Gość: heartbreaker
IP: *.toya.net.pl
25.03.03, 09:20
Autor Jacek Cieślak Jacek Marczyński
Tytuł Widz najbardziej lubi Kwadrat; Teatr czeka na reformę
Podtytuł Ponad 5 mln zł deficytu w Narodowym, rekordy frekwencji na
komediach i musicalach
Data wydania 2003.03.24
Dział gazeta/Kultura
Artykuł w Rzeczpospolitej
Widz najbardziej lubi Kwadrat; Teatr czeka na reformę
ZASP przedstawia "Raport o stanie polskiego teatru" Ponad 5 mln zł deficytu w
Narodowym, rekordy frekwencji na komediach i musicalach
KOMENTARZ: Teatr czeka na reformę
Widz najbardziej lubi Kwadrat
JACEK CIEŚLAK
Stowarzyszenie aktorów zafundowało teatrom najbardziej obiektywną recenzję.
Największe wpływy z kasy, najlepszą frekwencję i najmniejsze dotacje miały
warszawskie teatry specjalizujące się w farsach, komediach, musicalach.
Raport obnaża ministerialnego molocha, jakim jest Teatr Narodowy.
Najgorszą opinię raport wystawia właśnie Teatrowi Narodowemu w Warszawie.
Miał największą dotację, mimo to zamknął rok 2001 deficytem 5,2 mln zł.
W 2001 działały w Polsce 62 teatry dramatyczne, 18 muzycznych, 24 lalkowych.
Tylko trzy - Stary, Narodowy i Wielki w Warszawie - są finansowane przez
rząd. W teatrach samorządowych średni koszt prowadzenia teatru wynosił 4,4
mln zł, średnia dotacja - 3 mln zł; średni koszt w grupie teatrów muzycznych
wyniósł 11 mln zł, średnia dotacja - 8,1 mln zł; średni koszt teatru
lalkowego - 2,4 mln, zaś dotacja 1,8 mln zł. Teatry dramatyczne odwiedziło
około 3 mln widzów, muzyczne milion, podobnie lalkowe.
Kosztowna administracja
Przyczyną są wysokie koszty administracji, które przekroczyły 56 proc.
wszystkich wydatków, a także płace (38 proc.). Spory deficyt miały też inne
duże i markowe sceny - Teatr Polski we Wrocławiu, Teatr Nowy w Łodzi. Stało
się niemalże zasadą, że w teatrach o najliczniejszych zespołach, mających
ugruntowaną pozycję artystyczną, koszty płac i administracji przekraczają
wysokość dotacji (w Teatrze Narodowym nawet o 8 mln zł). Niestety, olbrzymie
wydatki nie idą w parze z aktywnością artystyczną. Według średnich wyliczeń,
koszt premier w teatrach dramatycznych nie stanowił więcej niż 8 procent
całego budżetu, a jeśli doliczyć do nich honoraria - 18 procent. Trudno więc
oprzeć się wrażeniu, że największe teatry zajmują się głównie finansowaniem
administracji i miejsc pracy.
Potwierdza się opinia, że najlepsze wyniki finansowe uzyskują sceny nazywane
impresaryjnymi, choć nazwę trzeba traktować umownie, ponieważ wciąż otrzymują
samorządowe dotacje, pozwalające choćby na utrzymanie budynku i jego obsługi.
Większość z nich zanotowała nadwyżki budżetowe. W tej grupie znalazły się
warszawskie sceny Na Woli i Prezentacje. Trudno nie zauważyć fenomenu
warszawskiego Teatru Kwadrat. Ze sprzedaży biletów uzyskał 2,7 mln zł, co
stanowiło 67 procent wszystkich kosztów, trzykrotnie więcej niż dotacja. Duże
wpływy ze sprzedaży biletów zanotowała również warszawska Komedia - 2,4 mln
zł (55 proc. kosztów). Przyczyn sukcesu należy upatrywać w profilu
artystycznym - są to sceny nastawione na repertuar komercyjny: farsy,
komedie, musicale z udziałem telewizyjnych gwiazd. O powodzeniu może mówić
musicalowa Roma, grająca m.in. "Miss Saigon". Mając dotację 10,3 mln zł,
zanotowała wpływy mniejsze tylko o 3 mln zł.
Ambitnie znaczy drogo
Także ceny biletów nie wystawiają dobrego świadectwa scenom podległym
Ministerstwu Kultury. Bilet do Starego Teatru w Krakowie jest aż
pięciokrotnie droższy niż do Teatru im. Fredry w Gnieźnie. Na kalkulację mają
tu wpływ średnie koszty eksploatacji przedstawienia. Najwyższe są w Teatrze
Polskim we Wrocławiu (14,2 tys. zł), zaś najniższe w Teatrze Dramatycznym w
Wałbrzychu (2 tys. zł). Na kameralnych scenach wynoszą one od 5,7 tys. zł w
Teatrze Polskim w Warszawie - do 500 zł w legnickim Teatrze Dramatycznym.
