pan_pndzelek
02.12.04, 14:35
Coś mi z tym kibicem śmierdzi... Mowa o tym pobitym kibicu z Polonii.
Analizuję sobie na spokojnie zeznania jakich udzielił Stołkowi i wychodzi z
nich, że:
1. Chłopak jedzie na stadion, rozumiem, że na Inflancką. Ktoś razem z nim
wsiada do autobusu. Śledzą go, zgoda bo jakoby mają jego adres. Wiedzieli
więc skąd będzie jechał.
2. Następnie chłopak się orientuje, że ma ogona i "Postanowiłem nie wysiadać
przy stadionie. Pojechałem na Pragę." I tu zaczyna się niejasność. Z domysłu
wynika, że chłopak jest "lewobrzeżny" i z tej strony miasta jedzie.
Orientując się, że coś jest nie tak NIE WYSIADA w miejscu najbezpieczniejszym
dla niego jako kibica Polonii czyli PRZY WŁASNYM STADIONIE, gdzie w czasie
meczu może liczyć przecież na obronę tylko jedzie dalej. I to gdzie jedzie?
Na Pragę, królestwo raczej legijnych i do tego NIE SWOJĄ a całkiem obcą
dzielnicę.
3. Dalej powodowany odruchem strachu (ale bez planowania) wysiada akurat przy
Parku Praskim (pal licho, może nie zna Pragi) i tu AKURAT WŁAŚNIE STOI
samochód z bandytami?! To oni byli tacy przemyślni czy obstawili wszystkie
przystanki na wszelki wypadek...
4. Potem go porywają ale wywożą go bić Z POWROTEM NA LEWĄ STRONĘ Wisły aż na
Służewiec mimo, że na Pradze bliżej znaleźli by miejsce do sprawienia młócki.
5. Wreszcie (już po pobiciu) na wysokości Służewca zatrzymuje taksówkę (w
knajpie go olali ale taksówkarz go akurat przyjął na kurs) i ten taksówkarz
wiezie go akurat na dalszą Ochotę do szpitala zamiast choćby gdzieś do
Śródmieścia lub wcześniej na Mokotów...
Czegoś tu w każdym razie nie rozumiem ale może nie znam kibicowskich
obyczajów, czy to się da jakoś logicznie wyjaśnić?