camill.od
16.05.11, 15:47
Ok, wychodze z założenia, że nie obchodza mnie geje lesbijki itd.. Wstrzymywałem się przed napisaniem tego posta,jednak miarka się przebrała. Na nieszczęście moje i moich znajomych mieszkam w środmieściu i niemal codziennie zdarza mi się iść ulicą Wilczą. Znajduje się tam jeden z tzw. klubów gejowskich. Tylko zrobiło się ciepło i klub ten stał się "otwarty" na ulicę. Za każdym razem idąc nie da się nie słuchać obscenicznych rozmówek, całymi wieczorami toczą się wnerwiające przyśpiewki panów siedzących przy barze i pijących piwo. Czy to taka przymusowa lekcja tolerancji dla przechodniów? Spytacie pewnie - jak to możliwe? Jestem pewien że cała sytuacja toczy się wyłącznie dlatego, że po sąsiedzku jest komisariat na Wilczej. W każdym innym miejscu taki klub prędzej czy później straciłby szyby czy doszłoby do bójek itp. Nie mówię, że przeze mnie, ale wiemy jacy są ludzie, na pewno za którymś razem ktoś przechodzący najzwyczajniej po ludzku wkurzyłby się od słuchania opowieści typu robienie loda, och kochanie itd.. i wcale by mnie taki finał ani nie zdziwił a wręcz byłbym zadowolony. Bo moim zdaniem to CO NAJMNIEJ ODSTEPSTWO OD NORMY jak zachowują się geje i jeszcze próbują z tym DOSŁOWNIE wychodzić na ulice. Jakby tego było mało GW pisała, że Kruczą ma iść parada równości, głos mieszkańców się nie liczy.