Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce

07.04.04, 08:09
Zanim kupiłem mieszkanie dwa razy sprawdzałem co może powstać na łące za
oknem. Z planu perspektywicznego wiem, że przez 20 lat mogę spać spokojnie.
Ja rozumiem, że Państwo z Głębockiej 106/108 są rozgoryczeni, bo chcieli
mieszkać na prowincji w ciszy i spokoju (świadczy o tym gruby kamienny mur
ogradzający ich mini osiedle), ale od dawna mówiono, że na sąsiedniej działce
ma powstać osiedle niskich bloczków. Firma Antczak budująca osiedle Białe
Łąki dostała przecież wszelkie wytyczne i zatwierdzony projekt inwestycji.
    • chaladia Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce 07.04.04, 09:29
      Jak się chce mieszkać stosunkowo blisko Centrum (do Carrefoura Targówek 1 km,
      do PKiNu 9 km), to trzeba się liczyć, że nie jest się jedynym, który ma takie
      zachcianki. Mając takie pieniądze na kamienne ogrodzenie, można było dokupić
      jeszcze hektar łąki i wtedy nikt by nie mógł się pobudować "zbyt blisko". Co to
      zresztą oznacza "zbyt blisko"? 8 metrów (2*4) gwarantuje Prawo Budowlane.
      Myślę, że jest tam tego kilka razy więcej...

      Moja Grabina stoi pomiędzy dwiema (kiedyś trzema) strefami zakazanymi dla
      budownictwa: z jednej strony linia 110 kV, z drugiej strefę ochronną tłoczni
      gazu Rembelszczyzna a od trzeciej była rezerwa gruntu na Trasę Olszynki
      Grochowskiej, ale ją skreślono z planu... trzebaż było jednak zmyślnego
      developera, żeby takie rzeczy sprawdzić i wybrać odpowiedni kawałek gruntu.

      Jak ktoś inwestuje na własną rękę, to nie ma czasu wszystkiego sprawdzić.
      Osobiście nie zdziwię się, jeśli po drugiej stronie działi Głębocka 106/108 w
      ciągu 10 lat powstanie następne osiedle, a od wschodu - trzecie...

      Szkoda mi tylko tego ślicznego modrzewiowego kościółka, który zupełnie nie
      pasuje do "miejskiej" zabudowy. No i jeszcze jeden "przykry" widok. Prześliczne
      osiedle w "lasku" przy stadninie koni naprzeciwko Głębockiej 106/108
      zaczyna "wyłazić" z tego lasku, gdyż developer je "dogęszcza" i drzewa szybko
      znikają. A bez tych sosen całość przestaje być ciekawa...
      • sloggi Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce 07.04.04, 09:43
        Boom budowlany w okolicach Lewandowa, Grodziska k.Marek, Kątów Grodziskich i
        Augustowa jest faktem. Zgadzam się z Chaladim - można było odkupić pas łąki i
        mieć na własność barierę przed inwestycjami "za płotem".
        • kristal Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce 07.04.04, 12:28
          Widziałem to zdjęcie w gazecie i jakoś nie wydaje mi się żeby budynek
          o 3 piętrach i poddaszu miałby cokolwiek zasłonić, zwłaszcza od południowej
          strony, no chyba że sąsiada oddalonego o 150 metrów.
          Pewnie lepij by było jakby powstałą tam super posejsa, ale jakoś nikt na
          działce 1.5 h nie kwapił się do posesji. A tak w ogole to Głebocka wczesniej
          czy później się zagęści i będzie mało prywatności i ciszy. Juz teraz ruch jest
          wzmożnoy i wszyscy walą autami osobowymi bo jest tylko jedna linia 132 .
          Niektórym to się w głowach poprzewracało, niestety.
          Jestem za Antczakiem.
      • Gość: ? Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce IP: *.handelsbanken.se 07.04.04, 12:56
        mam pytanko - gdzie w prawie budowlanym mozna odnalezc wzor na podstawie
        ktorego udalo ci sie obliczyc odleglosc na 8m ?
        • chaladia Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce 07.04.04, 15:01
          4 metry od ściany z oknem do granicy działki.
          Pomnóż to przez 2, bo dotyczy to obu stron.

