roody102
08.02.05, 00:03
Mam wrażenie, że ten konflikt jest wyłącznie wirtualny. Owszem, na gazetowym
forum można poczytać czasem steki wyzwisk pod adresem przyjezdnych, ale to
jest „zwykłe” chamstwo (które zresztą redakcja portalu sama poniekąd
wyhodowała nie walcząc z nim od samego początku). Na co dzień Warszawa to
mieszanka garstki rdzennych warszawiaków, masy warszawiaków w pierwszym lub
drugim pokoleniu i rzesz przyjezdnych. Sam należę do drugiej grupy i czuję
się mocno związany z Warszawą, co nie przeszkadza mi mieć wielu znajomych
spoza tego miasta – czy to na studiach, czy w Pracy poznałem wielu takich
ludzi i nigdy to, że nie są stąd nie było powodem konfliktów. Sam też nigdy
nie odczułem niechęci przyjezdnych wobec siebie. Co innego poza Warszawą,
latem, na Mazurach, rzeczywiście czasem zdarzyło mi się usłyszeć niemiłe
komentarze od nowo poznanych ludzi. Niektórych nawet udało się przekonać, że
nie każdy Warszawiak to prostak. A reszta tkwi w swoim prymitywnym
stereotypie. Nie bardzo rozumiem, po co Gazeta od paru dni rozdrapuje ten
temat i udostępnia swoje internetowe łamy chamstwu, stereotypowemu, wąskiemu
myśleniu. Nie ma ważniejszych spraw, że trzeba pogłębiać konflikty?
Co jakby nie podważa słuszności diagnoz pana profesora.