Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o Kr...

IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 30.07.04, 17:50
ten tekst to skandal i draństwo, nie wiem kto go zamówił akurat dziesiaj , w
czasie obchodów wybuchu powstania. Widać że autorzy bardzo nie lubią Krakowa,
bo tutaj tylko tchórzostwo, zdrada, i chęć zysku. Szkoda polemizować z
idiotami
    • Gość: marpaw Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.04, 11:56
      Nie ufam doniesieniom historycznym p.prof.Chwalby po ujawnieniu kiedyś jego
      politycznego życiorysu, powiązanego z PZPR i zatajonego i głupio tłumaczonego,
      że nikt go nie pytał o przynależność do tej komunistycznej partii. Wstyd mi za
      niego, wstyd. Jeśli ten tekst podpisze osoba w pełni wiarygodna jak np.
      [przepraszam, że piszę np. - JM Rektor Fr. Ziejka nie obrazi się ] prof. Fr.
      Ziejka, mimo że nie jest historykiem, to przyjmę te wiadomości jako bardzo
      przykre. Rację ma Pan jako pierwszy zabierający głos: czy jest to stosowny czas
      na takie właśnie wspomnienia i charakterystykę krakowskiej społeczności ? Być
      może i tak było, bo mogło być. Ale tak delikatną materię jaką jest społeczność
      należy daleko ostrożniej potraktować. Komu i o co chodzi ? O prowokację kto
      jest lepszy patriotą ? Kraków czy Warszawa ? JEDNA JEST POLSKA OJCZYZNA NASZA.
      • zielonki Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej - PZPR 01.08.04, 18:07
        Takich historyków z UJ jest niestety więcej. Prof Majchrowski aktualny
        prezydent Krakowa oddelegował się do badania nauk i historii krakowskiej
        prawicy. Teraz podaje się za znawcę prawicy. Lecz jest znawstwo przez czerwone
        okulary PZPR.
    • Gość: josif Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 13:28
      Pierwsza Kadrowa, to był pomocniczy oddział armii austriackiej dowodzony przez austriackiego
      szpiega Piłsudskiego (emigranta z Kongresówki)

      • Gość: pkin Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. IP: *.acn.waw.pl 02.08.04, 02:03
        A ja myślałem że Piłsudski był z Litwy. Człowiek uczy się całe życie!
    • zielonki Re: Rozsądny komentarz do tych mądrości 01.08.04, 18:10
      można znaleźć w TP.
      Niechciana „stolica” - Agnieszka Sabor

      Przed kilku laty zdarzyło mi się przeczytać – odbite na ksero w niewyraźnej
      kopii – wojenne wspomnienia zasymilowanego Żyda, matematyka ze szkoły Stefana
      Banacha. Okupację przetrwał na dobrych aryjskich papierach (podając się za
      Niemca) w trzech miastach – we Lwowie, Warszawie i Krakowie. Ten wychowanek
      europejskich metropolii, pasjonat przedwojennej modernizacji, jak niewielu
      innych wyczulony był na atmosferę i charakter miasta – zwłaszcza w sytuacji,
      gdy to, co dotąd stanowiło o jakości życia, stało się dla niego nagle
      codziennym zagrożeniem. Trzy okupacyjne miasta były dla ukrywającego się Żyda
      trzema kompletnie nieporównywalnymi doświadczeniami, które podsumował
      lapidarnymi, dosadnymi obrazkami.
      Lwów w jego oczach to metropolia, śmiechem i elegancją broniąca się przed grozą
      najpierw sowieckiej, a potem niemieckiej okupacji. Warszawa – miasto młodych
      mężczyzn w krótkich wojskowych kurtkach i wysokich, oficerskich butach.
      Wreszcie Kraków, z którego najsilniejszym wspomnieniem okazał się widok ludzi
      siedzących w kawiarni – rozmawiających po polsku, lecz czytających niemieckie
      gazety. To, co w pierwszej chwili zaszokowało, budząc głęboki moralny sprzeciw
      przybysza z konspirującej Warszawy, stało się wkrótce jego własnym udziałem.
      Ukrywający się Żyd pisze, że szybko zrozumiał mechanizm obronny okupowanego
      Krakowa (gdzie dotrwał aż do końca wojny, by potem wraz innymi przedwojennymi
      pracownikami Uniwersytetu Lwowskiego pojechać do Wrocławia).
      Jednak nawet czytany z perspektywy kilkudziesięciu lat opis relatywnie
      spokojnego, niemal bezpiecznego (w porównaniu z innymi polskimi miastami)
      Krakowa – stolicy Generalnego Gubernatorstwa („Frankonii”, jak z sarkazmem
      mówili podobno mieszkańcy, nawiązując do nazwiska rezydującego na Wawelu Hansa
      Franka) obudził jakiś nieokreślony niepokój u czytelnika, dla którego wojna to
      już tylko historia. Niepokój tym większy, że rzetelnych publikacji opisujących –
      nawet wycinkowo – ten najtrudniejszy okres dziejów miasta wcale nie było tak
      dużo. Dlatego piąty już tom „Dziejów Krakowa” to wypełnienie bardzo wyraźnej
      luki.

      Nowa formuła
      Książka stanowi kontynuację dzieła zapoczątkowanego w 1979 roku, w którym
      uczestniczyli – opisując historię Krakowa od wczesnego średniowiecza aż do
      okresu międzywojennego – tak wybitni uczeni, jak profesorowie Janina
      Bieniarzówna, Jan Małecki czy Jerzy Wyrozumski. Jednocześnie wprowadza ona do
      tego dzieła zupełnie nową formułę. Autor, prof. Andrzej Chwalba z Uniwersytetu
      Jagiellońskiego, skupił bowiem uwagę na okupacyjnej codzienności ówczesnych
      mieszkańców Krakowa – według niektórych recenzentów naruszając nawet proporcje
      między tym „rodzinno-społecznym” aspektem dziejów a polityką, wojskowością,
      wreszcie – martyrologią. Czy tak jest rzeczywiście?
      Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw zdać sobie sprawę z tego, jaką
      funkcję miał spełnić Kraków – „uralte deutsche Stadt” – w planach nazistów. „Po
      pierwsze, miał być dynamicznie rozwijającą się stolicą Generalnego
      Gubernatorstwa, powodem do sławy i dumą jej gospodarza, Hansa Franka. Po
      drugie, Kraków miał stać się miastem niemieckim, bez Żydów, których zamierzano
      wymordować, i Polaków, których chciano przesiedlić do Podgórza” – pisze we
      wstępie autor. Ta paradoksalna pozycja miasta podniesionego nagle do rangi
      niechcianej stolicy, wrogiej własnym mieszkańcom, rozwijającej się wbrew swej
      dotychczasowej logice, okazała się metodologicznym kluczem do stworzenia
      panoramy pięciu wojennych lat Krakowa.
      Bo oto poznajemy nie jedno, ale cztery – odseparowane od siebie – miasta:
      polski Kraków, niemiecki Krakau, żydowski Kroke, ukraiński Krakiw. Chronologia
      zdarzeń, które rozegrały się między 6 września 1939 a 17 stycznia 1945,
      podporządkowana została w książce Chwalby przedstawieniu specyfiki tych obcych
      sobie, najczęściej wrogich, choć nakładających się przestrzeni. Ten ryzykowny
      zabieg kompozycyjny pozwala jednak najrzetelniej przedstawić paradoksalność
      okupacyjnej historii Krakowa.

      Cztery opowieści
      Jedynie część poświęcona Kroke – żydowskiemu Krakowowi – zachowuje w pełni
      charakter chronologiczny. Trudno byłoby w jakikolwiek inny sposób pokazać
      koniec żydowskiego życia na Kazimierzu, kurczące się aż do Zagłady getto,
      wreszcie drogę do obozu w Płaszowie. Inaczej – bo topograficznie –
      przedstawiony jest już świat Ukraińców, głównie grekokatolików, którzy
      przybywali do Krakowa na wieść o wkraczaniu Armii Czerwonej w granice
      Rzeczypospolitej. Jako uprzywilejowany naród słowiański otrzymywali
      zameldowanie – najczęściej w domach opuszczonych przez wykwaterowanych Żydów w
      okolicach ulicy Sarego, między Kazimierzem a Starym Miastem. Tam właśnie
      powstała okupacyjna „dzielnica ukraińska”.
      Kraków niemiecki to propagandowy mit o germańskiej tradycji miasta tworzony
      przez „specjalistów” z mającego swą siedzibę w Collegium Maius Instytutu
      Niemieckiej Pracy na Wschodzie. Chwalba przywołuje kolejne, pozostające na
      granicy grozy i groteski, ale jednocześnie przerażające rozmachem próby
      przekładania mitu na rzeczywistość: wystawę „Dziedzictwo Germanów w obszarze
      Wisły”, nagrody imienia „wielkich Niemców” – Kopernika i Stwosza, znaczki
      pocztowe prezentujące krakowskie zabytki z nazistowskimi symbolami w tle,
      projekt stworzenia narodowosocjalistycznego uniwersytetu, który
      zastąpiłby „nieczysty rasowo” UJ. Manipulacja także miała swój
      wymiar „topograficzny” – okupanci zmienili nazwy 129 krakowskim ulicom – na
      przykład Mikołajska zamieniła się w Hans-Dürer-Strasse, a Basztowa w
      Wehrmachtstrasse.
      Kraków niemiecki to także wielki ruch inwestycyjny – Niemcy chcieli zabudować
      Błonia potężnymi gmachami rządowymi, zamierzali wyburzyć historyczny Kazimierz
      i zastąpić go reprezentacyjną dzielnicą w monumentalnym „berlińskim” stylu. Te –
      na szczęście nie zrealizowane – inwestycje obalają pojawiające się dziś czasem
      w Krakowie opinie o „rzetelnym” budownictwie z tamtego okresu. Autor
      przypomina, że modernizacja niektórych dzielnic mieszkaniowych rzeczywiście
      dokonała się podczas okupacji, ale nawiązywała do planów Kazimierza
      Dziewońskiego z 1938 r.
      Kraków niemiecki to wreszcie rosnące metropolitalne ambicje gospodarza Wawelu
      Hansa Franka – mające wpływ na jego politykę wobec ludności Krakowa. Krakowski
      historyk pisze: „19 czerwca 1943 Frank skierował do Hitlera memoriał, w którym
      postulował dokonanie głębszych zmian w polityce wobec Polaków. Przyznawał, że
      bezwzględny terror doprowadził jedynie do silniejszej integracji Polaków i do
      wzmożenia ich oporu. Lecz argumenty generalnego gubernatora nie znalazły
      uznania. Mimo to Frank próbował prowadzić (i prowadził) bardziej elastyczną
      politykę, czy też bardziej elastyczną taktykę polityczną. Krytycznie ją oceniał
      główny jego oponent i zwolennik twardego kursu, Himmler. Obu nie różniły główne
      cele polityki Niemiec, nie różniły też wyobrażenia na temat wartości »rasowych«
      Polaków, które oceniali bardzo nisko. »Zasadniczo Polacy – powiadał Frank – są,
      kiedy się ich grzecznie i delikatnie traktuje, najbardziej godnymi zaufania
      siłami roboczymi w Europie, i to szczególnie do stałej, prostej roboty«. Obu
      natomiast różniła taktyka. Himmler nie dopuszczał możliwości prowadzenia z
      Polakami jakichkolwiek rozmów. Frank je dopuszczał i prowadził w celu dania im
      pewnej samodzielności w sprawach lokalnych”.

      „Polski kawior”
      Tu pojawia się pytanie o wojenny „polski Kraków&#
    • chaladia Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  02.08.04, 13:06
      Gość portalu: leszek napisał(a):

      > ten tekst to skandal i draństwo...

      Dlaczego? Chodząc po Krakowie, Pradze Czeskiej, Budapeszcie, Zagrzebiu czasami
      myślę sobie, że bardzo chciałbym, by Warszawa nie została zrównana z ziemią. By
      ocalały zabytki, te wielkie, i te meble, obrazy, zastawy w domach zwykłych
      ludzi. Na koniec, co najważniejsze - by ocaleli ludzie, któzy mogli stawić opór
      komunizacji tym, co mieli nalepsze: wiedzą, inteligencją, siłą woli. Posłanie
      młodej patriotycznej inteligencji na pewną śmierć na barykadach było niezwykłą
      rozrzutnością. Chyba, że się już wiedziało, iż Polska została sprzedana
      Stalinowi w Teheranie i przyjęło się założenie, że lepiej przekazać mu martwe
      ruiny niż żywe miasto...

      > Widać że autorzy bardzo nie lubią Krakowa, bo tutaj tylko tchórzostwo,
      zdrada, i chęć zysku.

      Kraków dał Polsce ćwierć wieku wcześniej Legionistów, którzy w chwili wymarszu
      zapewne nie mieli większej pewności tryumfu, niż Powstańcy Warszawscy. A jednak
      stali się zalążkiem polskiej niepodległości. To, że Kraków nie stanął do
      powstania mogę zrozumieć i zaakceptować, bo sam mam wątpliwości, czy decyzja o
      wybuchu Powstania Warszawskiego była słuszna. Za to nie mogę zrozumieć, jak to
      się stało, że w 30 lat po tym, jak młodzi Krakowianie wstępowali do Strzelca i
      POW, ci sami ludzie potrafili zatrzasnąć drzwi przed wygnańcami z Warszawy lub
      wręcz ich obrabować z ostatniego grosza. Żałosne, jak to pisuje Niech...
      • Gość: Krakus A my przyjelismy w 44r. warszawiaków! IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 02.08.04, 18:35
        I do dzis mamy te ozdoby choinkowe, ktore wysiedlona warszawianka ofiarowala w
        podziece mojej prababci za mieszkanie.
        Chwalba do śmietnika!
        • Gość: trush Re: A my przyjelismy w 44r. warszawiaków! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 12:35
          No to pieknie. Bardzo ladnie. Ale setki tysiecy innych tego nie zrobilo. Krakow
          zawsze bedzie jednak pieknym miastem, z wysoko podniesionym czolem i...
          kolabornacka przeszloscia! Tfu!
    • Gość: Automobilista Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  IP: 62.233.175.* 03.08.04, 12:49
      6 września 1939 roku Kraków został bez walki zajęty przez oddziały Wehrmachtu.
      Nie było strzałów, nie było barykad, Wehrmacht elegancko w pełnym szyku
      przedefilował sobie przez miasto.

      8 wrzesnia 1939 roku oddziały Wehrmachtu dotarly do Warszawy. Zostały krwawo
      odparte, a wszelkie proby wdarcia się Niemców do miasta zakończyłuy się
      niepowodzeniem. W obronie Warszawy aktywny udział brała ludność cywilna. Nawała
      artyleryjska i ciągłe bombardowanie miasta nie złamało obrońców Warszawy.
      Dopiero 28 wrzesnia obrońcy stolicy skapitulowali z powodu braku broni i
      amunicji.

      Po prostu Warszawa i Kraków to dwa różne światy, dwie różne mentalności.
      Pozostaje nam tylko pogodzić się z tym...
      • Gość: p Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  IP: *.crowley.pl 06.08.04, 21:11
        Taki tekst mógł napisać tylko młodzieniaszek, tak więc panie młodszy,
        to że Warszawa była w 39 broniona a Kraków nie (został ogłoszony miatem
        otwartym) wynikało z rozkazów Naczelnego Dowództwa, bo chodzi o obronę przez
        armię regularną a nie spontaniczne powstanie, w dodatku położony był tylko 90
        km od niemieckiej granicy i znaczenia strategicznego nie miał, tym bardziej że
        Niemcy uderzyli z terenu Słowacji.

        Co do różnic w mentalności to są one oczywiste z racji wpływu zaborców, stąd
        pod pewnymi względami bliżej nam do Czechów.

        Na koniec chcę powiedzieć, że obraża Pan tych Krakowian i Małopolan, którzy
        jako żołnierze Wojska Polskiego bronili Warszawy w 39.
    • Gość: [L] Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 16:02
      a moze prawda w oczy kole?
    • Gość: pepe Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.08.04, 20:54
      Najwidoczniej w grupie tropicieli żydów, masonów i kędzierzawych zrobiło się
      zbyt ciasno. Nie dziwota zatem, że pojawił się jakiś ostatni sprawiedliwy
      superkontrprofesorek, który z mocą Sądu Ostatecznego wywyższa jedne miasta a
      inne strąca w otchłań hańby...
      Żenada.
    • Gość: Brawo Re: Nie mieliśmy tradycji powstańczej. Rozmowa o  IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 20:57
      Brawo Mancewicz!
Pełna wersja