co to jest "teatr tańca" ???????????

IP: *.wiml.waw.pl 29.12.03, 22:25
    • Gość: Efemeryda Re: co to jest "teatr tańca" ??????????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 15:15
      No, jak sama nazwa wskazuje pokrewny ten teatr do "normalnego" - w ten sposób,
      że tez jest scena, aktor - TANCERZ, jest/bywa historia do opowiedzenia,
      (fajnie, jakby była widownia) niemniej innymi środkami i zdarza się, że inna
      historia - bez "puenty", czy "morału", jakby to można prostacko nazwać, bez
      rozwoju akcji. Oczywiście to nie jest reguła.
      Przede wszystkim - nie ma słów wypowiadanych przez tancerzy, a jeśli są, to
      wiadomo, że trafiłaś/łeś na awangardę ;). W końcu w teatrze też czasem
      puszczają muzykę i tańczą.
      Do przedstawienia potrzebny jest tancerz, potem widownia, potem muzyka, albo
      jakieś dźwięki - czasem tancerze sami je produkują, na końcu historia, albo
      ZAGADNIENIE do opowiedzenia, czy trafniej, do przedstawienia (niby tancerz,
      niby ciało, ale suma sumarum ruchome obrazki). To chyba najbardziej
      abstrakcyjna ze sztuk scenicznych i dlatego czasem bywa bardzo trudna w
      odbiorze, poza tym jeśli się w tym nie siedzi i nie ma talentu literackiego i
      wrażliwości, jest trudna do opisania.
      Przedstawienia mogą trwać od kilku minut do półtorej godziny.
      Są cholernie trudne (te ciekawe) do realizacji i zainteresowania widowni, bo
      twórcy dosłownie zamykają sobie usta przy doborze środków, przez które chcą coś
      zakomunikować, a założenia maja ambitne - typu opowiedzieć wiersz nie-wierszem,
      ale muzyka i tańcem, pokazać istotę miłości, kiedy tylko jedna osoba jest na
      scenie i nie może się odzywać ;).
      Generalnie założenia są takie dlatego, że choreografowie i tancerze odwołują
      się przede wszystkim do emocji i zmysłów, a nie do intelektu. Np. owo popularne
      uczucie na "m"; jak mi ktoś opowie słowami, to jest opcja, ze "zrozumiem", ale
      nie "pojmę", nie poczuję czy nie współ-czuję. Zarejestruję w mózgu.
      Tutaj albo zrozumiem, albo nie, niemniej nie intelektem, ale emocjami i dlatego
      tak trudno przełożyć to na słowa chociażby po to, żeby samemu sobie wytłumaczyć
      co sie tam stało ;) ?

      Przedstawienia sa bardzo różne. Albo dostarczają silnych uczuć trudnych do
      opisania, albo zdegustowania, mając do czynienia z pensjonarskim bełkotem,
      czasem zostawiają zupełnie obojętnym. Są też potwornie nudne, na któych nie
      daje sie rady wytrzymać. Niemniej, jeśli trafi się na dobrą kompanię wrażenia
      estetyczne przewyższają chyba wszystko, co widziałam do tej pory w
      instytucjonalnym Teatrze

      Poza tym cholernie, cholernie trudno o ile to w ogóle możliwe wyjść na scenę i
      zatańczyć coś ot, od niechcenia i cyniczne, z przymróżeniem oka. Jak już nic
      innego nie robi wrażenia, często sam ogrom pracy, jaki tancerz/rka wkłada w
      wykonanie tego komunikatu. Technika jest bardzo ważna, nie można zaniedbać
      ćwiczeń, to wychodzi na scenie po dwóch tygodniach wakacji.
      Tańca chyba nie można się nauczyć raz na zawsze, trzeba cały czas ćwiczyć, ale
      to bardzo procentuje.

      Generalnie trzeba się wysilić, żeby zobaczyć i polubieć, bo na początku jest
      ciężko. Poza tym wg. mnie trudno to pojąć jeśli się samemu nie spróbowało
      nauczyć się tańca.
      Jak poznać, to od każdej strony ;).

      I na koniec - chesz zobaczyć dobre przedstawienie - wyjedź z Warszawy. Stolica
      to pod tym względem zabita dechami prowincja wypaczająca gusta i produkująca
      manierystów i snobów, których wyobrażenia nie mają pokrycia w umiejętnościach
      W Polsce ważne centra tańca wspólczesnego to Śląsk, Trójmiasto (Dada von
      Bzdulow, choć jak za nim nie przepadam) Kielce, Poznań, Kalisz.
      Warszawka nawet o tym nie słyszała, ale to może i dobrze ;).
      Z najbliższych sąsiadów za granicą Węgrzy sa światową ligą.

      Generalnie w Polsce ten rodzaj teatru jest mało doceniany i mało popularny, jak
      sama widzisz po tym forum ;)
Pełna wersja