Gość: aferymokotowskie
IP: 178.73.48.*
05.03.11, 05:01
A ich nie mogli przez miesiące wyrzucić, aż sami odeszli po miesiącach w chwale, choć powinni na zbity pysk wyrzucić i Dulskiego i Sykulskiego. Pewnie jak sprawa przycichnie wrócą.... bo poseł Ross i inni ze spólki nadal w partii ....
warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8475258,Nie_musieli_wyrzucac_dzialaczy_z_PO__Sami_odeszli.html
Nie musieli wyrzucać działaczy z PO. Sami odeszli
Jan Fusiecki2010-10-07, ostatnia aktualizacja 2010-10-06 21:45
- Dobrze, że sami zdecydowali się odejść z naszej organizacji - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska o dwóch wpływowych działaczach mokotowskiej PO, którymi po naszych publikacjach zajął się partyjny sąd.
Przyznaje, że zainspirowały ją doniesienia prasowe. Obaj działacze od maja tego roku byli bohaterami licznych artykułów, głównie w "Gazecie". Opisaliśmy m.in. rolę Pawła Dulskiego podczas likwidacji apteki przy ul. Puławskiej 10. Prowadził ją tam Karol El Kashif w lokalu podnajętym od jubilera Andrzeja Zgirskiego.
Gdy wyszło na jaw, że jubiler oddał lokal na aptekę nielegalnie, mokotowscy urzędnicy poszli mu na rękę. Nie rozwiązali umowy najmu, choć w analogicznych przypadkach traktowali najemców surowo. Jubilerowi sugerowali, że utrzyma korzystną dla siebie umowę najmu przy Puławskiej 10, jeśli sam usunie El Kashifa.
Wtedy do akcji wkroczył Paweł Dulski. Pewnego dnia zjechał do apteki, przedstawił się El Kashifowi jako anioł Zgirskiego. Powoływał się na znajomości w radzie Mokotowa. Jubilerowi radził: "Niech on [El Kashif] wypierd... przez weekend. Tu postawić mu nad głową kata i niech ten kat go katuje".
Jubiler posłuchał. Za pomocą wynajętej firmy ochroniarskiej, bez wyroku sądu, wywiózł apteczne wyposażenie i w opróżnionym lokalu otworzył sklep jubilerski. Urzędnicy nie interweniowali.
Wcześniej Paweł Dulski ze swoim wspólnikiem i przyjacielem Pawłem Sykulskim wystąpili w roli egzekutora w jednym z mieszkań na Białołęce. Tym razem chodziło o wyrzucenie Andrzeja Starczewskiego, który miał prawo mieszkać w kupionym przez Dulskiego mieszkaniu do czasu otrzymania lokalu zastępczego. I tym razem doszło do użycia siły. - Obaj panowie wymienili zamki. Zimą znalazłem się na bruku - wspomina Andrzej Starczewski. Jak się potem okazało, było to bezprawne: sąd przywrócił Starczewskiemu tzw. stan posiadania, a więc prawo do mieszkania w spornym lokalu.
- Wyrzucanie ludzi bez wyroku eksmisyjnego nie mieści się naszych standardach. Odbyła się już pierwsza rozprawa. Jestem pewna, że sąd koleżeński wyrzuciłby obu panów z naszych szeregów - mówi Julia Pitera.
Dodaje, że miała do nich też inne zarzuty: o finansowanie ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu z pieniędzy spółki należącej do tandemu Dulski - Sykulski oraz nieprawidłowe rozliczenie wydatków biura poselskiego posła Tadeusza Rossa, podpisane przez Pawła Sykulskiego.
Obaj działacze postanowili nie czekać na wyrok sądu. Sami złożyli rezygnację. - To dowód, że potrafimy oczyszczać nasze szeregi z ludzi łamiących standardy etyczne. Powrotu dla nich nie ma - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska.
Więcej... warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8475258,Nie_musieli_wyrzucac_dzialaczy_z_PO__Sami_odeszli.html#ixzz1Fh5yaFhn