d.z.
03.06.02, 10:39
Mamy w Warszawie juz sporo sygnalizacji świetlnej tzw. "wzbudzeniowej" na
przejściach dla pieszych. Proste to i ułatwiające życie, a poprawiające
bezpieczeństwo zarazem. Pieszy wciska sobie guziczek i za jakiś czas zapala się
zielone umożliwiające bezpieczne przejście na drugą stronę jezdni. No i tu jest
problem. Nie wiem skąd ale zwsze znajdzie się jakieś "niskie czółko", które
musi ten przycisk dla pieszych zniszczyć. Ta nieodparta chęć destrukcji owocuje
potem tym, że zdesperowani oczekiwaniem ludzie zaczynają na czerwonym
(lawirując wśród samochodów) przebiegać.
Czy rzeczywiście tak musi być? Czy takiemu idiocie nie przyjdzie do jego
ograniczonej mózgownicy myśl, że kiedyś być może jego matka albo babka znajdą
sie w takiej sytuacji i przejść na drugą stronę zgodnie z prawem nie będą
mogły. Czy nie jest to też jakieś zmuszanie innych do łamania przepisów - bo co
ja mogę zrobić? Czekać "na Godota"? Czy przebiec na czerwonym?