rydzyk_fizyk Re: 20 kwietnia: Niemcy zaczynają wysadzać budynk 20.04.13, 10:36 "Ze względu na tłum gapiów otaczających getto, nie można było użyć w tej akcji grantów" - czytamy w książce Engelkinga i Leociaka Nie wiedziałem, że zmiana płci jest aż tak popularna. A te granty to miały być z UE? Odpowiedz Link Zgłoś
robertmatycz Re: 20 kwietnia: Niemcy zaczynają wysadzać budynk 20.04.13, 15:24 rydzyk_fizyk napisał: > "Ze względu na tłum gapiów otaczających getto, nie można było użyć w tej akc > ji grantów" - czytamy w książce Engelkinga i Leociaka > > Nie wiedziałem, że zmiana płci jest aż tak popularna. TAK, NAWET BARDZO, DEBILKU. > > A te granty to miały być z UE?....NIE Z UNII, JA JE ZAFUNDOWAŁEM, KRETYNIE. Odpowiedz Link Zgłoś
k-x Re: 20 kwietnia: Niemcy zaczynają wysadzać budynk 21.04.13, 20:59 A te granty to miały być z UE? Nie z UE. Z Czeczenii. Odpowiedz Link Zgłoś
nick_do_komentarzy pytanie 20.04.13, 15:19 Czy Polacy przeprosili (po raz kolejny) Żydów za polskie obozy zagłady oraz zaczęli zwracać majątek narodowy? Odpowiedz Link Zgłoś
robertmatycz Re: pytanie 20.04.13, 15:23 nick_do_komentarzy napisała: > Czy Polacy przeprosili (po raz kolejny) Żydów za polskie obozy zagłady oraz zac > zęli zwracać majątek narodowy?....JA NIE MAM ZAMIARU NIKOGO PRZEPRASZAĆ A TY FACET NIE PITOL BZDUREK. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dudel Co za moralność. Oni są siebie warci z Niemcami. IP: *.dynamic.chello.pl 20.04.13, 16:41 "SS Juergen Stroop. Po nocnej przerwie Niemcy wracają do getta o świcie. Stroop przy porannym goleniu rozważa, czy zryw w getcie nie rozszerzy się na całą Warszawie, pociągając do walki polskie podziemie. Składa powstańcom ultimatum: bezwzględna kapitulacja lub zrównanie getta z ziemią. Powstańcy odmawiają." I ci ludzie mają czelność żądać od nas rekompensat za to - całkowite zrównanie z ziemią ok 86% ówczesnej Warszawy - co zrobił pan Juergen Stroop, nazista, hitlerowiec, bandyta nieustalonej narodowości. Choć nazwisko jakieś takie polskie, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
qwww Re: Co za moralność. Oni są siebie warci z Niemca 20.04.13, 18:30 Gość portalu: Dudel napisał(a): > " Składa powstańcom ultimatum: > bezwzględna kapitulacja lub zrównanie getta z ziemią. Powstańcy odmawiają." > a kwilą, że zrobili powstanie , bo Niemcy likwidowali zydowską dzielnicę mieszkaniową w W-wie... zlikwidowali, ale w wyniku powstania Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk 20 kwietnia: Niemcy zaczynają wysadzać budynki ... 22.04.13, 12:06 Kilkunastu Niemców odnosi rany i ginie przed domem przy Wałowej 6, którego brama jest zaminowana. Podczas wybuchu pułapki przy Wałowej 6 na pewno nie zginął żaden Niemiec; prawdopodobnie rany odniosło dwóch policjantów z Schupo. W walkach ginie tu Michał Klepfisz, członek Bundu i działacz ŻOB-u, który organizował przerzut broni do getta przez AK. Wielka zasługa inż. Klepfisza polegała może nie tyle nawet na samym współudziale w przerzucie broni, co raczej na współpracy z AK w przeszkalaniu żydowskich saperów oraz na zorganizowaniu w Getcie konspiracyjnych wytwórni materiałów wybuchowych, butelek zapalających i bomb rurowych, które były jednym z najbardziej przydatnych podczas Powstania rodzajów broni. W północno-wschodnim narożniku getta, w rejonie placu Muranowskiego i Muranowskiej zaciekłą walkę staczają z Niemcami bojowcy Żydowskiego Związku Wojskowego. Tam bojowcy ZŻW walczyli szczególnie dzielnie. Pomimo mocnego nacisku przez dwie silnie uzbrojone grupy szturmowe SS wsparte lekkim czołgiem, odparli kilka ataków i wycofali się dopiero w następnych dniach. Podczas starcia 20 kwietnia zginął jeden Niemiec i co najmniej dwóch zostało rannych, a powstańcom – pomimo braku broni przeciwpancernej – udało się nawet po raz kolejny podpalić czołg (choć niestety ponownie bezskutecznie). Po stronie aryjskiej muru, u zbiegu Nowiniarskiej i Franciszkańskiej o godz. 19 bojowcy Grupa Specjalna Sztabu Głównego Gwardii Ludowej, dowodzona przez Franciszka Bartoszka "Jacka", atakuje niemiecką obsługę działa. "Ze względu na tłum gapiów otaczających getto, nie można było użyć w tej akcji grantów" - czytamy w książce Engelkinga i Leociaka. Niezależnie od koszmarnych błędów w powyższym tekście; wokół tej akcji narosło później wiele mitów. W istocie nie było to żadne „działo”, ale po prostu stanowisko karabinu maszynowego, wspierającego ogniem zza muru walkę w rejonie „Szczotkarni”. Pięcioosobowa grupa bojowców GL (oprócz dowódcy: Zygmunt Bobowski „Tadek”, Jerzy Duracz „Felek”, Franciszek Prożek „Franuś” i Rywa Tajtelbaum „Wanda”) rzeczywiście zamierzała początkowo obrzucić niemieckie stanowisko granatami, jednak zrezygnowali z tego, rzekomo nie chcąc ranić przy okazji polskich gapiów; nb. było to tłumaczenie dosyć niejasne, bo jakoś trudno sobie wyobrazić, żeby strzelający do wroga karabin maszynowy tłumnie otaczali kibicujący polscy cywile ;-) Ostatecznie, sam „Jacek” po prostu ostrzelał z pewnej odległości z pistoletu grupkę wojskowych, a potem grupa wmieszała się w tłum uciekający w kierunku Parku Traugutta. Gwardziści zameldowali wówczas zabicie dwóch Niemców i dwóch „granatowych” policjantów; w rzeczywistości po stronie niemieckiej nikt nie zginął, a rany odniósł jeden polski policjant i dwóch kawalerzystów SS. Co jednak charakterystyczne, w bezkrytycznie powtarzanych aż do lat 70. ubiegłego wieku wspomnieniach weteranów, ta w sumie drobna potyczka urosła do rozmiarów jakiegoś niemal apokaliptycznego starcia, w czasie którego bojowcy mieli rzekomo wysadzić w powietrze „armatę przeciwlotniczą” i położyć trupem całe legiony wrogów ;-) Btw., bardzo proszę źle mnie nie zrozumieć. Nie nabijam się tu z tzw. „morskich opowieści” weteranów wszelakich, bo to najnormalniejsze w świecie i od początków ludzkości znane zjawisko. Po prostu wypada na podstawie faktów uświadomić sobie, że ówczesna rzeczywistość nie wyglądała jak w późniejszych komiksach czy na tanich filmach wojennych. Prawda jest taka, że wszelkiego rodzaju miejscy bojowcy tamtych czasów, zwykle uzbrojeni co najwyżej w małokalibrowe pistolety i granaty-samoróbki, w starciu z normalnie uzbrojonym i wyszkolonym wojskiem czy policją mieli szanse raczej mizerne; i to nie tylko na zwycięstwo, ale zgoła na uratowanie własnych tyłków w całości. Dość powiedzieć, że zaledwie dzień wcześniej w tym samym miejscu przy ul. Bonifraterskiej, podczas próby wysadzenia muru Getta przez saperów Kedywu, doszło do starcia dużo większego, bo 25-osobowego oddziału AK z „granatową” policją i Niemcami. I pomimo stosunkowo silnego uzbrojenia (w tym m.in. aż 8 pistoletów maszynowych, co w tym okresie było ewenementem), oddział musiał się wycofać nie wykonawszy zadania, ze stratami 2 zabitych i 4 rannych wobec 1 zabitego i 2-4 rannych po stronie wroga… Może zrozumienie, jak wielka przepaść możliwości bojowych ziała między najbardziej nawet elitarnymi partyzanckimi „gangsterami” a regularnym, ciężko uzbrojonym wojskiem, sprawiłaby że niektórzy z bożej łaski komentatorzy przestaliby wydziwiać, jak to możliwe że kilkuset żydowskim bojowcom podczas Powstania udało się zabić „tylko” 16 Niemców i ranić „zaledwie” 90 - podczas gdy w ich sytuacji, było to i tak pod względem militarnym osiągnięcie ogromne i godne podziwu. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś