Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. R...

08.02.05, 00:03
Mam wrażenie, że ten konflikt jest wyłącznie wirtualny. Owszem, na gazetowym
forum można poczytać czasem steki wyzwisk pod adresem przyjezdnych, ale to
jest „zwykłe” chamstwo (które zresztą redakcja portalu sama poniekąd
wyhodowała nie walcząc z nim od samego początku). Na co dzień Warszawa to
mieszanka garstki rdzennych warszawiaków, masy warszawiaków w pierwszym lub
drugim pokoleniu i rzesz przyjezdnych. Sam należę do drugiej grupy i czuję
się mocno związany z Warszawą, co nie przeszkadza mi mieć wielu znajomych
spoza tego miasta – czy to na studiach, czy w Pracy poznałem wielu takich
ludzi i nigdy to, że nie są stąd nie było powodem konfliktów. Sam też nigdy
nie odczułem niechęci przyjezdnych wobec siebie. Co innego poza Warszawą,
latem, na Mazurach, rzeczywiście czasem zdarzyło mi się usłyszeć niemiłe
komentarze od nowo poznanych ludzi. Niektórych nawet udało się przekonać, że
nie każdy Warszawiak to prostak. A reszta tkwi w swoim prymitywnym
stereotypie. Nie bardzo rozumiem, po co Gazeta od paru dni rozdrapuje ten
temat i udostępnia swoje internetowe łamy chamstwu, stereotypowemu, wąskiemu
myśleniu. Nie ma ważniejszych spraw, że trzeba pogłębiać konflikty?

Co jakby nie podważa słuszności diagnoz pana profesora.
    • Gość: Smok Widzę, że Gazeta lubi podgrzewać ten temat IP: *.energis.pl 08.02.05, 02:05
      Istnieje wtedy szansa, że ktoś jednak wklepie jakiś komentarz :-)
      • Gość: kompleksy autorow Re: Widzę, że Gazeta lubi podgrzewać ten temat IP: 129.215.119.* 08.02.05, 13:10
        Jak najbardziej, Panie Smok, zgadzam sie. Ktos w Gazecie ma glebokie kompleksy.
        Powazna instytucja powinna pozwolic sobie na dobrego psychoterapeute...
        Osobiscie uwazam, ze Ci, ktorzy biora udzial w owej, rzekomej "wojnie" sa
        prymitywni, tak po prostu, he, he. Mistrzowie nie musza opowiadac dookola, ze
        sa doskonali; oni po prostu zwyciezaja, realizuja. Kropka.


      • Gość: Mateusz Ja jestem z Poznania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 12:54
        Ja jestem z Poznania i jestem z tego dumny :)
        Ale niestety muszę się przyznać, że czsem odczuwam wyższość nad ludźmi z
        prowincji. Jest mi bardzo przykro z tego powodu:(((((( Staram się o tym nie
        myśleć, kiedy kogoś poznaję. Walczę z tym!!!:) Bo to nieładnie tak:(
        • Gość: J Re: Ja jestem z Poznania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.05, 14:13
          Ja jestem z Poznania i jestem z tego dumny :)
          > Ale niestety muszę się przyznać, że czsem odczuwam wyższość nad ludźmi z
          > prowincji

          A niby dlaczego - przecież Poznań to też prowincja?
    • Gość: Adam Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 213.134.136.* 08.02.05, 08:58
      Podzielam wątpliwości "roody102" jednakże ujmę to w inny, może radykalniejszy
      sposób:
      Męczy mnie ten cykl i odnoszę wrażnie, że dziennikarze "Gazety" piszą o sobie.
      To widac na łamach. Teksty, które piszecie nie mają warszawskiej nuty.
      Dowalacie urzędnikom, władzom, węszycie sensacje, ale nie kreujecie życia w
      Warszawie, bo jej nie rozumiecie. Dlatego uważam, że piszecie o sobie, gdyż coś
      Wam doskwiera, nie spełniły się Wasze marzenia. Nie rozumiem tego cyklu. Nie
      rozumiem po co sie dzielić. Sam siedzę co dzień w pracy twarz w twarz
      z "podłodzianką" i dobrze nam się pracuje, obok w pokoju są Żyrardowianki,
      gdzieś tam Pułtuszczanin, Nowodworak, Mińszczanin, Bielszczanka. No i co z
      tego, że są z innego miasta, po co podsycać ten rzeczywiście "wirtualny
      problem".
      • Gość: leon Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 09:25
        Pan profesor ma sam kompleksy przyjezdnego i ostrze krytytyki kieruje w stronę
        warszawiaków. Poza słuszną oceną że do Warszawy zawsze kiedyś ktoś przyjechał
        czy to przed 2WŚ czy po, reszta to obraz obraz stanu psychicznego pana
        profesora. Moim zdaniem wojenkę na słowa rozpoczęli i prowadzą ci którzy
        dopiero co zostali "warszawiakami" z tymi co w Warszawie mieszkają niewiele
        dłużej. Są to grupy najgłośniej pyskujące i tworzące opinię o mieszkańcach
        Warszawy. Wielokrotnie miałem okazję usłyszeć opinę o takich flancowanych
        warszawiakach,że wystarczyły dwa lata pobytu w stolicy i z równego chłopaka
        zrobił się buc. Według mnie ocena ta jest dość trafna a przyczyn należy szukać
        nie w negatywnym wpływie miasta lecz na złych fundamentach etycznych
        przyjezdnego. Panie profesorze, wejżyj Pan głębiej w swoją duszę, czy aby nie
        tkwi w w Panu kompleks wykształconego wieśniaka mającego pretensę do wszystkich
        na około za niedocenianie swojej osoby. Drugą grupą pseudo warszawiaków są
        mieszkańcy miasteczek i wsi leżących w promieniu 100 km od Warszawy, to właśnie
        oni latem na MAzurach rżną "warszawiaków" zasrywając nam opinię w Polsce
      • Gość: xxx Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 18:06
        Hmmm... To prawda. Swiadczy o tym tez permanetne mylenie nazw dzielnic, ulic itp.
        szczegoly.
    • mgdt jak nie ma jak jest?! 08.02.05, 09:15
      wydawaloby sie, ze za pomoca pojęcia 'stereotyp' mozna podwazyc wszystko, ze jak
      dziala w wielu diedzinach, to tu tez zadziala.

