sebpl
20.11.04, 17:50
Scenka na skrzyżowaniu Targowej z al. Solidarności.
Tłum ludzi stoi pod budynkiem PKP, czekając na przejście w kierunku
supermarketu.
Zapala się CZERWONE światło dla jadąych w kierunku Starówki, wciąż świeci się
CZERWONE dla pieszych (wyregulowane światła przepuszczają teraz jadących w
kierunku Targówka), ale co tam... tłum ruszył... w liczbie ok. 30 osób
przelewa się potok idiotów wpatrzonych w CZERWONE światło by zatrzymać się na
wysepce między pasami.
Tłum zatrzymuje się przed kolejną przeszkodą - pędzące samochody skutecznie
dzielą zdesperowanych ludzi od upragnionego celu - chodnika po drugiej
stronie jezdni.
WTEM!
Stojący z boku na wysepce policjanci (w liczbie trzech) podchodzą do tłumu z
prostym, nie złożonym podrzednie pytaniem.
Na jakim świetle Pan/Pani przeszła?
Ofiara wybrana z tłumu z durnowatym wyrazem twarzy wpatruje się w usta
policjanta. Tłum uważających za siebie inteligentnych ludzi również milczy.
Ktoś chrząka, ktoś wpatruje się w niebo, komuś się przypomniało, żeby
przejrzeć zawartość torby. NIKT NIE ZNA PRAWIDŁOWEJ ODPOWIEDZI!
Jakaś niemoc umysłowa ogarnęła stojąych na wysepce. Co więcej, bardziej od
pojawienia się policjantów, zaskoczyła ich treść pytania.
- No to wycieczka z powrotem na tamten chodnik! - rozkazuje policjant.
Tłum robi w tył zwrot i wraca do punktu wyjścia.
Obserwowałem ten przez ok. 15 minut. Za każdym razem ludzie widząc, że
samochody się zatrzymują przechodzili na CZERWONYM przez ulicę.
Za każdym razem musieli ten odcinek pokonać jeszcze raz.
Ludzi stosujących się do przepisów oszacowałem na 10-15 proc. Około 5 proc.
palantów próbowało dyskutować z policjantami. Ci dostawali mandat.
---
Śladami kota Filemona tup... tup... tup...