Gość: stolicznyj
IP: *.aster.pl
11.10.04, 08:56
9 października 1944 roku opuściły Warszawę ostatnie oddziały AK,
zabezpieczające ewakuację ludności cywilnej z miasta. Jeszcze raz Niemcy
przejęli pełną kontrolę nad umęczoną stolicą. Ich zamiary w stosunku do
miasta natychmiast stały się jasne.
Już dwa dni później, 11 października 1944 roku dr Ludwig Fischer, gubernator
tzw. dystryktu warszawskiego, skierował do podległych sobie jednostek
administracji telegram, dotyczący wydanego przez Hitlera tzw. Rozkazu nr 2.
Oto fragment treści telegramu:
"Warszawa, 11 października 1944, godzina 10:40.
Dot.: nowa polityka wobec Polski.
Po wizycie SS-Obergruppenfuhrera von dem Bacha u Głównego Dowódcy SS
[Reichsfuhrera Heinricha Himmlera] niniejszym informuję, co następuje: (...)
Obergruppenfuhrer von dem Bach otrzymał nowy rozkaz – Warszawa ma zostać
spacyfikowana, tzn. zrównana z ziemią jeszcze podczas wojny, chyba że to
uniemożliwiają potrzeby wojskowe związane z budową fortyfikacji. Przed
zniszczeniem, należy usunąć wszystkie surowce, tekstylia i meble. Główna
odpowiedzialność spoczywa na administracji cywilnej. Podaję niniejsze do
wiadomości, ponieważ ten nowy rozkaz Fuehrera o zniszczeniu Warszawy ma
ogromne znaczenie dla kontynuacji nowej polityki wobec Polski (Polenpolitik).
Podpisano: Dr. Fischer, Gubernator Distrikt Warschau, czasowo w Sochaczewie".
Uzupełnieniem tegoż rozkazu były dyspozycje, jakie Himmler wydał 12
października podczas narady odbytej w jego kwaterze polowej na Mazurach.
Powiedział wtedy do (szefa SS i Policji tzw. dystryktu warszawskiego) Paula
Geibla:
"To miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi i służyć jako punkt
przeładunkowy dla transportu Wehrmachtu. Kamień na kamieniu nie powinien
pozostać. Wszystkie budynki należy zburzyć, aż do fundamentów. Pomieszczenie
dla wojska zostanie urządzone w piwnicach – hotele więcej nie istnieją.
Pozostaną tylko urządzenia techniczne i sieć kolei żelaznej".
Trudno znaleźć precedens dla takiego dokumentu w nowożytnej historii Europy,
a może całego świata. Oto najwyższe władze państwowe jednego kraju podejmują
polityczną decyzję o całkowitej likwidacji stolicy innego państwa, nawet nie
usiłując tego uzasadnić jakimikolwiek względami natury wojskowej! Odwrotnie,
podkreśla się, że uwarunkowania militarne wymagają zachowania pewnej liczby
zabudowań czy urządzeń.
Rozkaz ten jest w szczególny sposób szokujący nie tylko przez swoje
niszczycielskie barbarzyństwo; miał on także głębszą wymowę polityczną. Jest
on klinicznym dowodem na niezwykłą w swojej zapiekłości wrogość wobec narodu
polskiego, zjawisko wyjątkowe nawet w kontekście II wojny światowej.
Przywódcom III Rzeszy nie wystarczyło wieloletnie męczeństwo Warszawy,
stopień jej destrukcji sięgający 50% w chwili zakończenia Powstania, śmierć w
1944 roku prawie 200 tysięcy jej mieszkańców, wreszcie kapitulacja miasta 2
października. Ich dzika żądza zemsty i zniszczenia raz na zawsze ośrodka
polskiego myśli narodowej i niepodległościowej, a także wyrządzenia jak
największych szkód dorobkowi materialnemu, duchowemu i kulturalnemu narodu
polskiego, podyktowały decyzję o dokończeniu zagłady miasta nawet wbrew
własnym interesom militarnym i politycznym.
Niektórzy co bardziej trzeźwo myślący dygnitarze nazistowscy dostrzegali
bezsens zarówno wojskowy, jak i polityczny tej akcji. Nawet w piśmie Fischera
daje się dostrzec coś w rodzaju żalu, że dokończenie zniszczenia miasta
dodatkowo torpedowało jego "nową politykę" wobec Polski, mającą polegać na
osiągnięciu jakiegoś rodzaju porozumienia z Polakami w celu wspólnej walki z
Sowietami. Oczywiście realność tych oczekiwań była znikoma, jednak przy
decyzji o zagładzie polskiej stolicy – zgoła zerowa.
Także dowództwo warszawskiego garnizonu Wehrmachtu, odpowiedzialne za
przygotowanie Warszawy do obrony przed spodziewanym atakiem sowieckim jako
twierdzy (tzw. "Festung Warschau"), nie wykazywało szczególnego entuzjazmu
dla akcji masowego burzenia, poważnie utrudniającej zadanie budowy w mieście
umocnionych rejonów oporu. Sprzeciwiło się zrównaniu z ziemią tych
nielicznych budowli, które ostatecznie ocalały (np. kilku zabytkowych
obiektów po wschodniej stronie ul. Krakowskie Przedmieście). Oczywiście
komenda garnizonu warszawskiego bynajmniej nie kierowała się miłością do
zabytków Warszawy, a tylko potrzebą zachowania budynków jako tzw. kulisów do
ochrony przed ostrzałem artylerii sowieckiej z prawego brzegu Wisły (część
dowództwa niemieckiego kwaterowała w tzw. Domu Bez Kantów, znajdującym się w
tamtym rejonie). Odpowiednie zarządzenie wydał w dniu 18 października
dowódca 9-tej Armii, gen. Smilo von Luttwitz:
"Zgodnie z wojskowym punktem widzenia należy opracować kolejność niezbędnych
prac związanych z rozkazem Hitlera o zniszczeniu miasta Warszawy, przy czym
należy również ustalić, które domy jako kulisy ochraniające przed obserwacją
i ostrzałem artyleryjskim nieprzyjaciela muszą być pozostawione".
Co innego "zwykłe" plądrowanie miasta – Wehrmacht uczestniczył w nim ochoczo.
Niemcy pozostawili także pewną niewielką liczbę niezniszczonych dodatkowych
budynków (m.in. w południowym śródmieściu, np. przy ul. Lwowskiej), a to
dlatego, żeby pozostawić w nich miny i różnego rodzaju wybuchowe pułapki.
Niektóre z nich odniosły pożądany skutek: jeszcze po opuszczeniu Warszawy
przez Niemców były wypadki śmierci powracających do miasta Warszawiaków, w
chwili wchodzenia do niezniszczonych domów.
CDN