Problem billboardow, ktorego nie rozumiem.

07.07.11, 10:48
W spoleczenstwie narasta wrazenie zasmiecania przestrzeni publicznej reklamami.
Jest to oczywiste, ze gdy cos jest tanie, to staje sie popularne.
Prawo podazy i popytu jest kreowane miedzy innymi przez cene. Jesli podaz jest olbrzymia przy niskiej cenie, to popyt moze byc nieograniczony. Gdy popyt jest wielki, to przy wysokiej cenie podaz nie musi byc olbrzymia, a wszyscy zarobia.
Wracajac od dygresji elastycznosci cenowej popytu do billboardow, urzedasy maja mnostwo narzedzi by ograniczyc podaz, ktora bedzie musiala podniesc ceny i wtedy tylko bogate duze koncerny beda realizowaly cele reklamowe przy uzyciu nosnikow zewnetrznych. Dzis - niska cena reklamy zewnetrzenj, zwieksza tzw. clutter, przez co reklamodawcy, by realizowac cele musza zwiekszac intensywnosc reklamowa, ktora prowadzi do zalepiania wszystkiego, co sie nie rusza. Ta droga prowadzi donikad.
Urzedasy zamiast sciagac przychody z karania obywateli, powinny zweryfikowac polityke wobec instalacji reklamowych w przestrzeni publicznej - przywolenie publiczne jest, gdyz nikomu sie nie podoba zasmiecona przestrzen publiczna.
Jakie narzedzia moga miec urzedasy:
- no oczywiscie w pierwszym rzedzie cena dzierzawy gruntu na potrzeby instalacji reklamy zewnetrznej. Moze to byc rozszerzone na wszelkie instalacje na terenach nalezacych do miasta (w tym i budynki komunalne). Stawka moze byc 10 razy wieksza, a popyt sie znajdzie, co widac przy obecnym clutterze. Nawet gdyby firmy outdoorowe krzyczaly, ze straca budzety, ktore przejda do radia i telewizji, to byloby to jniezgodne z prawda, gdyz clutter w telewizji i radiu jest rownie wielki, a zasoby sa wykorzystywane w 100%. Ile reklam jest w internecie - kazdy internauta widzi. Stawki za instalacje reklamowe powinny byc wysrubowane, tak aby znalezc ponownie punkt rownowagi pomiedzy popytem i podaza.
- Pozostaje przestrzen prywatna. Tutaj pole do popisu dla urzedu nadzoru budowalnego. Wystarczy wysrubowac wymogi i wydawac zezwolenia na instalacje reklamowe, oraz odpowiednio opodatkowac (jak z podatkiem za psa) umieszczenie w przestrzeni publicznej reklamy, od razu zmniejszylaby sie podaz. Odpowiednio odroznic instalacje wolno stojace od instalacji na budynkach i plotach i odpowiednio opodatkowac, jednoczesnie skutecznie usuwac instalacje nie majace zezwolen nadzoru budowalnego.
Do Euro 2012, mysle, ze miasto mogloby zarobic na kilka obwodnic, oczywiscie urzedasy sie nie wyrobia, a silni to sa tylko w podwyzkach dla szaraczkow, a nie podmiotow gospodarczych, szczegolnie przed wyborami, bo tablic nie dostana za bezcen :(

Czemu urzedasy nie szukaja dochodow z tak lukratywnego sektora, a inwestuja srodki w inwigilacje spoleczenstwa? Pomiary odcinkowe, fotoradary, kamery, a gdzies juz slyszalem o podsluchach z ulicy.

Czy gdzies sa publikacje, ile miasto zarabia na tych billboardach, flagach, szmatkach, bannerach itp? Przeciez to duze setki milionow zlotych rocznie. Szczegolnie w Warszawie, gdzie konsument jest najcenniejszy dla korporacji, gdyz wystepuje w duzych ilosciach dobrej jakosci.
    • 0ffka Re: Problem billboardow, ktorego nie rozumiem. 07.07.11, 16:32
      rąsia rąsię myje... jak wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę...
    • Gość: cenz Re: Problem billboardow, ktorego nie rozumiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.11, 16:44
      Ble,ble ble ble, wbk co ty Kraszewski jesteś?
    • hrabia_piotr Re: Problem billboardow, ktorego nie rozumiem. 07.07.11, 22:38
      warzaw_bike_killerz napisał:
      > Czemu urzedasy nie szukaja dochodow z tak lukratywnego sektora,

      Sądzę, że mało kto miałby chęć kreatywnego myślenia na stanowisku będąc wciąż obrzucanym obelgami (np. ciągłe nazywanie urzędasem). To po prostu mało motywujące. Dochodzimy tu do problemu jajka i kury - co było pierwsze, nazywanie urzędników urzędasami (już obecnie chyba zawsze ZAMIAST słowa urzędnik), czy taka ich praca - odtwórcza, itp.
      • warzaw_bike_killerz Re: Problem billboardow, ktorego nie rozumiem. 08.07.11, 10:57
        Myslisz, ze jest potrzeba zrobienia przetargu na przeprowadzenie kursu asertywnosci wsrod urzedasow?

        Urzedas to pejoratywne okreslenie nieroba na stanowisku urzednika.
        Urzednik, ktorego prace sie widzi i docenia, nazywany jest urzednikiem i stanowi perle w koronie wladzy. Takich mozna znalezc, ale to wysilek godny szukania kwiatu paproci w Noc Swietojanska.

        To oni tak na zlosc robia? Dopoki im sie holdu nie odda i nie zacznie czapkowac, do roboty sie nie wezma?

        Motywacja powinny byc moje podatki przelewane do dziury budzetowej. Nie holdy i konwenanse.
        • hrabia_piotr Re: Problem urzędników, którego nie rozumiem. 08.07.11, 12:15
          warzaw_bike_killerz napisał:

          > Urzedas to pejoratywne okreslenie nieroba na stanowisku urzednika.
          > Urzednik, ktorego prace sie widzi i docenia, nazywany jest urzednikiem

          No właśnie ostatnio (np. w Twoim pierwszym poście) nie. Od razu, generalizując, od pierwszego zdania wszystkich urzędników (i urzędasów, bo tacy oczywiście są) razem wrzuciłeś do wspólnego wora p.t. "urzędasy". To tak, jakby z założenia wszystkich robotników nazywać robolami, a potem dziwić się, że się nie przykładają do pracy.

          > Dopoki im sie holdu nie odda i nie zacznie czapkowac, do roboty sie nie wezma?

          Nie mówię o żadnym hołdzie, a o zwykłym szacunku do drugiego człowieka. Tego w ogóle brakuje w naszym społeczeństwie w ostatnich latach.

          > Motywacja powinny byc moje podatki przelewane do dziury budzetowej.

          I ich podatki też. Nie wiem, czy wiesz, ale urzędnicy też płacą podatki.

          Czyli sugerujesz zatem, aby urzędnicy składali jakiś hołd łaskawie płacącym podatnikom? Do których też się zaliczają, więc poniekąd i samym sobie?

          Ogólnie:
          Polscy urzędnicy to część polskiego społeczeństwa, a nie jacyś kosmici. Takich mamy urzędników, jakie mamy społeczeństwo. Nie lepszych i nie gorszych.

          Co do zaś problemu natłoku reklam wszelakich - w 100% mogę się zgodzić tylko z pierwszym zdaniem Twojej wypowiedzi. Ale żeby sensownie na nią odpowiedzieć, musiałbym się mocno rozpisać i nikomu nie chciałoby się tego czytać.
          • Gość: Duch Re: Problem urzędników, którego nie rozumiem. IP: 91.216.239.* 08.07.11, 12:57
            Parafrazując (w celu wydobycia bezsensu):
            Polscy pedofile to część polskiego społeczeństwa, a nie jacyś kosmici. Takich
            mamy pedofili, jakie mamy społeczeństwo. Nie lepszych i nie gorszych.



            • hrabia_piotr Re: Problem urzędników, którego nie rozumiem. 10.07.11, 09:32
              Gość portalu: Duch napisał(a):

              > Parafrazując (w celu wydobycia bezsensu):
              > Polscy pedofile to część polskiego społeczeństwa, a nie jacyś kosmici. Takich
              > mamy pedofili, jakie mamy społeczeństwo. Nie lepszych i nie gorszych.

              Pedofili w przeciwieństwie do polityków i (pośrednio) urzędników, nikt nie wybierał. Ale i oni są częścią społeczeństwa. Czy tego chcemy, czy nie. -Ale pociesze Cię (jeśli to jakiekolwiek pocieszenie) - pedofile są w każdym kraju, w każdym społeczeństwie.
    • Gość: Duch Re: Problem billboardow, ktorego nie rozumiem. IP: 91.216.239.* 08.07.11, 12:54
      Kurczę, lubię wątki w_b_k, bo zazwyczaj są na poziomie, ale do licha - tak długiego postu nie czytałem chyba jeszcze nigdy. On jest dłuższy niż streszczenie "W Poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Wątpię, by ktokolwiek przeczytał ten post w całości. Ja mogę się odnieść tylko do pierwszego zdania, bo tyle zdołałem wytrzymać.

      A więc odnosząc się - zgadzam się, to wrażenie narasta!
Pełna wersja