Komiks na scenie, czyli praca u podstaw.

15.11.03, 09:55
Zastanawia mnie ostatnio podejście Narodu do twórczości scenicznej
przeznaczonej dla tak zwanego Młodego Widza.
W poniedziałek rozpoczyna się w Poznaniu festiwal (wbrew pozorom i
powszechnemu przeświadczeniu jeden w wielu) sztuk dla dzieci i młodzieży (KON-
TEKSTY 2003).
Czy podejmowanie takich inicjatyw jest zbędne?
Czy jest jakaś szansa na zreformowanie podejścia "fanów" Teatru do dzieł
przeznaczonych dla dzieci?

Ostatnio zostałam uraczona opowieścią o zachowaniu nastoletniej publiczności
na współczesnej , okraszonej westchnieniem brutalizmu, wersji Księcia
niezłomnego - dopingowanie aktorów w teatrze repertuarowym nie należy chyba
do zachowań zwanych "kulturalnymi".
Rozumiem, że Młody Widz, wychowany na estetyce dalekowschodnich filmów
rysunkowych kojarzy klasycznych bohaterów z T R A D Y C J A mangi, ale
gdzieś są chyba granice?
Wydaje mi się, że dopingowanie Don Fernanda hasłami "zgwałć ją, z.....
(cenzura) ją!" może świadczyć albo o nowym modelu zachowań, całkiem
naturalnym i godnym aprobaty, albo o fakcie, iż rzeczony Młody Widz znajduje
się w przybytku Melpomeny po raz pierwszy i rozkoszuje się dziełem nurzając
dłoń w popkornie , i myląc scenę ze szlachetnym ekranem telewizora.

Sądzicie, że jest szansa na zmianę takiego stanu rzeczy?
Czy umożliwienie poznania Teatru dzieciom nie wpłynęłoby uzdrawiająco na Nowy
Nurt Przyswajania Sztuki?

Czy faktycznie scena Młodego Widza zasługuje na podsumowywanie jej zwięzłym
(usłyszanym ostatnio przez mnie z ust Wielkich Gloryfikatorów Teatru
[serdecznie Was pozdrawiam -całkiem szczerze i bez ironii:)] - "A co tam jest
takiego ciekawego?" )?
Pełna wersja