze i trafnego wyboru (może się na
          mishu krakowskim spotkamy?:)) AJ

          ps. kim-żeś Ty, że moje nazwisko znasz?;) Kojarzę dwie teatrolożki z olimpiady,
          żadną z nich nie możesz byc...:) Spotkałyśmy się w Pałacu Staszica? Czym się
          zajmowałaś?
          • Gość: l'angoisse Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.06, 21:46
            kojarze Cie tylko z widzenia + kojarzenie faktow ;) nie rozmawialysmy, jestem
            jedna z dwoch teatrolozek-finalistek z warszawy ;) na ustny wzielam
            temat "Aktor" (dotąd nie wiem co mnie podkusilo) i dopoki mowilam o commedii
            dell'arte bylo dobrze, platac sie w zeznaniach zaczelam kiedy zapytali mnie o
            Grotowskiego. Zdumiewajaca prawidlowosc zwazywszy, ze to nim glownie zajmowalam
            sie przez cala olimpiade ;)nnoale. Natomiast z jezyka -"teoria aktow mowy"
            ktora okazala sie tylez interesujaca, co metna.
            A prace przygotowawcza pisalam o idei studyjnosci w pracach stanislawskiego,
            osterwy i grotowskiego. A ty? :)

            Co do mishu uj to wlasnie mam z nim problem, bo w jego ramach chcialabym laczyc
            teatrologie (przede wszystkim), kulturoznawstwo i...stosunki miedzynarodowe :>
            no i nurtuje mnie to kulturoznawstwo, nie znam stamtad nikogo i nie wiem nic.
            Za to w IKPie mam znajomych i wszyscy sobie chwalą.
            • szlo_sporo Re: teatr lub teatr... tertium non datur 16.04.06, 00:26
              cóż, gratuluję w takim razie niezwykłej umiejętności kojarzenia:) Zajmowałam
              się ( i zajmuję;))twórczością Kantora. Obawiałam się bardzo ( niesłusznie, jak
              się okazało) konserwatyzmu komisji ( nazwiska tyleż monumentalne, co...
              straszące wiekowością;) i profilem zainteresowań). Ale rozmawiało się świetnie;
              własciwie o Kantorze z "mojej" perspektywy- głownie o funkcjonowaniu idei
              Kantora dzisiaj, czyli np. o teatrze postdramatycznym; o zależnościach Lupy i
              Grzegorzewskiego od Kantora; o przepisywaniu spektaklu na język filmu, o
              transformacjach Starego Teatru, prosili o porównanie działalności Ośrodka
              Grotowskiego z działalnościa Cricoteki ( i - szerzej- o porównanie modeli
              recepcji)... Niesamowicie mnie zaskoczyli elastycznością, gotowością do
              dyskusji. Z języka - "funkcje języka"- dość karkołomne, ale osoba-od-języka
              poczuła się chyba sterroryzowana ogólnym nastrojem;), bo pytała tylko o
              Jakobsona. Temat "aktor"- bardzo trudny, wielość perspektyw, z których trzeba
              było spojrzeć... odważny wybór:)

              Kulturoznawstwo na UJ - mogę popytać, może mnie się tez coś przyda:). Na razie
              słyszałam ogólnie, że właśnie zaczyna się tam ' coś dziać'...MNie wszyscy na
              Warszawę namawiają ( znaczy MISH), tam mam trochę znajomych, ale.. no,
              teatrologia krakowska w tym momencie warta wyrzeczeń i poświęceń;)

              Pozdrawiam,
              AJ
                • szlo_sporo Re: teatr lub teatr... tertium non datur 19.04.06, 20:02
                  Hm. A kto pyta? Dział promocji UJ?;) myślę, że w wielu postach (implicite)
                  odpowiedziałam na to pytanie, znaczy- szukałam dosć intensywnie miejsca, w
                  którym najwięcej się dzieje w dziedzinie teatru/ teatrologii. w tej chwili jest
                  to Kraków (dawniej -ponoć - WOT na AT).Można się spierać;) A szczegóły? Dobra
                  kadra. Świetna dramatologia. Bycie-na-bieżąco z nowymi nurtami teatrologii
                  eurpejskiej. Środwisko "Didaskaliów", etc.
              • Gość: l'angoisse Re: teatr lub teatr... tertium non datur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.06, 17:31
                Kantor, Kantor... ja do tej pory preferowałam raczej przeciwny (ale czy do
                końca? ;) biegun, tzn. ogólnie pojęte "teatralne sekciarstwo" spod znaku
                Grotowskiego czy Gardzienic. Ale nie tylko, bo i Grzegorzewski i Lupa...
                Komisja rzeczywiście okazała się zaskakująco sympatyczna, ale ja jak to ja -
                nie umiałam zepchnąć rozmowy na wygodne dla mnie tory, nie potrafiłam też chyba
                wystarczająco jasno formułować myśli - w ogóle gdyby świat dał mi możliwość
                wypowiadania się wyłącznie an piśmie, życie stałoby się prostsze ;)
                Temat więc okazał się wyborem zbyt odważnym, zwłaszcza dla mnie, ale cóż-
                uczymy się na błędach ;) Poza tym to pół roku spędzone na przygotowaniach do
                olimpiady było bardzo rozwijające. Ma to i złe strony - teraz wot warszawski
                wydaje mi się trochę poniżej ambicji; mam nadzieję, że niesłusznie ;)

                Popytaj, jesli możesz, o to kulturoznawstwo, będę bardzo-bardzo wdzięczna.
                • szlo_sporo warszawski wot? 29.04.06, 11:28
                  Mnie powiedziała wiarygodna osoba, że nie warto czasu marnować. ponoć naprawdę
                  nie są to dobre studia. To, co dawniej było siłą tego kierunku- studiowanie na
                  jednej uczelni z reżyserami i aktorami- zmieniło się w jego słabość... Ani to
                  uniwersytecki poziom, ani współpraca między wydziałami... Rozpływa się to w
                  koteriach, antagonizmach, ploteczkach (znamienne są wypowiedzi na tym forum)
                  Może to tak tylko z perspektywy krakowskiej wygląda:)

                  Z relacjami między Grotowskim a Kantorem miałam duży problem. Wydaje mi się, ze
                  kantor miał rację, kiedy atakował (lub ignorował) Grotowskiego, ale pociski są
                  wycelowane w złe miejsce, że argumenty Kantora zaciemniają tylko istotę sporu
                  (anegdotyczne już bluzgi Kantora..). W dużym skrócie- jest dla mnie jakis
                  straszny fałsz w założeniach ( i działalności) Grotowskigo, jeśli oceniac go z
                  perspektywy teatrologa. Bo sam mówił, że teatr jest tylko formą ( może gdyby
                  spojrzeć całościowo na życie, ten fałsz znikłby)dotarcia do czegoś
                  istotniejszego... No i tu się wyłania zasadnicza sprzeczność( chciał przecież
                  stworzyć coś, co wjdzie poza formę). Bo dla Kantora chyba życie było "tylko
                  formą". Ale te zarzuty są raczej intuicyjne; podobnego gatunku, co te Lupy
                  (pewnie czytałaś w Didaskaliach jego wypowiedź nt. Kantora i -przy okazji-
                  Grotowskiego), że gdzieś tam fałsz straszliwy się kryje.

                  Gardzienice to jednak trochę coś innego.. mniej sekciarskie, z pewnoscią, mają
                  konkretną działkę ( zresztą- bardzo mnie to interesuje, bom starozytnik;-));
                  Staniewski podkreśla zresztą róznice między nim a Grotowskim na tej
                  płaszczyżnie. Ale nie widziałam jeszcze nic na zywo Gardzienic, oglądałam
                  kilka spektakli na video. Moze uda sie w wakacje tam pojechać... W każdym razie-
                  pociąga mnie raczej teatr świadomy swej teatralności . Wychodzę z załozenia że
                  teatr to pewne medium, z określonym kodem, granicami... i w ich obrębie chcę
                  się poruszać. UFF:)

                  A kulturoznawstwo- jeszcze nic nie wiem, bo wir maturalny mnie wciągnął...:( Po
                  19 maja zajmę się tym poważniej. A może chciałabyś przyjść na moją 'mowę';) w
                  Pałacu staszica z okazji zalaurcenia? 10 czerwca, pogadałybysmy na zywo:)

