vtec_z
03.03.05, 11:58
Witam,
Z pewnym opóźnieniem przeczytałem artykuł o zagrożeniach dla nadwiślańskiego
szlaku piwnego (
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2580025.html)
Sam lubię wypić jasne z pianką i to w różnych "okolicznościach przyrody" - w
pubie, w domu, w lub przy budce itp. Jednak z jednym stwierdzeniem, które
gładko przeszło pani redaktor Annie Krężlewicz, nie mogę się zgodzić:
"Urzeka ich niepowtarzalna, uświęcona wieloletnią tradycją atmosfera i
atrakcyjne ceny piwa od 3,80 do 5 zł za kufel. Tu, przy jednym stoliku,
spotykają się rowerzyści, intelektualiści i studenci."
Rowerzyści? Może się spotykają przy piwie, ale kto potem pozwala im jeździć?
Dlaczego człowiek jadący na rowerze może kupić kufelek a potem ruszyć w dal
na swojej wspaniałej maszynie? Jeżeli pojedzie w pola i lasy to proszę
bardzo, nie przeszkadza mi to, a nawet uważam, że może być przyjemne - ale w
środku miasta?
Pozdrawiam rowerzystów
Vtec_Z
--------------------
First man than machine