Gość: Efemeryda Re: co to jest "teatr tańca" ??????????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 15:15 No, jak sama nazwa wskazuje pokrewny ten teatr do "normalnego" - w ten sposób, że tez jest scena, aktor - TANCERZ, jest/bywa historia do opowiedzenia, (fajnie, jakby była widownia) niemniej innymi środkami i zdarza się, że inna historia - bez "puenty", czy "morału", jakby to można prostacko nazwać, bez rozwoju akcji. Oczywiście to nie jest reguła. Przede wszystkim - nie ma słów wypowiadanych przez tancerzy, a jeśli są, to wiadomo, że trafiłaś/łeś na awangardę ;). W końcu w teatrze też czasem puszczają muzykę i tańczą. Do przedstawienia potrzebny jest tancerz, potem widownia, potem muzyka, albo jakieś dźwięki - czasem tancerze sami je produkują, na końcu historia, albo ZAGADNIENIE do opowiedzenia, czy trafniej, do przedstawienia (niby tancerz, niby ciało, ale suma sumarum ruchome obrazki). To chyba najbardziej abstrakcyjna ze sztuk scenicznych i dlatego czasem bywa bardzo trudna w odbiorze, poza tym jeśli się w tym nie siedzi i nie ma talentu literackiego i wrażliwości, jest trudna do opisania. Przedstawienia mogą trwać od kilku minut do półtorej godziny. Są cholernie trudne (te ciekawe) do realizacji i zainteresowania widowni, bo twórcy dosłownie zamykają sobie usta przy doborze środków, przez które chcą coś zakomunikować, a założenia maja ambitne - typu opowiedzieć wiersz nie-wierszem, ale muzyka i tańcem, pokazać istotę miłości, kiedy tylko jedna osoba jest na scenie i nie może się odzywać ;). Generalnie założenia są takie dlatego, że choreografowie i tancerze odwołują się przede wszystkim do emocji i zmysłów, a nie do intelektu. Np. owo popularne uczucie na "m"; jak mi ktoś opowie słowami, to jest opcja, ze "zrozumiem", ale nie "pojmę", nie poczuję czy nie współ-czuję. Zarejestruję w mózgu. Tutaj albo zrozumiem, albo nie, niemniej nie intelektem, ale emocjami i dlatego tak trudno przełożyć to na słowa chociażby po to, żeby samemu sobie wytłumaczyć co sie tam stało ;) ? Przedstawienia sa bardzo różne. Albo dostarczają silnych uczuć trudnych do opisania, albo zdegustowania, mając do czynienia z pensjonarskim bełkotem, czasem zostawiają zupełnie obojętnym. Są też potwornie nudne, na któych nie daje sie rady wytrzymać. Niemniej, jeśli trafi się na dobrą kompanię wrażenia estetyczne przewyższają chyba wszystko, co widziałam do tej pory w instytucjonalnym Teatrze Poza tym cholernie, cholernie trudno o ile to w ogóle możliwe wyjść na scenę i zatańczyć coś ot, od niechcenia i cyniczne, z przymróżeniem oka. Jak już nic innego nie robi wrażenia, często sam ogrom pracy, jaki tancerz/rka wkłada w wykonanie tego komunikatu. Technika jest bardzo ważna, nie można zaniedbać ćwiczeń, to wychodzi na scenie po dwóch tygodniach wakacji. Tańca chyba nie można się nauczyć raz na zawsze, trzeba cały czas ćwiczyć, ale to bardzo procentuje. Generalnie trzeba się wysilić, żeby zobaczyć i polubieć, bo na początku jest ciężko. Poza tym wg. mnie trudno to pojąć jeśli się samemu nie spróbowało nauczyć się tańca. Jak poznać, to od każdej strony ;). I na koniec - chesz zobaczyć dobre przedstawienie - wyjedź z Warszawy. Stolica to pod tym względem zabita dechami prowincja wypaczająca gusta i produkująca manierystów i snobów, których wyobrażenia nie mają pokrycia w umiejętnościach W Polsce ważne centra tańca wspólczesnego to Śląsk, Trójmiasto (Dada von Bzdulow, choć jak za nim nie przepadam) Kielce, Poznań, Kalisz. Warszawka nawet o tym nie słyszała, ale to może i dobrze ;). Z najbliższych sąsiadów za granicą Węgrzy sa światową ligą. Generalnie w Polsce ten rodzaj teatru jest mało doceniany i mało popularny, jak sama widzisz po tym forum ;) Odpowiedz Link Zgłoś