                  POzdrawiam serdecznie, jeszcze raz- powodzenia na maturze, AJ
                  • Gość: l'angoisse o Grotowskim... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 02:33
                    Masz rację, dla Grotowskiego teatr był tylko (aż?) formą dotarcia do czegoś
                    istotniejszego. Ale nie wydaje mi się, żeby można było z tego wysnuwać jakieś
                    wartościujące wnioski.
                    Oczywiście, ton jego wypowiedzi może czasem nasuwać skojarzenia z jakimś
                    pomylonym prorokiem, są często abstrakcyjne, samo pojęcie „aktu całkowitego”
                    czy koncepcja aktora jako medium mogą się wydawać dziwne. Nie mówiąc już o tym,
                    że wszystkie swoje utopijne zamierzenia realizował na gruncie teatru
                    instytucjonalnego, oficjalnie finansowanego przez Polską Rzeczpospolitą Ludową.
                    Toż to absurd ;) - dlatego wielu uważało go za hochsztaplera, uzurpatora,
                    niemal coś gorszego od Janka Klaty ;)
                    Ale przecież ciągle żyją ludzie którzy oglądali te spektakle i one były dla
                    nich jakoś tam ważne. Czasem nawet bardzo. Przyznam, że konieczność opierania
                    się tylko na relacjach bardzo przeszkadza – nie wiem czy ten teatr w ogóle
                    zrobiłby na mnie wrażenie, gdybym miała szansę obejrzeć np. Apocalypsis na
                    żywo. W przypadku Kantora jest chyba łatwiej, więcej nagrań jest dostępnych i
                    mimo różnej jakości technicznej dają pojęcie o tym, jak wyglądały jego
                    spektakle. Ale to na marginesie.
                    Grotowski chciał przekraczać teatr i w końcu rzeczywiście z teatru wyszedł. Z
                    perspektywy teatrologa (nie do końca jeszcze wiem na czym ona polega,
                    podejrzewam, że na poszukiwaniu signifiant i signifié i interpretowaniu tego,
                    co się znajdzie? ;) być może faktycznie jego postępowanie byłoby wewnętrznie
                    sprzeczne. Może.
                    Ale jego główną ideą było ciągłe „stawanie się” tego teatru, samodoskonalenie,
                    przekraczanie siebie. Lupa pisze o „zakładniku woli mocy”, o pysze. Grotowski –
                    o reżyserze-akuszerze i przewodniku. I o pracy, pokorze i treningu. Dlatego
                    aktor miał być osobowością „całkowitą”, a podział na rzeczywistość/teatr był
                    płynny. Nie nazwałabym tego fałszem, zwłaszcza, że efekt był podobno
                    przekonujący ;) Na pewno jednak każda teoria różni się od jej praktycznej
                    realizacji, nie mam pojęcia jaki był Grotowski dla swoich aktorów naprawdę.
                    Przypuszczam, że miał trudny charakter :> No ale nie należy zapominać, że
                    wszystkie jego teorie na podstawie konkretu, treningu i pracy nad sobą. Takiej
                    silnej tradycji etycznej przejętej od Stanisławskiego (właściwie Sulerżyckiego)
                    i Osterwy ;)
                    Poza tym Antoine Artaud chciał zbawić świat przez teatr, a jest uważany za
                    znaczącą postać w teatrze XX wieku – a to mimo wszystko inny kaliber ;)

                    A tak jeszcze app. Staniewskiego, to on się odżegnuje od Grotowskiego, bo (tak
                    mi się wydaje) ma bardzo silną potrzebę podkreślenie własnej tożsamości. I
                    faktycznie Gardzienice są zupełnie inne niż Laboratorium, ale sądzę, że bez
                    doświadczenia Laboratorium by ich nie było (albo nie byłyby takie jakie są). A
                    Grotowski pisał też o tym, że nie potrzebuje uczniów, a „towarzyszy broni”,
                    którzy go „zdradzą wysoko”. Staniewski wysoko „zdradził” Grotowskiego i chwała
                    mu za to ;) A do Gardzienic jedź, ja byłam po raz pierwszy w lutym (wcześniej
                    widziałam tylko „Elektrę” w Warszawie i nagrania) – nigdzie nie ma
                    piękniejszych gwiazd i smaczniejszych pierogów ;) Fantastyczna wyprawa.
                    • Gość: l'angoisse ... i o całej reszcie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 02:43
                      Co do kulturoznawstwa w krakowie, moje tajne źródła doniosły, że bardzo fajne
                      są porównawsze studia cywilizacji i że wszyscy znani źródłu ludzie stamtąd są
                      raczej szczęśliwi ;) Mam więc nadzieję, że (ewentualnie) będzie z czego
                      wybierać. Chociaż z moimi zainteresowaniami powinnam chyba zostać w IKP.
                      Niemniej prośba o „popytanie” pozostaje aktualna, co dwa źródła to nie jedno..
                      I dołączam się do oczekujących na 19 maja, to będzie także mój pierwszy dzień
                      wolności ;)
                      A co do 10.06 to przemyślę ten problem, jeżeli tylko będę wtedy w Warszawie.
                      Pozdrawiam, życzę powodzenia w tym na m. i wracam do wosu. (Trzecia rano to
                      idealna pora na czytanie konstytucji.), K.U.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka