reni5553
12.11.11, 21:57
Dziś spotkała mnie wyjątkowa arogancja i grubiaństwo w jednym z punktów handlowych w Warszawie. Postanowiłam o tym napisać bo sięgnęła ona dopuszczalnych granic. Przeglądałyśmy z córką w sklepie z rajstopami / sklep w podziemiach metra "Centrum" od strony wejścia Domów Centrum (Marszałkowska) / dostępny asortyment, który podała nam sprzedawczyni. Po chwili podziękowałyśmy za niego bez zakupu.
Postanowiłyśmy kupić inną rzecz w tym sklepie. Poprosiłyśmy o niią sprzedawcę.
Sprzedawca, myślę, że właściciel, bo nie sądzę, by zwykły pracownik zdobył się na podobne chamstwo, strasznie nam zwymyślał, z krzykiem wyrzucając nas ze sklepu (DOSŁOWNIE) za to, że odłożyłyśmy rzeczy (a chodzi raptem o getry - 3 pary) na ladzie sklepowej bez założenia ich spowrotem na tekturowe opakowania. Obyczaje powszechnie panujące w punktach handlowych są niewątpliwie takie, iż to klient jest obsługiwany, a sprzedawca wykonuje swoją pracę. W tym wypadku nie doszło do żadnego przeciążenia fizycznego tego "pana" - chodziło o sam fakt, że oto klient odłożył coś bez zakupu i raczył po sobie nie posprzątać.
Piszę to, by ostrzec wszystkich, którzy będą mieli ochotę zrobić zakupy w tym sklepie - możecie spotkać się z podobnym grubiaństwem i chamstwem jak my z córką. W przypadku, jeśli nie spodobacie się sprzedawcy możecie zostać z niego z krzykiem wyproszeni.
Nie jestem podlotkiem, jestem poważna osobą i z takim traktowaniem nie mogę się zgodzić.
Nie jestem też żadną konkurencją, miałam świadka na to wydarzenie. Żałuję tylko, że wyszłam wyproszona z tego sklepu tak po prostu bez wezwania odpowiednich służb.
w razie pytań/wątpliwości - odpowiadam na meila