Gość: stolicznyj
IP: *.acn.pl
06.07.04, 08:54
60 lat temu, w lipcu 1944 roku, Armia Czerwona kontynuowała rozpoczętą 23
czerwca wielką ofensywę na Białorusi (operację "Bagration").
Po rozbiciu głównych sił niemieckiej Grupy Armii "Środek" w rejonie
Witebska, Bobrujska i Mińska, trwało natarcie na zachód wojsk 2. i 3. Frontu
Białoruskiego, w ogólnym kierunku na Wilno, Białystok i Brześć. Aby
powstrzymać postępy Sowietów, Niemcy gorączkowo przerzucali na zagrożony
odcinek frontu wielkie jednostki z innych, chwilowo biernych rejonów
(zwłaszcza z zachodniej Ukrainy), znacząco je osłabiając.
Tym samym, dowództwo Wehrmachtu ułatwiło zadanie 1. Frontu Ukraińskiego
(wkrótce miał zaatakować z linii Kowel-Tarnopol-Kołomyja w kierunku na Lwów,
i dalej na Rzeszów i Sandomierz) oraz 1. Frontu Białoruskiego dowodzonego
przez marszałka Konstantego Rokossowskiego (szykującego się do ofensywy od
rejonu Kowla w kierunku Lublina i Warszawy).
3 lipca 1944 wojska sowieckie wyzwoliły spod trwającej 3 lata niemieckiej
okupacji stolicę Białorusi, Mińsk.
Warto przy tej okazji przypomnieć o wspólnocie wojennych losów Mińska i
Warszawy. Hitlerowska okupacja białoruskiej stolicy miała podobnie brutalny i
terrorystyczny charakter, co Warszawy. Wymordowano społeczność żydowską w obu
miejscach, zburzono getta. Mińsk Białoruski jest jedyną europejską stolicą,
której zniszczenia wojenne można porównywać do zniszczeń Warszawy: około 80%
zabudowy białoruskiej stolicy legło w gruzach (w Warszawie - ok. 85%). I w
obu wypadkach znaczna część strat nie była wynikiem działań frontowych, lecz
niepohamowanej hitlerowskiej żądzy niszczenia i politycznej chęci starcia obu
miast z powierzchni ziemi, aby zniknęły na zawsze. Na szczęście, Niemcom nie
udało się tego celu osiągnąć, choć bardzo się starali.
Jednak, niestety, II wojna światowa zasadniczo i na trwałe zmieniła oblicze
obu miast, odbierając im przedwojenny styl i charakter, pozbawiając korpusu
dawnej zabudowy (zamiast czego dziś w obu stolicach można "podziwiać"
rozległe obszary architektury socrealistycznej, uzupełnionej standardowymi
blokowiskami z wielkiej płyty), oraz wielu bezcennych zabytków i dóbr kultury.
Zarówno w Mińsku, jak i w Warszawie, bolesne ślady niemiecko-teutońskiego
barbarzyństwa pozostaną na zawsze widoczne. Podobnie jak w Białymstoku
(został zniszczony w 75%), Smoleńsku, Charkowie, Woroneżu i wielu innych
miastach.
Taką Niemcy prowadzili wojnę na Wschodzie: brutalną wojnę na wyniszczenie
słowiańskich 'Untermenschen' ('podludzi'). Trzeba o tym przypominać zwłaszcza
teraz, gdy w ramach "odzyskiwania narodowej pamięci" nasi zachodni sąsiedzi z
upodobaniem użalają się nad sobą, biadoląc nad alianckimi bombardowaniami i
organizując tzw. "Muzeum Wysiedleń" w Berlinie, a wszystko po to, aby
zaprezentować się jako "ofiary" wojny.
W szczególności my, Warszawiacy, powinniśmy przypomninać Niemcom o tym co
tu zrobili, zwłaszcza teraz, gdy coraz częściej i coraz głośniej roi im się
zażądanie od Polski "odszkodowań" za powojenne 'wypędzenie' z naszych Ziem
Zachodnich. Wtedy Warszawa wystawi swój rachunek.