Rdzenni kontra przyjezdni

    • Gość: bashevis Prowincja to nie nazwa rejonu tylko charakteru IP: *.stw.stud.uni-saarland.de 04.02.05, 09:57
      Prowincja to nie nazwa rejonu Polski czy innego kraju, tylko cecha charakteru.
      Prowincuszem może być mieszkaniec Nowego Jorku, a mieszkaniec wywołanego
      wcześniej Pcimia może być człowiekiem o światowym formacie. Wszelkie dywagacje
      na temat miejsca urodzenia czy też pochodzenia są bez sensu.
    • Gość: HK35 Do Warszawiaków !!! Moi drodzy.... IP: 193.111.166.* 04.02.05, 10:02
      Drodzy Warszawiacy proponuje nie reagować na takie artykuły a tym bardziej ich
      komentować. Ja jestem od kilku pololeń Warszawiakiem i nie interesuej mnie to
      czy ktoś z jakoegoś odległego miasta czy wsi mnie lubi czy nie. Kogo intersuje?
      Warszawiaków? Nie sądzę. Na codzień ludzie przyjezdni siedzą cicho, wynajmują
      od nas mieszkania, wykonują pracę, której inni nie chcą wykonywać i nie
      słyszałem aby ktos narzekał. To wolny kraj, przecież nikt nie ma obowiazku
      mieszkać w naszym mieście. Są inne miasta w Polsce czy za granicą. Autorzy
      takich artykułów podsycają tylko niepotrzebnie nienawiść pomiedzy ludźmi pewnie
      do niczego więcej sie nie nadają. Pozdrawiam
    • Gość: jakro Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.mofnet.gov.pl 04.02.05, 10:27
      Jestem "przyjezdnym", ale mieszkam w Warszawie już 25 lat, to sporo wiecej niż
      w moim rodzinnym mieście. O zamieszkaniu w Warszawie zadecydowało moje
      małżeństwo z rdzenną warszawianką, a nie przemyślany plan na życie.
      Przeniosełem się z innego dużego miasta, połóżonego niedaleko stolicy.
      Moje doświadczenia pozwalają mi rozumieć obydwie strony, "przyjezdnych"
      i "rdzennych".
      Do obecnej fali "przyjezdnych" mam pretensje, że nie identyfikują się z
      miastem, do którego przyjechali, nie czują się u siebie. Nie meldują się (nawet
      mając już własne mieszkanie), nie przerejestrowują samochodów, itd. Czują się
      jakby byli tutaj na chwilę. Trzeba się na coś zdecydować. Wóz albo przewóz.
      To nie jest emigracja tylko migracja. "Przyjezdni" poczujcie się warszawiakami.
      A tak z innej beczki, gdyby praca była tam, gdzie ci ludzie mieszkali to by
      pewenie do Warszawy nie przyjeżdżali, a na pewno w takiej ilości.
    • Gość: gogogogogo Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 10:32
      a ile placi? 1 zl za godzine?? Spokojnie, po pewnym czasie nawet ci przyjezdni
      sie skapna ze to za malo i sie nie oplaca, wroca na wies, a twoj wuj wezmie
      nowych naiwnych...
      • anna.vivika Re: Rdzenni kontra przyjezdni 04.02.05, 11:16
        Mowa o warszawiakach którzy to są niby tacy wybredni i przebierają w ofertach
        pracy.Pewnie żę przebiarają bo takie stawki jak proponuje nie jeden pracodawca
        są bezczelnie śmieszne.Jak się za to utrzymać i przeżyć? A studencik z jakiejś
        innej części kraju weźmie taka robotę bo mieszka na kupie w wynajmowanym
        mieszkaniu, opłatami dzieli się z siedmioma innymi współlokatorami, co weekend
        jeżdzi do mamusi po kiełbasy,kotlety,boczki,ciasta itp. itd żarcia ma na cały
        następny tydzień.A jak nie pojedzie to mu ktoś przywiezie,albo mama podeśle
        przez kierowcę Polskiego Expressu.Znam osobiście takie przypadki.A w dodatku
        pewien pan (nie warszawiak) zajmujący sie rekrutacją w jednej z warszawskich
        firm powiedział wprost: głośno i wyraźnie,że pierszeństwo mają u niego ludzie
        ze wsi.On sam też jest ze wsi.Wykształcił sie w stolicy,zobaczył kawałek
        miasta,przewróciło mu się we łbie i warszawiaka nie przyjmie.To co się do
        cholery dziwicie że warszawa ma taki stosunek do przyjezdnych?????????????
        • Gość: ufo Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.chello.pl 19.02.05, 09:06
          Człowiek ze wsi wyjdzie, wieś z człowieka nigdy.
      • Gość: --- ?????????????????????? IP: *.dip.t-dialin.net 04.02.05, 11:27
        proponuje zrobic czystke. Kazdy, kto nie ma co najmniej przedwojennych korzeni
        won z Warszawy. Powstanie wtedy milutkie niewielkie miasteczko - no moze 50
        tys. mieszkancow, bez korkow na ulicach, trzepania dywanow przez okno, wrzaskow
        typu OOOOlaaaa ooobiaaad na cale zasrane psimi kupami podworko. Zostana tylko
        ci prawdziwi. Potem nalezy postawic wysoki mur, straznikow uzbrojonych po zeby
        zaden szemrany prowincjusz nie wdrarl sie do ukochanej stolicy. I vice versa -
        Mieszkancy stolicy won z Mazur, znad morza, z gor. Jedzcie sobie nad Zalew
        Zegrzynski lub jez. Czerniakowskie.
        A stolice przeniesc do Krakowa, tylko ze Krakusy tego nie chca.

        Czy o to chodzi zacieklym obroncom stolicy, ktorych mama 3 dni wolami jechala
        do porodu w Warszawie, aby w metryczce bylo napisane WARSZAWA?
        • ciekawostka1 Re: ?????????????????????? 04.02.05, 16:27
          dokladnie tak, ja bym jeszcze byla za tym zeby sobie warszawiacy wizy
          pracownicze wydawali dla tych spoza warszawy. i wtedy juz ich swiat i ich
          miasto bedzie idealne
      • Gość: kucki Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 81.210.119.* 04.02.05, 11:54
        Nienawiść do Warszawiaków to przejaw kompleksów prowincji (tej duchowej). Fakt,
        że tu żyje się inaczej. Ludzie są pochłonięci pracą, rywalizacją, są na nią
        bardziej odporni, bo to jest ich środowisko naturalne i jak wyjadą na wakacje,
        to od razu widać, że są inni. Wierzcie mi, że bardzo często nie ma to nic
        wspólnego z poczuciem wyższości związanym z Warszawą. Jak się siedzi po 12
        godzin dziennie w klimatyzowanym biurowcu (nie zauważając jaka jest pora roku)
        i pracuje dla międzynarodowej korporacji, w której segregują ludzi według
        stanowiska i sam fakt posiadania służbowej komórki, czy chipa, który pozwala na
        swobodniejsze poruszanie się po budynku (tak, tak, to nie żart) jest znaczący -
        świadczy o wyższym stanowisku i większych przywilejach, to wszyscy głupieją.
        Ludzie w ten sposób tresowani nie myślą k...wa o tym czy są z Warszawy, bo tego
        miasta na oczy nie oglądają. Mogliby mieszkać w kosmosie, bez różnicy.
        Poza tym fakt, że się pracuje w Warszawie prowadzi do upokorzeń, bo ci z
        Londynu czy Cypru uważają cię za idiotę, pariasa, miernotę i cywilizacyjnego
        prymitywa i dają to odczuć, boleśnie. Jak już się jakiemuś burakowi uda
        awansować, to się pastwi na byłych kolegach, albo ich wywala z pracy.

        Potem tacy ludzie na różne sposoby odreagowują - kupowaniem drogich rzeczy,
        popisywaniem się bryką, podrywaniem panienek, znieczulaniem się, wyjazdami na
        wakacje i szastaniem kasą. W weekend czy w wakacje mają skumulowaną potrzebę
        odreagowania, ich zachowanie jest często niezrozumiałe dla kogoś, kto się nigdy
        nie spotkał z takim życiem. Na przykład ludzie z Londynu "odreagowujący" na
        Ibizie, czy w Grecji też są traktowani jak najgorsza swołocz, normalni tubylcy
        się ich boją i ich nienawidzą, mimo, że dzięki nim zarabiają.
        Tym ludziom należy współczuć, a nie zazdrościć im. Człowiek staje się chcąc
        nie chcąc zombi.
        To tak jak mieć pretensje do kogoś kto przyjechał z NY, że złapał hamerykański
        akcent.
        Nie chcę usprawiedliwiać chamstwa i braku kultury ludzi, którzy Warszawie dają
        złe świadectwo. Chcę tylko powiedzieć że ich zachowanie nie wynika z tego, że
        są akurat z Warszawy (bo często nie są). Wynika z tego, że bezmyślnie poddają
        się procesom, które ich odczłowieczają, uzależniają, wciągają, przemielają i
        wypluwają. Miasto zamiera, bo takich osób jest w nim coraz więcej i będzie
        przybywać. Przyjezdni budzą zawiść, bo wkręcają się na te same stanowiska za
        dużo niższą płacę, więc zaczyna brakować marchewki, zostaje sam kij. Zaczyna
        się pracować już nie po to, żeby "mieć" i "móc się popisywać", tylko by
        przeżyć. Poza tym człowiek wypluty przez korporację długo nie może dojść do
        siebie, to wymaga leczenia jak z narkotyków.
    • mmlevans Re: Rdzenni kontra przyjezdni 04.02.05, 11:10
      Umówmy się: gdyby z Wawy wyprowadzić wszystkie ministerstwa, administracje
      centralną, a potem ambasady i wszystko to, co charakteryzuje stolice na
      świecie - pozostałaby największa wioska na Ziemi !!!
      Poglądy, że Warszawka to "miejscowi", a przyjezdni to ćwoki to oczywiście
      przejaw arogancji i buractwa.
      Ja tylko w Wawie widziałem gości odlewających się pod głównymi budynkami na Al.
      Jerozolimskich w biały dzień i byli to jak najbardziej rdzenni mieszkańcy.
      • michalfront Re: Rdzenni kontra przyjezdni 04.02.05, 11:28
        A sprawdzałeś ich z dowodu że wiesz że byli rdzenni???
        Bo jeśli nie to tworzysz kolejne stereotypy - tak samo szkodliwe jak te, z
        którymi próbujesz walczyć...
        Ja nie mam nic przeciwko przyjezdnym - mam wśród nich wielu przyjaciół i często
        sa to ludzie dużo bardziej wartościowi niż "rdzenni" - cokolwiek to słowo ma
        oznaczać - warszawiacy...
        Jednego tylko nie znoszę - jak ktos tu mieszka, pracuje, zarabia, rozwija się,
        korzysta z tego co oferuje Warszawa pełnymi garściami, a na kazdym kroku ją
        opluwa i nie przepuszcza okazji żeby podkreslic jaka to jest okropna.
      • Gość: kucki Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 81.210.119.* 04.02.05, 12:03
        A Kraków to nie miasto tylko jednostka chorobowa, nieuleczalna.
        Zawiść, rasizm w czystej postaci, mania wyższości i taaaaakie kompleksy. Dzielą
        ludzi na tych z Krakowa, resztę kraju i warszawę. Jak rozmawiasz z
        Krakowianinem to mówi na ciebie per Wy. Wy tu w Warszawie słuchacie Lou Reeda,
        naprawdę???? To u WAS czyta się książki? (na pewno bez zrozumienia) To WY
        znacie ortografię????? Bardzo byłabym ciekawa jakie wyszłyby wyniki takiego
        badania OBOP przeprowadzonego w Krakowie, gdyby ich spytano o opinie o
        Warszawiakach. Okazałoby się dopiero jacy kulturalni i oświeceni ludzie tam
        mieszkają, jakie negatywne stereotypy hodują i wychowują swoje dzieci na
        rasistów. Podejmowałam w życiu wiele prób zaprzyjaźnienia się lub choćby
        oswojenie koleżanek i kolegów z Krakowa. Cholerna strata czasu. Obrażali mnie
        na każdym kroku, nigdy nie zaczęli mnie traktować po prostu jak człowieka tylko
        zawsze jako "Warszawiankę" (czytaj gorszą, godną pogardy, zepsutą, snoba i
        imbecyla). Moi znajomi mają te same doświadczenia, zapraszasz kogoś z Krakowa
        do knajpy, kina, na imprezę gdziekolwiek, a oni potrafią tylko o jednym: jak to
        nienawidzą Warszawy, jak im się tu nie podoba jaka starówka sztuczna, miasto
        ohydne, jacy ludzie podli. A ty siedzisz i uszy ci więdną. A jak zwrócisz
        uwagę, spróbujesz zmienić temat, to ci jeszcze powiedzą, że ci z Warszawy mają
        w dupach poprzewracane i brak im kultury i są snobami. Dziękuję wszystkim
        kolegom i koleżankom z Krakowa, kulturę nabywa się w domu a nie w Warszawie czy
        w Krakowie. Mnie uczono, że kulturalny człowiek nie krytykuje domu, w którym
        jest goszczony, miasta lub kraju do którego przyjeżdza z wizytą.
    • Gość: miki rurka Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.cec.eu.int 04.02.05, 11:27
      siedze teraz w luxemburgu i tu wszyscy zyja zgodnie i nie pierdziela serdeli o
      przyjezdnych , chociaz prawie polowa mieszkancow miasta luxemburg to ...
      portugale
    • Gość: Franek G. A ja się wyprowadzam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.05, 11:54
      A ja się wyprowadzam z Warszawy. Zostawię tu groby kilku pokoleń moich przodków,
      ale mam już dosyć.

      Cały nasz zespól wywalili z pracy, bo za dużo zarabialiśmy. Tą sama robotę
      wykonuje teraz mniej osób za dwa razy mniejsze pieniądze. Oczywiście to
      przyjezdni, którzy dają w siebie nieprawdopodobnie orać, pracuja po 12 godzin
      wyrabiając po 250% normy. Ci kretyni nie rozumieją, że takim trybem wykończą się
      w rok i pracodawca nie będzie miał zadnych skrupułów aby ich tez wywalić, bo za
      bramą czeka wielu w kolejce.

      Jak przyjezdni zaczęli być zatrudniani u nas w firmie, to się zaczą wyścig
      wydajności pracy. Robiłem w call-center, norma opiewała na 80 odebranych
      połączeń w 8 godzin pracy. Nowi wyrabiali po 200 połączeń - nie jedli śniadań,
      nie chodzili na przerwę, tylko cały czas gadali. Jedna dziewczyna wzięła tyle
      nadgodzin, że zabrało ja pogotowie bo straciła przytomność.

      Nikt z tych przyjmowanych za moich czasów juz nie pracuje - nie przeszli badań
      lekarskich bo uszkodzili sobie słuch.

      Nowi robią za 1100 złotych (na próbnym mniej) - dziwiłem się jak to sie im
      opłaca, dopóki mój sąsiad z kamienicy nie wynajął przyjezdnym swojego
      mieszkania. Na takim samym metrazu co moja czteroosobowa rodzina ich tam mieszka
      DWANAŚCIE osób. W sobotę i niedziele prawie nikogo nie ma, bo jadą do rodziców
      zrobic pranie i przywieźć kiełbasy.

      Moja była firma w ramach cięcia kosztów postanowiła przenieść call-center do
      jednego z oddalonych od Warszawy miast. Niewiele z tego wyszło, bo w takich
      warunkach nikt nie chciał pracować - ci co dają w siebie orać wyjechali do
      Warszawy, a ci co zostali mają swoja godność i nie dadzą się poniżać. Tak że
      hala z komputerami prawie pusta stoi, bo nawet jak ktos sie zatrudni to po
      miesiacu rezygnuje.

