Gdzie byliście "przyjaciele" i "bliscy Andrzeja S?

IP: 62.233.201.* 30.06.04, 09:04
Gdzie byliscie "przyjaciele" Andrzeja S
jak od conAJMNIEJ pieciu lat ROZPACZLIWIE DAWAŁ SYGNAŁY O SOBIE JAK naduzywał
alkoholu i narkotyków???"
Dlaczego nikt z was nie podał mu pomocnej dłoni?
eksperci, terapeuci dyplomowani, duchowi uzdrowiciele guru polskiej terapii?
adam
    • j_karolak Re: Gdzie byliście "przyjaciele" i "bliscy Andrze 30.06.04, 11:26
      A konkretnie to o co Ci chodzi i jak Ci można pomóc?
      • d.z Re: a może "wyczuli pismo nosem" 30.06.04, 11:29
        i delikatnie acz skutecznie się wycofali co (jak pokazały ostatnie wydarzenia)
        było krokiem słusznym - nie będą wszak teraz ciągani w sprawie składania
        zeznań???
        • chaladia To nie tak łatwo... 30.06.04, 12:32
          Mamy teraz w Polsce "wolność" i demokrację. Gdy ktoś zaczyna nadużywać
          alkoholu, sięga po narkotyki itp, problem narasta powoli, przez rok, dwa, może
          trzy. Wcześniej ludzie zrywają kontakty, bo nie podoba im się towarzystwo
          takiej osoby, zanim problemstanie się na tyle poważny, że należałoby jakoś
          zadziałać. A jeśli ktoś nawet chciałby zadziałać, to niby jak? Wolny, dorosły
          człowiek może robić, co chce w wolnym demokratycznym kraju. Siłą go się na
          odwyk nie zaprowadzi.

          Miałem w 1990 roku taką przygodę w Sudanie: spawalnik, Szkot, pił na umór, do
          tego siadał za kierownicę. Poszedłem do jego kolegi i powiadam, "Richard, on
          zabije siebie, jak nie kogoś jeszcze, a do tego sporowadzi nieszczęście na nas
          wszystkich" (w Sudanie jest prohibicja). A ten na mnie - "Jeteś dzieckiem
          komunizmu, jak można wolnego człowieka ubezwłasnowolnić bez wyroku sądowego?".
          Trzebaż było nieszczęścia, że w dwa dnie później ten Szkocina rozjechał na
          śmierć dwoje Sudańczyków, po czym uciekł na camp. Skończyło się najazdem
          policji, rewizją, zatrzymaniem kilkunastu Polaków (pędzili bimber, mieli
          pornografię itd itp). Poszedłem do tego samego Richarda i pytam go, czy
          przypomina sobie naszą rozmowę - powiada "tak, ale to są koszty demokracji i
          praw człowieka". Od tego czasu zacząłem mieć wątpliwości, czy to, co właśnie w
          Polsce osiągnięto, to jest najlepszy z systemów... bo Polakom też się zdarzało
          pić - ale "Budimex", naruszając demokratyczne procedury, odsyłał takich w
          trybie natychmiastowym do kraju, zanim zrobili coś strasznego.

          Ciekaw jestem, co być D.Z. zrobił, mając takiego "przyjaciela", zwłaszcza
          możnego i bogatego, o którym wiedziałbyś, że sobie "poradzi" nawet bez Ciebie?
          • d.z Re: To nie tak łatwo... 30.06.04, 12:36
            chaladia napisał:


            >
            > Ciekaw jestem, co być D.Z. zrobił, mając takiego "przyjaciela", zwłaszcza
            > możnego i bogatego, o którym wiedziałbyś, że sobie "poradzi" nawet bez
            Ciebie?
            >
            Chyba wątki się poplątały :) tak sądzę.

            A do sedna wracając to:
            Zawsze trzeba dawać drugą szansę ale nigdy trzeciej.
            Odnośnie przyjacł innych ludzi moge tylko się domyślać.
            • sloggi Re: To nie tak łatwo... 30.06.04, 15:22
              d.z. Ty olałbyś takiego znajomego, żeby Ci wstydu nie przyniósł.
            • chaladia Wątki się nie poplątały 01.07.04, 10:36
              d.z napisał:

              > Chyba wątki się poplątały :) tak sądzę.
              >
              > A do sedna wracając to:
              > Zawsze trzeba dawać drugą szansę ale nigdy trzeciej.
              > Odnośnie przyjacł innych ludzi moge tylko się domyślać.

              Jeśli ktoś zaczyna zachowywać się "dziwnie", tzn. nadużywa alkoholu, odurza się
              czymś, to z reguły zmienia także krąg ludzi, którymi się otacza. Dlatego ci,
              którzy znali go jako "normalnego" człowieka niewiele mogą zrobić. A nowe
              towarzystwo, które on sobie znajdzie będzie akceptować jego zachowania tak
              długo, jak długo nie stoczy się znowu piętro niżej. Wtedy kontakty osłabną i
              nastąpi kolejna zmiana środowiska na niższy poziom. Itd da capo al fine...

              Niestety, nie da się być przyjacielem "na siłę". Mogę mówić o szczęściu, że sam
              nie mam takich problemów - a może po prostu ostrożnie dobieram sobie znajomych
              i przyjaciół...
      • narysuj.mi.baranka Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 11:31
        Chodzi mu dokladnie o to, co wyrazil w swym poscie.
        • niech Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 12:18
          Tez uwazam ze trzeba ich posadzic.
          • Gość: pazerniak zalosny Re: Gdzie byliście "przyjaciele" IP: *.dip.t-dialin.net 30.06.04, 12:40
            co marzy ci sie ubicie konkurencji i przejecia calego warsztatu , co ?
            ot pazerny ty...
            • niech Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 14:29
              Czesc smieciu. Troche sie oplules. Obawiam sie ze pielegniarze maja juz tego
              dosc.
              • j_karolak Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 14:41
                Dlaczego nazywasz nurków pielęgniarzami?
                • niech Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 14:51
                  To byla przenosnia.
              • Gość: fotka zalosna Re: Gdzie byliście "przyjaciele" IP: *.dip.t-dialin.net 30.06.04, 15:19
                Doceniaj smiecie, gdyby nie smiecie nie ujawniliby my fotki...
                na kilku widzialem zarys twojego cienia, azaliz byles kameramanem ?
                • niech Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 15:26
                  Czy wiesz ze alternatywa dla belkotu moze tez byc cisza? Sprobuj - zobaczysz,
                  spodoba ci sie.
                  • Gość: laborka zalosna Re: Gdzie byliście "przyjaciele" IP: *.gdynia.mm.pl 30.06.04, 16:14
                    moje sluzby wskazaly cie na 4-tym miejscu z lewej i to by sie nawet zgadzalo
                    ze zdjeciami z smietnika..
                    www.deviantart.com/view/7296235/
        • n.i.k.t Re: Gdzie byliście "przyjaciele" 30.06.04, 12:41
          czy to znaczy,ze on mysli ze przyjaciele Andrzeja S. sa tym forum?
          To moze niech sie wpisza i zloza tzw samokrytyke
Inne wątki na temat:
Pełna wersja