Dodaj do ulubionych

Czy wiecie, że Jacek Poniedziałek...

14.12.05, 21:56
...już dwa lata temu mówił o sowim gejostwie w Dużym Formacie -
poniedziałkowym dodatku do ”Gazety Wyborczej”?

oto fragment:

Roman Pawłowski: - Ale jest chyba jeszcze jedna strona tej, jak to Pan
nazwał, misji, mianowicie w Rozmaitościach gracie wiele sztuk, w których
występują postacie homoseksualistów. "Oczyszczeni" są historią miłości dwóch
gejów, "Beztlenowce" Villqista to opowieść o dwóch homoseksualistach, którzy
wychowują dziecko.

Jacek Poniedziałek: - Nie sądzę, aby chodziło tu o propagowanie określonych
postaw seksualnych. Celem jest tu oswajanie ludzi z innymi i nie jest
istotne, czy to są chorzy na raka, panny z dzieckiem, geje czy Żydzi. Bardzo
lubię grać "Beztlenowców", bo to jest takie maleńkie ognisko prawdy. Niech
pan wierzy, że mam poczucie misji. Nie tylko dlatego, że postać, którą gram,
jest mi bliska, ale że coś tą rolą zmieniam. Najcudowniejszym momentem
przedstawienia są ukłony. Spojrzenia ludzi, którzy patrzą na nas z taką
czułością, jakby chcieli nam powiedzieć: w porządku, kochamy was,
akceptujemy, współczujemy z wami, porusza nas wasza historia - to
najpiękniejszy moment w mojej pracy. Niezwykły moment wspólnoty. To mi daje
siłę poza teatrem, bo na ulicy czuję się zbyt słaby, żeby być do końca
szczerym.

RP: - Dlaczego?

JP - Dlatego, że ludzie w Polsce ciągle boją się obcości, tego, co w nich
samych nie jest poznane. Dlatego są agresywni w stosunku do Żydów, Niemców,
gejów, panny z dzieckiem i tak dalej. Ludzie boją się, bo im to za bardzo
przypomina, że sami w głębi duszy są trochę inni, że mają głębokie
niewyrażone i niezrealizowane nigdy marzenia. Co jest naturalne i powszechne,
ale oni o tym nie wiedzą. Wojciech Eichelberger napisał w
książce "Elementarz", że ojcowie w Polsce rzadko przytulają swoich synów,
ponieważ boją się, żeby nie ujawniła się jakaś karygodna skłonność. Przez co
ich synom przez całe życie czegoś brakuje. To absurd!

RP: - Zgoda, Polacy nie chorują na nadmiar tolerancji. Ale z drugiej strony
czy nie uważa Pan, że teatr idealizuje ten problem? Geja pokazuje się w
Rozmaitościach jako ofiarę, jak w "Oczyszczonych", gdzie bohaterów torturuje
Tinker, obcina im ręce, podrzyna gardła.

JP: - Nieprawda. Tinker torturuje wszystkich, którzy ulegają miłości.
Homoseksualizm jest tam użyty po to, aby wzmocnić, skondensować wrażenie, że
miłość jest w tym świecie zakazana. A u Villqista w ogóle nie chodzi o
ofiary, to jest sztuka o rozpadzie związku. Dlatego tak działa na ludzi, bo
opowiada o dwóch mężczyznach, którzy przeżywają takie same problemy, tak jak
para damsko-męska - wychowują dziecko, przechodzą kryzys. Postać, którą gram,
nie obwinia społeczeństwa. Ludzie nie muszą nam współczuć dlatego, że
jesteśmy zaszczutymi gejami, ale że w naszym związku są jakieś zawirowania i
nie radzimy sobie z emocjami. Homoseksualizm to w gruncie rzeczy tylko pejzaż
tego związku.

RP: - Nie pomyślałby Pan jednak, że następnym krokiem powinna być sztuka, w
której ten "inny" będzie pokazany krytycznie? Gdzie Żyd będzie winny
kradzieży, homoseksualista popełni zbrodnię, panna z dzieckiem będzie
niedobra dla tego dziecka. Bo wtedy dopiero będziemy mówić o normalności. To
będzie dopiero próba dla tolerancji. Wtedy przekonam się co do tej misji, o
której mówiliśmy na początku.

JP: - Zgadzam się z panem. Ale na razie jest chyba na to w Polsce za
wcześnie.

Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka