Dodaj do ulubionych

Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B...

    • tereferec Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... 07.07.12, 20:20
      Mylimy przyczyny ze skutkami :) cała ta agresja z czegoś się bierze....
      Moim zdaniem to jest tak :

      w Warszawie nie ma ścieżek rowerowych, są rowerowo-piesze, albo zrobione na zasadzie "cieszcie się że w ogóle są ", za ścieżkę z prawdziwego zdarzenia uważam drogę dla rowerów poprowadzoną wzdłuż jezdni, możliwie rzadko kolizyjną (jakieś pasy minimum co 2km) odseparowaną od chodnika. Prowadzenie ścieżek za przystankami gdzie wiadomo kopci sie fajki,albo jako wydzielona część chodnika to raczej forma kary :)
      2)
      Brak znajomości przepisów przez obie strony, kierowcy nie znają ostatniej nowelizacji kodeksu drogowego np:
      -można jeździć parami, może nie trasą łazienkowską ale już po osiedlowych ulicach to jakiegoś utrudnienia dla samochodów nie stanowi
      -można jechać środkiem przed skrętem w lewo co by rowerzysty nikt nie zabił
      -przy zjeździe w podporządkowana jak jest ścieżka to należy rowerzystę przepuścić, i 25 km/h to nie jest uzasadnienie że niewiadomo jak pędził, jak ktoś nie jest w stanie zareagować to niech lepiej wsiądzie w zbiorkom

      Rowerzyści generalnie niewiele przepisów znają, wystarczy wybrać się wieczorem nad Wisłę,sami samobójcy bez jakiegokolwiek oświetlenia.Niesygnalizowanie manewrów czy takie elementarne zasady jak na ścieżce jade prawą,a jak już jakimś cudem znajde się na chodniku to lewą (piesi w sumie nie lepsi bo na ścieżkach zazwyczaj łażą środkiem)


    • Gość: gosc Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... IP: *.warszawa.vectranet.pl 07.07.12, 21:38
      Bezmyślność rowerowej chołoty na chodnikach nie ma granic.
      Ten tekst człowieka, który szczyci się tym, ze wjeżdża na skrzyżowania na czerwonym świetle i jeździ chodnikami przeznaczonymi dla pieszych, nie pozwalając pieszym na okazjonalne korzystanie ze ścieżki rowerowej (babcia z zakupami) opisuje najlepiej bezmyślność i mentalność Kalego z małym fiutkiem.
    • Gość: janna Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... IP: *.dynamic.chello.pl 07.07.12, 21:45
      Jeżdżę samochodem, szanuję rowerzystów, przepuszczam, bezpiecznie wyprzedzam i nie łażę na spacerach po ścieżkach rowerowych. Niemniej jednak czasami się po prostu wk....wiam.
      Wyobraźcie sobie taką sytuację, Warszawa, al. Niepodległości, godziny szczytu, więc wszystkimi pasami grzeją samochody... no nie wszystkimi, bo prawym pasem jedzie rowerzysta na składaczku, średnica koła jakieś max 30cm.
    • kac Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... 07.07.12, 21:54
      Uważam że powinien być ustawowy zakaz korzystania z dróg publicznych
      przez rowerzystów nie posiadających prawa jazdy.
      Jak ktoś nie ma praw jazdy to niech jeździ po chodnikach.

      Natura za głupotę potrafi karać śmiercią, ale ja nie chcę być egzekutorem !

      Słuchałem dzisiaj mądrości Pani redaktor z programu skołowani w TOK FM
      (jak sam twierdzi prawa jazdy nie posiada)
      i to tylko utwierdza mnie w przekonaniu że nie ma wjazdu na drogi bez prawa jazdy.
    • Gość: bat Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... IP: *.pools.arcor-ip.net 07.07.12, 22:56
      jesli ktos przyparkuje na drodze dla rowerow to polecam gesto charchnac mu na szybe. Jak sie nazbiera przez caly dzien takich 200 sztuk wiecej juz tego nie zrobi :)
      W niemczech szybko oduczyli w ten sposob kierowcow. Co do jazdy po ulicach trzeba by bylo dostosowac prawo, bo inaczej to strach. Znowu przyklad z niemiec. Rower to pojazd w pewien sposob uprzywilejowany. Nie w sensie prawa drogowego ale w sensie prawa cywilnego. Czyli jezeli rowerem spowodujesz wypadek i bedzie to ewidentnie twoja wina to poniesiesz konsekwencje typu mandat itd. Jesli jednak zostaniesz poturbowany to masz prawo domagac sie 'zadoscuczynienia' poniewaz jestes na drodze slabszy. Mysle, ze to daje kierowcom do myslenia bo czasami takie zadoscuczynie trzeba placic dozywotnio.(w przypadku udowodnienia kompletnej bezmyslnosci lub umyslnosci kierowcy). Tak samo rowerzysci wobec pieszych.
      • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 00:09
        Wg. mnie wystarczyłoby, gdyby kierowcy stosowali się do przepisu, który nakazuje im przy wyprzedzaniu rowerzysty zostawić mu przynajmniej metr miejsca (zapewne większość kierowców nawet o tym nie wie). Od razu jazda po ulicach przestałaby być śmiertelnie niebezpieczna. No i te drogi. Jeśli dziurawa, łatana ulica jest dla kierowcy niewygodna, to dla rowerzysty jest niebezpieczna. Mam nadzieję, że stróże prawa wystawiając mandaty za jazdę po chodniku zdają sobie z tego sprawę.
        • gom1 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 00:14
          polujacy_na_kaczki napisał:
          > Od razu jazda po ulicach przestałaby być śmiertelnie niebezpieczna.

          A jest? Wolne żarty. O wiele niebezpieczniejsza jest jazda chodnikami.

          > No i te drogi. Jeśli dziurawa, łatana ulica jest dla kierowcy niewygodna,
          > to dla rowerzysty jest niebezpieczna.

          Dlatego jak rasowy "roweroekooszołom" jeżdżę metr od krawężnika. Żeby mieć miejsce na omijanie dziur, studzienek, kałuż czy wolniejszych PRAWDZIWYCH rowerzystów (czyli takich, którzy przyklejeni do krawężnika jadą bladzi ze strachu przed kierowcami-zabójcami).
          • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 00:31
            gom1 napisał:

            > polujacy_na_kaczki napisał:
            > > Od razu jazda po ulicach przestałaby być śmiertelnie niebezpieczna.
            >
            > A jest? Wolne żarty. O wiele niebezpieczniejsza jest jazda chodnikami.
            >
            Szybka jazda chodnikami, może. Jadąc do pracy, czy na zakupy nie lubię się pocić, więc i tak jadę powoli.
            > > No i te drogi. Jeśli dziurawa, łatana ulica jest dla kierowcy niewygodna,
            > > to dla rowerzysty jest niebezpieczna.
            >
            > Dlatego jak rasowy "roweroekooszołom" jeżdżę metr od krawężnika. Żeby mieć miej
            > sce na omijanie dziur, studzienek, kałuż czy wolniejszych PRAWDZIWYCH rowerzyst
            > ów (czyli takich, którzy przyklejeni do krawężnika jadą bladzi ze strachu przed
            > kierowcami-zabójcami).
            Też tak jeżdżę. Ale nie wszystkie dziury i kiepskie łaty zajmują 1/3 pasa. Bywają takie, których nie da się ominąć tak łatwo. Inna sprawa, że kierowcy właśnie za to nie lubią rowerzystów- im się wydaje, że rower ZAWSZE może jechać bliżej prawej krawędzi. Właściwie to im się nie dziwię- wielu kierowców na prawdę fatalnie sobie radzi za kierownicą, a wyprzedzanie to najtrudniejszy manewr. Niedouczeni kierowcy (bo dla WORD ważniejsza jest umiejętność jazdy "po łuku" i parkowanie równoległe) po prostu nie radzą sobie z wyprzedzaniem powolnego rowerzysty (krótki kurs gratis: lewy kierunkowskaz, sprawdzić lusterka i "martwe pole", zredukować do "trójki", na lewy/przeciwległy pas, gaz, prawy kierunkowskaz, powrót na własny pas, wyłączyć kierunkowskaz, wrzucić "czwórkę"- proste, nie?)
            • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 09:39

              > > Dlatego jak rasowy "roweroekooszołom" jeżdżę metr od krawężnika. Żeby mie
              > ć miej
              > > sce na omijanie dziur, studzienek, kałuż czy wolniejszych PRAWDZIWYCH row
              > erzyst
              > > ów (czyli takich, którzy przyklejeni do krawężnika jadą bladzi ze strachu
              > przed
              > > kierowcami-zabójcami).
              > Inna sprawa, że kierowcy właśnie za to nie lubią rowerzystów- im się wydaje, że rower ZAWSZE może jechać bliżej prawej krawędzi. Właściwie to im się nie dziwię- wielu kierowców na prawdę fat
              > alnie sobie radzi za kierownicą, a wyprzedzanie to najtrudniejszy manewr. Niedo
              > uczeni kierowcy (bo dla WORD ważniejsza jest umiejętność jazdy "po łuku" i park
              > owanie równoległe) po prostu nie radzą sobie z wyprzedzaniem powolnego rowerzys
              > ty (krótki kurs gratis: lewy kierunkowskaz, sprawdzić lusterka i "martwe pole",
              > zredukować do "trójki", na lewy/przeciwległy pas, gaz, prawy kierunkowskaz, po
              > wrót na własny pas, wyłączyć kierunkowskaz, wrzucić "czwórkę"- proste, nie?)
              Oto świetyn przykład rasowego ROWEROEKOOSZOŁOMA sam wie najlepiej jak jeżdzić w swoim mniemaniu jeżdzi świetnie a problemy sprawiają inni: niedouczeni, przerażeni itd...
              Człowieku, Ty poprostu jeździć nie umiesz - rowerem trzymam się bliko krawężnika, nie ze strachu (przejachałbyś rowerem w latach 80-dziesiatych prze tulel za Dworcem Zachodnim tobyśmy pogadali) tylko z szacunku dla innych którzy też chcą jechać, a takich jak Ty umiem wyprzedzić robie to od dwudziestu lat i nigdy nie uczestniczyłem w wypadku.
              • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 14:39
                wwojtek9 napisał:


                > Oto świetyn przykład rasowego ROWEROEKOOSZOŁOMA sam wie najlepiej jak jeżdzić w
                > swoim mniemaniu jeżdzi świetnie a problemy sprawiają inni: niedouczeni, przera
                > żeni itd...
                > Człowieku, Ty poprostu jeździć nie umiesz - rowerem trzymam się bliko krawężnik
                > a, nie ze strachu (przejachałbyś rowerem w latach 80-dziesiatych prze tulel za
                > Dworcem Zachodnim tobyśmy pogadali) tylko z szacunku dla innych którzy też chcą
                > jechać, a takich jak Ty umiem wyprzedzić robie to od dwudziestu lat i nigdy ni
                > e uczestniczyłem w wypadku.
                1. Nie, nie uważam, że jeżdżę świetnie. Ale przynajmniej nie łamię przepisów (oprócz zakazu jazdy po chodnikach).
                2. Jazda najbliżej krawężnika to nie jazda w rynsztoku. Muszę mieć możliwość ominięcia dziury, studzienki albo kamienia z jego PRAWEJ strony bez zabijania się na krawężniku (ominięcie przeszkody z lewej oznacza, często, wtargnięcie przed samochód). Jadąc 50-80cm od krawędzi jezdni nie utrudniam ruchu. Bo tak czy inaczej kierowca wyprzedzając mnie musi zmienić pas, nawet jeśli jak idiota jadę w rynsztoku. Policz: szerokość rowerzysty 0,8m+1m przepisowej odległości+ szerokość auta 1,8m(mały samochód)=3,6m. Przy szerokości pasa drogi 3,5m (standard dla dróg klasy GP, w miastach częste są L i D 2,5-3,0m) nawet gdybym szorował oponami po krawężniku wyprzedzający mnie samochód i tak musi wjechać na przeciwny/lewy pas ruchu. Natomiast zachowując BEZPIECZNĄ odległość od skraju pasa mogę, będąc wyprzedzanym, zjechać bliżej krawędzi. Co czynię zawsze, gdy kierowca wyprzedzający postanawia mnie "musnąć" lusterkiem. Typowe dla niedoświadczonych rowerzystów trzymanie się krawężnika uniemożliwia odsunięcie się od niebezpiecznie wyprzedzającego pojazdu. Własne bezpieczeństwo jest dla mnie troszkę ważniejsze niż źle rozumiana kultura (przecież nikomu drogi nie zajeżdżam, jeśli będzie trzeba, to zjadę do krawędzi, mogę się nawet zatrzymać na chodniku).
                3. Nie mam pojęcia o jakim tunelu za jakim Dworcem Zachodnim i w jakim mieście piszesz. Lata 80-te też specjalnie mnie nie obchodzą( człowieku, mam 30. lat, w latach 80-tych miałem co najwyżej trójkołowy rowerek), bo trwa już (może zauważyłeś) trzecia dekada XXI wieku. Z lat 80-tych pamiętam tylko, że samochodów było bardzo mało. I choć o ddr-ach nikt nie słyszał, to na ulicach było dość miejsca dla rowerzystów.
                • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 22:19
                  polujacy_na_kaczki napisał:

                  > 2. Jazda najbliżej krawężnika to nie jazda w rynsztoku. Muszę mieć możliwość
                  oto kwintesencja Twoich "umiejętności": "muszę mieć możliwość" - ja nie muszę, bo "jeżdzić trzeba umieć".

                  Bo tak czy inaczej kierowca wyprzedzając mnie musi zmienić pas, nawet jeśli jak idiota jadę
                  > w rynsztoku. Policz: szerokość rowerzysty 0,8m+1m przepisowej odległości+ szero
                  > kość auta 1,8m(mały samochód)=3,6m.

                  Kolejny przykład, iż o ruchu ulicznym, a zwłaszacza o prowadzeniu samochodu to Ty pojęcia nie masz. To że muszę częściowo wyjachać na przeciwległy pas jeszcze nic nie znaczy, istotne jest ile tego pasa muszę zająć, bo jeśli tylko z drugiej strony nadjeżdża kierowca (a nie blondynka lub blondyn) to widząc mój problem (rowerzystę) wyraźnie zjeżdża do prawej robiąc mi miejsce na manewr wyprzedzania - tak to się robi i pod warunkiem że wszyscy uczestnicy ruchu umieją jeżdzić mijają się zgodnie z przepisami i bezkolizyjnie. Gorzej jeśli zamiast rowerzysty pojawia się roweroekooszołom jadący metr od krawężnika, na słuszny klakson reagujący uniesieniem ręki z wzniesinym jednym paluszkiem - bywa że kierowca nie zdzierzy i oberwie taki lusterkiem....

                  > 3. Nie mam pojęcia o jakim tunelu za jakim Dworcem Zachodnim i w jakim mieście
                  > piszesz. Lata 80-te też specjalnie mnie nie obchodzą( człowieku, mam 30. lat, w
                  > latach 80-tych miałem co najwyżej trójkołowy rowerek), bo trwa już (może zauwa
                  > żyłeś) trzecia dekada XXI wieku. Z lat 80-tych pamiętam tylko, że samochodów by
                  > ło bardzo mało. I choć o ddr-ach nikt nie słyszał, to na ulicach było dość miej
                  > sca dla rowerzystów.

                  Piszę o Warszawie. Jak coś Ci nie pasuje "to Cię nie obchodzi" wiele nie pamietasz, ale to co Ci pasuje o to pamietasz - ciekawe?
                  Przyznajesz, że gdy ja śmigalem na rowerze Ty zaczynałeś na trójkołówce, a próbujesz mnie pouczać (nie ucz ojca dzieci robić). Tak jak wtedy się jeżdziło to faktycznie w głowie Ci się nie mieści - trzeba było umieć jeździć co z tego że samochodów było mniej, jak trzymając się przykłądu za Dworcen Zachodnim był jeden tunel a nie cztery, z symbolicznym oświetleniem studzienkami obniżonymi o 30-40 cm w stosunku do jezdni. Gdybyś wtedy jechał "tak by ominąć studzienki" to albo zablokowany autobus by Cię "przesunoł" albo milicjant by Ci kartę rowerową zabrał i kazał sp... I będzie minie Taki teraz puczał jak się jeżdzi....
                  • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 09.07.12, 13:02
                    wwojtek9 napisał:


                    > oto kwintesencja Twoich "umiejętności": "muszę mieć możliwość" - ja nie muszę,
                    > bo "jeżdzić trzeba umieć".
                    I ta umiejętność to także przewidywanie i wybieranie BEZPIECZNEGO pasa ruchu.

                    >
                    > Kolejny przykład, iż o ruchu ulicznym, a zwłaszacza o prowadzeniu samochodu to
                    > Ty pojęcia nie masz. To że muszę częściowo wyjachać na przeciwległy pas jeszcze
                    > nic nie znaczy, istotne jest ile tego pasa muszę zająć, bo jeśli tylko z drugi
                    > ej strony nadjeżdża kierowca (a nie blondynka lub blondyn) to widząc mój proble
                    > m (rowerzystę) wyraźnie zjeżdża do prawej robiąc mi miejsce na manewr wyprzedza
                    > nia - tak to się robi i pod warunkiem że wszyscy uczestnicy ruchu umieją jeżdzi
                    > ć mijają się zgodnie z przepisami i bezkolizyjnie. Gorzej jeśli zamiast rowerzy
                    > sty pojawia się roweroekooszołom jadący metr od krawężnika, na słuszny klakson
                    > reagujący uniesieniem ręki z wzniesinym jednym paluszkiem - bywa że kierowca ni
                    > e zdzierzy i oberwie taki lusterkiem....
                    >
                    Jak to "nic nie znaczy"? To niby ja nie mam pojęcia o ruchu? To Ty twierdzisz, że możesz sobie, ot tak, wjechać na przeciwległy pas ruchu, a ewentualny kierowca jadący po nim (tj. po SWOIM pasie ruchu) ma Ci ustąpić. Skąd Ty bierzesz takie mądrości? Bezpieczne poruszanie się po drogach nie polega tylko na myśleniu i nadziei na to, że inni użytkownicy dróg też myślą (i to w podobny sposób), ale również (i przede wszystkim) na przestrzeganiu przepisów. Dzięki temu wiem, czego mogę się spodziewać po innych użytkownikach dróg. Przepisy są proste, jasne i konkretnie sprecyzowane. W odróżnieniu od Twojego "widzimisię".
                    A potrącanie rowerzysty za wulgarny gest? Człowieku, skąd Ty się wziąłeś? W Dachau pracujesz, czy jak? A za brak "proszę" i "dziękuję" to może proponujesz strzał w tył głowy? Wyhamuj trochę, bo kiedyś Cię zabije Twoja własna agresja.


                    > Przyznajesz, że gdy ja śmigalem na rowerze Ty zaczynałeś na trójkołówce, a pró
                    > bujesz mnie pouczać (nie ucz ojca dzieci robić). Tak jak wtedy się jeżdziło to
                    > faktycznie w głowie Ci się nie mieści - trzeba było umieć jeździć co z tego że
                    > samochodów było mniej, jak trzymając się przykłądu za Dworcen Zachodnim był jed
                    > en tunel a nie cztery, z symbolicznym oświetleniem studzienkami obniżonymi o 30
                    > -40 cm w stosunku do jezdni. Gdybyś wtedy jechał "tak by ominąć studzienki" to
                    > albo zablokowany autobus by Cię "przesunoł" albo milicjant by Ci kartę rowerową
                    > zabrał i kazał sp... I będzie minie Taki teraz puczał jak się jeżdzi....
                    Po prostu uwielbiam, jak starcy próbują mnie pouczać, bo "przecież za młody jestem". Super, na prawdę. Znosiłem to, jak miałem -naście, czy nawet dwadzieścia lat. Ale teraz? Czy wg. starych ludzi na prawdę trzeba zramoleć, żeby mieć prawo do własnego zdania? A może raczej zabronić niedołężnym, ślepnącym staruchom jeżdżenia rowerami i samochodami? Chyba tak, bo niektórzy już nie pamiętają przepisów i wymyślają swoje własne (np. prawo do wjeżdżania na przeciwległy pas ruchu kiedy się żywnie podoba). I tak, będę Cię pouczał, bo chociaż jestem młodszy, to egzamin na prawo jazdy zdawałem dwa lata temu, a nie pięćdziesiąt, kiedy samochody nie były w stanie osiągnąć maksymalnych dopuszczalnych prędkości.
                    P.S. "Przesunął"- tak to się pisze.
                    • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 10.07.12, 17:44
                      polujacy_na_kaczki napisał:

                      > I ta umiejętność to także przewidywanie i wybieranie BEZPIECZNEGO pasa ruchu.

                      To brak umiejętności jazdy i zasłanianie się bezpieczeństwek - każda zawalidroga w swoim mniemani jeżdzi "bezpiecznie"
                      > >
                      > To Ty twierdzisz, że możesz sobie, ot tak, wjechać na przeciwległy pas ruchu. Przepisy są proste, jasne i konkretnie sprecyzowane. W odróżnieniu od Twojego "widzimisię".
                      > A potrącanie rowerzysty za wulgarny gest? Człowieku, skąd Ty się wziąłeś? W Dac
                      > hau pracujesz, czy jak? A za brak "proszę" i "dziękuję" to może proponujesz str
                      > zał w tył głowy? Wyhamuj trochę, bo kiedyś Cię zabije Twoja własna agresja.
                      >
                      > Ty nawet przeczytać tekstu nie potrafisz, a o przepisach się wypowiadasz - napisałęm wyraźnie, że na przeciwległy pas mozna wyjechać gdy nadjeżdżający z przeciwka kierowca wyraźnie zjeżdża do prawej robiąc miejsce na taki manewr a nie "ot tak". Ale nie dziwię się - takie manewry doświadczonych kierowców to na poziomie Twoich umiejętności coś nie do wyobrażenia.
                      Przepisy to ja znam w odróżnieniu od Ciebie i nie tylko przepisy PRD bo prawem zajmuję sie zawodowo.
                      Kolejny przykłąd braku umiejętności czytania ze zrozumieniem - nie napisałem iż proponuje bicie rowerzystów, tylko że gdy prowokuja agresję to przędzej czy poźniej trafią na agresywnego kierowcę i oberą.
                      Przepisy są jasne i proiste he he znów wykazujesz swoją niewiedzę - poczytaj trochę orzecznictwa Sądu Nawyższego i glos, a zobaczysz. Zresztą proste pytanie czy zgodnie z przepisami kierowca jadacy nocą powinien liczyć się z mozliwosią napotkania na jezdni nieoświetlonej przeszkody?

                      > Po prostu uwielbiam, jak starcy próbują mnie pouczać, bo "przecież za młody jes
                      > tem". Super, na prawdę. Znosiłem to, jak miałem -naście, czy nawet dwadzieścia
                      > lat. Ale teraz? Czy wg. starych ludzi na prawdę trzeba zramoleć, żeby mieć praw
                      > o do własnego zdania? A może raczej zabronić niedołężnym, ślepnącym staruchom j
                      > eżdżenia rowerami i samochodami? Chyba tak, bo niektórzy już nie pamiętają prze
                      > pisów i wymyślają swoje własne (np. prawo do wjeżdżania na przeciwległy pas ruc
                      > hu kiedy się żywnie podoba). I tak, będę Cię pouczał, bo chociaż jestem młodszy
                      > , to egzamin na prawo jazdy zdawałem dwa lata temu, a nie pięćdziesiąt, kiedy s
                      > amochody nie były w stanie osiągnąć maksymalnych dopuszczalnych prędkości.
                      > P.S. "Przesunął"- tak to się pisze.
                      Dwa lata jeżdzi i wszystkie rozumy pozjadał - typowy smarkacz któremu się wydaje że już może starych szoferów, którzy w duzo gorszych warunkach jeździli i udowodnili na setkach tysięcy kilometrów bezwypadkowej jazdy iż umieją jeździć. Ty dopiero wkraczasz w statystycznie najbardziej niebezpieczny okres prowadzenia samochodu - co wiele tłumaczy z regóły dwóletni kierowcy tak mają - dpiero jak im kostucha w oczy zajrzy mądrzeją .
                      • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 10.07.12, 22:34
                        wwojtek9 napisał:


                        > To brak umiejętności jazdy i zasłanianie się bezpieczeństwek - każda zawalidrog
                        > a w swoim mniemani jeżdzi "bezpiecznie"
                        Nie, to idioci przekonani o swoich nadludzkich umiejętnościach, którzy jeżdżą jak szybko chcą, stosując wybiórczo przepisy uważają się za bezpiecznych kierowców. Ja jeżdżę tak, jak potrafię. Jak chcesz, to za kierownicą mogę pędzić nawet 90 po mieście. Może to właśnie Twój samochód skasuję. Razem z Tobą.

                        > > Ty nawet przeczytać tekstu nie potrafisz, a o przepisach się wypowiadasz
                        > - napisałęm wyraźnie, że na przeciwległy pas mozna wyjechać gdy nadjeżdżający
                        > z przeciwka kierowca wyraźnie zjeżdża do prawej robiąc miejsce na taki manewr a
                        > nie "ot tak". Ale nie dziwię się - takie manewry doświadczonych kierowców to n
                        > a poziomie Twoich umiejętności coś nie do wyobrażenia.
                        > Przepisy to ja znam w odróżnieniu od Ciebie i nie tylko przepisy PRD bo prawem
                        > zajmuję sie zawodowo.
                        Nie, nie wolno. Na przeciwległy pas możesz wjechać tylko, jeśli jest wolny. I pamiętaj o zasadzie ograniczonego zaufania. A może kierowca z przeciwka wcale nie robi Ci miejsca (choć, jak wiemy, kierowcy uwielbiają pomagać innym własnym kosztem- sarkazm), tylko omija głęboką dziurę w jezdni?
                        > Kolejny przykłąd braku umiejętności czytania ze zrozumieniem - nie napisałem iż
                        > proponuje bicie rowerzystów, tylko że gdy prowokuja agresję to przędzej czy po
                        > źniej trafią na agresywnego kierowcę i oberą.
                        Trudno mi było to tak zrozumieć. Ale nie wiń mnie, bo nie rozumiem, jak rozsądny człowiek może się dać sprowokować do przemocy. Jak kierowca za Tobą na Ciebie trąbi to też mogą Ci puścić nerwy i na wstecznym rozwalisz mu maskę?
                        > Przepisy są jasne i proiste he he znów wykazujesz swoją niewiedzę - poczytaj tr
                        > ochę orzecznictwa Sądu Nawyższego i glos, a zobaczysz. Zresztą proste pytanie c
                        > zy zgodnie z przepisami kierowca jadacy nocą powinien liczyć się z mozliwosią n
                        > apotkania na jezdni nieoświetlonej przeszkody?
                        Tera Ty nie rozumiesz, albo ja byłem nieprecyzyjny. Każdy pojazd musi być w nocy oświetlony, a samochód także w dzień (rower oświetlony w dzień to świetny pomysł, sam używam świateł też w dzień)
                        >

                        > Dwa lata jeżdzi i wszystkie rozumy pozjadał - typowy smarkacz któremu się wydaj
                        > e że już może starych szoferów, którzy w duzo gorszych warunkach jeździli i udo
                        > wodnili na setkach tysięcy kilometrów bezwypadkowej jazdy iż umieją jeździć. Ty
                        > dopiero wkraczasz w statystycznie najbardziej niebezpieczny okres prowadzenia
                        > samochodu - co wiele tłumaczy z regóły dwóletni kierowcy tak mają - dpiero jak
                        > im kostucha w oczy zajrzy mądrzeją .
                        Serio, ile masz lat? Trzydziesto-dwu latka nazywasz smarkaczem? Owszem, statystycznie pewnie już spowodowałem kilka wypadków. Ale pamiętaj, że to "doświadczeni kierowcy" zazwyczaj nie pamiętają przepisów (bo prawo jazdy wydaje się w Polsce dożywotnio, nikt nie zadaje sobie trudu zaznajomienia się ze zmianami w PoRD, o przypomnieniu nawet nie wspominam.Z resztą, z tą aluzją do wieku to trochę przesadziłem, ale na prawdę mam dość traktowania mnie jak gó...arza tylko dla tego, że zawsze znajdzie się ktoś starszy (a w tym kraju to, niestety, starcy rządzą, młodzi mają tylko zasuwać na ich emerytury). Chciałem tylko zaznaczyć, że to ABSOLUTNIE nieistotne, jak trzydzieści lat temu jeździło się w jednym konkretnym punkcie jednego miasta (na prawdę, drodzy Warszawiacy, Stolica jest bardzo dużym miastem, ale to TYLKO jedno miasto i tylko 1,7 mln mieszkańców w prawie 40-to milionowym mieście, w Polsce wciąż jest cała masa niebezpiecznych dla rowerzystów dróg, np. całe kilometry fatalnej kostki we Wrocławiu, czy wąskie wiadukty pod torami w ww.)
                        P.S. Proszę, pisz wolniej. Robisz sporo "literówek" i sporadyczne błędy ortograficzne. Trochę to utrudnia czytanie i bardzo źle świadczy o Twoim szacunku do czytelnika (a trochę ludzi to forum czyta). Pozdrawiam i proszę o szacunek na drodze. Mniej frustracji, więcej rozwagi. Samochód jedzie ze średnią ok. 30km/h- to i tak 15. razy szybciej niż pieszy. Nadmierny pośpiech, nerwy tylko dla tego, że przez pół minuty trzeba jechać powoli za rowerzystą, skuterem albo niedoświadczonym kierowcą, który woli jechać powoli (nazwałeś takich "zawalidrogami", ale oni przecież nie chcą nikogo zabić, dla tego jadą tak, jak potrafią) są niepotrzebne. Jeśli dotrzesz do celu kilka- kilkanaście minut później, to przecież świat się nie zawali. Przecież siedzisz w ciepłym, wygodnym samochodzie. Nie pada na Ciebie (jak na rowerzystę), nie wgniatasz sobie siodełka w tyłek, nie wdychasz spalin jak pieszy. Autobus Ci nie ucieknie, bo jedziesz samochodem. Zajmowanie się ruchem drogowym zawodowo to chyba powód, żeby zauważyć największy grzech WSZYSTKICH użytkowników dróg, jakim jest POŚPIECH.
                        • gom1 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 10.07.12, 22:51
                          polujacy_na_kaczki napisał:
                          > nazwałeś takich "zawalidrogami", ale oni przecież nie chcą nikogo zabić, dla tego jadą
                          > tak, jak potrafią

                          To jest tak: ci co jadą wolniej ode mnie, to cioty; ci co szybciej - debile ;-)

                          > nie wdychasz spalin jak pieszy

                          To prawda. Tyle, że w drugą stronę. Pieszy wdycha mniej niż kierowca - który w odróżnieniu od innych uczestników ruchu nie dość, że siedzi w samym centrum spalin, to jeszcze na dodatek bez najmniejszej chwili wytchnienia (100% czasu). Nie wiem czy to jest powód do zadowolenia :-)

                          > Zajmowanie się ruchem drogowym zawodowo

                          Nie ruchem tylko prawem (ogólnie). Typowe. Każdy Polak to przecież ekspert od prawa, lekarz-specjalista w każdej możliwej dziedzinie, no i oczywiście nauczyciel ;-)
                        • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 11.07.12, 23:44
                          polujacy_na_kaczki napisał:


                          > Nie, to idioci przekonani o swoich nadludzkich umiejętnościach,

                          Nie nie żadni idjoci Ty poprostu nie potrafisz pojąć, iż świat niekoniecznie jest taki jak Ci się wydaje, że to co dla Ciebie nie niewykonalne dla innego jest jak bułka z masłem.


                          > Nie, nie wolno. Na przeciwległy pas możesz wjechać tylko, jeśli jest wolny.
                          Możesz wskazać przepis który tak stanowi?
                          I pamiętaj o zasadzie ograniczonego zaufania. A może kierowca z przeciwka wcale ni
                          > e robi Ci miejsca
                          Zasada ogranoczonego zaufania jest określona w art 4 PRD - przeczytaj go ze zrozumieniem, bo chociaż chwalisz się świerzą znajomością prawa, to go nie znasz.


                          nie rozumiem, jak rozsądn
                          > y człowiek może się dać sprowokować do przemocy.
                          Oj, nie znasz życia, nie znasz.
                          Jak kierowca za Tobą na Ciebie trąbi to też mogą Ci puścić nerwy i na wstecznym rozwalisz mu maskę?
                          Jak trąbi słusznie - pokazuję "przepraszam", a póżniej analizuję co spowodowało, iż popełniłem błąd, jak nie słusznie - blokuję gagatka - zawsze mogę stanąć i awaryjne właczyć, zamiast się wściekać (naprawdę wdałeś się w polemike ze starym szoferem).

                          czy zgodnie z przepisami kierowca jadacy nocą powinien liczyć się z możliwością napotkania na jezdni nieoświetlonej przeszkody?
                          > Tera Ty nie rozumiesz, albo ja byłem nieprecyzyjny. Każdy pojazd musi być w noc
                          > y oświetlony, a samochód także w dzień (rower oświetlony w dzień to świetny pom
                          > ysł, sam używam świateł też w dzień)
                          Sorki, Ty nie rozumiesz - zadałem konkretne pytanie, o wykładnię przepisów, a Ty zamiast odpowiedzi piszesz co jest napisane w PRD - odpowiedz konkretnie tak - czy nie?
                          >

                          > Serio, ile masz lat?
                          47, ale nie wiek a staż za kółkiem ma znaczenie, kiedy ja miałem prawko dwa lata, a stary szofer mówił mi "te uważaj" - słuchałem co ma do powiedzenia i nie próbowałem "uczyć ojca dzieci robić" moze dlatego przez dwadzieścia lat prowadzenia samochodu nie tylko nie spowodowałem, ale nawet nie uczestniczyłem w wypadku - to jest FAKT który mnie upoważnia do mówienia o bezpiecznej jeździe, bo ten FAKT dowodzi, iż jeżdżę bezpiecznie. Ty mozesz sobie głościć dowolne teorie, ale dopóki ich nie udowodnisz w praktyce, to zawsze będą teorie, a nie fakty. Chwalisz się "znajomością bierzących przepisów" a wdyskusji powołujesz się na nieistniejace regulacje, albo na przepisy dotyczące czegoś innego i tym udowadniasz iż jeszcze nie dorosłeś (niektórzy nigdy nie dorastają) To prawda, ze są osobniki które trzydzieści lat temu dostały prawko i więcej do przepisów nie zajrzały, ale to są "niedzielni kierowcy" , a nie stare szofery - przepisy znam na bierząco z aktualna wykładnią SN włącznie do której Ty raczej nie zaglądałeś...
                          • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 12.07.12, 10:16
                            wwojtek9 napisał:


                            > Nie nie żadni idjoci Ty poprostu nie potrafisz pojąć, iż świat niekoniecznie je
                            > st taki jak Ci się wydaje, że to co dla Ciebie nie niewykonalne dla innego jest
                            > jak bułka z masłem.
                            Będę się upierał przy idiotach. Kierowca przekonany, że zawsze sobie poradzi, że ci wolno jadący to idioci utrudniający ruch, a nie ostrożni kierowcy JEST idiotą. I nie ma dla mnie rzeczy niewykonalnych na drodze. Tyle tylko, że niektóre wykonam jako ostatnie w życiu. Fajnie by było, gdyby inni kierowcy też zrozumieli, że samochód może zabić. I że cholernie łatwo stracić nad nim panowanie. Może byłoby trochę mniej wypadków (więcej wypadków w UE jest tylko w Bułgarii, dla tego żaden polski kierowca nie przekona mnie, że jest dobrym i rozsądnym kierowcą). Zbytnia pewność siebie na drodze zabija.

                            > Możesz wskazać przepis który tak stanowi?
                            z Kodeksy Drogowego:
                            Art. 24.

                            1. Kierujący pojazdem jest obowiązany przed wyprzedzaniem upewnić się w szczególności, czy:
                            ma odpowiednią widoczność i dostateczne miejsce do wyprzedzania bez utrudnienia komukolwiek ruchu;
                            Teraz pomyśl, czy w opisanej przez Ciebie sytuacji masz dostateczną widoczność (nie widzisz pojazdów za tym, który Ci ustępuje, a przecież za nim może jechać jakiś jednoślad) i czy na pewno nie utrudniasz mu ruchu (skąd pewność, że kierowca ustępuje Ci miejsca?)
                            Jeśli kierowca ustępuje miejsca innemu kierowcy mimo, że ma pierwszeństwo, to mam prawo podejrzewać, że nie zna on przepisów lub się do nich nie stosuje. Nie wiem, dla czego ustępuje. Nie wiem, czy w ogóle ustępuje. A opisana przez Ciebie sytuacja jest czysto teoretyczna. Kierowca zjeżdżający prawie na chodnik, żebyś Ty mógł wyprzedzić? To chyba zazwyczaj wygląda inaczej: wyprzedzasz wpychając się na przeciwny pas bez sprawdzenia, czy masz na nim miejsce zmuszając kierowców do zjechania Ci z drogi. Ale dalej jesteś przekonany o tym, że dzięki doświadczeniu jesteś świetnym kierowcą.
                            >

                            > Jak trąbi słusznie - pokazuję "przepraszam", a póżniej analizuję co spowodowało
                            > , iż popełniłem błąd, jak nie słusznie - blokuję gagatka - zawsze mogę stanąć i
                            > awaryjne właczyć, zamiast się wściekać (naprawdę wdałeś się w polemike ze star
                            > ym szoferem).
                            Jak za mną ktoś niesłusznie trąbi, to mam go gdzieś. Może sobie trąbić i tak jest za mną.
                            Tak, bywają rozsądni kierowcy panujący nad emocjami. Ale nie wszyscy to potrafią. Choć sami notorycznie łamią przepisy (wczoraj podczas raptem półgodzinnej jazdy rowerem cztery razy wymuszono mi pierwszeństwo- kierowcy wyjeżdżając z drogi wewnętrznej najwyraźniej nie mają zamiaru ustępować rowerzyście na ddr)
                            >

                            > Sorki, Ty nie rozumiesz - zadałem konkretne pytanie, o wykładnię przepisów, a T
                            > y zamiast odpowiedzi piszesz co jest napisane w PRD - odpowiedz konkretnie tak
                            > - czy nie?
                            Przepisy nie są tu potrzebne, tylko rozsądek. Kierowca zawsze musi się "spodziewać niespodziewanego". Dla tego właśnie prowadzenie samochodu jest tak trudne. Bo trzeba umieć sobie radzić w sytuacjach, o których twórcy przepisów nie pomyśleli.
                            > >
                            >
                            > 47, ale nie wiek a staż za kółkiem ma znaczenie, kiedy ja miałem prawko dwa lat
                            > a, a stary szofer mówił mi "te uważaj" - słuchałem co ma do powiedzenia i nie p
                            > róbowałem "uczyć ojca dzieci robić" moze dlatego przez dwadzieścia lat prowadze
                            > nia samochodu nie tylko nie spowodowałem, ale nawet nie uczestniczyłem w wypadk
                            > u - to jest FAKT który mnie upoważnia do mówienia o bezpiecznej jeździe, bo ten
                            > FAKT dowodzi, iż jeżdżę bezpiecznie. Ty mozesz sobie głościć dowolne teorie, a
                            > le dopóki ich nie udowodnisz w praktyce, to zawsze będą teorie, a nie fakty. Ch
                            > walisz się "znajomością bierzących przepisów" a wdyskusji powołujesz się na nie
                            > istniejace regulacje, albo na przepisy dotyczące czegoś innego i tym udowadnias
                            > z iż jeszcze nie dorosłeś (niektórzy nigdy nie dorastają) To prawda, ze są osob
                            > niki które trzydzieści lat temu dostały prawko i więcej do przepisów nie zajrza
                            > ły, ale to są "niedzielni kierowcy" , a nie stare szofery - przepisy znam na bi
                            > erząco z aktualna wykładnią SN włącznie do której Ty raczej nie zaglądałeś...
                            Jak mi stary szofer mówi "jedź ostrożnie", to też go słucham. Ale jak twierdzi, że mogę na drodze ufać wszystkim, że jadąc powoli staję się "zawalidrogą", to idę precz, bo bzdur człowieka przekonanego o swoich umiejętnościach nie słucham. A długi staż bez wypadku to powód do dumy, ale nie dowód na umiejętność bezpiecznej jazdy. Większość kierowców nie miała wypadku, co nie znaczy, że są świetnymi kierowcami. Mogą po prostu mieć szczęście. Zwłaszcza, jeśli, tak jak Ty, stosują się ściśle do przepisów, ale o myśleniu za kierownicą zapominają (ten przykład z ustępowaniem przy wyprzedzaniu jest świetnym dowodem na to- na prawdę nie pomyślałeś, że za ustępującym autem ktoś może jechać?)
                            A teraz na moment wrócę do meritum. Dużo jeżdżę rowerem. Nie lubię łamać przepisów, dla tego jeżdżę po ulicach gdzie tylko to możliwe i konieczne. I oczekuję, że kierowcy też będą jeździć przepisowo, a nie w sposób, który uczyni mnie kaleką. Liczę też na to, że kierowców nauczono wyprzedzać rowerzystów bezpiecznie i zgodnie z przepisami. I że nauczono ich także, że rower to pojazd, który ma prawo poruszać się po jezdni. A jak komuś rowery na ulicach przeszkadzają, to niech sprzeda samochód i chodzi piechotą. Umiejętność jazdy samochodem to także umiejętność wyprzedzania rowerzystów, którzy jadą "najbliżej najbliżej prawej krawędzi". Bo jeśli "stary szofer" nie potrafi rowerzysty wyprzedzić, to jak ma wyprzedzić "eLkę", czyli jedyny nie przekraczający dozwolonej prędkości samochód?
                            P.S. Błagam, pisz wolniej! Przesadzasz z tymi literówkami.

                            • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 12.07.12, 21:47
                              polujacy_na_kaczki napisał:

                              > Będę się upierał przy idiotach. Kierowca przekonany, że zawsze sobie poradzi,
                              > żaden polski kierowca nie przekona mnie, że jest dobrym i rozsądnym kierowcą). Zbytnia pewność siebie na drodze zabija.
                              Nigdy nie pisałem, iż jestem przekonany że "zawsze sobie poradzę" odwrotnie ja zawsze wsiadajac do samochodu myśle co zrobię gdy zdarzy się wypadek - To Ty wkładasz w moje usta słowa których nie wypowiedziałem. Jeśli "żaden Cię nie przekona" to na cholerę ta cała dyskusja? Sokro uważasz, iż posiadłeś już mądrość nad mądrościami i mylić się nie możesz?

                              > > Możesz wskazać przepis który tak stanowi?
                              > z Kodeksy Drogowego:
                              > Art. 24.
                              >
                              > 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany przed wyprzedzaniem upewnić się w szczegó
                              > lności, czy:
                              > ma odpowiednią widoczność i dostateczne miejsce do wyprzedzania bez utrudni
                              > enia komukolwiek ruchu;
                              Kolego Ty twierdziłeś iż "na przeciwległy pas można wyjechać tylko wtedy gdy jest on wolny" w znanym mi art 24 takiego zapisu nie ma Twoja znajomość prawa to raczej Twoje przekonanie (jak zwykle ogromne) o tym co jest w prawie, ale Ty jeszcze nie masz uprawnień suwerena i prawa nie stanowisz...

                              (skąd pewność, że kierowca ustępuje Ci miejsca?)
                              Jak zwykle jeśli Ty czegoś nie potrafisz, to w Twoim mniemaniu nikt inny tego wykonać nie może...

                              > Jeśli kierowca ustępuje miejsca innemu kierowcy mimo, że ma pierwszeństwo, to m
                              > am prawo podejrzewać, że nie zna on przepisów lub się do nich nie stosuje. Nie
                              > wiem, dla czego ustępuje. Nie wiem, czy w ogóle ustępuje.
                              Ty nie wiesz, bo jeszcze duuużo się musisz nauczyć o ruchu drogowym - stary szofer cały czas obserwuje sytuację na jezdni ruch innych pojazdów ich manewry prędkość itp. w efekcie wie czego moze się spodziewać sam sposób wykonania manewru zjazdu do prawej mówi mi czy to manewr omijania, czy ustąpienia. A jeśli nawet za tym pojazdem będzie się krył jednoślad i po manewrze ustąpienia będzie nadal niewidoczny to nie znajdzie się na tej części jezdni z której ja będę korzystał - przecież to oczywiste!

                              To chyba zazwyczaj wygląda inaczej: wyprzedzasz wpychają
                              > c się na przeciwny pas bez sprawdzenia, czy masz na nim miejsce zmuszając kiero
                              > wców do zjechania Ci z drogi.
                              Tak to jeżdżą "na dżigita" debile, a nie starzy szoferzy.



                              > Jak za mną ktoś niesłusznie trąbi, to mam go gdzieś. Może sobie trąbić i tak je
                              > st za mną.
                              A jak trąbi słusznie to patrz punkt pierwszy?

                              >
                              > Przepisy nie są tu potrzebne, tylko rozsądek. Kierowca zawsze musi się "spodzie
                              > wać niespodziewanego". Dla tego właśnie prowadzenie samochodu jest tak trudne.
                              > Bo trzeba umieć sobie radzić w sytuacjach, o których twórcy przepisów nie pomyś
                              > leli.
                              No i nadal robisz uniki a pytanie które zadałem jest jednym z elementarnych pytań z interpretacji PRD i było dwukrotnie przedmiotem orzeczenia Sądu Najwyższego - tyle na temat Twojej świerzo nabytej znajomości prawa.
                              > >


                              >

                              Ale jak twierdzi,
                              > że mogę na drodze ufać wszystkim,
                              Znów przypisujesz mi twierdzenia których nigdy nie wypowiedziałem.

                              > . A długi staż bez wypadku to powód do dumy, ale nie dowód na umiejętność bezpi
                              > ecznej jazdy.
                              Jak fakty nie pasują do mojej teorii to tym gożej dla faktów...
                              Zwłaszcza, jeśli, tak jak Ty, stosują się ściśle do przepisów, ale o myśleniu za kierownicą zapominają (ten pr
                              > zykład z ustępowaniem przy wyprzedzaniu jest świetnym dowodem na to- na prawdę
                              > nie pomyślałeś, że za ustępującym autem ktoś może jechać?)
                              Wyszedłem z wielu podbramkowych sytuacji na drodze tylko dzieki temu iż je przewidziałem, a z tym jednośladem to patrz wyżej.

                              > A teraz na moment wrócę do meritum. Dużo jeżdżę rowerem. Nie lubię łamać przepi
                              > sów,
                              > żeby nie łamać przepisów trzeba je najpierw znać, a Ty demonstrujesz wprawdzie niezachwiane przekonanie o własnej biegłej znajomości prawa, ale gdy Cię o szczegóły zachaczyć opowiadasz bajki twierdzisz iż w przepisach są regulacje a poproszony o wskazanie konkretnego przepisu wskazujesz taki w którym tej regulacji nie ma...
                              Podumowując niczym nie poparte wielkie przekonanie o własnej wiedzy i jeszcze to "nikt mine nie przekona" - niektórzy nigdy nie dorastają...
              • Gość: zonkii do Wojtka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.12, 22:21
                to co piszesz o jeździe przy krawężniku to właśnie jest bardzo niebezpieczna jazda, pierwsze to przez coś takiego kierowca może nie zauważyć rowerzysty, widziałam kiedyś taki wypadek, rowerzysta jechał prawidłowo i niestety dość blisko krawężnika minął go jeden samochód nawet nie włączając migacza, samochód jadący za nim nie miał pojęcia, że pojazd przed nim minął właśnie rowerzystę i niestety jechał bliżej krawężnika i uderzył rowerzystę, efekt chłopak połamany :(

                wydaje mi się, że przepisy powinny uwzględnić ten problem i nakazać rowerzystom jazdę właśnie co najmniej 60 -80 cm o d krawędzi jezdni, dzięki temu kierowca mijając rowerzystę będzie musiał wykonać manewr wymijania, a nie tak sobie go minąć jak kamień przy drodze, dwa rowerzysta będzie miał możliwość manewru w razie zagrożenia czy właśnie różnego rodzaju dziur na jezdni

                poza tym też powinieneś mieć świadomość, że rowerzysta również ma obowiązek wymijania z lewej, także jazda na "rowerzysta ma być przy krawężniku i mi nie przeszkadzać" jest bardzo niebezpieczna
                • wwojtek9 Re: do Wojtka 08.07.12, 22:41
                  Gość portalu: zonkii napisał(a):

                  samochód jadący
                  > za nim nie miał pojęcia, że pojazd przed nim minął właśnie rowerzystę i niestet
                  > y jechał bliżej krawężnika i uderzył rowerzystę, efekt chłopak połamany :(
                  >
                  > wydaje mi się, że przepisy powinny uwzględnić ten problem i nakazać rowerzystom
                  > jazdę właśnie co najmniej 60 -80 cm o d krawędzi jezdni,
                  Taki przepis to gwarancja zakorkowania miast. Natomiast obowiązek urzywania przez rowerzystów koszulek odblaskowych - jaknajbardziej.

                  > poza tym też powinieneś mieć świadomość, że rowerzysta również ma obowiązek wymijania z lewej, także jazda na "rowerzysta ma być przy krawężniku i mi nie prze
                  > szkadzać" jest bardzo niebezpieczna.

                  Jest zgodna z przepisami, fakt przepisy zezwalajace każdenmu na poruszanie się rowerem po ruchliwych ulicach w centrach miast są SMIERTELNIE GROŹNE, by jeżdzic w takich warunkach trzeba posiadać duze umiejętnoiści - przeżyłem to wiem.
                    • wwojtek9 Re: do Wojtka 08.07.12, 23:05
                      Gość portalu: zonkii napisał(a):

                      > nie masz racji, przepisy wcale nie nakazują jazdy tuż przy krawężniku

                      Art 16 ust 4 prawa o ruchu drogowym: "Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Jeżeli pasy ruchu na jezdni są wyznaczone, nie może zajmować więcej niż jednego pasa".

                      • polujacy_na_kaczki Re: do Wojtka 08.07.12, 23:13
                        wwojtek9 napisał:

                        > Gość portalu: zonkii napisał(a):
                        >
                        > > nie masz racji, przepisy wcale nie nakazują jazdy tuż przy krawężniku
                        >
                        > Art 16 ust 4 prawa o ruchu drogowym: "Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać
                        > możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Jeżeli pasy ruchu na jezdni są wyznacz
                        > one, nie może zajmować więcej niż jednego pasa".
                        >
                        "Możliwie blisko" nie oznacza "przy samej krawędzi". Tylko "możliwie blisko". Tak blisko, jak to jest możliwe bez narażania się na niebezpieczeństwo, powodowania niebezpieczeństwa, utrudniania ruchu sobie i innym. Jazda środkiem pasa rowerem to łamanie prawa, ale pół metra od krawędzi jest ok.
                        • gom1 Re: do Wojtka 09.07.12, 08:50
                          polujacy_na_kaczki napisał:
                          > "Możliwie blisko" nie oznacza "przy samej krawędzi". Tylko "możliwie blisko". T
                          > ak blisko, jak to jest możliwe bez narażania się na niebezpieczeństwo, powodowa
                          > nia niebezpieczeństwa, utrudniania ruchu sobie i innym.

                          Dokładnie tak. "Możliwie blisko" nie jest ściśle zdefiniowane. Wszystko zależy od warunków na danym odcinku drogi.

                          > Jazda środkiem pasa rowerem to łamanie prawa

                          A tutaj się nie zgodzę. Bardzo często jazda środkiem to właśnie "możliwie blisko". Przykład? Ulica Woronicza w Warszawie:
                          goo.gl/maps/vr54
                          Jadąc środkiem unikam sytuacji, w której muszę uciekać w lewo aby uniknąć bliskiego spotkania III stopnia z otwartymi drzwiami w zaparkowanym samochodzie. Czy łamię prawo? Nie. Jadę właśnie "możliwie blisko".

                          Swoją drogą na załączonym zdjęciu świetnie widać gdzie kierowcy mają obowiązujące przepisy ;-)
                          • polujacy_na_kaczki Re: do Wojtka 09.07.12, 12:12
                            gom1 napisał:


                            > Dokładnie tak. "Możliwie blisko" nie jest ściśle zdefiniowane. Wszystko zależy
                            > od warunków na danym odcinku drogi.
                            >
                            > > Jazda środkiem pasa rowerem to łamanie prawa
                            >
                            > A tutaj się nie zgodzę. Bardzo często jazda środkiem to właśnie "możliwie blisk
                            > o". Przykład? Ulica Woronicza w Warszawie:
                            > goo.gl/maps/vr54
                            > Jadąc środkiem unikam sytuacji, w której muszę uciekać w lewo aby uniknąć blisk
                            > iego spotkania III stopnia z otwartymi drzwiami w zaparkowanym samochodzie. Czy
                            > łamię prawo? Nie. Jadę właśnie "możliwie blisko".
                            >
                            > Swoją drogą na załączonym zdjęciu świetnie widać gdzie kierowcy mają obowiązują
                            > ce przepisy ;-)
                            Na takie ulice wolę w ogóle nie wjeżdżać. Chyba, że chodnik jest w podobnym stanie.
                            • gom1 Re: do Wojtka 09.07.12, 12:22
                              polujacy_na_kaczki napisał:
                              > Na takie ulice wolę w ogóle nie wjeżdżać. Chyba, że chodnik jest w podobnym stanie.

                              A ja właśnie lubię takie odcinki. Jest na tyle szeroko, że kierowcy mogą mnie bezpiecznie wyprzedzić i jednocześnie tak wąsko, że praktycznie nikt nie podejmuje się wyprzedzenia za wszelką cenę. Najbardziej nie lubię jezdni z dwoma pasami ruchu w jedną stronę, jak np. Powstańców Śląskich. Długa prosta = duże prędkości, a dwa pasy zachęcają zachęcają kierowców do wyprzedzania "maruderów z lewego pasa" z prawej strony.
                            • wwojtek9 Re: do Wojtka 09.07.12, 22:26
                              polujacy_na_kaczki napisał:

                              > > A tutaj się nie zgodzę. Bardzo często jazda środkiem to właśnie "możliwie
                              > blisk
                              > > o". Przykład? Ulica Woronicza w Warszawie:
                              > > Jadąc środkiem unikam sytuacji, w której muszę uciekać w lewo aby uniknąć
                              > blisk iego spotkania III stopnia z otwartymi drzwiami w zaparkowanym samochodzie. Czy
                              > > łamię prawo? Nie. Jadę właśnie "możliwie blisko".
                              > >
                              Zapoznaj się z wykładną pojęcia "zasada ograniczonego zaufania" - bo Ty ją zmieniasz w zasadę braku zaufania, na podobnej zasadzie ja mógłbym wchodzić na DDR z chodnika bo magę wskazac rowerztstów którzy zamiast DDR w tym miejscu jadą chodnikiem ...
                              • gom1 Re: do Wojtka 09.07.12, 22:39
                                wwojtek9 napisał:
                                > Zapoznaj się z wykładną pojęcia "zasada ograniczonego zaufania" - bo Ty ją zmie
                                > niasz w zasadę braku zaufania

                                Od momentu kiedy jeden ograniczony otworzył mi drzwi przed samym przednim kołem, zacząłem jeździ tak jak opisałem i nie zamierzam tego zmieniać. Na razie się to sprawdza. I mam nadzieję, że tak pozostanie.
                                • wwojtek9 Re: do Wojtka 09.07.12, 23:41
                                  gom1 napisał:

                                  > Od momentu kiedy jeden ograniczony otworzył mi drzwi przed samym przednim kołem
                                  > , zacząłem jeździ tak jak opisałem i nie zamierzam tego zmieniać. Na razie się
                                  > to sprawdza. I mam nadzieję, że tak pozostanie.
                                  Jak zapłacisz stówkę raz i drógi to się zmieni czego Ci życzę...
                                  • gom1 Re: do Wojtka 10.07.12, 08:11
                                    wwojtek9 napisał:
                                    > Jak zapłacisz stówkę raz i drógi to się zmieni czego Ci życzę...

                                    "Czeci" i "czfarty" też mogę zapłacić. Moje bezpieczeństwo jest trochę więcej warte.

                                    Na szczęście Policja wie na kogo powinna nakładać mandaty.
                                    • wwojtek9 Re: do Wojtka 10.07.12, 17:19
                                      gom1 napisał:

                                      > "Czeci" i "czfarty" też mogę zapłacić. Moje bezpieczeństwo jest trochę więcej w
                                      > arte.
                                      > Na szczęście Policja wie na kogo powinna nakładać mandaty.
                                      Fakt, iż Policja nie egzekfuje wielu przepisów PRD od rowerzystów jest skandaliczny, ale to sie w końcu zmieni, a wtedy zobaczym czy tak chętnie będziesz płacił.
                                      • gom1 Re: do Wojtka 10.07.12, 21:29
                                        wwojtek9 napisał:
                                        > Fakt, iż Policja nie egzekfuje wielu przepisów PRD od rowerzystów jest skandaliczny,
                                        > ale to sie w końcu zmieni, a wtedy zobaczym czy tak chętnie będziesz płacił.

                                        Zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Nie reagują, bo nie mają podstawy. Proste :-)
                                        • wwojtek9 Re: do Wojtka 10.07.12, 21:31
                                          gom1 napisał:


                                          > Zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Nie reagują, bo nie mają podstawy. Proste
                                          > :-)
                                          Typowe rozumowanie roweroekooszołoma niepoparte elementarną znajomością prawa.
                                          • gom1 Re: do Wojtka 10.07.12, 21:45
                                            wwojtek9 napisał:
                                            > Typowe rozumowanie roweroekooszołoma niepoparte elementarną znajomością prawa.

                                            Mądry zrozumie, głupi wyśmieje :-)
                                            • wwojtek9 Re: do Wojtka 10.07.12, 23:14
                                              gom1 napisał:

                                              >
                                              > Mądry zrozumie, głupi wyśmieje :-)

                                              Typowe rozumowanie roweroekooszołoma: ja jestem mądry a ineczej myślący to głupcy....
                        • wwojtek9 Re: do Wojtka 09.07.12, 22:18
                          polujacy_na_kaczki napisał:


                          > "Możliwie blisko" nie oznacza "przy samej krawędzi". Tylko "możliwie blisko". T
                          > ak blisko, jak to jest możliwe bez narażania się na niebezpieczeństwo, powodowa
                          > nia niebezpieczeństwa, utrudniania ruchu sobie i innym. Jazda środkiem pasa row
                          > erem to łamanie prawa, ale pół metra od krawędzi jest ok.

                          "Możliwie blisko" oznacza "najbliżej jak tylko można" to może być pół meta a może i 20cm zależy od konkretnej sytuacji, problem w tym ,iż roweroekoosołomi propogujajazdę w odległości metra od krawężnika.
                            • gom1 Re: do Wojtka 10.07.12, 13:22
                              Gość portalu: zonkii napisał(a):
                              > w niektórych sytuacjach 1 metr jest jak najbardziej ok

                              Na wspomnianej przeze mnie Woronicza jadę ok. 3 metrów od krawędzi. Taką odległość wymuszają nieprawidłowo zaparkowane samochody.
                              • Gość: zonkii Re: do Wojtka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.12, 14:46
                                Wojtek to rowerzysta starej daty, taki skulony na swoim rowerku i pedałujący ostro, by uciec przed autobusami i ciężarówkami, po każdym przeżytym dniu czujący się jak zwycięzca w twardej walce o przetrwanie... trochę takich pamiętam z dzieciństwa, chociaż kiedyś na początku lat siedemdziesiątych to jeszcze takiego dużego ruchu nie było, syrenki jak jeździły to z daleka było słychać, więc to jednak inne czasy... ale każdy kocha to, co zapamięta z najlepszych lat swojego życia, szkoda tylko, że jak Wojtek zmienił swoje zwyczaje i się przesiał na samochód, nie zauważył, że warunki jazdy po mieście dla rowerzystów też się zmieniły i to bardzo, i że styl jazdy, który kiedyś był dobry, teraz się nie sprawdza, a on wciąż wymaga od nich tego samego, czego wymagano od niego, jednak nie każdy ma żyłkę ryzykanta i zwycięzcy walczącego o życie, ja osobiście wolałabym, żeby zasady ruchu i zwyczaje na jezdni gwarantowały mi nieco większe bezpieczeństwo..:(
                                • Gość: zonkii Re: do Wojtka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.12, 14:50
                                  i jeszcze jedno, kiedyś dużo rzadziej rowerzyści jeździli po chodniku, na początku lat siedemdziesiątych to praktycznie się to chyba nie zdarzało, po prostu ruch był dużo mniejszy niż teraz, tak więc porównywanie tego co było kiedyś do dzisiaj jest niezbyt adekwatne
                                  • wwojtek9 Re: do Wojtka 12.07.12, 00:23
                                    Gość portalu: zonkii napisał(a):

                                    > i jeszcze jedno, kiedyś dużo rzadziej rowerzyści jeździli po chodniku, na począ
                                    > tku lat siedemdziesiątych to praktycznie się to chyba nie zdarzało, po prostu r
                                    > uch był dużo mniejszy niż teraz, tak więc porównywanie tego co było kiedyś do d
                                    > zisiaj jest niezbyt adekwatne
                                    "Rowerzysta starej daty" he he jeszcze po miescie to byś moje plecy oglądał i to krótko....
                                    Kiedyś kochsiu zwyczajnie nie nył tal lekko jak dziś. "Syrenki jeździły" Ty nie pamietasz tamtych czasów więc zmilcz. Na jezdni zawsze rower będzie zagrożony, zwłaszcza gdy rowerzysta jeździć nie umie, to tak jakby wprowadzić ogrzniczenie predkości do 30km/h bo są tacy co szybciej nie umieją... Jakbyś dokłądnie czytał, to co napisałem, to byś nie pisał iż "przesiadłem sie do samochodu" owszej od 20-dziestu lat jeżdżę samochodem, ale o rowerze nie zapomniałem.
                                    • grzegorz_s_g Re: do Wojtka 12.07.12, 13:10
                                      Upajaj się tak dalej. Jedziesz twoje 35, ktoś Ci wyjeżdża samochodem przed nosem / otwora drzwi, to co z twoich umiejętności? Uciekniesz w lewo (taki jesteś dobry - wszystko ominiesz - a tu zonk: z lewej jest kolejny samochód, tylko jadący 70. Trzeba mieć trochę wyobraźni.
                                      • wwojtek9 Re: do Wojtka 12.07.12, 21:51
                                        grzegorz_s_g napisał:

                                        > Upajaj się tak dalej. Jedziesz twoje 35, ktoś Ci wyjeżdża samochodem przed nose
                                        > m / otwora drzwi, to co z twoich umiejętności?

                                        Jak narazie przez ponad 30-dzieści lat jeżdżenia okazywały się wystarczajace....
            • gom1 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 09:56
              polujacy_na_kaczki napisał:
              > Szybka jazda chodnikami, może. Jadąc do pracy, czy na zakupy nie lubię się pocić,
              > więc i tak jadę powoli.

              Chodniki są niebezpieczne z definicji: dziury, krawężniki, piesi, psy, dzieci, kierowcy wyjeżdżający z posesji, którzy na chodniku prędzej diabła by się spodziewali niż rowerzysty. Też nie jeżdżę szybko, ale mimo to wolę jechać jezdnią. Wygodniej. I bezpieczniej.

              Kilka dni temu miałem okazję wyprzedzić rowerzystę, który na czas omijania taksówki wyjeżdżającej z posesji zjechał z chodnika na jezdnię, a potem wrócił na chodnik.
              To jest to miejsce:
              goo.gl/maps/AqwJ
              Zwróć uwagę na stan chodnika. Dodam, że nawet w godzinach szczytu ruch samochodowy jest tutaj znośny. Najciekawsze, że rowerzysta widział mnie pedałującego jezdnią, a mimo to nie zdecydował się na powrót (na jezdnię).
              Jechał chodnikiem dla wygody, bo nie chciał się spocić? Gwarantuję, że spoci się bardziej, podnosząc co chwilę tyłek z siodełka, żeby przejechać przez krawężniki; hamując i rozpędzając się przy każdej przecznicy; klucząc pomiędzy pękniętymi płytami chodnikami. Nie potrafię zrozumieć fenomenu chodników :-)
              • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 14:53
                gom1 napisał:


                > Chodniki są niebezpieczne z definicji: dziury, krawężniki, piesi, psy, dzieci,
                > kierowcy wyjeżdżający z posesji, którzy na chodniku prędzej diabła by się spodz
                > iewali niż rowerzysty. Też nie jeżdżę szybko, ale mimo to wolę jechać jezdnią.
                > Wygodniej. I bezpieczniej.
                >
                > Kilka dni temu miałem okazję wyprzedzić rowerzystę, który na czas omijania taks
                > ówki wyjeżdżającej z posesji zjechał z chodnika na jezdnię, a potem wrócił na c
                > hodnik.
                > To jest to miejsce:
                > goo.gl/maps/AqwJ
                > Zwróć uwagę na stan chodnika. Dodam, że nawet w godzinach szczytu ruch samochod
                > owy jest tutaj znośny. Najciekawsze, że rowerzysta widział mnie pedałującego je
                > zdnią, a mimo to nie zdecydował się na powrót (na jezdnię).
                > Jechał chodnikiem dla wygody, bo nie chciał się spocić? Gwarantuję, że spoci si
                > ę bardziej, podnosząc co chwilę tyłek z siodełka, żeby przejechać przez krawężn
                > iki; hamując i rozpędzając się przy każdej przecznicy; klucząc pomiędzy pęknięt
                > ymi płytami chodnikami. Nie potrafię zrozumieć fenomenu chodników :-)

                Mówimy o zupełnie innej jeździe. Jeśli muszę/chcę jechać po chodniku, to utrzymuję tempo spacerowe (może 10km/h, czyli dwa razy szybciej niż spaceruje pieszy). A chodniki (przynajmniej we Wrocławiu) nie wszędzie wyglądają jak po wojnie.

                Dla czego na pokazanej przez Ciebie ulicy rowerzysta pchał się na chodnik? Pewnie był głupi. Głupi ludzie (pewnie zauważyłeś) istnieją. I też jeżdżą rowerami. Ale co powiesz o takim miejscu: goo.gl/maps/JPzb Ruch duży w obie strony (tylko wieczorem jest spokój), chodnik szeroki z obu stron (chociaż czasami zajęty samochodami, ale sporadycznie, nie zamienia się w parking), pieszych niewielu (to przedmieście, ludzie idą tylko do sklepu, albo na przystanek). Ani śladu ddr, czy choćby pieszo-rowerowej. Można po ulicy jechać (asfalt gładziutki), ale ze świadomością, że ustala się maksymalną prędkość przejazdu ulicą.
    • Gość: luksusem jadę Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. IP: *.adsl.inetia.pl 08.07.12, 00:04
      ale tych wpisów naruchali :)
      jeżdżąc rowerem uważam
      jeżdżąc samochodem nie włączam świateł w dzień (bo to nic nie daje - świadomie to robię ryzykując mandat, ale to moja sprawa, i nikt mnie nie przekona, że auto w dzień bez świateł jest mniej widoczne, jak masz takie problemy z dostrzeganiem obiektów, to radzę być pasażerem nie kierowcą), nie sygnalizuję kierunkowskazami (gdy nikogo nie widzę w zasięgu, bo i po co?), w to lato zostawiłem auto na zimówkach, żeby je zedrzeć do końca (olaboga) bo na zimę już byłyby za słabe a na lato się nadadzą

      ale do cholery nie piszę o tym wszystkim do gazety!!
      naprawdę tak wczuwają się w dyskusję ci co dopiero powąchali tego sportu (i roweru i samochodu) początkujący lamerzy.
      • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 00:18
        Gość portalu: luksusem jadę napisał(a):

        > ale tych wpisów naruchali :)
        > jeżdżąc rowerem uważam
        No i super. Jeśli do tego zachowujesz się kulturalnie i nie łamiesz przepisów to wręcz cudownie.
        > jeżdżąc samochodem nie włączam świateł w dzień (bo to nic nie daje - świadomie
        > to robię ryzykując mandat, ale to moja sprawa, i nikt mnie nie przekona, że aut
        > o w dzień bez świateł jest mniej widoczne, jak masz takie problemy z dostrzegan
        > iem obiektów, to radzę być pasażerem nie kierowcą)
        Daje daje, na prawdę lepiej widać Twoje światła niż Twój samochód (zwłaszcza biały), poza tym prawo każe używać świateł- czy ich używanie sprawia Ci ból, czy coś? Co Ci szkodzi włączyć światła do jazdy dziennej (zapalniczka zużyje więcej paliwa, niż światła)
        > nie sygnalizuję kierunkowsk
        > azami (gdy nikogo nie widzę w zasięgu, bo i po co?)
        Bo mogłeś kogoś nie zauważyć- pieszego, motocyklisty, rowerzysty, albo auta wyjeżdżającego z posesji. Poza tym- co Ci szkodzi włączyć migacz? Przecież to nie boli.
        > w to lato zostawiłem auto
        > na zimówkach, żeby je zedrzeć do końca (olaboga) bo na zimę już byłyby za słabe
        > a na lato się nadadzą
        Sporo jeździsz, skoro zużywasz komplet opon w ciągu sezonu. Lepiej zmień opony, będzie oszczędniej, spalisz mniej paliwa, a w aucie będzie ciszej. I co to za teoria: na zimę za słabe, na lato ok? Jeśli są zbyt zużyte na zimę, to tym bardziej latem (w temperaturze o ponad 30 stopni wyższej niż zalecana dla opon zimowych) są do niczego (wody nie odprowadzą, przyczepność kiepska)- na oponach, kolego, w ogóle się nie znasz.
        > ale do cholery nie piszę o tym wszystkim do gazety!!
        > naprawdę tak wczuwają się w dyskusję ci co dopiero powąchali tego sportu (i row
        > eru i samochodu) początkujący lamerzy.
        Raczej socjopaci. Nienawidzący innych ludzi na ich drodze/ścieżce rowerowej/chodniku. Ale może kiedyś nauczą się dzielić.
        • Gość: luksusem jadę Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. IP: *.adsl.inetia.pl 08.07.12, 01:01
          co do świateł i dostrzegania samochodów, w dzień nigdy mi się nie zdarzyło, żeby dostrzec światła wcześniej niż samochód, odbywa się to jednocześnie, jest wystarczająco widno, na światłach powinny jeździć tylko motory, jeżdżenie na światłach w dzień może być wręcz niebezpieczne dla rowerzystów i pieszych, bo jak taki ślepy kierowca skupia się na światłach a nie całym otoczeniu, to obiektu bez świateł (roweru w dzień czy pieszego) może nie dostrzec.

          szkodzi mi robić rzeczy, w których nie widzę sensu (światła są do świecenia, więc w dzień są zbędne, sygnalizacja zmiany kierunku jest dla innych, a jak ich nie ma to po co?) i dlatego ich nie robię taka moja ideologia jak i pana autora artykułu (on też ma swoje racje)

          co do opon, to zdaję sobie sprawę, że zimówki latem będą gorsze, ale w lato nie jest tak ślisko jak w zimie; nie zjeżdżam w sezon opon, właśnie chodzi o to, że są zużyte i na zimę się już nie będą nadawały (nie wybiorą odpowiednio śniegu) a na lato stykną spokojnie. mając świadomość, ze ma się gorsze gumy, bardziej się pilnujesz :)
          • polujacy_na_kaczki Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 09:40
            Gość portalu: luksusem jadę napisał(a):

            > co do świateł i dostrzegania samochodów, w dzień nigdy mi się nie zdarzyło, żeb
            > y dostrzec światła wcześniej niż samochód, odbywa się to jednocześnie
            Nie chodzi o dostrzeżenie świateł, tylko o reakcję. To, że Tobie się wydaje, że zauważasz auto na światłach równie szybko, co bez świateł, to nie znaczy, że tak jest. Na drodze liczą się milisekundy. Poczytaj trochę. Mózg szybciej reaguje na samochód na światłach. Na prawdę tak samo dobrze widzisz rzeczy jasne i ciemne?
            > jeżdżenie na świat
            > łach w dzień może być wręcz niebezpieczne dla rowerzystów i pieszych, bo jak ta
            > ki ślepy kierowca skupia się na światłach a nie całym otoczeniu, to obiektu bez
            > świateł (roweru w dzień czy pieszego) może nie dostrzec.
            Bzdura. Jak długo masz prawo jazdy? Tydzień? Kierowca nie "skupia się" na światłach, tylko obserwuje drogę i jej otoczenie. I zareaguje zarówno na oświetlony samochód, jak i na nieoświetlonego rowerzystę. Tylko odrobinę wolniej.
            > szkodzi mi robić rzeczy, w których nie widzę sensu (światła są do świecenia, wi
            > ęc w dzień są zbędne, sygnalizacja zmiany kierunku jest dla innych, a jak ich n
            > ie ma to po co?) i dlatego ich nie robię taka moja ideologia jak i pana autora
            > artykułu (on też ma swoje racje)
            Ignorujesz przepisy, "bo tak". Stosujesz je wybiórczo. Tacy jak Ty są przyczyną potwornej ilości wypadków w Polsce. Właściwie NIGDY nie powinieneś dostać prawa jazdy (nie potrafisz stosować się do przepisów), bo uniemożliwiają Ci to problemy natury psychologicznej.
            > co do opon, to zdaję sobie sprawę, że zimówki latem będą gorsze, ale w lato nie
            > jest tak ślisko jak w zimie
            Jest tak ślisko. W kiepskich oponach na mokrej drodze jest tak samo ślisko.
            > mając świadomość, ze ma się gorsze gumy, bardziej
            > się pilnujesz :)
            Uwielbiam takie tłumaczenie. Owszem, pewnie właściciele rozpadających się"maluchów" jeżdżą ostrożniej, bo wiedzą, że ich auto nie zapewnia bezpieczeństwa. Problem w tym, że za swoje bezpieczeństwo na drodze nie tylko Ty odpowiadasz. Nigdy nie wiesz co się przydarzy, na jakiego idiotę trafisz. Stać Cię na samochód, na paliwo do niego, na OC, to MUSI Cię być stać na zadbanie o odpowiedni stan techniczny samochodu. I na jazdę na światłach. Nie jesteś ekspertem od bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Proszę, im zostaw przepisy. Ty się"tylko" stosuj do nich.
    • Gość: gogo zgadzam się IP: *.aster.pl 08.07.12, 01:49
      Życiowe spostrzeżenia. Dodałbym tylko, że na DDR, trzeba ostro lukać na skrzyżowaniach, żeby dupek za kierownicą nie skasował cię wraz z rowerkiem. No i pozostaje jeszcze kwestia innych rowerzystów poruszających się DDR, niektórzy z nich mają mniej więcej tyle bajtów we łbie co główka kapusty.

      no i tyle w temacie
    • emsi2020 To bardzo rozsądne rozumowanie 08.07.12, 03:01
      Bardzo sensowny tekst. Mnie także nie przeszkadzają piesi na chodniku. Oczywiście nie traktuję ich jak wrogów. Czasem, ktoś specjalnie mnie prowokuje i włazi pod koła, ale jadę na tyle wolno, że zdążę się zatrzymać i go przepuścić. Dzięki temu nigdy nie mam problemów i jazda po chodniku to czysta przyjemność :)
    • ewakot Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... 08.07.12, 11:13
      Skrecalam w Warszawie z Domaniewskiej w prawo w Woloska na zielonym. Przede mna jechal rowerzysta. Nikt nie przechodzil przez jezdnie w kierunku Galerii Mokotow, wiec jade spokojnie a tu nagle ten skretynialy debil na rowerze skreca sobie tuz przed moja maska na przejscie dla pieszych i pedaluje po pasach. Troche mi zajelo dojscie do siebie, bo niemalze drasnal mi maske debil. Teraz zamierzam zainwestowac w kamerke, rejestrujaca co sie dzieje na drodze, za duzo widzialam groznycyh sytuacji spowodowanych arogancja rowerzystow.

      Po drugie - marzy sie Kopenhaga... prosze cytat z "Autobiografii" Joanny Chmielewskiej o jej ukochanej Kopenhadze - wiem, ze to bylo dawno temu, teraz tam chyba za duzo naszych:
      "... sluchaj, stalam pod czerwonym swiatlem i ludzie tez stali. Rozejrzalam sie, boczna ulica, kompletnie pusta, mozna przejsc dziesiec razy i gdyby nie ci Dunczycy, ja bym przeszla. Ledwo to zdazylam pomyslec, dmuchnal samochod na pelnym gazie, nie wiem, skad sie wzial, ale widac bylo, ze on wie, ze ma wolna droge. Ma zielone swiatlo i nikt mu sie pod samochod nie wpakuje. Ja juz wiem, zrozumialam oni po prostu maja do siebie wzajemnie bezgraniczne zaufanie..."

      Niestety, u nas mozliwa jest tylko zasada pelnego braku zaufania.
    • cyklina-klimkiewicz Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 08.07.12, 11:52
      To samobójcy, bez wyobraźni. Rowerzyści to zagrożenie własnego i innych życia, jazda z nadmierna prędkością po pasach dla pieszych, wymuszanie na pieszych. Brak elementarnej wyobraźni. Rowery nie mają przeglądów,są w kiepskim stanie technicznym. Rowerzyści jeżdżą obok siebie nie stosują zasad ruchu drogowego.Straż miejska jakoś sie nimi nie zajmuje, mandatami ich nie karze.B.Klimkiewicz.
    • Gość: gosc Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... IP: *.aster.pl 08.07.12, 13:23
      Nareszcie jakis rozsadny artykul, podpisuje sie pod argumentami autora i moge dodac jedno, wiecej zrozumienia, mniej typowo polskiej zawisci, zazdrosci i agresji. Jakies przepychanki slowne (lub nie tylko), bo ktos komus zajechał droge, to widok chyba tylko u nas. Chec "zamordowania" drugiego kierowcy, bo czegos nie umie także (dzis lub wczoraj kolo centrum nauki kopernika, uslyszalem rozmowe dwoch kierowcow autokarów, czekali zapewne na dzieci, brzmiało to mniej wiecej, "i temu ch.. , ze ma sie nauczyc k..., parkowac a nie p .... i .... ). Takze jezdze rowerem, samochodem, autobusami, chodze piechota, zaleznie od potrzeby i nastroju. Szacunek czlowieka do czlowieka, tak wlasciwy dla kultury zachodnioeuropejskiej, tak widoczny gdy tylko przekroczy sie granice polski na zachodzie lub poludniu kraju, to wszytsko co nam trzeba.
    • kiddy Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... 13.07.12, 11:25
      A ja chciałabym poruszyć sprawę, jak mi się zdaje, zasadniczą. Uważam, że przepis zobowiązujący rowerzystów do jazdy po ulicy jest zupełnie oderwany od rzeczywistości i bardzo niebezpieczny. Dlaczego? Bo dotyczy wszystkich rowerzystów. A bardzo jestem ciekawa, ile osób, które poruszają się rowerami po ulicy, zna zasady ruchu drogowego, ma jakąś wiedzę np. na temat znaków. Żeby jeździć autem trzeba mieć odpowiednia uprawnienia, żeby jeździć rowerem po tych samych, co samochód, często bardzo ruchliwych ulicach - nie. Moim zdaniem to jest bardzo niebezpieczne, szczególnie z przypadku tzw. niedzielnych rowerzystów. Jakie jest rozwiązanie? Przywrócenie kart rowerowych dla tych, którzy chcą jeździć rowerami po ulicy, i umożliwienie jazdy po chodniku tym, którzy kart nie mają, ALE pod pewnymi warunkami: ograniczona prędkość, określona szerokość chodnika, zasada bezwzględnego pierwszeństwa pieszego.
      Jeżdżę i rowerem, i samochodem, to, co napisałam wynika z moich codziennych obserwacji.
      • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 11:36
        kiddy napisała:

        > A ja chciałabym poruszyć sprawę, jak mi się zdaje, zasadniczą. Uważam, że przep
        > is zobowiązujący rowerzystów do jazdy po ulicy jest zupełnie oderwany od rzeczy
        > wistości i bardzo niebezpieczny.
        Częściowo popieram, przepis zezwalajacy każdemu poruszać się po jezdniach w gęstym ruchu ulicznym jest chory.
      • gom1 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 11:49
        kiddy napisała:
        > Jakie jest rozwiązanie? Przywrócenie kart rowerowych dla tych, którzy chcą jeździć
        > rowerami po ulicy, i umożliwienie jazdy po chodniku tym, którzy kart nie mają

        A co z obcokrajowcami? W UE Karty Rowerowe nie obowiązują i jakoś tam nie ma problemu z rowerzystami.

        Rozwiązaniem jest obowiązkowa nauka kultury ruchu drogowego już w szkołach podstawowych. Wtedy przyszłe pokolenia rowerzystów nie będą miały problemów z poruszaniem się po drogach zgodnie z przepisami. Należy likwidować przyczyny, a nie skutki.

        Kierowcy muszą mieć uprawnienia, gdyż prowadzą pojazdy wielokrotnie cięższe od nich samych i rozwijające dużo większe prędkości niż rowery. Prawo Jazdy jest więc pewnego rodzaju "sitem", przez które (przynajmniej w teorii) nie przejdą osoby nieposiadające odpowiednich kwalifikacji i umiejętności. Jaka jest praktyka, wystarczy spojrzeć na drogi. Dlatego "przykręcenie śruby" należy zacząć od kierowców. Ograniczenie ich swobód sprawi, że na jezdniach zrobi się bezpieczniej przede wszystkim dla "niechronionych" uczestników ruchu drogowego. Wtedy żadna Karta Rowerowa nie będzie potrzebna.
        • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 13:59
          gom1 napisał:

          >
          > A co z obcokrajowcami? W UE Karty Rowerowe nie obowiązują i jakoś tam nie ma pr
          > oblemu z rowerzystami.
          LITOŚCI! Kolejny usiłuje nas porównywac z Europą Zachodnią - tam jest zupełnie inna infarstruktura, inna organizacja i harakterystyka ruchu drogowego!

          > Rozwiązaniem jest obowiązkowa nauka kultury ruchu drogowego
          Żadna nauka nie zastąpi obwodnic dróg ekspresowych i dróg dla rowerów.

          >
          > Kierowcy muszą mieć uprawnienia, gdyż prowadzą pojazdy wielokrotnie cięższe od
          > nich samych i rozwijające dużo większe prędkości niż rowery. Jeśli rowery bedą na DDR a samochody na jezdni to zgoda, ale jeśli rowerzysta ma się poruszać pomiedzy samochodami i może doprowadzić do ich kolizji, to też powinien udowodnić znajomość przepisów.

          "przykręcenie śruby" należy zacząć od kierowców. Ograniczenie ich swobód sprawi, że na jezdniach zrobi się bezpieczniej
          > przede wszystkim dla "niechronionych" uczestników ruchu drogowego. Wtedy żadna
          > Karta Rowerowa nie będzie potrzebna.

          A to już typowa ideologia roweroekooszołoma - ogarniczyc prawa kierowców i bedzie dobrze, moim zadnienm będzie dobrze gdy na ulicach zostaną rowerzyści i kierowcy (jakoś się dogadamy) a definitywnie usnie się roweroekooszołomów którzy już spowodowali wojnę kierowcy -rowerzyści i z tej wojny żyją.
          • gom1 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 14:26
            wwojtek9 napisał:
            > LITOŚCI! Kolejny usiłuje nas porównywac z Europą Zachodnią - tam jest zupełnie
            > inna infarstruktura, inna organizacja i harakterystyka ruchu drogowego!

            Co to ma wspólnego z uprawnieniami? Wprowadzenie w PL obowiązkowej Karty Rowerowej to wypowiedzenie kilku międzynarodowych umów, z Konwencją Wiedeńską włącznie. Co sprawi, że Twoje Prawo Jazdy przestanie obowiązywać w UE. Fajnie, nie?

            > Żadna nauka nie zastąpi obwodnic dróg ekspresowych i dróg dla rowerów.

            Co ma piernik do wiatraka? Na obwodnicach i ekspresówkach obowiązuje inna kultura?

            > A to już typowa ideologia roweroekooszołoma - ogarniczyc prawa kierowców
            > i bedzie dobrze

            Poczytaj sobie co jest przyczyną największej liczby zdarzeń drogowych.
            • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 21:39
              gom1 napisał:

              > Co to ma wspólnego z uprawnieniami? Wprowadzenie w PL obowiązkowej Karty Rowero
              > wej to wypowiedzenie kilku międzynarodowych umów, z Konwencją Wiedeńską włączni
              > e. Co sprawi, że Twoje Prawo Jazdy przestanie obowiązywać w UE. Fajnie, nie?
              Bzdura głoszona przez roweroekooszołomów - wymóg posiadania karty rowerowej do poruszania się po jezdniach w centrach duzych miast nie narusza międzynarodowych umów.

              > > Żadna nauka nie zastąpi obwodnic dróg ekspresowych i dróg dla rowerów.
              >
              > Co ma piernik do wiatraka?
              Typowy dla roweroekooszołoma widzącego świat wyłacznie z rowerowego siodełka pogląd - a przecież to oczywiste gdy infarstruktura redukuje konflikty interesów na drodze o 90% w stosunku do stanu obecnego radykalnej zmianie ulegajją wzajemne relacje uczestników ruchu.


              >
              > Poczytaj sobie co jest przyczyną największej liczby zdarzeń drogowych.
              To zależy gdzie czytasz jeśli w materiałach ideologicznych roweroekooszołomów (np policyjne raporty) to co innego a jak poczytasz raport NIK co innego.
              • gom1 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 22:25
                wwojtek9 napisał:
                > jak poczytasz raport NIK co innego

                Widzisz, czasem potrafisz napisać coś z sensem.

                W raporcie czytamy:

                Przyczyny złego stanu bezpieczeństwa drogowego (na podstawie wyników kontroli):
                1. zły stan infrastruktury drogowej
                2. nieprawidłowości w szkoleniu
                3. nieprawidłowości w organizacji ruchu
                (...)
                6. zły stan pojazdów


                Z pierwszym nie ma dyskusji. Drugi punkt - czyli to co pisałem o nauce w szkołach, a co raczyłeś wyśmiać. Trzeci punkt - organizacja ruchu to m.in. oznakowanie; wystarczy pojeździć rowerem po Warszawie, żeby wyrobić sobie opinię o "perfekcyjnie" oznakowanych DDRach. Na koniec dorzućmy stan techniczny samochodów, brawurę, nadmierną prędkość, wymuszanie pierwszeństwa - i mamy pełen obraz. Do poprawy jest każdy z elementów. Nawet te z raportów dla "roweroekooszołomów".

                Szkoda, że w trakcie dyskusji sięgasz po epitety i obrażasz interlokutorów. Mogło być merytorycznie, a wyszło jak zwykle. Mnie to przestało bawić, z mojej strony EOD. Postaraj się wykrzesać w sobie odrobinę szacunku do innych uczestników ruchu drogowego. A jeśli nie szacunku, to chociaż tolerancji. Wszyscy mają prawo do poruszania się po mieście czym chcą i jak chcą. A przede wszystkim mają prawo do życia.
                • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 13.07.12, 22:50
                  gom1 napisał:

                  >
                  > W raporcie czytamy:
                  >
                  > Przyczyny złego stanu bezpieczeństwa drogowego (na podstawie wyników kontrol
                  > i):
                  > 1. zły stan infrastruktury drogowej
                  > 2. nieprawidłowości w szkoleniu
                  > 3. nieprawidłowości w organizacji ruchu
                  > (...)
                  > 6. zły stan pojazdów

                  >
                  Na koniec dorzućmy stan techniczny samochodów, br
                  > awurę, nadmierną prędkość, wymuszanie pierwszeństwa -
                  w pkt. 6 czytamy zły stan pojazdów, a reszta? "się dopisała"?

                  Na marytoryczne argumenty odpowiedam merytorycznie, ale ideologię piętnuję nazywając po imieniu i każdorazowo uzasadniająć użycie eptetu "roweroekooszołom"

                  A jeśli nie szacunku, to chociaż tolerancji. Wszyscy mają pra
                  > wo do poruszania się po mieście czym chcą i jak chcą. A przede wszystkim mają p
                  > rawo do życia.
                  Co do prawa do życia to zgoda, ale już pomysł iż Wszyscy mają prawo do poruszania się po mieście czym chcą i jak chcą. stoi w ewidentnej sprzeczności z obowiązującym prawem, a nawet elelmentarną logiką! Gdyby wszyscy jeżdzili czym chcą i jak chcą toż by się pozabijali! Całe PRD to zbór ograniczeń Twojego czym chcą i jak chcą.
    • polujacy_na_kaczki Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. B... 18.08.12, 22:29
      Kolejny tekst człowieka, który nigdy w życiu nie jechał rowerem. Owszem, da się na rowerze osiągnąć 50km/h, ale wymaga to niezłej kondycji i dobrego, szosowego roweru. A i tak w mieście będzie ciężko, bo braknie miejsca do rozpędzenia. Po raz n-ty powtarzam, że rower tonie odrzutowiec, porusza się wolno. Inna sprawa, że na ścieżki rowerowe (wcale nie przypadkiem)nie wchodzą nie niewidomi (którzy świetnie sobie radzą w ruchu ulicznym i nie pchają się tam, gdzie jest niebezpiecznie), tylko świetnie widzący piesi, którzy chyba nie rozumieją piktogramu w kształcie roweru namalowanego na drodze dla rowerów.
      • wwojtek9 Re: Rowerzysta: Jeżdżę chodnikiem i na czerwonym. 18.08.12, 23:07
        polujacy_na_kaczki napisał:

        > Kolejny tekst człowieka, który nigdy w życiu nie jechał rowerem. Owszem, da się
        > na rowerze osiągnąć 50km/h, ale wymaga to niezłej kondycji i dobrego, szosoweg
        > o roweru.
        tylko świetnie widzący piesi, którzy chyba nie rozumieją piktogram
        > u w kształcie roweru namalowanego na drodze dla rowerów.
        Typowy tekst roweroekooszołoma - wybrał sobie z wypowiedzi mało istotny szczegół (50km/h dla roweru to faktycznie sporo) i pisze, ale do meritum komentowanej wypowiedzi oczywiscie się nie odnosi ...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka