Dodaj do ulubionych

Wybieramy Knajpę Roku 2009

IP: 62.77.175.* 05.11.09, 12:47
Mała uwaga techniczna, proszę poprawić linki. Obecnie na końcu każdego
znajdują się dwa znaki ]

Ciekawe miejsca, warte wypróbowania. Cieszę się, widząc takie artykuły.
W przypadku enoteki wybór win wydaje mi się trochę ubogi - wina jedynie
włoskie i austriackie oraz jedno francuskie, a co z hiszpańskimi? Co z
tokajami i porto? Podoba mi się sama idea winiarni, ale chętnie widziałbym
większą różnorodność.
Obserwuj wątek
    • toshiro32 Wybieramy Knajpę Roku 2009 05.11.09, 14:08
      Kierując się opinią GW wybrałem się latem na Pragę do "Balalu" czy
      jakoś tak. Recenzjazachwalała knajpę. Na zewnątrz jest nawet reklama z
      opnią GW czy nawet nagrody otrzymanej od gazety. Jednym słowem ściema
      całkowita! Knajpa beznadziejna-nikomu nie polecam. Świadczy to o
      prawdziwości ocen GW (niestety)
    • Gość: wp Biały Domek - wybór należy do Twojego psa IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.11.09, 20:50
      Panu Maciejowi, który tak rozpływa się nad Białym Domkiem umknął
      jeden istotny fakt - albo dlatego, że mecenasowi p. Macieja było to
      nie na rękę albo z powodu niewiedzy. Otóż jest to
      restauracja "przyjazna psom". Co to znaczy? Pod koniec września br.
      udałem się tam na lunch ze znajomym. Jedzenie było takie sobie,
      kelner przeniesiony wprost z TotoLoto (czy jakoś tak - takie lokale
      gastronomiczno rozrywkowe z lat 80-tych). Gdy już czekaliśmy na
      rachunek, weszła do restauracji pani rubensowskich rozmiarów i
      prowadząc obok siebie jeszcze większego i cięższego psa bez żenady
      usiadła do najbardziej reprezentacyjnego stołu gdzie już oczekiwała
      na nią równie rubensowska koleżanka. Co najważniejsze - ów pies
      podążył za panią i rozsiadł sie obok stołu - zaraz obok innych
      gości, którzy w ciężkim szoku oczekiwali na dalszy rozwój wydarzeń.
      Zanim kelner zdążył rozdać paniom menu, podał psu michę wody, a pies
      bez skrępowania począł głośno mlaskać i rozchlapywać wodę wokół. Co
      było dalej - nie wiem; wyszedłem z niesmakiem. Przy wyjściu, kelner
      z wyrazem pełnego zrozumienia na twarzy poinformował nas, że jest to
      restauracja przyjazna psom. Czyli każdy, jeśli już nie może
      wytrzymać, może przyjść z czworonogiem, dla którego opracowano
      osobne menu. Owa pani jest właścicielką. Lokal jest przyjazny psom
      do tego stopnia, że nie przywykli do tego widoku goście "nie-
      psiarze" nie mają nic do powiedzenia, jeśli obok ich stolika zwali
      się długowłosy labrador (a jaki zapach w deszczową aurę!).
      Smacznego!
      • Gość: syrena Re: Biały Domek - wybór należy do Twojego psa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.10, 23:49
        Tak się składa, że żyłam 2 lata w Niemczech i poznałam tam pewną
        kobietę - Niemkę. Wyobraź sobie, że z psem bywała w każdej
        restauracji - nawet w hotelowych, i za każdym razem dostawał miskę
        wody. Psy są tam traktowane jak ludzie - z szacunkiem, a nie w Polsce
        jak zwykłe kundle co warczą na ludzi. Zapewne to wiąże się z tym, że
        oni sami są mniej agresywni od Polaków, więc psy także. Nie każdy
        łysol w dresach może wciąć sobie rotweilera czy pittbula i straszyć
        nim ludzi. Najpierw sam potencjalny właściciel jest badany
        psychologicznie i sprawdzany, a gdy już dostanie zezwolenie na
        posiadanie psa to ma obowiązek chodzić z nim na szkolenia. Oni
        traktują swoich pupili jak żyjące istoty, a nie burki na łańcuchu do
        pilnowania chaty.
        Nie widzę nic zdrożnego by czysty pupil by ze mną w restauracji. Ale
        co kultura to kultura. Ludzie mają problem z własną higieną co latem
        w tramwajach czuć doskonale, więc ich psy nie mają wyjścia - mogą
        tylko cuchnąć.
        Ciekawe czy tak samo brzydzisz się dziecka z kupą w pieluszce, albo
        starszą osobą, której trzeba pomagać w codziennej toalecie. To samo
        życie :)
    • Gość: Grzegs Wybieramy Knajpę Roku 2009 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.09, 15:18
      Niestety! Maciej Nowak wielkim miłośnikiem jedzenia i smakoszem
      jest, ale powinien zacząć stosować chwyty Louisa De Fines'a
      ze "Skrzydełko czy nóżka". Po prostu jest osobą - by tak rzecz - co
      namniej rozpoznawalną w kręgach gastronoimicznych a także - co sam
      niekiedy podkreśla - zaprzyjaźnioną z coponiektórymi restauratorami.
      Tuszę więc, że jest obsługiwany wszędzie w sposób daleki
      od "standardu" przeznaczonego dla zwykłego i nierozpoznawalnego
      publicznie smakosza. A takich jest przecież trochę.
      Ponieważ konkurs jest arcysubiektywny i oparty o gusta i
      reminiscencje kulinarne, a także wrażenia wyniesione z knajpek
      warszawskich przez Macieja NOwaka - trudo - świetnie - my szarzy
      smakosze musimy zadowolić się takimi, a nie innymi nominacjami.
      Jedyną naszą pociechą jest to, że można odpowiednio knjpę i jedzenie
      skomentować czy też przytoczyć argumenty wskazujące na plusy lub
      minusy nominatów.
      Ot ja pozwolę sobie popastwić się nieco (i podduśić na masełku)
      Sushi Zushi. Tym bardziej czuję się do tego uprawniony, iż znam (a
      czasem należałoby powiedzieć zanałem) wszystkie poprzednie wcielenia
      tej suszolanczowni (bo inaczej trudno to dziś nazwać) poprzez
      znajomość osób tworzących obecnie zespół inkryminowanej knajpki.
      Talent Pana Maćka do sprzedania onegdaj "czegoś pieczonego" w
      Sakhanie na Moliera dorównywał szczytom Tatr. Wrażenia były cudowne
      a konwersacja niewymuszona a inteligentna. Czasem zaskakujące, nowe
      połączenia stawały się cudownym zwieńczeniem wieczoru. I ... to se
      ne vrati!
      Sakhana - nadal poprawna,ale bez "pazurka", za to nadzieja na
      kontynuację w SushiZushi - wielce płonna. Niestety, i w tym
      przypadku widać że lepsze jest wrogiem dobrego i stało się. W
      Sakhanie przynajmniej kelnerki i kucharze interesowali się - a
      przynajmniej sprawiali takie wrażenie - swoimi klientami. Zwłaszcza
      tymi siedzącymi przy pustym talerzyku. Byłem w SushiZushi trzy razy.
      Pierwszym razem - siedząc z trojgiem zakochanych w sushi przyjaciół
      i czekając 45 minut na zamówione dania - sądziłem , że to choroba
      wieku dziecięcego, rozruch, trema, nowe miejsce, etc.
      Drugim razem - nauczony przykrym doświadczeniem razu pierwszego -
      pokłoniłem się Panu Maćkowi licząc delikatnie na jego nadzór (z
      tytułu "starej" znajomości z Moliera) nad jakością i czasem obsługi.
      Nic z tego! Podchodziłem od stolika do baru 4 (sic!) razy z
      częstotliwością ca 10 minut, aby usłyszeć, "już już, dwie minutki".
      Ponieważ był to lunch służbowy, ja zapraszałem przeprosiłem mojego
      towarzysza niedoli. Następnym razem umówiliśmy sie już bez
      eksperymentowania w... Izumi.
      Trzecim razem - pomyśłałem, dam szansę -tamte dwa pierwsze to
      pewnie wpadka. Było z gruntu podobnie.
      Ale co najważniejsze - potrawy zarówno sashimi, jak nigiri czy maki
      nie przedstawiały swoim smakiem i widokiem niczego nadzwyczajnego a
      tym bardziej nie były godne Panamaćkowego rozpływania się. Gdyby nie
      to, że Pan Maciej Nowak z niejednego garnka jadł i widać, że dobre
      jedzenie to podstawa, rzekłbym cytując moją ŚP babcię "nie widziała
      dupa słońca - ogorzała od miesiąca".
      Ponieważ uwielbiam sushi i od lat je jadam, nie korzystam na ogół z
      karty dyktując kelnerowi lub kucharzowi z pamięci gatunki ryb z
      dodaniem tylko formy która mnie interesuje (sashimi, nigiri, maki,
      tempura, etc.) Tę zasadę dwa razy starałem się zastosować i w Sushi
      zushi, ale ...za trzecim razem odpuściłem. Dlaczego? Ponieważ
      usłyszałem kilkakroć: katsuo - nie, nie mamy, wahoo - nie, niestety
      nie mamy, shimaaji - no niestety, też nie mamy, Wie Pan! to nie
      Izumi!!! (tak właśnie!).
      Dlatego - sorewicz, Panie Maćku zarówno smakoszu i recenzencie jak i
      właścielu Zushi - nie przekonacie mnie prędko do
      odwiedzenia "Waszego" miejsca dobrowolnie.
      Tym bardziej mi przykro - ponieważ z zadowolonego klienta stałem
      się - mimo wyrozumiałości i prób ratunkowych - niezadowolonym
      klientem ZushiSushi. A tego w kulinariach szybko się nie wybacza.
      Pozdrawiam i idę sushić na Pl. Zbawiciela.

      Grzegs
      • Gość: Manio Degustator Re: Wybieramy Knajpę Roku 2009 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.09, 21:02
        Otóż!
        Temat ruszany w listach poprzednich znany na świecie jest.
        Prominentnych recenzentów kulinarnych się zna, ba, należy znać. I to
        jest oczywiste. To ma i +++ i minusy. Trzeba próbować. Przemiłego
        skądinąnd Pana Macieja recenzję PIERWSZY RAZ miałem okazję wspomnieć w
        roku 1997 (98?) w knajpce typu bułgarsko-serbskiej (Warna?, nie
        pamiętam..) na Mazowieckiej. Właściciel się najpierw zarumienił, potem
        bananowo uśmiechnął. Co było dalej, było pyszne. I jest do dzisiaj (w
        wielu innych miejscach).
        I ten algorytm polecam ;)
        • franki8 Re: Wybieramy Knajpę Roku 2009 22.11.09, 15:56
          Nie wiem czy dobrze zrozumiałem jeden z poprzednich wpisów, z którego wynikać by
          mogło że właścicielem jednej z nominowanych restauracji jest sam p. Nowak. Jeśli
          to prawda, byłoby to przestępstwo najcięższego kalibru, grzebie albowiem bardzo
          głęboko pod ziemią jakąkolwiek wiarygodność tego pana.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka