marcinf2
02.08.02, 13:32
Powszechne przekonanie jest że tak.
Cóż więc te rzesze zatrudnionych produkowało, że w nielicznych (wg
dzisiejszych standardów) sklepach nic nie było, nawet w 5 ostatnich
latach 'dobrobytu gierkowskiego' nie mówiąc już o czasach następnej ekipy
PZPR, naprawiającej ten dobrobyt?
Odpowiedź jest prosta: to nie była praca dla wszystkich, tylko etaty dla
wszystkich.
W kapitalizmie bezrobotni stali pod bramami fabryk a w socjalizmie przy
maszynach.
Ludzie ze wsi uciekali do miasta szukać pracy - ale kto miał pracę ten
chodził po mieście.
Ilu było zatrudnionych kompletnie bezproduktywnych - postarajcie sobie
przypomnieć te tysiące sekretarzy i urzędników partyjnych w komitetach i
zakładach pracy, działaczy społecznych, nie mówiąc już o funkcjonariuszach
aparatu władzy.
O skali tego ukrytego i opłacanego przez innych bezrobocia dopiero teraz
możemy się przekonać gdy pojawiły się miliony nowych miejsc pracy w
dziedzinach których przedtem wcale nie było a wciąż wielu nie może jej
znależć.
Trudno naprawdę? Jakoś nikt nas na ulicy nie zaczepia błagając o jakąkolwiek
pracę (jak w prawdziwym kapitalizmie), proszą tylko o pieniądze.
PRL nie przyzwyczaił nas do pracy dla wszystkich - do etatów dla wszystkich.
Musiało się to w końcu zawalić.
Ale te etaty były wspaniałe. Tęskni się strasznie za nimi.
Płacimy za nie do dziś.