          Wzorów zadnych nie ma. Przed wojną były wzory na "zasłanianie światła
          słonecznego" i wykupywało się "światło" od sąsiadów, ale to było w epoce bardzo
          gęstej "studniowej" zabudowy czynszowej w centrum i istotnie 6-kondygnacyjna
          kamienica wybudowana o kilka metrów od granicy mogła stanowić problem.

          Pozostaje jeszcze sprawa dojazdu dla wozów bojowych straży pożarnej, która z
          reguły powoduje, że dla wysokich budynków 4 metry od granicy działki do ściany
          nie wystarcza - ale tutaj domy mają po 3 piętra, czyli nie więcej niż to się
          zdarza "szeregowcom", więc nie powinno być takiego wymogu.
          • Gość: Nemo Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 17:40
            Widziały gały, gdzie się osiedlały. Tak jest w całej Polsce, niestety, może i
            stety.
            To jest zresztą szerszy problem. Każdy jeden (nie mówię o mieszkańcach dworców
            i wiosek z postepegierowkich suburbiów)chce jeździć samochodem, ale droga czy
            inna autostrada ma jak najdalej od domu jego przebiegać. Przez telefony
            komórkowe rozmawiają bez końca, ale masztów nie chcą. W wielkich centrach
            handlowych zakupy bez końca robią, ale ich koło siebie nie chcą, albo jak już
            są, to żeby towarów nie dowozić. Itd, itp, etc !!!!!
            Z takim brakiem konsekwencji i logiki to idźcie sobie ludzie do diabła, zamiast
            bezproduktywne krytyki podnosić. Zresztą można się wyprowadzić. W takich, dajmy
            na to Siemiatyczach(Woj. Podlaskie), czy w innym Las Vegas (Nevada, USA) też
            jakoś żyć można. W tym ostatnim zresztą to i pieniądze niż w Stolicy większe.
            A one tak się do tej Warszawy przyssały, jak SLD do koryta i jeszcze im
            wszystko przeszkadza
            • niech Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce 07.04.04, 17:42
              Bylem w Siemiatyczach. Tam nie mozna zyc. Zreszta mieszkancy o tym wiedza i
              wszyscy wyjechali do Belgii.
              • Gość: Nemo Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 21:25
                Mówisz,że w Simiatyczach nie można żyć? O ile nawet miałbyś częściowo rację, to
                Warszawiak, który pobudował się w Białołęce, poradziłby sobie i w
                Siemiatyczach. A jak by dobrze działkę wybrał, to by mu na pewno sąsiedztwa tak
                jak w Warszawie nie zabudowali. A więc "Go east to Siemiatycze"!
    • Gość: sąsiadka :) Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce IP: *.ask / *.ask-klan.net.pl 11.04.04, 12:30
      Pani Anna Kurowska - autorka tego artykułu została chyba bardzo porządnie
      ugoszczona przez sąsiadów budowy :)

      Budynki są trzy i cztero piętrowe, ale łącznie z poddaszem (ostatnie piętro to
      właśnie poddasze). To po pierwsze. Po drugie taka wysokość (zgodnie z prawem)
      to jest niska zabudowa. Po trzecie mieszkańcy Głębockiej 106 wybudowali sobie
      mur pod oknami, jeśli chciało im się prywatnego osiedla, mogli wykupić z 10
      metrów więcej gruntu :) Sądząc po domach jakie wybudowali na to ich stać. Po
      czwarte: osiedla naprzeciwko też mają taką wysokość i wszystkie powstające będą
      miały po 3-4 piętra.

      I po piąte: osiedle będzie ładne. Naprawdę ładne. I ja tam zamieszkam :) Z
      czego się bardzo cieszę. A niezadowolonych sąsiadów pozdrawiam!!!
      • chaladia Gdybyż... 11.04.04, 14:13
        Gdybyż mieszkańcy nowych Osiedli na Zielonej Białołęce całą tę energię, którą
        marnują na obrzucanie się błotem bez sensu spożytkowali na wywarcie nacisków na
        Gminę (a może i trochę kasy wyłożyli na to, zamiast na adwokatów i łapówki dla
        pismaków GW), to może:
        - powstałby wzdłuż Głębockiej chodnik jak należy, który bardzo by się przydał,
        - zrobiono by porządny zjazd z Głęboskiej na Trasę "T", co ukróciłoby korki,
        - a może nawet doprowadzono by tramwaj z Annopola...

        Panie i Panowie Sąsiedzi - tm ma być Wasz Heimat przez najbliższe kilkadziesiąt
        lat - czy chcecie, by Wasze sąsiadowanie zaczęło się od awantury
        udokumentowanej w prasowych artykułach, a potem "im dalej, tym gorzej"?
        • Gość: sąsiadka :) Re: Gdybyż... IP: *.ask / *.ask-klan.net.pl 11.04.04, 22:07
          Otóż to :) Ale naciski na Gminę na nic się teraz nie zdadzą. Mogłyby być
          uwzględnione jedynie podczas powstawania Planu Zagospodarowania Przestrzennego
          Gminy. Żadna Gmina na tym etapie nie zmieniłaby tego planu, gdyż równałoby się
          to ze stwierdzeniem, że Plan ten jest do niczego. I gotowa kolejna gazetowa
          afera, tym razem o "niekompetencji w zarządzaniu środkami finansowymi Gminy". I
          tak źle, i tak niedobrze.

          Jedyną receptą na jako takie zadowolenie jest perspektywiczne patrzenie i
          myślenie.

          A wszyscy zbulwersowani artykułem powinni się w okolicę budowy wybrać i
          zobaczyć na własne oczy, że artykuł jest nazbyt doprawiony i za dużo w nim
          pieprzu.
          • chaladia Re: Gdybyż... 12.04.04, 00:29
            Chodniki i druga gałąź koniczynki przy Trasie Toruńskiej to chyba w planach
            zagospodarowania są. Tramwaju raczej nie ma, ale nikt chyba nie spodziewał się
            takiego boomu budowlanego na Zielonej Białołęce... więc trudno by nazwać
            modyfikację planu zagospodarowania blamażem.
            • Gość: sąsiaska :) Re: Gdybyż... IP: *.ask / *.ask-klan.net.pl 13.04.04, 13:46
              Chodziło mi o modyfikację planu w zakresie rodzaju zabudowań i ich wysokości.
              Wywieranie nacisków na gminę jest całkowiecie niezasadne w sytuacji, gdy plan
              już jest, działki budowlane sprzedano, pozwolenia budowy wydano a kilka osiedli
              już w okolicy istnieje...

              Co do potrzeby wybudowania chodników i zmodyfikowania połączenia z trasą
              toruńską, zgadzam się w zupełności. Do tego trzeba by również zaangażować ZTM i
              za jakiś czas poprosić o dodatkowy autobusik, lub chociaż zmianę trasy w
              kierunku Żoliborza i Woli.
              • chaladia A mnie nawet to przez myśl nie przeszło... 13.04.04, 19:27
                ...bo podobnej bzdury w zyciu nie słyszałem. Mieszkańcy tego "ekskluzywnego"
                kompleksu ni to rezydencji - ni to czworaków muszą mieć dużą zdolność
                przekonywania, jeśli ktokolwiek mógł pod ich wpływem pomyśleć o zmianie planu
                zagospodarowania w taki sposób... Przecież to, co Wy sobie budujecie to też
                jest Low Rise Medium Density Development, tak samo, jak ich. Oglądałem sobie to
                dziś rano jadąc do pracy - odległość między budynkami wynosi kilkanaście
                metrów, jeśli nie dwadzieścia kilka. Jeśli ktoś w takich warunkach protestuje,
                to znaczy, że nie ma wszystkich w domu. Przy okazji - o ile się nie mylę, to
                ina takie ogrodzenie, jakie oni sobie wystawili trzeba mieć zgodę sąsiadów.
                Ciekawe, czy mieli....
                • Gość: sąsiadka :) Re: A mnie nawet to przez myśl nie przeszło... IP: *.ask / *.ask-klan.net.pl 13.04.04, 23:00
                  Pozwolę sobie zacytować Pańską wypowiedź: "muszą mieć dużą zdolność
                  przekonywania, jeśli ktokolwiek mógł pod ich wpływem pomyśleć o zmianie planu
                  zagospodarowania w taki sposób..." - pozwolę sobie również zauważyć, że to
                  właśnie z Pana strony po raz pierwszy padło stwierdzenie o wywieraniu nacisków
                  na gminę (wypowiedź z 11-04-04, cytuję: "całą tę energię(...) spożytkowali na
                  wywarcie nacisków na Gminę"). Więc trzymając się tego wątku zupełnie nie pasuje
                  stwierdzenie o "podobnej bzdurze", o której Pan mówi.

                  Pozwolę sobie znów zacytować "odległość między budynkami wynosi kilkanaście
                  metrów, jeśli nie dwadzieścia kilka". I właśnie o tym myślałam, pisząc w swej
                  drugiej wypowiedzi (z 11-04-04), że "artykuł jest nazbyt doprawiony i za dużo w
                  nim pieprzu" . I również się zgadzam z Panem, że "nie ma wszystkich w domu".
                  Przestrzeń jest duża, słońca zbraknąć mieszkańcom nie powinno.

                  Jeśli chodzi o ten nieszczęsny mur, to jest troszkę inaczej. Nie trzeba mieć
                  zgody sąsiada, ale na ogrodzenie nieażurowe trzeba mieć pozwolenie budowlane (a
                  wynika to również z prawa ochrony środowiska).

                  No cóż. Uważam temat za wyczerpany. Dotychczasowe odwołania zostały odrzucone
                  jako niezasadne, także i w WSA. Dla sąsiadów budowy, mieszkańców Głębockiej 106
                  (jeśli chcą walczyć do końca), pozostała jedyna, ale w tym przypadku dość
                  kosztowna deska ratunku. Mianowicie mogą oni jedynie odwołać się do NSA,
                  ale.... jeśli ich wniosek zostanie odrzucony ponoszą koszty w wysokości kilku
                  procent (chyba, ale ręki nie dam sobie za to obciąć, bo nie jestem absolutnie
                  pewna tej wielkości) wartości przedmiotu "sporu" (czyli wartości budowanego po
                  sąsiedzku osiedla). Nawet gdyby to był "tylko" 1%, to kwota i tak byłaby
                  ogromna. Osobiście uważam, że to wielkie ryzyko, biorąc pod uwagę historię
                  dotychczasowych odwołań.

                  Myślę, że pora zakopać topór wojenny i zacząć żyć w sąsiedzkiej zgodzie. I
                  życzę dużo słońca swoim przyszłym sąsiadom.
    • chaladia No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 08.06.04, 21:41
      Codziennie rano przejeżdżam samochodem obok tej budowy i widzę, że mury
      osiągnęły swoją maksymalną wysokość, a słońca sąsiadom nijak nie zasłaniają.

      Będzie to ładne osiedle, szkoda że w towarzystwie tak niemiłych sąsiadów...
      • pan_pndzelek Re: No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 09.06.04, 11:29
        chaladia napisał:
        > Będzie to ładne osiedle, szkoda że w towarzystwie tak niemiłych sąsiadów...

        Zawsze można im nocą śmieci przez siatkę wysypać albo psa przed furtką
        wysadzić...
        • chaladia Re: No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 09.06.04, 12:08
          Problemem jest to, że chamami to są oni, a nie reszta PT Sąsiedztwa...
          Ten kompleks czterech bliźniaków zbudowano w systemie "rijadzkim". To znaczy
          otoczono blisko trzymetrowym murem z kamienia. Zaglądając przez żelazną bramę
          widzi się, że wewnętrzna uliczka dojazdowa do posesji też jest ze starych płyt
          drogowych, do tego dość niechlujnie układanych - czyli: luksus zaczyna się
          na "swoim". Cokolwiek poza granicą działki może być chlewem.
          • pan_pndzelek Re: No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 09.06.04, 12:13
            chaladia napisał:
            > Problemem jest to, że chamami to są oni, a nie reszta PT Sąsiedztwa...

            No i właśnie ich ogródki i ich furtki miałem na myśli...

            > Ten kompleks czterech bliźniaków zbudowano w systemie "rijadzkim". To znaczy
            > otoczono blisko trzymetrowym murem z kamienia.

