Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver

19.12.09, 13:33
> "Cel Marty Widz: (...) długie przerwy śniadaniowe i obiadowe"

Fajnie, tylko druga zmiana na pewno się ucieszy :/

/Gdabski
    • Gość: wdr dyrektor musi zarabiać na sklepiku? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 19.12.09, 14:38
      :)
      może niech lepiej wynajmnie lokal agencji towarzyskiej będzie z tego więcej kasy
    • Gość: Anna Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.09, 18:04
      miast szkodliwych,tuczach chipsów daj dziecku do szkoły na drugie
      sniadanie naturalne,bardzo odzywcze i niskokaloryczne wildwestjerky-
      są juz do kupienia w Polsce/internet/,moje dzieci uwielbiają smak
      teryiaki,sa sycące,a nietuczące.
      • kamel_65 Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 19:21
        Naturalne warzywa? Nie na Ziemi - większość owoców i warzyw jest już
        zmodyfikowana genetycznie, więc nie kumam tego całego szumu przeciw GMO.
    • Gość: hmm Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.09, 18:52
      Ale jest jeszcze druga strona medalu:
      paczka chipsów = 1zł
      słodka bułk a = 1zł
      kanapka = 3 - 4 zł
      To nie dużo ale dla dziecięcego budżetu i postrzegania cen to kolosalna różnica.
      Trzy razy tyle!

      Poza tym pozostaje kwestia sanepidu - żeby sprzedawać chipsy nie trzeba spełniać
      tak wielu warunków jak w przypadku przygotowywania świeżych kanapek. Myślę, że
      to też może być barierą nie do przeskoczenia w pewnych szkołach.
      • katmoso Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 19:20
        w wywiadzie jest kompletnie pominięty aspekt finansowy. sok
        wyciskany z marchwi kosztuje pewnie więcej niż cola, a kanapka ze
        święzymi owocami jest droższa niż zwykła bułka. szkoła na
        tarchominie może świecić przykładem, a zamozni i świadomi rodzice
        zapakują dziecku dobre jedzenie do szkoły. a co z tymi rejonowymi na
        pradze czy woli? czy tam przypadkiem dzieci nie chodzą glodne, a
        batonik za 80 groszy albo słodka bulka musi im wystarczyć za caly
        posiłek? dodaje trochę więcej sił niż samo jabłko...
        • elinkan Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 20:07
          no własnie- kwestia finansowa. poza tym super kolorowe kanapeczki zimą,
          koniecznie sałatka i ogóreczek (poziom azotanów przekroczony o ok. 400%)nie są
          specjalnie zdrowe, idea fajna ale niedopracowana. Co z dofinansowaniem posiłków
          dla najbiedniejszych dzieci i co z nowalijkami w zimie...
          • jan-w Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 20:20
            elinkan napisała:
            > Co z dofinansowaniem posiłków
            > dla najbiedniejszych dzieci i co z nowalijkami w zimie...

            Sprzedawanie chipsów i coca-coli rozwiązuje ten problem?
            Dzieci z ubogich rodzin należy truć i tuczyć?
      • jan-w Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 20:18
        Gość portalu: hmm napisał(a):

        > Ale jest jeszcze druga strona medalu:
        > paczka chipsów = 1zł
        > słodka bułk a = 1zł
        > kanapka = 3 - 4 zł

        To fałszywy cennik. Do pierwszej pozycji należy dodać:
        1. Leczenie otyłości, cukrzycy, chorób kręgosłupa, nadciśnienia, miażdżycy itp.
        2. Koszt renty inwalidzkiej spowodowanej powyższymi chorobami.
        3. Cierpienia schorowanej osoby, problemy jej i rodziny.
        Oczywiście nie od jednej paczki, ale od regularnego trucia się takim pseudpożywieniem.
        Wtedy cennik wygląda zupełnie inaczej.

        > Poza tym pozostaje kwestia sanepidu - żeby sprzedawać chipsy nie trzeba spełniać
        > tak wielu warunków jak w przypadku przygotowywania świeżych kanapek.

        Szkoła sama w sobie musi spełniać odpowiednie warunki higieniczne. A chętni do dostarczania żywności dla szkół też dadzą sobie radę jeżeli postawi się przed nimi odpowiednie wymagania. Nigdzie zresztą nie jest powiedziane że kanapki muszą być robione na miejscu.
        • Gość: hmm Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.09, 20:58
          > Wtedy cennik wygląda zupełnie inaczej.

          Tak, ale koszty o których piszesz to koszty ukryte. Dziecko stojące przed ladą nie myśli o tym. Moglibyśmy również zastanowić się kto jakie podatki odprowadza i która firma zatrudnia niepełnosprawnych, albo która ma największy polski kapital. To zupełnie inny cennik niż ten w głowie pierwszoklasisty kupującego drugie śniadanie.

          >Nigdzie zresztą nie jest powiedziane że kanapki muszą być robione na miejscu.

          Szkoły w artykule tak to rozwiązują - czy to rodzice prowadzący sklepik, czy woźna. Mówimy o dostarczaniu żywności świeżej, jak najmniej przetworzonej. Oczywiście da się to zorganizować na wiele sposobów - również przez firmę zewnętrzną. Problemem są ceny takich wyrobów.
        • kamel_65 Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 22.12.09, 20:28
          A co z biedniejszymi rodzinami?
          Ich dzieci mają chodzić głodne, bo ich nie stać na kupno kanapek?
    • amidala Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 18:58
      Gratuluję inicjatywy. Podoba mi się to bardzo i popieram z całej siły. Ja bym
      chętnie dla tej Pani pracowała! :)
      • Gość: Małgoska Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.adsl.inetia.pl 19.12.09, 19:23
        Super! Jak na razie w ursynowskiej szkole mojego dziecka - chyba
        tylko ja dbam o dietę...No i moje dziecko dostaje do jedzenia co
        innego niż reszta dzieci. A szkoda - i dla mojego dziecka, że
        jest "inne" i dla reszty dzieci, ze są źle odżywiane! Chętnie
        podjęłabym współpracę, choć wprowadziłabym jescze więcej zmian -
        słodyczom kategoryczne nie! Cukier karmi raka, zaśluzowuje organizm,
        zakwasza. To obok białej mąki, konserwantów najgorsza trutka naszych
        czasów...
        Bądźmy świadomi...
    • Gość: m Niezdowe jedzenie - dozwolone od lat 18tu IP: *.adsl.inetia.pl 19.12.09, 19:12
      Skoro wszelkiego rodzaju fast-food'y, czyli czipsy, hamburgery, napoje słodzone, batony i inna wysoko przetworzona żywność powoduje nowotwory, miażdzyce, otyłość, nadcisnienie, ADHD, ogłupia (uszkadza neurony), cukrzycę etc. etc., czyli niektóre z tych rzeczy podobnie jak papierosy czy alkohol, to powinno się ograniczyć ich dostęp dla osób niepełnoletnich.

      A po drugie koncerny produkujące te świństwa powinny płacić za leczenie ofiar.
      Bachorz ADHD w szkole bije innych? Okazuje się że jego starzy żywili się często w McDonaldzie. Niech teraz firma wyłoży kasę na leczenie.
    • nikavocalica Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 19:20
      To ja się może odezwę z drugiej strony barykady, czyli nie jako rozsądna
      dorosła osoba, tylko głupia, chaotyczna, nie znająca się na dietetyce
      gimnazjalistka. Kiedy w szkole ktoś jest głodny, to je kanapkę. Kiedy jest
      zestresowany idzie kupić batonika. W podstawówce też tak było. Ja od siódmego
      roku życia warzywa i owoce jadam sporadycznie, słodycze ubóstwiam i jem
      codziennie. I żyję sobie w świetnym zdrowiu, ostatni raz chorowałam w wakacje,
      kiedy pojechałam do Londynu i latałam po deszczu. Zresztą może nie
      zaszczepiajmy w dzieciach takiego spożywczego rasizmu, ze tego nie wolno jeść,
      bo utuczy. Jak w szkołach zabronią sprzedawania coca-coli to uczniowie będą
      przynosić swoją. I co to za figura "uczyć stylu życia"? Że niby wszyscy mają
      żyć tak samo?
      • Gość: asia Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.09, 19:55
        uzylas wlasciwych epitetow okreslajac swoja osobe, styl zycia uczy nawykow,
        ktore wplywaja na pozniejsze nasze wybory
        teraz mozesz czuc sie dobrze dobrze wygladac, ale za kilka lat zauwazysz, ze
        weglowodany, ktores pozywasz odkladaja je w postaci tkanki tluszczowej na
        brzuchu, posladkach udach, a takze w miejscach, ktorych nie widzisz, jak
        naczynia, skutki dotycza dalekiej przyszlosci, ale nie sa bez znaczenia,
        a co jest zlego w spozywaniu takich pokarkow jak inni, jesli starasz sie
        wyroznic, jest wiele innych kierunkow, komformizm w zdrowym odzywianiu nie jest zly
      • Gość: mini Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.acn.waw.pl 19.12.09, 22:11
        nadmioerne obżeranie się g.ó.wnem juz dało efekty... co za idiotka:/
      • Gość: ... Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.09, 23:42
        A słyszałaś kiedyś o chorobach cywilizacyjnych? Cukrzyca? Choroba
        wieńcowa? Nadciśnienie? Nie? To obyś po takim odżywianiu nie
        usłyszała...
      • Gość: Toni Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.167.216.81.static.h.siw.siwnet.net 19.12.09, 23:50
        A dlaczego tytulujesz sie "glupia", mozesz miec inne poglady. Ludzie sa rozni,
        niektorych nic nie dobije, ale trzeba walczyc o wiekszosc a nawet mniejszosc,
        ktorym niezdrowa dieta szkodzi.
        A szkola , pomysl, to okres nie tylko 2+2=?? lecz takze czas ksztaltowania wielu
        spraw na przyszlosc, w tym takze stylu zycia a w tym stylu zycia zdrowego zywienia.
        Wszystcy faktycznie powinni zyc tak samo zdrowo, nie widze w tym bledu.
        Pieniadze w przyszlosci mozna wydawac lepiej niz na leczenie.
        Batonika na stres popieram, cukier jest wtedy potrzebny. Wez jakiegos z
        orzeszkami, bedzie dzialal dluzej. Zycze rzadkich stresow i smacznych batonikow.
      • kinskyart Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 20.12.09, 07:46
        A co to za figura w ogóle uczyć czegoś? Przecież człowiek żyjący w stanie
        dzikim, cieszy się doskonałym zdrowiem przez jakiś czas, a nie zna nwet pisma,
        je co złapie, mieszka w szałasie albo na drzewie, kopuluje, jak spotka partnera
        w rui. Pieprzyć styl życia, pieprzyć spożywczy rasizm. Żryjmy co popadnie,
        szczególnie jak jesteśmy w stresie.
        Dziękuję nikavocalica, za bardzo mądry i potrzebny wpis :) batonika?
    • Gość: Podatnik Nawiedzona baba bawi się za nasze podatki!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.09, 20:24
      To jest skandal!!!
      • Gość: XXX Lecz sie pajacu. IP: *.aster.pl 19.12.09, 20:53
    • Gość: Chipsy - metal Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.147.36.151.nat.umts.dynamic.eranet.pl 19.12.09, 21:06
      Ja ostatnio w Laysach znalazłem kawałek metalu, na szczęście nie zjadłem.
      Oprócz tego chipsy śmierdzą.

      • real-wegierka Re: Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver 19.12.09, 21:25
        Niech tak robią dalej. Moje poparcie mają.
    • Gość: Nie tylko jeść Jednej rzeczy dzieciom brakuje - ruchu.. IP: *.ists.pl 20.12.09, 00:17
      Siedzą w ławkach wiele godzin dziennie. Tymczasem wystarczyło by siadać tylko
      wówczas, gdy jest to konieczne. Do pisania. Do czytania. Do komputera.

      Właśnie bezruch, wielogodzinny codzienny wieloletni bezruch rodzi problemy z
      nadwagą i zdrowiem. Wcale nie idzie o to aby dzieciaki biegały kilometry na WF-ie.

      Chodzi o naturalną aktywność, czyli nie siedzenie w ławkach ale stały ruch.
      Dziecko powinno stale stać, chodzić, przechodzić, kucać, wyginać się, itd. Być
      w ciągłym ruchu.

      Dopiero taka aktywność w połączeniu z dobrym jedzeniem będzie dawała zdrowie.

      Zaległości są potworne. Brak nawyku ruchu w szkołach, niezdrowe jedzenie, brak
      ciepłej wody i czystych sanitariatów, brak nawet papieru toaletowego.
      Generalnie za krótkie przerwy, za ciężkie plecaki.

      I na koniec: FALA. Brak bezpieczeństwa. Dzieciaki powinny czuć się całkowicie
      bezpiecznie. Tak nie jest.

      Pokażcie mi szkołę bez inicjacji "mycia głowy wodą spuszczaną w ustępie". Jak
      dziecko poddane takiemu atakowi na godność człowieka ma wyrosnąć na kreatywną
      jednostkę. A dla wielu dzieciaków jest to codzienność!!
      I to ma być przyszły kto? Ofiara losu? No bo co innego??
      Zamiast się uczyć i wzrastać będzie nieustannie myślało nad nędzną egzystencją.

      Rodzice zaś często na widok chuliganów - kolegów szkolnych swojego dziecka
      uciekają w popłochu na drugą stronę ulicy. Dziecko nie da rady uciec. Nie ma
      szans.
    • wybitniemadry zlikwodowac szlone sklepiki 20.12.09, 00:23
      czy uczen musi ciagle cos wpierda....?
      • Gość: Kaśka Re: zlikwodowac szlone sklepiki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.10, 21:55
        Też nie wiem po co te sklepiki....
    • Gość: P. Spalić chipsy! - urzędniczka jak Jamie Oliver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.09, 10:50
      Przyznam, że mam mieszane uczucia.

      Mnie też irytuje, że w sklepiku w szkole mojego dziecka są wyłącznie chipsy etc. Także uważam, że warto się postarać, żeby było inaczej.

      Z drugiej strony - jestem przeciwnikiem przeginania i nadgorliwości.

      Po pierwsze: fakt, chipsy są niezbyt zdrowe. Zwłaszcza, kiedy się je je często. Natomiast zjedzenie raz na jakiś czas chipsów czy wypicie raz w czas butelki coli - nie przesadzajmy. Ja kiedyś jadałem chipsy od czasu do czasu, coli pijałem sporo. Dziś chipsów nie jem, bo mi nie smakują, colę piję od wielkiego dzwonu. Żyję, zdrowy jestem, cukrzycy nie mam, serce jak dzwon. A w przeciwieństwie do dziewczyny piszącej parę postów wyżej nie jestem gimnazjalistą, tylko panem w okolicach czterdziestki :-)

      Moim zdaniem ma sens _edukacja_ i pokazywanie dzieciom, co zdrowe, a co nie - ale nie ma sensu malowania chipsów czy coli w barwy "zła wszelkiego" i wcielenia szatana. Pamiętajcie - owoc zakazany smakuje najlepiej. Ja moim dzieciom zawsze mówię: zjesz na urodzinach u kolegi trochę chipsów? OK. Ważne, żebyś nie przesadzał. A na co dzień w domu jedzą zdrowo.

      Nawet ten nieszczęsny McDonald - nie przesadzajmy. Ja tam nie jadam (bo nie lubię...), ale jak ktoś _od_czasu_do_czasu_ zje hamburgera, to naprawdę szkoda mu się nie stanie.

      To tak samo jak z alkoholem: kieliszek wina czy czegoś mocniejszego raz w czas nie zaszkodzi - dopóki się człowiek nie upija czy nie zaczyna pić regularnie.

      A słodycze? Kurczę, dzieci lubią słodycze. Lubią, lubiły, będą lubić. Nie będzie słodyczy w szkolnym sklepiku? Kupią batonika w kiosku w drodze ze szkoły. To chyba przede wszystkim kwestia wychowania w domu, uświadomienia dzieciom że "co za dużo to niezdrowo", że słodycze czasem - OK., słodycze często czy codziennie - lepiej nie.

      Moim zdaniem wyjścia są dwa:

      1. Można zmusić ajentów szkolnych sklepików, żeby uwzględniali żądania rodziców i mieli w asortymencie zdrową żywność _obok_ innych rzeczy.

      2. Można też - jak ktoś słusznie zauważył wyżej - doprowadzić do likwidacji szkolnych sklepików, a za to zapewnić uczniom możliwość zjedzenia kanapki i wypicia herbaty w szkolnej stołówce.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja