kapitan.kirk
03.09.10, 19:27
Niemcy zrzucili bomby w rejonie rynku w Krzemieńcu, zabijając ok. 50 osób. „Miejscowość ta,
bezbronne otwarte miasteczko zostało dziś o 11 zbombardowane” - notował ambasador USA
Biddle. Atak wywołał wówczas furię dyplomatów. „Natychmiast odbyli oni gniewne spotkanie pod
przewodnictwem ambasadora Biddle'a. Poza Szwajcarami, których główną troską było pokazanie,
jak bardzo są neutralni, szefowie misji postanowili wysłać do swych rządów telegramy protestujące
przeciwko bombardowaniu ludności cywilnej. Zostały one nadane z miejscowej poczty. (...)
Brytyjscy dyplomaci nie rozumieli odpowiedzi, jaka błyskawicznie nadeszła z Londynu. »Czy możecie
udowodnić, że Krzemieniec nie jest węzłem kolejowym «” - pisał Bethell.
Jeśli tylko rzeczywiście byli dyplomatami, to z całą pewnością zrozumieli... Już 1 września 1939
prezydent USA wystapił w radio z apelem do rządów europejskich, żeby w czasie działań
wojennych oszczędzały ludność cywilną i ograniczyły bombardowania do celów ściśle militarnych. Już
w kilka dni później wszystkie walczące strony ochoczo się na to zgodziły - Niemcy ze względów
propagandowych, a Francja i Anglia po części z braku środków, a po części po prostu ze strachu
przed odwetem. W tej sytuacji rządy brytyjski i francuski dość rozpaczliwie usiłowały zanegować
fakt bombardowania przez Luftwaffe nie bronionych miast czy kolumn uchodźców w Polsce, aby
tylko nie musieć spojrzeć prawdzie w oczy i rozpocząć prawdziwych bombardowań celów w głębi
niemiec, zamiast "akcji ulotkowych" :-/
Pozdrawiam