      ze jest cos takiego jak WARSZAWKA niech swiadczy chociazby impreza rozdania
      nogrod gazety, a jeszce bardziej jej opis, zdjecia i wylistowanie 'gosci, ktorzy
      dopisali i nie zawiedli'.

      kaman, nie badzmy tacy poprawni!
      • roody102 Re: jak nie ma jak jest?! 08.02.05, 13:39
        Oczywiście, że jest coś takiego jak warszawka i że ta impreza idealnie do tego
        pasowała. Ale zastanowiłeś się ilu na tej imprezie było przyjezdnych? Pewny
        jestem, że całkiem sporo. Warszawka to zjawisko towarzyskie, jest w każdym
        mieście tak naprawdę, może u nas, przez kontrast nieco bardziej wyraźne i może
        też nieco bardziej nadęte. Ale to nie ma bezpośredniego związku z tematem tych
        tekstów w Stołecznej, które nie piętnują warszawki, tylko pogłębiają
        antagonizmy innej natury.
    • Gość: Ela Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.05, 10:00
      Kochani forumowicze!
      Powiedzieliście dziś właściwie wszystko, co było w tej sprawie do powiedzenia.
      To GW podgrzewa jakiś wydumany konflikt. Dziennikarze Gazety Stołecznej pisząc
      o Warszawie nie odróżniają dzielnic, ulic i wystawiają się przez to na
      śmieszność. Nie wiem komu zależy na podsycaniu nastrojów niechęci, bo z
      pewnością nie Warszawiakom. Będziemy traktować przyjezdnych z szacunkiem, jeśli
      Oni będą z szacunkiem traktować nasze miasto.
      • esmeralda_pl Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. 08.02.05, 10:03
        Ela ma 100% racji...
        Dziennikarzom Stołecznej wydaje się, że to jakiś spad i nie trzeba znać
        Warszawy, żeby tu pracować... Wstyd. wstyd i jeszcze raz wstyd panie i panowie
        dziennikarze
        • roody102 Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. 08.02.05, 13:41
          Ale trzeba też zwrócić uwagę ma to, że coraz więcej ludzi, także przyjezdnych,
          odkrywa Warszawę i jej historię, zaczyna ją poznawać i lubić, a co za tym idzie
          szanować. Także nie ładujmy wszystkich przyjezdnych do jednego worka. Szkoda
          może tylko, że ci co znają miasto lepiej od wielu rdzennych mieszkańców nie
          pracują akurat w Stołecznej :)
      • Gość: zygi Flancowane warsiowiaki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 11:04
        Wieśniak zamieszkały od niedawna w Warszawie mówi "Stary Mokotów" zamiast Górny
        Mokotów, "Pola Mokotowskia" zamiast Pole Mokotowskie, Plac Wilanowska zamiast
        Dworzec Południowy, a kiedyś jeszcze "trajlebus" zamiast trolejbus, ci właśnie
        flancowani najwięcej się plują
    • gwiazdka67 Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. 08.02.05, 10:30
      Konflikt jest nie tylkoo wirtualny, ale jego rozmiary, są, jak sądzę o wiele
      mniejsze (przynajmniej jeśli chodzi o Warszawę).
      Owszem niektórym nie podoba sie to czy owo.
      Słowa na temat zabierania pracy itp są na porządku dziennym i w innych miastach
      i patrząc szerzej i w innych państwach.
      To są ludzkie przypadłości.
      Natomiast zupełnie rozbawiło mnie jedno zdanie Pana Profesora. I świadczy to o,
      jego i "przyjezdnych", kompleksach. Po pierwsze podnosi sie "przyjezdnych" do
      rangi lepiej wykształconych. Rozumiem, że to przez to, że 'rdzenni' wyzywają ich
      od chamów, ale to kwestia kultury a raczej jej braku u 'rdzennych'. Natomiast
      nie ugólniałabym, że są lepiej wykształceni niż warszawiacy (którzy mają choćby
      większe możliwości kształcenia),raczej sprawa jest prosta: przyjeżdzają, owszem
      wykształceni , ale i o dużej sile przebicia albo z większym zapleczem finansowym.
      Uogólniłabym to inaczej: jeśli ktoś pochodzi z prowincji to nie ma się czego
      wstydzić, jeśli w dodatku osiągnął pewien poziom kultury i obycia to powinien
      nie widzieć problemu w byciu 'przyjezdnym' bo to śmieszne. Jeśli warszawiak
      widzi problem w tym, że ktoś jest inny to brak mu kultury i szerszego spojrzenia
      czy poprostu doświadczenia.
      Jednym słowem dla MĄDRYCH ludzi tak naprawde nie ma problemu. Czy to 'rdzenny'
      czy 'przyjezdny'.
      Uogólnienie jest szersze a mianowicie Polacy są bardzo restrykcyjni wobec OBCYCH
      (mówiąc delikatnie)
      Wizyta w innym regionie Polski, nie w Warszawie, jest obarczona takimi samymi
      problemami:zaściankowatości, pieniactwa, plotkarstwa, nietolerancji.
      Wiem co piszę. Bycie Warszawiakiem w Krakowie bywa nieciekawe, jak już zabraknie
      argumentów to wyciąga się odpowiednie pochodzenie.
      Poprostu tacy jesteśmy.
      Jeśli miałabym sie określić to mieszkam w Wawie od urodzenia i moi dziadkowie
      też. Nigdy nie mieliśmy problemów, ani jak przed wojną pradziadek zaczął
      pracować w Warszawie, to poprostu harował żeby utrzymać rodzine i nikt mu nic
      nie wypominał.
      Ja przyjaźnię się z 'przyjezdnymi' i 'rdzennymi' i nie widzę różnicy (nawet nie
      istnieje możliwoś żebym rozróżniała ludzi ze względu na miejsce urodzenia, bo po
      co?). Ludzie jak ludzie, jedni mają mniej kompleksów inni więcej. Generalnie to
      Polacy tak szybko nie wskoczą na wyższy poziom kulturowy. A tą niższośc wobec
      wielu nacji widać jak na dłoni.
      Rozsądnie byłoby traktować wszystkich tak, jakbyśmy sami chcieli być traktowani.
      Pozdrawiam
      ps
      Myślę, że wielu warszawiaków myśli tak jak ja, często szkoda im czasu na
      pisanie, bo poprostu nie widzą problemu. To samo dotyczy 'przyjezdnych'.
      • roody102 Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. 08.02.05, 13:45
        Ja w kwestii formalnej. Badania - bodaj te z książki "Społecznan mapa
        Warszawy" - ujawniły, że z dwóch grup mieszkańców miasta - tych, którzy
        przyjechali tu niedawno i tych, ktrórzy mieszkają tu od urodzenia to w tej
        pierwszej jest wyższy poziom wykształcenia. To oczywiście nie znaczy, że
        prownincja daje lepsze wykształcenie, tylko, jak mówisz, że tu przyjeżdżają
        najlepsi. Co nie zmienia faktu, że w swej masie to oni mają wyższe
        wykształcenie. Inna jeszcze rzecz, że konkurują z nimi nie wszyscy mieszkańcy
        Warszawy, tylko też ci z najlepszymi kwalifikacjami - przecież ktoś, kto
        przyjeżdża tu po studiach nie konkuruje z absolwentem warszawskiej zawodówki.
    • Gość: jam jaki konflikt.....? IP: *.chello.pl 08.02.05, 10:49
      nie ma zadnego konfliktu- tylko gazeta sobie go wymyslila i podjudza...Jak
      czytam te wasze artykuly na ten temat to swierdzam ze faktycznie opiniotworcza
      wyborcza zniza pułap do poziomu zycia warszawy albo faktu. Dziennikarze gazety
      nie maja o czym pisac i szukaja sensacji robiąc z dobrej gazety zwyklego
      brukowca....konflikt o jakim piszecie jest wyssany z palca- opieracie sie na
      badaniach statystycznych i wpisach na swoim forum. Badania statystyczne sa
      najpiekniejszym kłamstwem- bo niby mówia wiele ale tak naprawdę nie jest to nic
      konkretnego i nijak sie to ma do rzeczywistości (jesli jedna osoba ma 3 zł a
      druga 1 zł to wg statystycznej miary jaką jest średnią arytmetyczna zwana
      inaczej "nadzieja matematyczą" obie mają po 2 zł )A co do wpisów na forum- to
      nieoszukujmy sie jest to miejsce gdzie kazdy nawet dla zartu moze napisac co mu
      sie zywnie podoba ....
      wstyd gazeto wstyd zamiast zjac sie czyms konstruktywnym np. lobbowac za
      rozwojem komunikacji, edukacji itd wymyślacie jakieś spiskowe teorie...
      • roody102 Re: jaki konflikt.....? 08.02.05, 13:47
        Statystyka nie kłamie. Statystyka to ścisła, matematyczna nauka - nie może
        kłamać. Kłamać mogą najwyżej statystycy. A najczęściej robią to dziennikarze
        naciągając wyniki do tezy. Przykład z pieniążkami świadczy wyłącznie o tym, że
        nie masz pojęcia jakim narzędziem jest statystyka.
        • Gość: d Re: jaki konflikt.....? IP: *.chello.pl 08.02.05, 21:55
          A jak wygląda "statystyczna średnia"?
          Skąd wiadomo, że badanie 1000 "reprezentatywnych" przedstawicieli
          społeczeństwa, objęło wszyskich zainteresowanych?
          Ja, na przykład, uporczywie odmawiam udziału w ankietach.
          Myślę, że trafienie losowo na "kobietę, lat około 40, wykształcenie wyższe
          plastycze, uprawiającą czynnie zawód projektanta wydawnictw" jest właściwie
          niemożliwe.
          Mam także, jako osobnik gadatliwy, większy autorytet, i co za tym idzie wpływ
          na otoczenie, od małomównego robotnika budowlanego.
          Nie ma możliwości przeprowadzenia dokładnych badań, ponieważ na pytania
          odpowiadają wyłącznie ci, którzy CHCĄ odpowiedzieć na pytania.
          Matematyka jest dobrym językiem pod warunkiem że ma się ścisłe DANE.
          • roody102 Re: jaki konflikt.....? 09.02.05, 01:04
            Nie będę robił wykładu ze statystyki, nie czuję się na siłach. Z Twojej
            wypowiedzi widać, że nie masz żadnego pojęcia o metodologii badań. I okej, mieć
            nie muszisz, tylko wypadałoby nie krytykować i nie podważać wiarygodności
            NAUKI, jeśli się nie ma o niej pojęcia. Powtórzę jeszcze raz: statystyka jest
            nauką ścisłą, dobór próby jest kontrolowany tak, aby pozwalał na wyciąganie
            wniosków na temat populacji z założoną dokładnością i prawdopodobieństwem. Nie
            twierdzę, że w czasie badań nie popełnia się błędów, ale to, że zbadanie 1000
            losowo (to nie znaczy "przypadkowo") wybranych osób pozwala na takie
            wnioskowanie jest matematycznie dowiedzionym FAKTEM nawet jeśli dla kogoś jest
            to niepojęte. I w próbie naprawdę nie muszą się znaleźć przedstawiciele każdej
            grupy wiekowej czy zawodowej, żeby to działało. Wiem, to nie jest intuicyjne,
            ale tak JEST. Co pozwalam sobie poprzeć tytułem magistra socjologii UW.
    • Gość: IIa Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.02.05, 11:25
      ja bym to ujela inaczej: znam warszawiakow prawdziwych i przyjezdnych - problem
      polega na tym, ze gorsi w pozyciu sa wlasnie ci drudzy: dorobkiewicze, ktory
      mysli ze jak juz podwyzszyl swoj status zyciowy to ma prawo zachowywac sie tak,
      jakby wszyscy byli na jego uslugach... i takich nigdzie nie lubia. sama bylam
      swiadkiem, jak przy okazji jakiejs delegacji miasto, do ktorego pojechalismy
      okazalo sie miastem rodzinnym mojego towarzysza podrozy - reakcja byla
      nastepujaca: miasteczko niewielkie, wszyscy sie znaja i slysze teksty
      typu "znowu ten warślaczek przyjechal". poprostu czlowiek niby inteligentny,
      wyksztalcony, ale zachowywal sie tak jak ostatni cham, wszystkich wyzywal, nie
      przejechal samochodem zeby kogos blotem nie ochlapac, itd...
      albo inaczej, w publicznym autobusie, na zakorkowanej trasie torunskiej ktos
      nagle w polowie mostu robi awarnture kierowcy bo on nie zdazy na pekaesa do
      domu, publicznie go wyzywajac, nie zwracajac uwagi na to ze sluchaja go male
      dzieci a na probe zwrocenia uwagi, ze przeciez sa male dzieci ktore
      niekoniewcznie musza tego sluhcac on odburknal ze nie jego a cudzymi bachorami
      sie nie przejmuje... (facet mlody, w garniturku, skorzana kurteczka, wiec zaden
      menel)

      malo tego, bedac ostatnio na wczasach nad morzem przyjechali jacys ludzie z
      warszawy i szukali noclegu, kazdy z miejscowych po uslyszeniu ze sa z warszawy
      odpowiadal "a... z warszawy? my warszawiakom nie wynajmujemy, bo to same chamy
      i zlodzieje" - mi milo nie bylo to uslyszec... (po rozmowie z tym gospodarzem
      moge dodac, ze gdy kiedys przyjal ludzi z warszawy to po ich dwudniowym pobycie
      caly pokoj nadawal sie do remontu, a przy okazji ukradli mu czajnik elektryczny
      i lezak, wiec teraz woli juz na zimne dmuchac)

      i kto nam robi taka opinie na cala polske?
      bo nie sek w tym, ze ludzie dziekla sie na przyjezdnych i miejscowych, ale ze
      ci przyjezdni jak juz sie dorobia to na sile probuja okazac swoja wyzszosc nad
      innymi, bo musza dowartosciowac swoje malomiasteczkowe kompleksy, o ktorych nie
      moga zapomniec...

      PS: moze i ta wypowiedz jest jednostronna, ale wydaje mi sie ze powinno byc
      tak, ze to goscie musza traktowac z szacunkiem gospodarzy porzedewszystkim, a
      dopiero potem oczekiwac tego wobec siebie, bo inaczej sie pozagryzamy (a
      obowiazkowych szczepien przeciwko wsciekliznie jeszcze nie wprowadzono)
      • Gość: wioskowy Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.atman.pl / *.atman.pl 08.02.05, 14:36
        > PS: moze i ta wypowiedz jest jednostronna,

        Nie jest tak źle. Ta wypowiedź była nie tyle jednostronna, co po prostu głupia,
        ksenofobiczna i obnażającą pustkę umysłu autorki.

        > ale wydaje mi sie ze powinno byc
        > tak, ze to goscie musza traktowac z szacunkiem gospodarzy porzedewszystkim, a
        > dopiero potem oczekiwac tego wobec siebie,

        Coś ci sie kobieto pomieszało, nie chodź w taki mróz bez czapki. Nie jesteście
        tu żadnymi "gospodarzami" ani "właścicielami", ani to nie jest "wasze" miasto.
        Każdy ma prawo tu przyjechać, mieszkać, pracować, chodzić po ulicy, i ma do tego
        dokładnie takie samo prawo jak ty. Nie należy ci się NIC "ekstra" z tego powodu,
        że urodziłaś się tu albo tam, żaden dodatkowy "szacunek" większy niż dla innych
        ludzi, ani nikt nie musi ci się najpierw kłaniać. Hrabianka z zasyfiałego
        blokowiska się znalazła :)
        • Gość: pit Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 14:50
          Wracaj kolego do swojej wioski, a przyjedź jak doszkolisz się z kultury
          osobistej i pozbędziesz kompleksów. Wcale bym nie był zaskoczony jakby o Tobie
          by była historyjka z autobusu.
        • Gość: IIa Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.02.05, 21:27
          wot, zakompleksjonyj ruskij soldat, u katorowo kultury niet...

          no ale coz, za komuny liczylo sie pochodzenie partyjne, a tylko tych ktorych
          mieli brali na wojskowych...

          a jak do twopjego miasteczka ktos przyjedzier to wedlug ciebie ma prawo od razu
          smiecic, obgrafitowac wszystko, wszystkich meszkancow twojego miasta zrownac z
          blotem??? bo widac wlasnie po twojej wypowiedzi, ze ty tak robisz, wiec morda w
          krowie lajno i sie nie udzielaj ze swoimi "extra wypowiedziami
          • Gość: S. Ojoj,,, ale z tym wykształceniem to prof. trafił IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 00:57
            nick tego "soldata" brzmi "wioskowy", nie "wojskowy".
        • Gość: qw Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.02.05, 21:36
          alez wy jestescie... wojskowy dostal widocznie zbyt ostra musztre i dlatego nie
          wie ze pisze glupoty... wiecie, poprostu zrobil sie z niego taki bezmozg
          • Gość: S. Faktycznie "bezmózg" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 01:00
            z objawami wtórnego analfabetyzmu.
            Nick tego "musztrowanego" brzmi "wioskowy" (czyli "ze wsi") nie wojskowy...
            dostrzegasz subtelną różnicę panie "inteligentny inaczej"?
    • Gość: magda Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.02.05, 11:31
      A ja tesknie za dawna Warszawa, taka z przed wojny albo z lat tuz po niej,
      kiedy warszawska ulica miala swoj klimat (btw folklor warszawy tworzony byl
      glownie przez apaszy i andrusow, czyli mlodych przyjezdnych).
      Tesknie za Warszawa opisywana przez Wiecha w swoich felietonach i pomimo calej
      tej biedy tamtego czasu chcialabym, zeby to wszystko wrocilo! :)

      a tak w ogole to ciekawa jestem ilu z warszawiakow wie o czym pisze i czytal
      Wiecha...
      • Gość: zygi Wiechecki pisał o Piecyku :) IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 18:54
        brrr ale zimno
      • Gość: Prażanka Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.05, 11:12
        Noo, aż tak daleko maja pamięć nie sięga, bo jestem powojenna (1958), ale
        mieszkałam na Pradze do 1982 r. Wszystkie pozostałe mieszkania rodzinne się
        spaliły podczas wojny, więc kto mógł, to na tę Pragę...
        Pamiętam tamte czasy i wspominam z sentymentem, ale też lekko nie było. Pamięć
        zaciera przykre szczegóły, zostają klimaty...
    • Gość: rdzenny Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.chem.uw.edu.pl 08.02.05, 11:43
      Mam wrażenie, że opinia prof. Sulimy nie jest do końca wyważona. Po przeczytaniu
      wywiadu można odnieść wrażenie, że "rdzenni" warszawiacy tworzą barbarzyńskie
      plemię nieokrzesanych wojów (prof. Sulima używa słowa hufiec), którzy bronią
      swojego terytorium przed wykształconymi (prof. Sulima chyba zapomina, że częstym
      motywem przyjazdu do Warszawy jest właśnie chęć zdobycia wykształcenia)
      "przyjezdnymi". Zgadzam się z przedpiszcami, że konflikt między "rdzennymi" i
      "przyjezdnymi" jest troche sztucznie rozdmuchiwany. Wśród moich znajomych są
      zarówno "rdzenni", jak i "przyjezdni" i jedyne, co przychodzi mi do głowy to
      banał o tym, że zarówno wśród jednych i drugich są owce i wilki w owczej skórze.
      Jedyne w czym zgadzam się z prof. Sulimą to opinia na temat przestrzeni
      miejskiej w Warszawie, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.
    • Gość: RABBIT JAKA WOJNA??? JAKA WOJNA??? OSZALELISCIE. IP: *.ssmb.com 08.02.05, 13:07
      w warszawie nie ma zadnej wojny przyjezdnych z tubylcami. to bzdura. chlopaki
      ze stolecznej nie maja juz co wymyslac? chcecie pisac o rdzennych
      warszawiakach? prosze bardzo. piszcie o ich cechach, stylu, przyzwyczajeniach,
      kulturze, wartosciach itd. ale nie tworzcie bzdurnych antagonizmow. mieszkam w
      w-wie od 12 lat i wiem jedno: NIE MA ZADNEJ WOJNY. migracja do solicy trwa i to
      bardzo dobrze. dzieki temu miasto sie rozwija. a wy powinniscie pomoc w
      asymilacji i przestac straszyc przyjezdnych.
      pozdrawiam wszystkich ktorzy sie urodzili w w-wie i poza
      • Gość: gizmo To jakieś nieporozumienie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 13:11
        Ja nie przysyłałem żadnego listu do redakcji. Wolałbym żeby moja korespondencja
        tam nie trafiała - pomyłka pracownika poczty nie jest wymówką. Proszę te listy
        odesłać na adres nadawcy. Proszę też ich nie czytać i nie wykorzystywać ich
        treści na łamach gazety.
    • Gość: Warszawiak Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 212.244.29.* 08.02.05, 13:42
      Rozbawił mnie pan Sulima, który jest antropologiem i chyba o nie jednym słyszał
      tym, że szokuje go słowo CHAM. Panie profesorze, czy nie zna Pan gwary
      warszawskiej i sądzi, że to jest jak na nasze warszawskie
      możliwości "wulgaryzm"?
      • Gość: czytelnik Coz za beznadziejny dodatek lokalny Gazety... IP: 129.215.119.* 08.02.05, 16:48
        Jak w temacie
    • Gość: Fuzzy Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 5.2.* / *.chello.pl 08.02.05, 13:47
      100% racji, temat zastepczy!

      Pozdrawiam,
      Fuzzy
    • Gość: abc Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 157.25.128.* 08.02.05, 14:43
      Proszę nie bronić tak przyjezdnych, ponieważ ich zachowanie jest paskudne,
      jeżeli ich wyrzucimy jednymi drzwiami to wejdą drugimi. Ja tak nie zrobię.
      Ponadto chcę aby Warszawa była ładna. Jeżeli wyznacznikiem piękna Warszawy jest
      Stadion X-lecia i właśnie przyjezdni walczą o utrzymanie go w takiej "krasie"
      to proszę wybaczyć, ale Warszawa już nie będzie ładna. Myślę, że o Warszawie
      powinni decydować rdzenni Warszawiacy. Istnieje Towarzystwo Przyjaciół Warszawy
      i ciekawe czy należą do niego rdzenni Warszawiacy. A może powinno powstać
      stowarzyszenie rekrutujące rdzennych Warszawiaków (udokumentowanie zamieszkania
      w Warszawie przez rodzinę np. minimum jeden wiek (100 lat) i mieć wpływ na
      życie miasta. Jeżeli takie powstanie to może przyjezdni nie będą się tak
      panoszyć i ściagać całe rodziny do Warszawy.
      • Gość: Automobilista Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.02.05, 18:01
        > Myślę, że o Warszawie
        > powinni decydować rdzenni Warszawiacy. Istnieje Towarzystwo Przyjaciół
        > Warszawy i ciekawe czy należą do niego rdzenni Warszawiacy. A może powinno
        > powstać stowarzyszenie rekrutujące rdzennych Warszawiaków (udokumentowanie
        > zamieszkania w Warszawie przez rodzinę np. minimum jeden wiek (100 lat) i
        > mieć wpływ na życie miasta.

        Dam ci dobrą radę. Załóż Stowarzyszenie Rdzennych Warszawiaków i startuj wraz z
        innymi Rdzennymi Warszawiakami w wyborach samorządowych, głosząc w kampanii
        wyborczej swoje hasła. Jeśli wygracie, będziecie mieli kolosalny wpływ na zycie
        miasta.

        Proste.
      • Gość: szachista Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.spsa.com.pl 15.02.05, 20:36
        Którzy rdzenni...mają tu nieby decydować ???

        Ci urodzeni przed wojną (którą) ?
        A może przed stanem wojennym?
        A może potomkowie Zygmunta III Wazy ? :-))
    • Gość: maciej48 Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 15:33
      Najśmieszniejsze w tym jest to,że warszawiaków od dwu lat oklinają warszawiacy
      od lat piętnastu. Warszawiaków z dziadza pradziada w naszym mieście prawie nie
      ma.Jeden Jan Pietrzak wiosny nie czyni,to miasto się dopiero tworzy,charakter
      wyrobi się tu za jakieś 50 lat.
    • Gość: kixx Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 17:21
      czasem z tym co napiszesz nie wypada sie nie zgodzic
      to tez jest taki przypadek
      mala dygresja tylko -steki wyzwisk padaja z obu stron
      i druga -profesor ma racje,szkoda tylko ze nie postaral sie takze o krytyczna
      ocene strony przyjezdnej,wsrod ktorej zapewne poziom wyksztalcenia jest
      statystycznie wyzszy,ale o poziomie wychowania i kultury osobistej niestety nie
      mozna tego napisac
      • Gość: zygi Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 19:05
        profesor może ze swoimi kompleksami wybrać do psychologa a nie wywnętrzać się
        na łamach Gazety mającej ambicję bycia gazetą opiniotwórczą. Chyba że przyjąć
        tezę że Gazeta staje się szmatławcem wtedy opinia Pan profesora znalazła sie we
        właściwym miejscu.
      • Gość: gość Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.02.05, 19:24
        > ocene strony przyjezdnej,wsrod ktorej zapewne poziom wyksztalcenia jest
        > statystycznie wyzszy,ale o poziomie wychowania i kultury osobistej niestety nie
        >
        > mozna tego napisac

        Jasne, jest dokładnie odwrotnie, niż u "urodzonych na miejscu", którzy co prawda
        wykształceniem nie grzeszą, ale za to kultura u nich, panie, ho ho, że nie
        podskoczysz...

        Widzisz, świadectwa ze szkoły można obiektywnie porównać i tu "miejscowi"
        odpadli, a "świadectw kultury" nikt nie wydaje i nie robi statystyk, dlatego
        możesz sobie tak fantazjować, jeśli dzięki temu lepiej się poczujesz.
        • Gość: kixx Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 20:16
          ja nie musze fantazjowac
          wystarczy ze napisze,ze w Warszawie ostatnio pojawily sie zwyczaje dawniej nie
          znane
          mysle tu o wystawianiu butow i smieci na korytarz w budynkach,zwlaszcza na
          nowych osiedlach na ktore wlasnie sprowadzaja sie przyjezdni(zjawisko znam z
          opowiadan znajomych i postow na forum-{nie}stety u mnie bloku takich kulturnych
          zwyczajow nie zaobserwowalem jak na razie
          no chyba ze to jest objaw kultury,w takim razie zwracam honor i skladam wyrazy
          podziwu za te kulture
          • Gość: gość Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 21:30
            > wystarczy ze napisze,ze w Warszawie ostatnio pojawily sie zwyczaje dawniej nie
            > znane
            > mysle tu o wystawianiu butow i smieci na korytarz w budynkach,

            Tak, to są "zwyczaje dawniej nie znane". Ja poznałem je raptem 10 lat temu, po
            przeprowadzce do Warszawy. Tak, dzieje się to "zwłaszcza na nowych osiedlach",
            bo na starych osiedlach (syfnych blokowiskach dla "rdzennych") takie buty za
            drzwiami po prostu od razu ukradną "sąsiedzi". Ale idź do takiego blokiszcza,
            gdzie są kraty na piętrach (też "przyjezdni" przywieźli te kraty "ze wsi"?) i
            popatrz, co "rdzenni" wystawiają za drzwi. Buty, spróchniałe meblościanki, worki
            starych ubrań, puste doniczki, sterty starych gazet, przerdzewiałe garnki,
            zepsutą lodówkę, itp. itp.
            • Gość: kixx Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 21:44
              no coz
              byt ksztaltuje swiadomosc
              u mnie w budynku nie ma krat,ogrodzen,starych workow,mebloscianek i lodowek
              nie ma takze workow ze smieciami,butow na klatce schodowej
              pewnie dlatego nigdy sie nie zrozumiemy

              ps.ale zeby ci poprawic samopoczucie to napisze ze strrrrrrasznie ci
              zazdroszcze ze mozesz wystawic smieci i stare buty za drzwi i nikt ci tego nie
              ukradnie
              • Gość: gość Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 22:10
                > ps.ale zeby ci poprawic samopoczucie to napisze ze strrrrrrasznie ci
                > zazdroszcze ze mozesz wystawic smieci i stare buty za drzwi i nikt ci tego nie
                > ukradnie

                Ja mogę, ale nie chcę, ty chciałbyś, ale nie możesz. Do wiosny jeszcze daleko,
                jak tu biegać po osiedlowych bazarach bez butów, w dziurawych skarpetkach.

                Właśnie, a te uliczne "bazary" to też zwyczaj "ze wsi"?
                • Gość: kixx Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 22:16
                  ja juz od dawna na bosaka chodze,bo jak sie do mnie do bloku sprowadzili tacy
                  podobni do ciebie to nie tylko buty poginely (z przedpokojow-nikt nie zamykal
                  nie bylo potrzeby),ale nawet o smieci z MPO zaczeli sie bic
                  w koncu rada mieszkancow zadecydowala,zeby wszystkie smieci zanosic pod ich
                  mieszkanie,a dopiero oni po wstepnej(acz gruntownej )segregacji oddaja to
                  wszystko MPO
          • Gość: Automobilista Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 00:50
            > ja nie musze fantazjowac
            > wystarczy ze napisze,ze w Warszawie ostatnio pojawily sie zwyczaje dawniej
            > nie znane
            > mysle tu o wystawianiu butow i smieci na korytarz w budynkach,zwlaszcza na
            > nowych osiedlach na ktore wlasnie sprowadzaja sie przyjezdni(zjawisko znam z
            > opowiadan znajomych i postow na forum

            Sposoby postępowania ze śmieciami są rózne. Na nowych osiedlach zostawia się je
            na klatce pod drzwiami i co kilka dni wynosi do kontenera. W starych blokach
            wyrzuca się je do zsypu, regularnie dokarmiając karaluchy. A w prastarych
            rdzennowarszawskich kamienicach śmieci gromadzi się w mieszkaniu, ewentualnie
            co jakiś czas wyrzuca przez okno :)

            PS. Nie każ mi zaiwaniać co kilka godzin ze śmieciami na dwór, bo mi się nie
            chce, zwłaszcza na tym mrozie - klatka schodowa to jest to :D
            • Gość: zygi [...] IP: *.acn.waw.pl 09.02.05, 09:46
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • Gość: Automobilista [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 22:57
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • Gość: zygi Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 11.02.05, 00:23
                  co cię niby obraziło wulgarna istoto???? to że jesteś ze wsi przecież
                  wielokrotnie to pisałeś. Odnoszę się do tego co napisałeś a nie pomyślałeś, nie
                  zamierzam badać Twoim psychoanalitykiem.
                  • Gość: Automobilista Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.devs.futuro.pl 11.02.05, 07:50
                    Nadal nie rozumiesz tego, co piszę i pisałem. Gdybyś zadał sobie trud
                    uważniejszego czytania moich wypowiedzi (czytania ZE ZROZUMIENIEM), to może byś
                    załapał. A tak schodzisz na manowce.
                    • Gość: zygi Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 11.02.05, 21:39
                      A Ty NAUCZ SIĘ PISAĆ ZE ZROZUMIENIEM czytając twoje posty zastanawiam się jakim
                      cudem nauczyłeś się pisać na komputerze, ale przypominam sobie tezę że nawet
                      małpę można nauczyć trafiać w klawisze trudniej jest nauczyć myśleć podczas
                      klepania w klawisze
                      • Gość: Automobilista [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 01:27
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • Gość: Automobilista Napisane ponownie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 22:30
                          Nazwałem przedmówcę szypansem i ponownie to potwierdzam.

                          Cenzorku, a ty to mi wyglądasz na orangutana.
                • Gość: Automobilista [...] IP: *.devs.futuro.pl 11.02.05, 09:44
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: Ochot-nik Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 5.2.* / *.chello.pl 08.02.05, 19:33
      " Dlaczego i jedni, i drudzy sięgają po stereotypy?
      - Bo się nie znają. W Warszawie więzi sąsiedzkie praktycznie nie istnieją, a
      ludzie ze sobą nie rozmawiają. "

      Nie znaja sie ?

      Kompletna bzdura. Mieszkam w Warszawie od urodzenia a juz prawie 20 lat na
      jednej z dzielnic Warszawy. Znam doskonale swoich wszystkich bliskich sasiadow.
      Dopiero chamy z wiochy ktore napieraja masowo i wynajmuja mieszkania w mojej
      dzielnicy wprowadzaja zamet, mieszkaja po kilka miesiecy potem sie
      przeprowadzaja gdzie indziej, tworza atmosfere TYMCZASOWOSCI...

    • Gość: Alicja Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.crowley.pl 08.02.05, 21:15
      Nie mam kwalifikującego mnie do dyskusji po stronie miastowych nieskazitelnego
      życiorysu. Wprawdzie rodzina mojej matki to Warszawiacy z dziada-pradziada ale
      ojciec, powstaniec warszawski, osiedlił się w stolicy w 1921 roku. Czy mogę więc
      stanąć po stronie rdzennych? Chyba tak, bo tylko około 10 % moich bliższych i
      dalszych znajomych to Warszawiacy bez słomy w butach. Dzisiaj ich dzieci,
      nuworysze z adresem urodzenia Warszawa a kulturą z rdzennej wsi rodziców stają
      naprzeciw przybyłych.....
      Na całym świecie duże miasta a przede wszystkim stolice są miejscem migracji.
      Dzięki przybyszom rozrastają się w metropolie. Dają zatrudnienie, mieszkania ale
      też biorą od przyjeżdnych wszystko najlepsze co mają oni do zaoferowania (zapał,
      umiejętności, pracowitość a także przebojowość). Stańmy z nimi do uczciwej
      konkurencji.
    • Gość: se pojezdziłem Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.acn.waw.pl 08.02.05, 22:50
      Do 25 roku zycia mieszkalem w Wawie potem na 15 wyjechalem(ożeniłem się) do
      innego miasta, teraz od 4 mieszkam na powrot w Wawie. i powiem wam, ze sam nie
      wiem kim jestem "rdzenny" czy "przyjezdny" - prosze pomozcie bo nie wiem jak
      sie mam zachowywac zeby byc w zgodzie z wszystko wiedzaca i gloszaca tylko
      sluszna droge gazety wybiorczej
      • Gość: Poznan Pier.. Wa-we nie bylem tam 30lat i nie chce byc! IP: *.icpnet.pl 08.02.05, 22:52
    • Gość: ann Re: brak przestrzeni publicznej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 00:10
      bardzo słuszna uwaga.
      • Gość: xxx Re: brak przestrzeni publicznej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 17:43
        A co to jest "przestrzen publiczna"? Plac Defiald nie wystarczy???

        Mysle, ze Pan Profesor myli to pojecie "przestrzeni publicznej" z czyms zupelnie
        innym...
      • Gość: kosia a ja kocham Warszawe!!! IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.05, 19:37
        kocham Warszawe,bo jestem z miasta to slychac,widac i czuc.....
        ...ale niestety jestem daleko od niej i tesknie za wszystkim co z nia
        zwiazane...
    • Gość: Piotrek Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.siemens.pl / *.crowley.pl 09.02.05, 10:16
      Widzę, że Gazeta lubi podgrzewać konlikty i utrwalać stereotypy.
      Podobnie zachowuje się Naród Wybrany, który od czasu do czasu przypomina gojom,
      co to antys.emityzm, żeby broń Boże, świat nie zapomniał jacy są biedni i
      przezeń pokrzywdzeni.
    • Gość: kaba Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 81.210.22.* 09.02.05, 12:08
      To nie jest wojna, ale nie można spokojnie słuchać "przyjezdnych" jak stale
      narzekają na wszystko i krytykują wszystko co jest w tym Mieście. A przecież
      nikt ich tu siłą nie trzyma..... Może niektórzy z nas, "miejscowych" są na tym
      punkcie przewrażliwieni, ale Warszawa chociażby z racji swojej historii i
      historii kolejnych pokoleń swoich mieszkańców jest jedynym takim miejscem na
      świecie. To jest moje Miejsce na Ziemi...
      • Gość: wioskowy Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.atman.pl / *.atman.pl 09.02.05, 13:05
        > To jest moje Miejsce na Ziemi...

        To przynajmniej posprzątaj to "twoje miejsce". Ja bym się ze wstydu spalił,
        gdybym miał u siebie taki syf.

