Gość: wój
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.11.10, 14:28
W moich czasach studenckich takie miejsca, jak skarpa, „Cafe Cardinalle”, brama wydziału filozofii, ogródek na psychologii, były w centrum życia nie tylko towarzyskiego, ale też intelektualnego, choć może z trochę innej strony. Tam rozpalały się łby wystygłe na wykładach, tam spierano się o dogmaty i wyprowadzano twierdzenia. Powstawały najdziksze pomysły, nieraz wspólnie z ciałem pedagogicznym. Nieraz jeden z drugim wziął się za pióra.
Od jakichś 10 lat zaczęło to wszystko cichnąć i uspokajać się. Może młodzież wzięła się za naukę i myślenie o przyszłości, może mają mniej siły (chociaż ja pracowałem i studiowałem całe 6 lat ;)), może po prostu się zmieniła. Zamiast dysput nad winem wolą kawkę w sieciówce… W sumie cieszę się, że załapałem się na ten lumpeninteligencki okres, chociaż dzisiaj pewnie bym się irytował, że śmieci i hałas :/