pan_pndzelek
24.11.04, 07:39
Dzień świra - szlak świra...
Pogoda trochę "świrza" dziś jest, mocno wieje... A jak mocno wieje to
wszystkie świry się bardziej niż zwykle uczynniają, co po naszym jajcusiu
zresztą od paru dni widać...
Ale mnie się tak na wspominki zebrało. Jeszcze dziesięć czy piętnaście lat
temu kiedy więcej poruszałem się po mieście zauważyłem, że występuje coś w
rodzaju szlaku świra, ciągu ulic na których występuje sztafeta dość
specyficznych "osobowości", które przy odrobinie szczęścia można było
obserwować nieprzerwanie od Pl. Narutowicza do Rotundy. I tak:
1. Pan z Bucikiem. Od Narutowicza Filtrową a potem Nowowiejską do
Niepodległości spacerował wysoki, okazały mężczyzna zawsze ubrany w długą
wojskową pałatkę. Do pałatki miał przytwierdzony ekspander i pojedynczy
dziecięcy bucik... Pan był zawsze wyniosły, milczący, nigdy nikogo nie
zaczepiał. Mówiło się, że to jakiś inżynier który stracił żonę i dziecko.
Któregoś razu zniknął a ja na ulicy znalazłem ten makabryczny bucik,
pojedynczy zamszowy bucik niemowlęcy... Mam go zresztą gdzieś do dzisiaj...
2. Pani Malowana. Od Niepodległości do Pl. Zbawiciela można było spotkać
dziwną młodą kobietę z wymalowanymi czerwonymi plackami na policzkach, tak
jakby ktoś szminką chciał zrobić tzw. kolorki, do tego mocno usmarowane na
czarno oczy. Kobieta najczęściej była w futrze, często towarzyszyła jej
starsza pani, chyba matka. Pani Malowana potrafiła być agresywna, nie wolno
jej było spoglądać w oczy bo się denerwowała. Kiedyś spojrzałem i zobaczyłem
pusty oczodół, jeszcze świeżą bliznę po ekstrakcji oka... Potem zniknęła...
3. Lodzia Milicjantka. Teren między Pl. Zbawiciela a Wilczą ze szczególnym
uwzględnieniem Pl. Konstytucji okupowała starsza zażywna kobieta w białym
roboczym kasku, w pomarańczowej kamizelce. "Kierowała" ruchem ulicznym,
mówiło się, że to dawna Lodzia Milicjantka. Częstowała dzieci cukierkami...
Zimą wpadała do Hortexu, prosiła o wrzątek w szklance a po jego wypiciu
wracała do swojej "pracy"... Zniknęła...
4. Nojes Dojczland. Starszy kloszard w wojskowym szynelu i czapce-uszance z
wyciętym z enerdowskiej komunistycznej gazety "Neues Deutschland" logo
przyklejonym do tej uszanki. Chodził o lasce, lubił wtargnąć na Rondo (dziś)
Dmowskiego i mierzyć z tej laski do samochodów niczym z karabinu... Zniknął...
5. HomoSzkot. Na Marszałkowskiej od Żurawiej aż do pasażu Domów Centrum
pojawiał się jegomość koło 60-tki, zawsze w spódnicy, często rzeczywiście był
to kilt... Mocno wymalowane usta, cygańskie koło w uchu, damskie bluzki i
wózeczek na dwóch kółkach. Nigdy nie przechadzał się a wyraźnie pokonywał z
góry wyznaczoną drogę z punktu A do punktu B... Jeszcze 5 lat temu go
widziałem, dziś chyba zniknął...
6. Baletmistrz. Gdzieś tak w poprzek tej trasy można było spotkać ok. 40
letniego bardzo szczupłego i zwinnego mężczyznę ubranego w czarny obcisły
podkoszulek i czarne damskie rajstopy, niezależnie od pory roku zawsze
bosego, w zimie nosił jeszcze czarną równie obcisłą czapeczkę... zawsze
gdzieś biegł dopalając papierosa, którego żar trzymał niemal w palcach...
Znikł jak wszyscy inni...
Czy gdzieś w pejzażu Centrum są jeszcze takie malownicze postaci?