      A wracając dzisiaj ze sklepu wdepnąłem w psie gó.. i potknąłem sie o wystawiona
      na korytarz buty "nowych Warszawiaków"...
      • Gość: iza Re: A ja się wyprowadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 12:30
        Rozumiem Cię b. dobrze. Z pracą jest coraz gorzej bo ten kto się ceni i ma
        rodzinę na utrzymaniu jest przegrany na starcie w porównaniu z przyjezdnymi,
        którym zależy tylko na tym żeby zarobić i wywieźć kasę do siebie.
        życzę Ci powodzenia.
        • michalfront Re: A ja się wyprowadzam 04.02.05, 13:15
          dokładnie tak - ci sami ludzie teraz pracują za grosze i się cieszą że są tacy
          cwani i w ogóle, ale przychodzi czas kiedy sami zakładają rodziny i okazuje się
          że nikt nie chce im zapłacić tyle żeby sami byli w stanie utrzymać rodzinę,
          dziecko itp. kółko się zamyka a oni narzekają nie rozumiejąc, że sami
          doprowadzają do takiego stanu...
          u mnie w wydziale na 20 osób (wszyscy przed 40-ką) tylko dwie pochodzą z
          Warszawy - reszta przyjechała po studiach lub w najlepszym razie na studia...
          trzeba się cenić, bo kto jak kto ale pracodawca nigdy nas nie doceni...
          • ciekawostka1 Re: A ja się wyprowadzam 04.02.05, 16:01
            michalfront napisał:

            > dokładnie tak - ci sami ludzie teraz pracują za grosze i się cieszą że są
            tacy
            > cwani i w ogóle,

            nie sadze zebys dobrze rozumial TYCH LUDZI.


            ale przychodzi czas kiedy sami zakładają rodziny i okazuje się
            >
            > że nikt nie chce im zapłacić tyle żeby sami byli w stanie utrzymać rodzinę,
            > dziecko itp. kółko się zamyka a oni narzekają nie rozumiejąc, że sami
            > doprowadzają do takiego stanu...

            to oni doprowadzaja do takiego stanu tylko rzad, oni pracuja poprostu za tyle
            za ile moga.

            > u mnie w wydziale na 20 osób (wszyscy przed 40-ką) tylko dwie pochodzą z
            > Warszawy - reszta przyjechała po studiach lub w najlepszym razie na studia...
            > trzeba się cenić, bo kto jak kto ale pracodawca nigdy nas nie doceni...
        • ciekawostka1 Re: A ja się wyprowadzam 04.02.05, 15:58
          Gość portalu: iza napisał(a):

          > Rozumiem Cię b. dobrze. Z pracą jest coraz gorzej bo ten kto się ceni i ma
          > rodzinę na utrzymaniu jest przegrany na starcie w porównaniu z przyjezdnymi,
          > którym zależy tylko na tym żeby zarobić i wywieźć kasę do siebie.


          ??? ja chyba zyje w inneh rzeczywistosci/ zarobic i wywiezc siano do sibeie ????
          ty o polsce mowisz czy o stanach?
          wiekszosc osob ktroe pracuje i utrzymuje (chociazby siebie samego) w drogiej
          warszawie chyba niewiele "wywiezie do siebie"


          • Gość: bej. MNIE PRZYJEZDNI NIE PRZESZKADZAJĄ - A JESTEM IP: *.chello.pl 04.02.05, 18:41
            WARSZAWIAKIEM od 73 lat. Przeszkadzają mnie ci mieszkańcy, którzy NIE SZANUJĄ
            naszego miasta. I niema tu znaczenia od kiedy są warszawiakami.
            • Gość: BYDGOSZCZ Re: MNIE PRZYJEZDNI NIE PRZESZKADZAJĄ - A JESTEM IP: *.tvgawex.pl 04.02.05, 20:16
              Nigdy nie mieszkałem w Wawie!! JESTEM "BYDGOSZCZAKIEM" , ale szanuję Warszawe
              jako miasto , a przedewszystkim mam do niej ogromny sentyment.ZAwsze lubię
              przyjechać do WAwy nie po to żeby tam coś kupić czy zarobić KAse!! TYLKO po to
              aby odwiedzić moje ulubione miejsca!! DLATEGO zawsze "sercem" jestem z tą
              prawdziwa cześcią warszawy!! POzdro dla rdzennych warszawiako i prawdziwie
              kochających to miasto!!
      • Gość: gość Re: A ja się wyprowadzam IP: *.atman.pl / *.atman.pl 08.02.05, 09:48
        Jakby to najkrócej podsumować: jesteś marnym kmiotkiem z przerośniętymi
        ambicjami. Praca "gadacza" w call-center to praca dla ludzi bez wykształcenia,
        doświadczenia, z kiepskimi kwalifikacjami. I za taką pracę płaci się właśnie
        1000zł, a co ty byś chciał, opieprzałeś się jak inni ciężko pracowali, uczyli
        się, podnosili kwalifikacje i oczekujesz, że ktoś ci zapewni ciepły stołek i
        niezłą pensję, bo jesteś "dobrze urodzony" i tobie się "należy"? Chłopie, nie te
        czasy. Trzeba było się uczyć, a nie "clubbingować", a teraz obwiniasz innych, bo
        są lepsi, chętni do pracy i nie mają nastawienia zdemoralizowanego,
        roszczeniowego parobka.
    • Gość: Piotr Stanczak Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 21:15
      Mnie wku....ja przyjezdni nowi osadnicy, ale chyba nie ma na to rady. :-(
    • Gość: lata Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.ueuro.net 06.02.05, 09:17
      dostałam we wrześniu pracę w jednej z warszawskich firm; z przerażeniem
      stwierdzam fakt, iż większość osób tam pracujących to przyjezdni; to jest
      naprawdę przerażające..... gdzie warszawiacy mają pracować? krakowiacy,
      olsztynianie itp wracajcie do siebie, nie zabierajcie nam pracy, miejsc na
      studiach etc. a jak już tu jesteście to szanujcie nas i nasze miasto!
      • Gość: Danziger Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 06.02.05, 12:33
        > ..... gdzie warszawiacy mają pracować? krakowiacy,
        > olsztynianie itp wracajcie do siebie, nie zabierajcie nam pracy

        ROTFL ! Aleś mnie ubawiła :))) Udowodnij że jesteś lepsza, wówczas zatrudnią
        Ciebie a nie Olsztyniaka czy Krakusa :)
      • Gość: rilka Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 01:32
        taki juz twoj los, po prostu jakos tak sie w naszym pieknym kraju walory
        ,,gieograficznie" porozkladaly, ze dziewczyny z prowincji sa ladniejsze i
        madrzejsze, tym sposobem oprocz miejsc na studiach i dobrych posad zabieraja wam
        kandydatow na mezow (o czym swiadczy moj przyklad)
    • tytan38 Re: Rdzenni kontra przyjezdni 06.02.05, 13:03
      Warszawa da się lubić tutaj serce można znaleść,ale forsę można zgubić,cóz
      wiadoma żecz stolica,wszystko inaczej niż gdzie lndziej.Cześc Warszawo..
    • Gość: oLLaFF Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.02.05, 15:32
      a ja mam was wszystkichi wasze wydumane problemiki w dupie! jest mi dobrze tam
      gdzie jestem...
    • Gość: Marek Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.bchsia.telus.net 06.02.05, 15:59
      Nie mieszkam juz w Polsce od 19lat urodzilem sie w Warszawie i spedzilem w niej
      najcudowniejsze chwile w dziecinstwie i mlodosci to najkochansze miasto
      swiata.Mieszkam prawie 20lat w kanadyjskim Vancouver wokol ocean lasy gory
      jeziora sielankowe krajobrazy ale mimo to najwieksza miloscia pozostala moja
      Warszawa.
    • Gość: lila Re: Rdzenni a kto to tacy? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.02.05, 22:21
      A kto to jest rdzenny - aby się takim zwać w Krakowie trzeba tam mieszkać 300
      lat, w W-wie wystarczy się urodzić. Dla mnie najgorsi są tacy warszawiacy w
      pierwszym pokoleniu, co to zapomnieli skąd rodzice pochodzą, a na groby
      dziadków jeżdżą tydzień przed albo tydzień po 1 listopada lub przy okazji tzw.
      agroturystyki. Sama mieszkam w W-wie od 8 lat, znam tylko kilkoro prawdziwie
      rdzennych warszawiaków takich z dziada pradziada i to jest klasa sama w sobie!!!
      Chciałabym zrobić wszystko, abu moje dzieci tu urodzone kochały to miasto, ale
      nie zapominały o swoich korzeniach, nie wstydziły się, że ich matka i
      dziadkowie pochodzą z twz. prowincji.
      Pozdrawiam
    • Gość: kago Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.dynamic.qsc.de 06.02.05, 23:06
      Bo wroce do domu!!!12 lat temu wyjechalam z Warszawy.Zawsze odpowiadalam
      glupawym Niemcom na ich standartowe pytanie.Skad jestes?Tam skad pochodze
      rozmowy nie zaczyna sie tego typu pytaniem.Widac ze jestes wiesniakiem!Czyzbym
      nie mogla juz tego powiedziec?
      Na budowach zawsze pracuja przyjezdni.Tutaj na przyklad
      Polacy,Jugole,Wlosi.Pracowalam sama na budowie.Niemcow uwaza sie za leniow
      bioracych zasilki.Chyba typowe zjawisko na calym swiecie.
      Do Berlina nikt nie jezdzi do pracy bo tam pracy nie ma.To Berlin wszedzie
      jezdzi.Mieszkam w Monachium a pracowalam juz w Stuttgardzie,Hannoverze,Bremie.
      W Liceum bylam jedyna warszawianka,ktorej,rodzice,dzi adkowie itd. urodzili sie
      w Warszawie.
      Tutaj w Niemczech poznalam reszte Polski.Polacy z innych regionow odnosili sie
      zawsze do mnie z rezerwa.Naprawde jestes z Warszawy?Ale z samej Warszawy?W
      Monachium siedzi ten prawdziwy stary Wroclaw.Mam dosyc wszystkich
      pochodzeniowcow.Niemcy nie uwazaja ich za Niemcow.W zwiazku z tym chcieliby sie
      wywyzszac przed Polakami.Mnie oczywiscie najbardziej nie lubia.
      Jesli wroce do Warszawy,to oczywiscie po 12 latach mam akcent
      poludniowoniemiecki.Ciekawe jak to przezyje jako przyjezdna z Warszawy?!

      • Gość: ZR Rdzenni czy rodowici IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 11:35
        Warszawiakiem jest ten, kto się za warszawiaka uważa, kto się nie tylko tego
        nie wstydzi, ale jest z tego dumny. Mniejsze znaczenie ma, gdzie się urodził,
        skąd pochodzi jego rodzina i jakiego jest pochodzenia.
        Mój prapradziadek osiadł w Warszawie, kiedy po powstaniu styczniowym
        wysiedlili go spod Grodna i najpierw zesłali na Sybir. W Warszawie wżenił się w
        tutejszą rodzinę mieszczańską, więc korzenie warszawskie mam jeszcze starsze.
        Jestem więc jak najbardziej rdzennym warszawiakiem. Ale urodziłem się gdzie
        indziej, czyżbym więc nie był rodowitym warszawiakiem?
        W Warszawie się wychowałem; w młodości mówiłem gwarą, chociaż nikt z mojej
        rodziny nie mówił. Ale wiem też, że nikt nie był bardziej warszawski niż
        urodzony pod Chełmem Stanisław Grzesiuk, urodzony w Trzemesznie pod Gnieznem
        Jan Kiliński oraz pochodzący ze Żmudzi pułkownik Berek Joselewicz.
        I jeszcze jedno. Nie jestem żadnym "warszawianinem" ani "Warszawiakiem". Nie
        mam powodów do kompleksów i dlatego jestem po prostu warszawiakiem.
        Oddany ulic twoich niepokojom,
        Wiem, że w twych murach żyć i umrzeć muszę,
        Bo ponad wszystko ukochałem twoją
        Kamienną, szarą, zakurzoną duszę.
        (Włodzimierz Swobodnik)


    • vytautas1 Re: Rdzenni kontra przyjezdni 08.02.05, 00:11
      Zaden Krakowiak nigdy nie pojedzie do warszawy po prace, nie znizylby sie do
      takiego poziomu...no, najwyzej gdyby chcial zobaczyc jak to jest na polskiej
      prowincji...:)
    • Gość: marychmałpagazeta Najbardziej mnie wkurza... IP: 62.29.248.* 08.02.05, 09:01
      ... gdy przyjezdni mówią, ze nie cierpia tego miasta.
      Bo hałas, bo smród i bród...
      A przeciez smród i bród sami tu sprowadzili...
      Do cholery, przeciez nikt ich tu na siłe nie trzyma...

      Przyjezdnych jest juz 55%
      Niedługo nas, prawdziwych warszawiaków beda zamykac w rezerwatach i
      dokarmiać... burakami!
    • Gość: Andrzej,warszawiak Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 10:23
      Przyjezdni,to b.różni ludzie.Ci,którzy "wsiąkają" w Warszawę,mogą być.Za kilka
      lat będą normalnymi warszawiakami,z wszystkimi naszymi wadami i
      zaletami.Najgorsi są ci,którzy wybrzydzają,którzy zawsze będą obcy!Tacy nie
      powinni w naszym mieście przebywać.A opinie o WARSZAWIE mają prawo wypowiadać
      tylko ci,którzy dobrze znają to miasto.W mediach
      panuje "wieśniactwo",niestety,to ludzie inteligentni i potrafią" dorobić gębę"
      warszawiakom.Oni tęsknią za swoim miastem czy wsią,oni nigdy się nie
      zaklimatyzują !!!!!!
    • Gość: warszawianka? Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.its.it 08.02.05, 13:01
      chciałabym ustosunkować się do dwóch wypowiedzi przeczytanych dziś w "Gazecie"
      (08-02-2005) - chodzi o listy "Rodowitego warszawiaka" oraz p. Katarzyny
      Ostrowskiej - warszawianki. Jestek "flancą". Przyjechałam do Warszawy dziesięć
      lat temu, po studiach w Krakowie (choć krakowianką nie jestem). Tutaj poznałam
      mojego męża (przyjechał do Warszawy jako maleńkie dziecko, z rodzicami - ci z
      kolei przyjechali "za pracą"). Jestem więc flancą podwójnie znienawidzoną, bo
      przyjedną i to w dodatku z przystankiem w Krakowie, co jak wiadomo, w tzw.
      rodowitych warszawiakach od razu powoduje skok ciśnienia. Znienawidzona jestem
      może nawet i potrójnie , bo nieźle zarabiam, mam własne mieszkanie,czyli
      zabieram miesce pracy (i płacy) jakiemuś, zapewne bardziej tego
      godnemu, "rodowitemu". Celowo posługuję się tutaj terminologią zaczerpniętą z
      listów dwojga "rodowitych" do których nawiązuję, ponieważ zdumiał mnie ich
      jadowity i jawnie pogardliwy ton, oraz, może nawet bardziej - używane
      słownictwo.
      Mnie się, drodzy Państwo rodowici, zawsze wydawało, że czystość i kultura są
      zjawiskiem zdeterminowanym, ze tak powiem, kulturowo-społecznie, a nie poprzez
      prznależność terytorialną czy też z racji urodzenia, ale pewnie jako "flanca"
      mam ograniczone zdolności pojmowania... odpowiadając jednak na zarzuty Pani
      Katarzyny - znanych jest mi z widzenia i słyszenia (osobistej znajomości nie
      mam ochoty zawierać) co najmniej kilku warszawiaków "rodowitych" mniej więcej
      od trzech pokoleń (wiecej bez badań genealogicznych ustalić się nie da), w
      pełni zasługujących na przynależność do grupy "dresiarzy, bezdomnych,
      narkomanów etc" jak to Pani Katarzyna pięknie ujęła.
      Zgadzam się natomiast częściowo z opinią wyrażoną w drugim liście -
      tzw. "przyjedni" trudno się asymilują... dlaczego? Warszawa nie jest miastem
      łatwym i przyjaznym...ale zmiana tego stanu rzeczy akurat zależy od nas
      wszystkich.
      Realnie rzecz biorąc sądzę, że przyszłością są raczej wspólnoty kulturowo-
      społeczne niż wynikające z racji urodzenia. Tzn. wspólnoty tworzone przez ludzi
      o podobnym poziomie wykształcenia, tzw. obycia i kultury szeroko pojętej.
      warszawianka?
    • Gość: bielany Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.chello.pl 12.02.05, 12:14
      napisz jakie oferował wyngrodzenie bo może sie okazac ze zasiłki są jednak
      wyższe
    • Gość: Jola Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.aster.pl 19.02.05, 15:07
      Dopóki charchasz i rzucasz pety na chodnik jesteś wsiur, chociażby twoja
      rodzina mieszkała w Warszawie od pokoleń
Inne wątki na temat:
Pełna wersja