sibeliuss
04.05.11, 11:54
Pytam już po fakcie, bo może taki dystans pozwoli ocenić realnie sens uznawania 1 maja za dzień świąteczny - czytaj wolny od pracy.
Gdy na przełomie XIX i XX wieku robotnicy walczyli o godziwą płacę i bezpieczną pracę manifestowanie było zakazywane. W dwudziestoleciu też nie obywało się bez interwencji granatowej policji, były zatrzymania, areszty i represje. Po 1945 1 maja był świętem przymusowej radości z panującego ustroju, wiele osób pamięta wielką pompę i miałką gadkę z trybun podczas pochodu. Lud pracujący musiał pokazywać jak jest mu dobrze i jak jest lojalny. W ten prosty sposób z tego o co walczono dzień ten stał się niewygodnym przymusem i to zamordowało potrzebę takiego sposobu manifestowania. Po 1989 długość pochodu malała, z czasem stało się to swiętem SLD i grupki pasjonatów.
W tym roku nie zgłoszono do ratusza potrzeby pochodu. Nie świętowano, nie paradowano i nie manifestowano - zatem na czym obecnie polega to "święto"?
No bo jeśli na nie pójściu do pracy to chyba jest to trochę tak jak z 6 stycznia, gdzie potrzebę posiedzenia w domu ma wąska grupa społeczeństwa.