Teatry ustalając ceny biletów, biorą pod uwagę kryterium opłacalności, które
zależy od liczby zagranych spektakli i frekwencji. Oto przykład ambitnego
spektaklu bez dużych wpływów - grany 15 razy dla ponadtysiącosobowej
widowni "Prorok Ilja" w Teatrze Nowym w Łodzi kosztował 15 tys. za wieczór i
przyniósł deficyt 230 tys. zł. Aby teatr wyszedł na swoje, bilety musiałyby
kosztować ponad 230 zł. Zasada jest prosta: im częściej gra się duże,
wieloobsadowe przestawienie przy niepełnej widowni, tym straty są większe.
Potwierdza to sytuacja w Teatrze Narodowym. Gdyby chcieć pokryć koszty jego
spektakli w 2002 r. wyłącznie z wpływów z kasy, bilet kosztowałby około 570
zł. Rok wcześniej wysokość rządowej dotacji do jednego widza w Narodowym
wynosiła 375 zł, zaś w Kwadracie - tylko 9,50 zł.
Sponsor mile widziany
Artyści oceniają swoje płace jako katastrofalne. Danych nie ujawniły
korzystające z największych dotacji Stary Teatr oraz Teatr Narodowy w
Warszawie, choć nie są one objęte tajemnicą. Średnia zarobków aktorskich w 35
teatrach nie przekroczyła 2,1 tys zł. Największą maksymalną płacę odnotowano
w warszawskim Teatrze Ateneum - przy średniej zarobków 3 tys. miesięcznie
wynosiła ona 16 tys. zł. Najwyższe honoraria płacił warszawski Powszechny -
do 1200 zł za wieczór. W Tarnowie za spektakl można było otrzymać najwyżej
110 zł, minimalna stawka w Teatrze Powszechnym w Łodzi wynosiła 30 zł.
Teatry starały się też pozyskiwać pieniądze od sponsorów i darczyńców.
Największe osiągnięcia miał Teatr Współczesny we Wrocławiu (433 tys. zł),
Teatr Dramatyczny w Warszawie (333 tys.) i Teatr Powszechny w Łodzi (290
tys.). Teatr Narodowy pozyskał 110 tys. zł, czyli dwukrotnie mniej niż
warszawskie Rozmaitości. Liderem w zdobywaniu niepublicznych środków jest
jednak Opera Dolnośląska z wynikiem 1,4 mln zł.
Największa widownia
Lista teatralnych hitów potwierdza, że największym powodzeniem cieszą się
farsy i spektakle dla dzieci. "Mayday" z Bagateli w Krakowie grane było 96
razy, "Prywatna klinika" w warszawskiej Komedii 75 razy. Przedstawienia
teatrów rządowych znalazły się poza pierwszą dziesiątką.
Teatr Narodowy nie wypada też dobrze w kategorii liczby przedstawień granych
we własnej siedzibie. Na dwóch scenach zagrał ich w ciągu roku tylko 246.
Rekordzista, Teatr Stefana Jaracza w Łodzi - aż 470, Kwadrat - 307. I tu
dochodzimy do największego paradoksu polskiego życia teatralnego, jaki
ujawnia raport. Dysponujące małymi salami sceny komercyjne są w stanie
przyciągnąć większą publiczność, niż instytucje uważane za najważniejsze
teatry w Polsce. W czołówce ponownie znalazły się Komedia (107 tys. widzów) i
Kwadrat (103 tys. widzów). Narodowy miał dwukrotnie mniejszą publiczność, a
lepszymi wynikami mogła się pochwalić nawet warszawska Rampa. Największą
frekwencję mają jednak teatry muzyczne. Teatr Rozrywki w Chorzowie odwiedziło
140 tysięcy widzów, warszawską Romę - o dwa tysiące mniej.
Raport pokazuje dobitnie, że zmiany, jakie zaszły w systemie teatralnym, nie
były wynikiem przemyślanej polityki kulturalnej państwa, lecz wymusiły je
cięcia w publicznych finansach. Bierność Ministerstwa Kultury sprawiła, że
ambitny repertuar i kultywowana od lat tradycja stałych zespołów teatralnych
poniosły rynkową porażkę. Oby nie wyciągnięto opacznych wniosków i nie
zlikwidowano jakże potrzebnych instytucji. Ale trzeba je zreformować.
Pomysłodawcą "Raportu o stanie polskiego teatru" omawiającego rok 2001 jest
Andrzej Rozhin. Opracowali go Magda Krzykała, Andrzej Lis, Wojciech
Majcherek. Ankiety rozesłano do 104 teatrów, wypełniły je 84 sceny, odmówiły
m.in. Współczesny z Warszawy i Wybrzeże z Gdańska. 31 marca odbędzie się w
Teatrze Narodowym pod auspicjami ZASP "Sympozjum jutra" poświęcone
przyszłości polskiego życia teatralnego.
KOMENTARZ
Teatr czeka na reformę
Tam, gdzie nie podejmuje się żadnych działań, zmiany wymusza rynek. Tę tezę
potwierdza również raport o stanie polskiego teatru opublikowany przez ZASP.
Przez 13 lat nie uda