        Każde miejsce jest "jedyne na świecie z racji swojej historii", to co napisałeś
        to jest bezsensowny bełkot.
        • Gość: kaba Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: 81.210.22.* 09.02.05, 14:48
          "Ja bym się ze wstydu spalił, gdybym miał u siebie taki syf."

          Nie wiem gdzie jest i jak wygląda to twoje "u siebie", ale wielokrotnie
          widziałam, jak wyglądają dworce i ich okolice w Warszawie.
          Więc może jednak:
          primo - nie śmiecić
          secundo - posprzątać po sobie

      • antefiks Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. 10.02.05, 06:44
        i bardzo się zgadzam! Warszawa jest jedyna w swoim rodzaju! narzekający na
        wszysto "przyjezdni" to normalna sprawa, ale gorzej z "rdzennymi"
        warszawiakami, którzy swoje miasto traktują jak wielkie wysypisko, do którego
        można dorzucić własne śmieci, bo może wreszcie sprzątną. Ja bym porzucał
        wyzwiskami na tych najrdzenniejszych, którzy (z nieznanych mi powodów, chociaż
        zapewne przez kompleksy związane z samym faktem mieszkania w Polsce, bycia
        Polakiem itd.) plują na to miasto jak mogą. Skandal.
        • Gość: RedWhite Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 11:00
          Zamknąć Warszawe dla przyjezdnych. Bez meldunku warszawskiego nie ma pracy. To
          samo tyczy się Trojmiasta, Krakowa, Poznania i innych miast. Jak będą mieli
          zameldowanie i dojdzie im czynsz i stałe opłaty do płacenia to zobaczymy wtedy
          czy ich dumpingowa oferta pracy będzie sie różniła od oferty miastowych. Teraz
          w jednym 2 pokojowym mieszkaniu płacą za wynajem 4-5 osób co daje około 150 -
          200 zł miesięcznie. Zobaczymy jak sobie poradzą z czynszem 400-500 zł.
          • Gość: rewizor got mitt uns! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 11:52
            ja,ja, naturlich herr Kapo! Zajrzetz im w majty czy czasem nie obrzezani terz bendzie na miejscu! Karzdemu Rdzennemu po Murzynie 16-letniej Tajce. Tylko Rdzenni mogom budowatz mieszkania dla Rdzennych (wtedy bendom po 6 nie po 3 tysiaki za metr ale czego sie nie robi dla czystostzi rasy). Karzda sklepowa w miensnym, karzden jeden hydraulik czy piekarz musi do 10 pokolenia wstecz czystym jak łza bytz! Kultury plebejuszy naucza Rdzenni warszawscy taksówkarze. Bendzie git. Ordnung must zein! Got mitt uns! Mieszkaueś Pan u mamusi? Jadueś domowe obiadki? Kanapki Ci do pracy robiua? Ostatni raz pocionkiem jechaueś 10 lat temu? Ja niestety nie mam tak dobrze. Za mieszkanie puace i puaciuem odkond z maturom tum przyjechau. Siostra moja w Poznaniu terz. Za rzarcie puace i puaciuem SAM. I SAM je sobie kupuje i robie od matury. Pranie sprzontanie, lekarz jakis etc j/w.Do domu raz na kwartau jade bo 500 km mam i 150pln taka atrakcja mnie kosztuje. Siostre swojom ukochanom na swienta tylko widuje. Zaciskam pośladki, piers do przodu wypinam i napier...A jak ty musisz na piwo za 10pln w KLUBIE mieć to...Zacisnij pośladki, piers do przodu i zapier....Pozdrawiam.
            • Gość: basia Re: got mitt uns! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 17:00
              Swiadectwo sam sobie wystawiłeś.
    • Gość: marta Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.chello.pl 10.02.05, 14:37
      i dlatego ja uciekam na przedmiescia i z rdzennego warszawiaka stane sie chamem
      ze wsi,
    • Gość: basia Re: Warszawska wojna życiorysów - rozmowa z prof. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 17:03
    • Gość: beta Nie zgadzam się z p.profesorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 17:19
      Zresztą przyjezdnym, więc nic dziwnego, że wyniki badań interpretuje z tej
      pozycji. Poczucie własnego miejsca, własnego domu, własnego miasta czuje sie
      nie po 2, 5 10 latach. To się wynosi z domu rodzinnego. A jak rodzice
      przyjezdni, to dzieci też nie będą rdzennymi, bo to trzeba poczuć, wyssać z
      mlekiem matki. I to dotyczy każdego miejsca na ziemi, i dużego miasta i małego
      i wioski. Bo to wspomnienia z dzieciństwa, opowieści rodziców, dziatków,
      zdjęcia i cała atmosfera wokół świadczy o tym, że to jest moje miejse, moje
      miasto. A inne badania potwierdziły, że wśród tzw. przyjezdnych jest zawsze
      największy procent przestępstw, alkoholizmu, narkomani. Bo te skłonności
      wynikają właśnie z braku poczucia własnego miejsca. A poza tym duże miasto
      pozwala zachować anonimowość. Nie lubie przyjezdnych, bo przez nich to miasto
      straciło swoja elegencję, swoją wielkomiejskość. Są właśnie zasikane i
      zaśmiecone dworce, jest Stadion Dziesięciolecia, gdzie sie ubierają. Jest
      wreszcie ohydna nowomowa. Kilkanaście lat temu doznałam szoku, gdy okazało się,
      że w bloku gdzie chciałam kupić mieszkanie 70% mieszkań dostali robotnicy.
      którzy budowali to osiedle ! To, że przyjezdni mają lepsze wykształcenie to też
      mit, może maja swiadectwa ukończenia studiów , ale to nie jest tożsame. A
      obecne studia, szczególnie te zaoczne? Przecież to kpina. Znam osobiście kilka
      osób po tych właśnie studiach, żałosne. Przypomiał mi sie niewybredny żart: pod
      nowoczesny blok podjeżdzą furmanka Prrr, koniki, tu nase dzieci mieszkajom. Ja,
      gdybym wyjechałą do innego miasta, miasteczka, czy na wieś, tez bym sie czuło
      dłuższy czas nieswojo, i nigdy nie byłabym tak naprawdę u siebie. Tak juz jest
      i nie ma co na siłę szukać naukowego uzasadnienia to spraw oczywistych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja