Gość: stolicznyj
IP: *.aster.pl
28.10.04, 11:32
28 października 1944 roku okupacyjne władze niemieckie wydały tzw. "Wydanie
Specjalne" swojej polskojęzycznej propagandowej gazety codziennej,
kolportowanego w Warszawie przez cały okres okupacji "Nowego Kuriera
Warszawskiego", zwanego przez Warszawiaków 'gadzinówką', 'szmatławcem', albo
dosadniej 'ku..rem'. Owo wydanie miało za swój motyw przewodni fotoreportaż
pod hasłem "Z dni kapitulacji powstańców w Warszawie". Oczywiście nie było
ono kolportowane w zniszczonej i opustoszałej Warszawie, lecz w
miejscowościach podwarszawskich, a także w obozie przejściowym w Pruszkowie.
Na stronie tytułowej zamieszczono wielkie zdjęcia dowódcy AK, gen. Bora-
Komorowskiego, oraz idących do niewoli powstańców. W środku
zamieszczono "sprawozdanie korespondenta wojennego" lejące krokodyle łzy nad
ciężkim losem wypędzonych z Warszawy cywilów, oraz relację z wyjścia
powstańców z miasta. Kończy się ona następująco:
"Dzisiaj jest 5. październik. Polski korpus oficerski i generalicja udają się
do niewoli. Broń piętrzy się w stosach żelaznych, starannie uporządkowana. 3
uzbrojone kompanie policji AK pełnią służbę wraz z Niemcami, aby zapobiec
rabowaniu miasta."
Dla wyjaśnienia: chodziło o to, że w rabowaniu Warszawy Niemcy nie życzyli
sobie żadnej konkurencji. Zresztą, 12 października Himmler wydał zupełnie
formalny rozkaz, aby całkowicie splądrować i zniszczyć miasto. Ale tego
już "NKW" nie napisał.
Jest też długi komentarz polityczny pt. "Dwie kapitulacje 1939 – 1944". Jest
on interesującym przyczynkiem do analizy szczytów zakłamania, obłudy i
hipokryzji, do jakich doszła hitlerowska propaganda w okupowanej Polsce w
ostatnim okresie wojny. Główną treścią tego elaboratu są protekcjonalne
połajanki pod adresem Polaków jako nieodpowiedzialnych szaleńców,
porywających się na z góry przegraną walkę z Niemcami, zamiast dążyć do
porozumienia z nimi w imię wspólnej walki z bolszewizmem. Konsekwencją
tej "nieodpowiedzialnej" postawy Polaków były ogromne straty Warszawy.
Dyspozycyjny pismak "NKW" argumentował m.in. w ten sposób:
"Biorąc swoje pobożne życzenia za fakty, my wszyscy z zasady wierzący jedynie
w rzeczy upragnione, u progu 6-ego roku wojny doszliśmy do wniosku, że Niemcy
są słabi i w rezultacie ponieśliśmy klęskę bez porównania dotkliwszą od tej,
jaka spotkała nas w roku 1939. Wówczas ocalał przynajmniej miejski trzon
Warszawy, dziś natomiast katastrofa ówczesna narastając poprzez lata jak
gdyby ustokrotniła swą moc. Nasza stolica została zmiażdżona. Tysiące fabryk,
sklepów, warsztatów i domów prywatnych być może już nigdy nie powstanie, któż
bowiem wyposaży ich właścicieli w kapitały, potrzebne do odbudowy ich
placówek gospodarczych. Ameryka i Anglia nawet w razie zwycięstwa,
indywidualnej filantropii na tak wielką skalę w obcym i dalekim kraju na
pewno uprawiać nie będzie. (...) Gdyby w Polsce istniało jakieś rozsądne
porozumienie z Niemcami, katastrofa [Warszawy] (...) dałaby się na pewno
uniknąć lub zlokalizować. (...) Gdyby Niemcy stwierdzili, że w nim [w e
Powstaniu] żywioły narodowe [antykomunistyczne, czyli AK] udziału nie brały
[gdyby Powstanie zostało wywołane przez komunistów], spłonęłoby w najgorszym
razie kilkadziesiąt domów zamiast całej dosłownie Warszawy."
Oto niemiecko-nazistowska propaganda osiągnęła Himalaje zakłamania:
autor 'martwi się' stratami i zniszczeniem Warszawy dokładnie w tym samym
czasie, gdy dziesiątki tysięcy Warszawiaków cierpiało z głodu, zimna,
ciężkiej pracy i złego traktowania w obozach pracy i koncentracyjnych, gdy
setki tysięcy innych musiało udać się na poniewierkę w obce strony, w samej
Warszawie trwały bezlitosne obławy na ukrywających się w
ruinach "Robinsonów", a resztki ocalałych zabudowań oddziały
Vernichtungskommando wysadzały w powietrze, niszcząc i rabując dzieła sztuki,
zabytki, najcenniejsze dziedzictwo materialne i duchowe w stolicy! Jaka
jest "dobra rada" szmatławca? Porozumienie polsko-niemieckie, jako jedyna dla
Polaków droga do poprawy swojego losu!
Jednocześnie "NKW" bezwstydnie wmawiało czytelnikom, że Warszawa nie
zostałaby zniszczona gdyby Powstanie było wywołane przez komunistów a nie
przez Armię Krajową, jednocześnie przemilczając fakt, że miasto także po
upadku Powstania było dalej rabowane i niszczone przez Niemców!
Jaka płynie lekcja z lektury "Wydania Specjalnego" niemieckiej gazety
propagandowej z 28 października 1944? Jestem daleki od zrównywania Republiki
Federalnej Niemiec z III Rzeszą Adolfa Hitlera. A jednak... pewne
imponderabilia interesów są dalej aktualne. Gdy np. kanclerz Gerhard
Schroeder niedwuznacznie sugeruje nam korzyści, jakie wg niego Polska by
odniosła, gdyby tylko rozluźniła swoje więzy z USA i Wielką Brytanią na
rzecz "wspólnej Europy" (pod niemieckim 'przewodem' oczywiście...), to
przypomina to cytowany artykuł "Nowego Kuriera Warszawskiego".