mdnext
09.09.11, 12:20
Który to już raz ktoś wpada pod pociąg od czasu zainstalowania guzków, o które sam zaczepiam butami, a co dopiero 80-letnie babcie? Rozumiem, że mógł być to jakiś nieszczęśliwy wypadek, ale zachowanie ZTM i metra jest żenujące.
O 8 rano skorzystałem z zatłoczonego 114 (bo nikt z ZTM nie pofatyguje się na Sady by zrozumieć, że rano także i osiedla nie mieszkajace przy metrze próbują dotrzeć do najbliższej stacji metra - a ZTM daje autobus co 10 minut w szczycie) i ten tłok jeszcze był normalny.
Nienormalne było to, co zauważyłem na pl.Wilsona. Gigantyczne tłumy usiłujące awaryjnie przedostać się do centrum autobusami. W zasadzie jedyną opcją zostało 116, które oczywiście większości osób nie mogło zabrać w kolejnych kursach. Eksperci z ZTM nie obudzili się jeszcze, że wiadukt na Andersa jest otwarty i że 122 jeździło dotąd także na Trakt Królewski (ale najwidoczniej na siłę próbują ten wątek pominąć).
Zszedłem do metra i w końcu dowiedziałem się z pobieżnych komunikatów co się dzieje. Dopiero na Ratuszu musiałem skapitulować, bo jak się okazało, obietnice, że "między Arsenałem a politechniką kursują pociągi wahadłowe" okazało się zwykłym kłamstwem - jeździł chyba jeden pociąg wahadłowy co 20 minut, no gratulacje dla PR-owców którzy w ten sposób nabrali tysiące pasażerów. Gdyby w megafonach powiedziano to jasno, ludzie na darmo nie staliby - jak ja - po kilkanaście minut by przekonać się, że przyjedzie wahadło zabierające 10% zainteresowanych.
Oczywiście na górze nie dało się wściąść do takiej np. 18 czy innych tramwajów - trudno mieć o wszystko pretensje. Zdarzył się nieszcześliwy wypadek, ale pokazał on przy okazji, że ZTM i metro mówiąc brzydko "dali tyłka" na całości jeśli chodzi o planowanie komunikacji. Nie ma metra = paraliż Warszawy. Dalej wmawiajcie, że nikt nie chce autobusów do centrum (jak właśnie 122).