            Swoją drogą akurat to by mi się podobało, lubię być solidnie odgrodzony. A Ty
            uważasz, że tak jest źle?
            • chaladia Re: No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 09.06.04, 13:31
              pan_pndzelek napisał:

              > chaladia napisał:
              > > Problemem jest to, że chamami to są oni, a nie reszta PT Sąsiedztwa...
              >
              > No i właśnie ich ogródki i ich furtki miałem na myśli...

              Ba! Oni mają własną bram, prowadzącą do ich "uliczki". I ten ich podjazd
              wygląda jak mniej-więcej podjazd do zlewni szamba - koślawe płyty drogowe i
              niezbyt prosta żelazna brama z prętów. Już tego nie da się sforsować. A
              strzyżone trawniczki zaczynają się dopiero za wjazdami z tej płytówki
              na "posesje".

              > > Ten kompleks czterech bliźniaków zbudowano w systemie "rijadzkim". To
              znaczy otoczono blisko trzymetrowym murem z kamienia.
              >
              > Swoją drogą akurat to by mi się podobało, lubię być solidnie odgrodzony. A Ty
              > uważasz, że tak jest źle?
              >

              Typowo bliskowschodnie rozwiązanie - mur ma być tak wysoki, by człowiek z
              grzbietu wielbłąda nie mógł zajrzeć do środka. Osobiście nic przeciw temu nie
              mam, choć na Grabinie płotki są jednometrowe. Problemem jest podejście: "w
              środku strzyżone trawniczki i basenik - z za płotem chlew ze śmietniskiem".
              NB - ci ludzie pieklą się, że domy "zasłonią im widok". A cóż oni widzą ze
              swoich niewielkich skądinnąd ogródków poza kamiennym murem!?!?
              • pan_pndzelek Re: No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 09.06.04, 14:54
                chaladia napisał:
                > Już tego nie da się sforsować.

                Stanąć trzeba tyłem do muru w lekkim rozkroku, wór ze śmieciami postawić
                pomiędzy nogi, chwycić oburącz i... wymach do tyłu... Doleci... a jeszcze po
                drodze rozleci się na części niczym odłamkowy...

                > Problemem jest podejście: "w
                > środku strzyżone trawniczki i basenik - z za płotem chlew ze śmietniskiem".

                To fakt... cała Płn. Afryka się kłania... oni śmieci z tych willi wysypują
                chyba w taki sposób jak opisałem powyżej... nie tylko z willi zresztą...
                • chaladia Re: No i co? Żadnego słońca nie zasłaniają... 09.06.04, 15:31
                  pan_pndzelek napisał:

                  > Stanąć trzeba tyłem do muru w lekkim rozkroku, wór ze śmieciami postawić
                  > pomiędzy nogi, chwycić oburącz i... wymach do tyłu... Doleci...

                  Napewno! Ja mam ten manewr doskonale wyćiwczony przy wrzucaniu 120-litrowych
                  worów ze skoszoną trawą do pojemników na materiały kompostujące - trzeba
                  wrzucić taki 40-kilowy (co najmniej) woreczek w dziurę na wysokości 2 m. Wcale
                  to nie jest ani lekkie, ani łatwe...
    • Gość: piszedalej Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.06.04, 06:33
      Cos z tego artykulu wynika, ze mieszkancy tych domkow to jest raczej
      konfliktowa grupa... Tytul tego artykuly chyba sie wlasnie do nich odnosi.
      • sloggi Re: Kłopotliwe sąsiedztwo w Białołęce 09.06.04, 11:24
        Wydaje mi się, że Ci Państwo wybudowali swoje, ogrodzone wysokim murem osiedle
        domków przynajmniej o 50 km. za blisko Warszawy. A bloczki już są prawie pod
        dachem - nieduże i sympatyczne.
    • chaladia Oglądałem... 20.06.04, 14:42
      Najbliższy z trzypiętrowych domów ma już więźbę dachową. Nie robi wrażenia
      przytłaczającego te czworaki, których właściciele do tego stopnia się obawiali
      o swoją prywatność.
      Tak mi przyszło do głowy, że być może oni tam za tym kamiennym ogrodzeniem
      biegają na golasa i uprawiają sex na wolnym powietrzu... gdyby tak było, to
      może dało by się wytłumaczyć ich frustrację.
Pełna wersja